Zwiedzanie Slunja rozpoczynamy od zlokalizowania Rastoke - historycznego centrum miejscowości z XVIII-wiecznymi młynami i wodospadami rzeki Slunjcica, wpadającej w tym miejscu do płynącej z Plitwic Korany.



Nie jest to oczywiście trudne - miejscowość jest niewielka a Rastoke, główna atrakcja, wyeksponowane. Fragment Rastoke (zdjęcia powyżej) jest całkowicie otwarty do zwiedzania, główna, najatrakcyjniesza część, jest płatna:


Bilety wstępu ważne na zachętę przez dwa dni, wchodzimy, spacerujemy, jest tu bardzo ładnie:




jakkolwiek, mówiąc szczerze, apetyty były większe. Przede wszystkim nazwa "małe Plitwice", jakim to hasłem miejscowość się reklamuje okazuje się aż za bardzo opisywać rzeczywistość - atrakcje pokazane na mapce można obejść w góra pół godziny. Do tego spory ruch generowany przez turystów (na zdjęciach starałem się go nie uwieczniać) i zagospodarowanie - prawda - atrakcyjnego terenu aż do granic bólu (restauracje, pamiątki, ...). Do tego mały biega, rozrabia (w sumie jak to on) - nie do końca tego szukaliśmy i w tym momencie trochę żałujemy tych Plitwic...



Ścigania się z dzieckiem połączonego z zapobieganiemi jego kąpieli w którymś z licznych wodospadów szybko mamy dość i decydujemy się opuścić Rastoke i poszukać w miejscowości jakichś mniej mokrych i zatłoczonych atrakcji. Intrygująca i mocno pociągająca kupa gruzu dość szybko pojawia się na horyzoncie:

Tylko jak tam (w miarę szybko) dojść... Od czego jest informacja turystyczna - sprawa szybko się wyjaśnia. Mały uzyskuje wreszcie upragnioną, życiową przestrzeń:

a my względny spokój dający szansę przyjrzeć się tej mniej turystycznie eksponowanej części miasteczka.

Spod kościoła po skarpie nad rzekę i kupa gruzu (węgierski zamek z XV wieku) wkrótce zarysowuje się na horyzoncie:

Mnóstwo zieleni, rzeka, cisza i spokój, całkiem tutaj przyjemnie.



Niespiesznym krokiem spacerujemy podziwiając widoczki, przewodnik wkrótce wskazuje dalszą drogę:

ale niestety od tyłu kilkusetletnia budowla prezentuje się raczej mało zachęcająco:

Na otarcie łez udaje się kilkaset metrów dalej zlokalizować jeszcze jedną kupę gruzu - arsenał z czasów napoleońskich:


Jako że więcej ruin w zasięgu naszego wzroku nie widać, stąd wracamy już w kierunku Rastoke:

i po wizycie w restauracji wracamy do pokoju, rozpoczynając organizacyjne oraz psychiczne przygotowania do powrotu do Polski.
