Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Balkan Express cz. 2

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005
Balkan Express cz. 2

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 02.09.2005 12:27

Zrobiłyśmy część 2, no bo Czarnogóra zasługuje na osobne miejsce, a poza tym tam troche rozmyłysmy temat prośbami o instrukcje na temat wklejania zdjęć :-). Będzie porządek - tak więc to chyba w ogóle odcinek 5, a czarnogórski 1.

Czarnogóra...ech Czarnogóra... - BAJKA!!!!!!!!!!!!

Jakbyście potrzebowali rozkład jazdy autobusów z Dubrownika do Herceg Novi czy dalej do Ulcinja to służymy też.
No więc wsiadłyśmy do eleganckiego, klimatyzowanego małego autobusu (59 kun). Prawie pełny. Po dwie pasażerki jeszcze na lotnisko w Cilipi i na granicę. I teraz - kochane koleżanki (koledzy wybaczą)- babskie pięć minut. To już ponad dwa tygodnie i poza dwumetrowcem z informacji w Zadarze nie bardzo było na kim oko zawiesić... Ale pojawił się... Chorwacki pogranicznik... Noooo dziewczyny... Odzyskałyśmy wiarę w przeczytane niegdyś historie (nie w brukowcu, a w jakiejś mądrej książce) o tym, że najbardziej atrakcyjni ludzie (i panie, i panowie) rodzą się w Konavle przy granicy z Czarnogórą. I ten to na pewno stamtąd był... Mamo Kapiszonka - taaaakie MAŚLANE oczy robiłyśmy kiedy wpatrywał się w nasze oczęta... na zdjęciach w paszporcie :-). I tyle musiało nam wystarczyć. Jego zasadnicze, lodowate: hvala, sprowadziło nas na ziemię. Czarnogórską już! No dość - mija już babskie pięć minut i panowie Forumowicze już się zniechęcają, choć jesteśmy przekonane, że na pewno wszyscy w Konavle przodków mają :-)!!!!!!!

Wylądowałyśmy w Herceg Novi - podobno takiego zagubienia w oczach w czasie wyprawy jeszcze nie miałam (to ten Chorwat mnie przymulił pewnie...). Najpierw pytanie w kasie o najbliższy autobus, bo się trochę gubiłyśmy w tym systemie komunikacji - mnóstwo firm, każdy jeździ jak chce, nie wiadomo gdzie kupować bilety i czy na tych, które sprzedadzą gdzieś dojedziemy. Otyła bardzo, sympatyczna pani nam pisze na kartce i rzuca na pożegnanie: Z Bohom!.
A wokół tłumy kierowców busów, przekrzykujących się w ofertach. To jak Zakopane - początek lat 90. Wybrałyśmy młodych chłopaków, którzy za 5 euro od głowy mieli nas zabrać do Petrovaca (tu nasz camp tak myślałyśmy). Aha jeszcze się ubawiłyśmy własną spostrzegawczością, bo początkowo nie zauważyłyśmy, że to bliźniacy i myślałyśmy, że z wariatem rozmawiamy, kiedy po dwa razy musiałyśmy odpowiadać na te same pytania (obydwaj biegali dokoła szukając klienteli).
Autobus - krótszą droga z pominięciem Boki - promem - kosztuje 5,5 euro, ale pomyślałyśmy, że nigdzie się nam nie śpieszy, a i Bokę będzie dobrze zobaczyć od razu w całości. Pogoda znów taka sobie - Boka w chmurach i deszczu...
A camp jest nie w Petrovacu tylko trochę dalej, w Buljaricy. Ale cały bus posłużył nam pomocą, krzycząc w Petrovacu: nie, nie tu, bo za daleko będziecie miały na piechotę. Bliźniaki - serca na dłoni - podrzucili pod sam camp!

