napisał(a) dangol » 07.11.2008 18:45
Beaujolais nouveau to może niekoniecznie, ale... lat temu już kilka wybraliśmy się do Znojmo
na winobranie . W czasie tych świątecznych dni całe miasto ogarnięte jest szaleństwem degustacji
burčáka.
Wyzwanie wielkie (w każdym bądź razie dla takiej głowy jak moja), bo żeby odczuć jego dobroczynne działanie, trzeba wypić tyle, ile się ma litrów krwi "w człowieku" i dopiero wówczas jest się w pełni odnowionym

. Trunek co prawda procenty ma słabe (jakieś 3-6), ale to tylko w trakcie zażywania wydaje się, że to niepozorna lemoniadka

. Burčák bowiem wewnątrz nas cały czas pracuje i działa ze spotęgowaną mocą! No, ale raz w roku trzeba przejść takie oczyszczenie...
Od tamtego wyjazdu co roku bawimy się przy burczaku w pierwszy weekend paździenika w naszych przyjaciół, którzy stosowną ilość nastawiają jakieś półtora tygodnia przed właściwymi zbiorami w ich winniczce.
W czasie sezonu winobrania burčák jest tradycyjnie pijany przede wszystkim na Morawach, gdzie winnic sporo, ale w innych regionach Czech również (np. dwa tygodnie temu w Jeseniku też można było nań trafić). Burčák trudno nazwać młodym winem, bo do takowego mu jeszcze bardzo daleko

pojawia się jakieś 1,5 - 2 tygodnie od rozpoczęcia fermentacji moszczu i trzeba go szybko wypić, żeby nie stracił swoich walorów smakowych. Trwałość burčáka z białych winogoron to jakieś 3 max 5 dni, z czerowonych tylko kilkanaście godzin - bo napój cały czas fermentuje i wkrótce traci swój słodki smak, dzięki któremu (przy towarzyszących orzeźwiajacych bąbelkach) pije się go jak lemoniadkę. Jeślli więc nie wpasujemy się w odpowiedni moment fermentacji - to po burczaku.
Jeśli ktoś jeszcze nie zna tego smaku , to zachęcam do spróbowania przy najbliższej nadarzającej się okazji (przykładowo w przyszłym roku we wrześniu jadąc do/ wracając z Cro)

. Nie można się tylko zrażać mętnym wygladem płynu - taki musi być