Spotkanie z Montenegro pod wieloma względami od razu oczarowuje - nawet jeśli pogoda nieciekawa - widoki!!! Góry wpadające do Morza, albo inaczej - wychodzące z niego. Kolory!!! Szaleństwo! I taki cudowny swojski bałaganik. Dogadywanie się z tubylcami o wszystko, a w dodatku tam jak już ktoś obieca, że pomoże, to naprawdę zrobi absolutnie wszystko! A do tego - rzadko kto mówi w obcych językach! Ale wszyscy bardzo się starają dogadać i pomóc. Poza tym kraj, w którym pomidory nazywają się paradajz nie może być nieprzyjazny człowiekowi!!!!!! I w dodatku ceny - nareszcie nas na wiele stać bez oporów (mówię o zakupach, świntuchy)!!! I już nie musimy nazywać pasztetu prince-polo, bo możemy kupić eurokrem! Na pewno wiecie co to - bałkańska wersja nutelli.

I jeszcze dziękujemy szkole za język rosyjski przed laty, bo i w niektórych miejscach znajomość cyrylicy się przydawała (np. rozkłady jazdy pociągów).

Camp Maslina - oj lubimy te oliwki, lubimy tu i tam... - gościnny jak dom! I takie prastare oliwki dokoła - naprawdę - piękne. Prawie sami Czarnogórcy, Serbowie i trochę Niemców. Przychodzimy o 15.05 a właśnie od 15 do 18 przerwa. Póki co rozbijamy się więc w zacienionym kąciku. I zaraz wiemy, że ta Maslina to da nam popalić - te potworne stada komarów!!! W Chorwacji zaliczyłyśmy po dwa ukąszenia, a tu - coś strasznego! Zaczęłyśmy nawet rozważania o malarii. I taaaakie paskudne pająki jeszcze łaziły - brrrrrr. Ale naprawdę paskudne - my to juz takie twardziele jesteśmy, że ręcznik między zęby wciskałyśmy żeby nie wrzeszczeć.
Czym prędzej jednak na plaże jeszcze bo słońce wyszło!!! Plaża wieeeelka, żwirkowa, widoczki na maleńkie skaliste wysepki a w oddali golasy - takie staruszki pod 70. - (tu komentarz jednego z małych Polaków: jego mama obserwująca dziecko patrzące na nudystkę pyta: podoba ci się ta pani? Chłopczyk odpowiada: Nie. Ale ona się chyba nikomu nie podoba...).

Po powrocie meldujemy się - dostajemy do rąk autentyczne papiery meldunkowe!!! I jest tanio i sympatycznie (po 20 sierpnia ceny - 2 euro od człowieka, 1 za namiot i 1 taxa). Właściciele pan młody i pan starszy nawet mówią trochę po polsku. Jedyny zgrzyt - wiszą dwa cenniki - jeden widoczny od razu z drogi, drugi przy okienku - i na tym, który pierwszy rzuca się w oczy ceny o pół euro niższe, co na pewno robi różnicę jeśli ktoś musi pieniądze liczyć :-).

To na razie tyle i przerwa chyba do poniedziałku, papa. Dziękujemy. A może już w poniedziałek, razem z Zawodowcem będą też Paszczaki z opowieścią? Ale by było faaaaajnie - oj mogliby już... papa
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7908
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 02.09.2005 12:38

wiolak3 napisał(a):To na razie tyle i przerwa chyba do poniedziałku, papa. Dziękujemy. A może już w poniedziałek, razem z Zawodowcem będą też Paszczaki z opowieścią? Ale by było faaaaajnie - oj mogliby już... papa


Pa pa , dziękujemy i czekamy.

Pozdrawiam :wink:
hubi
Odkrywca
Posty: 95
Dołączył(a): 06.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) hubi » 02.09.2005 19:32

Hmmm czyli cała nadzieja w Zawodowcu, że coś napisze w weekend. A jak nie to co wtedy, czarna rozpacz?? Coś mi sie wydaje, że moje zapasy piwa i wina z wakacji bardzo sie skurczą z tego powodu :oops: :wink:
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 06.09.2005 14:10

Może już Czytelników straciłyśmy, ale wymłodziłyśmy kolejny odcinek.

Rankiem na zasadzie: łapiemy cokolwiek - busa, stopa, albo autobus - docieramy z Buljaricy do Baru (miejscowość Bar :-)) i szukamy drogi do Starego Baru (tu jak wiadomo urokliwe ruiny). A jeszcze wcześniej szukamy dworca ichniego pkp - coby wiedzieć jakie możliwości tzw. publiczna komunikacja daje. I tu pierwsza językowa porażka!!!!!! Przecież wiemy, że po chorwacku (a i po tutejszemu serbskiemu też) pravo znaczy prosto, a mimo to na poszukiwania dworca - po wskazówce pani z kasy pks - skręcamy w prawo... hihihihihi.

Tu opędzamy się od taksówkarzy, odczytujemy zacyrylicowany rozkład jazdy pociągów - następne ukłony dla pani od rosyjskiego ze szkoły - i dowiadujemy się, że pani z biura informacji nie mówi w obcych językach, co dla nas nie ma oczywiście naaaaaaaajmniejszego znaczenia, bo i tak się świetnie dogadujemy :-)!!! Otrzymujemy folderek o wakacyjnych atrakcjach regionu, rozkłady jazdy komunikacji tzw. publicznej i... nie chcąc czekać godzinę na autobus do St. Baru, szukamy przystanku w tamtym kierunku.

Na szczęście trafiamy na taki, na którym zaprzyjaźniamy się szybko z jedną panią - też jedzie do St. Baru. Kiedy nadjeżdża taksówka, pani chwacko macha przed nią i nas też woła, ale my trochę oporne, bo wiadomo... Listu pt. "Kochani rodzice przyślijcie..." juz nam nie wypada pisać.
Wsiadamy z panią do taksówki i juz wiemy, że te jakieś 6 km będzie nas kosztowało po pół euro - ale gdyby nie nasza pani na pewno byłoby drożej, bośmy turystki. A w ogóle, to na tym przystanku wszyscy dziwili się bardzo, że my z Polski. Bo zawsze zagadywali: Słowenki? Włoszki? Czeszki? Słowaczki? Ale raz nam tylko jeden pan wypomniał NATO i bombardowanie Belgradu. Nas osobiście usprawiedliwił, bo my przecież takie fajne jesteśmy, że nawet muchy byśmy nie skrzywdziły (bo komara to inna sprawa)...

W Starym Barze jesteśmy o 9.00 - same - jeszcze nikogo (poza panem w kasie). Wstęp 1 euro + mapka tez euro. Cudowne klimaty i taaaaakie widoki na góry - wreszcie coś widać! Nie tylko chmury. Cudownie!!! Tu, na baszcie spożywamy eurokrem z pysznym albańskim chlebem. A potem fotki, fotki, fotki i przerażenie na widok starych fresków wystawionych na działanie słońca. Ja się tam na tym nie znam. Może to i jakoś zabezpieczone, ale i tak budziło mieszane uczucia.

Tutaj też przypomniałyśmy sobie mój sen o tym, jak w czasie wojny niemiecko-włoskiej działałam w niemieckim ruchu oporu. Ale tak w ogóle, to akurat nic śmiesznego nie będzie - w ruinach jest studnia, a przy niej napis, że tu włoski okupant w 1941 zrzucał do niej miejscowych...

Włochów i tak kochamy - podobnie jak całą resztę świata - nawet tych, co psioczą na nasze pisanie - bo generalizować nie wolno!

Troszkę nas czas goni bo o 11.00 autobus. A jeszcze trzeba do albańskiej piekarni na furre buke. I jeszcze takie pyszne ciacha z jabłkami i cynamonem w papierku Bjeli Golub. O reeety. Raj. I taka fajna dziewczyna, która na nasze angielskie pytanie, które słone, a które słodkie - to o ciastkach - bardzo głośno i dobitnie: nie rozumiemI I miała rację! Jeździsz po obcych krajach, to się miejscowych języków ucz! A że kraj już przecież nie obcy, bo od początku tak sercu bliski - więc juz nie gadałyśmy w niesłowiańskich językach. Rosyjski za to baaaardzo się przydawał.

Wsiadamy do autobusu. I tu takie zjawisko - w połowie wozu siedzi za kontuarem - pan sprzedający bilety. I bardzo niechcący mu podpadłyśmy, bo poprosiłyśmy o bilet do Baru - 0.5 euro - a wysiadłyśmy przy dworcu kolejowym. Coś się zaczął pieklić i dopiero po wyjściu zobaczyłyśmy, że ta trasa kosztuje 1 euro - postanowiłyśmy to euro wrzucić do skarbonki w kościele.

I tu kolejna przygoda: teraz chciałyśmy do Ulcinja. W przewodniku wyczytałyśmy, że jeśli nawet autobus ma napisane, że jedzie do Ulcinja, to dojeżdża do Baru i dalej nie jedzie, bo ten Ulcinj, to tylko Albańczycy - i tak się nigdzie nie ruszają, więc po co tam jechać. I prawie w to uwierzyłyśmy, bo kiedy weszłyśmy do autobusu z napisem Ulcinj, to kierowca powiedział, że on tam nie jedzie. Z miną idiotek wpatrywałyśmy się w napis ULCINJ i krzywo spoglądałyśmy na kierowcę. A na każdym dworcu chodzą tacy naganiacze do busów czy od pks-owej informacji i po chwili ten naganiacz nas woła, że ten kierowca jednak pojedzie i mamy wskakiwać. Bałyśmy się jaką cenę zaśpiewa, bo po wejściu kazał usiąść, a płacić miałyśmy na miejscu. A w Ulcinju poprosił o... 1 euro od głowy! Odetchnęłyśmy!!! A za oknem już coraz bliższa Albania...

Ulcinj to inny świat - super uczucie - wreszcie poczułyśmy tak nam przyjazną przed 5 laty Albanię!!!

Obrazek

Obrazek


Żałowałyśmy, że tym razem to będzie niestety kres naszej wędrówki.... Nasza Albania za rok może będzie...
Aha - nie wierzcie przewodnikom, że to koniec świata i że dworzec autobusowy to tylko plac manewrowy. Naszym oczom ukazał się okazały budynek - za szkłem!!!

Obrazek
Czysto, schludnie i nawet toalety funkcjonowały! Czyste! A na placu obok - eleganckie autobusy z całej Serbii. Niejeden dworzec w większym polskim mieście mógłby pozazdrościć.

W Ulcinju jak zwykle zasiedziałyśmy się z przekupkami na targu warzyw i owoców - poobjadałyśmy się świezymi figami (reeeeeeety - wielgachne jak duże jabłka!!!), kupiłyśmy suszone (wiecie, takie na sznurku).

Obrazek

Wiola uhandlowała miedzianopodobny garnuszek do gotowania kawy - tak, tak - wiemy co mówimy - gotowania, nie parzenia i prawie wyszła za mąż hihihi. Podszedł do nas taki facet z nosem pokrzywionym na wszystkie strony i... zaczęliśmy rozmowę o Polsce - aaa! Katowice, Wisła, Kraków, Gdańsk itd itp. No i okazało się, że to reprezentacyjny boxer ekipy jugosłowiańskiej z lat 80. Podał nazwisko - ale soooory - nie zapamiętałyśmy. Porzucałyśmy trochę nazwiskami naszych prabokserów - z tego mniej więcej czasu - i było miło. Ale pan w końcu doszedł do ulubionego tematu tutejszych mężczyzn - lustrując wzrost Wioli (koszykarki, koszykarski) palnął - a masz męża? Ile masz lat? I wyłgałyśmy się tą osiemnastka, no bo w tym roku będzie obchodziła kolejne 18-naście, prawda?

Zakupy w supermarkecie, gdzie na rachunku obok napisu hvala nie umknęło naszej uwadze zapisane faleminterit - pierwsze słowo jakiego nauczyłyśmy się dawno temu po albańsku! (sprostowanie - tych słów w sumie znamy może z pięć :lol: ). No i wszędzie dokoła albańskie napisy i czułyśmy się jak w domu :-)!

W końcu ruszyłyśmy na stare miasto. Oczywiście, że wpadłyśmy do Bimo z Antigony (tego od przewodnika po Czarnogórze z BEZDROZY) i zaszalałyśmy jak cholera!!! Zagadnął, zaprosił, powiedział, ze może mała rybka? No jakoś głupio się było wymigać... I tyle serdeczności, i w ogóle... A jeszcze pyszne czarnogórskie winko,

Obrazek

a sałatka z serkiem domowej produkcji, no nooo. I jeszcze synowie czy kto tam, z młodej obsługi biegali wokół nas, pytali czy smakuje - hehe. A my juz powolutku między sobą zaczęłyśmy wymianę spojrzeń: ile masz w kieszeni???!!! No i ta mała rybka nas kosztowała - 36 euro!!!!!!

Już wiedziałyśmy, że odtąd musimy zostawić kasę na camp, wycieczkę na Jezioro Szkoderskie oraz przejazd z Herceg Novi do Dubrownika - a na atrakcje na miejscu pozostał autostop i fantazja. I wtedy odżyłyśmy! Ludzie! Jak okoliczności zmuszą człowieka, to tak kombinuje, że wychodzą zupełnie inne wakacje!!!

Aha! I jeszcze oglądałyśmy Małą Plażę, na której ludzie - dosłownie - jak sardynki.
I powrót busem z szaloną czarnogórską młodzieżą. A wiecie, że słyszane przez nas przekleństwa brzmią identycznie jak nasze??? Słuchałyśmy ich zwłaszcza wtedy, kiedy piesi usiłowali np. przejść przez ulicę - dla kierowców to przecież jak płachta na byka :-).

Dzisiaj juz kończymy. Ale jutro będzie o nienajlepszej opinii, jaką niechcący zrobiłyśmy polskim mężczyznom... Z góry prosimy: WYBACZCIE.
:oops: :oops: :oops: :oops:
Ostatnio edytowano 16.09.2005 14:10 przez wiolak3, łącznie edytowano 5 razy
hubi
Odkrywca
Posty: 95
Dołączył(a): 06.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) hubi » 06.09.2005 15:39

No wreszcie ktoś napisał, że w Ulcnij jest czysto!!! Bo tak jest a jak ktoś nie wierzy to niech się sam wybierze, a może lepiej nie bo za dużo polaków będzie :oops: :oczko_usmiech: :twisted:
A tak naprawdę super się czyta i wspomina spędzone tam tego lata chwile.
A tak z innej beczki jak to jest, że górali w góry ciągnie przecież mają to na codzień :?: :lol: Oczywiście że woda, nie ma lepszego połączenia niż góry z wodą.
Pozdrawiam wszystkich.
P.S. Przepraszam wszystkich polaków.
A może jednak mam rację... Dobrze już nic nie napiszę.
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 06.09.2005 16:19

Ula i Wiola, trzymacie poziom, dzięki za następną czytankę! Jednak tylko na takiej włóczędze jak Wasza się najlepiej poznaje ludzi i miejsca.

A nienajlepszymi opiniami jakie rozpowszechniacie się nie przejmuję, mam taki urok osobisty że mi nie zaszkodzą :wink:
antek
Cromaniak
Posty: 1031
Dołączył(a): 21.05.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) antek » 06.09.2005 21:41

tyo myśmy mysleli,że juz macie dosyć pisaniia!!!

czytamy.....i słucham wszystko szczególnie uwaznie bo juz za 3 dni wyjazd....
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 07.09.2005 06:42

Antku: a jak trasa????
mama_Kapiszonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2042
Dołączył(a): 30.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) mama_Kapiszonka » 07.09.2005 08:39

Wiola&Ula,
jak na zlocie będa przypinać jakieś ordery to piwinnyście jako pierwsze wypiąć pierś (ojj, to się Panowie ucieszą) po order za odwagę. Serio, serio!
Cro tak, ale już jakieś ościenne kraje i to poznawane w taki sposób (stopy, campy, autobusy i bariera językowa) ... o większego trudno zucha niż była..a mama_Kapiszonka ;-)

Ale ja coś, gdzieś wyczytałam o fotkach. Gdzie one są?
ewa7770
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 50
Dołączył(a): 22.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) ewa7770 » 07.09.2005 10:00

Czytam Wasze opowiadanie i tak sie czuje jakbym sama to wszystko widziala.
Fajnie piszecie!!
To dopiero prawdziwwe poznawanie kraju i ludzi,tylko pozazdroscic
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 07.09.2005 13:48

hubi - Góralu - dzięki!!! My - niskopienne góralice, ale to fakt - w góry nas ciągnie na okrągło. Ale jak widać nie tylko nas: np. vide Góral Zawodowiec z Łódźmountain :) No i - drogi Zawodowcze - mamy nadzieję, że Czarnogórcy już zapomnieli o tym co im o Polakach mówiłysmy - o tym będzie w dzisiejszym odcinku, który lada moment powstanie. A o Ulcinju trudno zapomnieć... I też nie wiemy skąd te rozpowszechniane tu i tam opinie o brudzie...

Antku - trochę zazdrościmy!!! Zyczymy najlepszości i koniecznie do Czarnogóry jedźcie!!! Nie wiem czy za 3 dni skończymy tego naszego dreszczowca :lol: :lol: :lol: - ale Wam i wszystkim którzy wakacje maja przed sobą wielu wspaniałych bałkańskich przygód życzymy!!!

mamo Kapiszonka (kurcze, jak my tego Kapiszonka lubimy :lol: ) - dzięki, dzięki!!! Ale wypinanie piersi wolałybysmy sobie już podarowac, bo nam przy łapaniu stopa już czasem kręgosłupy wyginało :D :D :D

ewo! Niczego się nie bać tylko plecor na grzbiet - jak jest chłop to go brac do towarzystwa, jak nie ma, to jakąś koleżanke i w świat!!! I jeszcze ci powiemy, że choć maturę mamy juz dobrych ....-naście lat za sobą :) to był nasz pierwszy, autostopowy raz.
W Polsce to jakieś opory do autostopa mamy, a tam jeden Czarnogórzec nawet nam się zwierzył, że będąc na Słowacji zatrzymał się stojącym przy drodze dziewczynom i był w ciężkim szoku, że to prostytutki. A on - gołębie serce - myślał, że to tak jak w Czarnogórze, gdzie podróżowanie autostopem jest naprawdę bardzo powszechne

Całuski dla Was! Ruszam do pisania "konkretów" :D .
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 07.09.2005 14:47

Jeszcze nim zacznie się bajanie: poczekacie jeszcze trochę na fotki? Nie bardzo mamy dostęp do komputera żeby się nimi dłużej pobawić. A trochę tego napstrykałyśmy i wybrać wypada coś sensownego (rrrrraaaany - sensownego - hihihi). To już odcinek:

Niedzielny poranek to wyprawa do Budvy (Msza w katedrze o 10.00) - hehe - stopem rzecz jasna. I znowu Golf - kierowca budował tunel niedawno otwarty - chyba w lipcu - bardzo skracający drogę z Sutomore do Podgoricy (i w druga stronę też :-)). Tunel Sozina się nazywa. Przejazd nim kosztuje 2,5 euro.

Choć początkowo pan bardzo milczący był, jak juz dotarło do niego, że my z Polski, a nie z Czech, ani nie ze Słowacji, to klepiąc mnie w ramię jak kumpla przy piwie (ledwie zaleczone siniaki po dźwiganiu plecora) pokazał cały garnitur zębów: Aaaaaa! Kraków! Warszawa, Zakopane!!! No i byliśmy w domu - nie bardzo chwytał gdzie Bielsko, więc dla świętego spokoju potwierdziłyśmy, że to tam gdzie Kraków - aaa co tam :-) :-):-).

I tak fajnie sobie pogadywaliśmy, aż w końcu doszedł pan do ulubionego pytania kierowców czarnogórskich - DZIEWCZYNY, CHŁOPAKI - teraz będzie :-): czy podróżujemy same i czy mamy mężów.

No takie trochę speszone jeszcze, coś tam się chichramy jak te piętnastolatki, uzgadniamy przy nim wersje - co przy pokrewieństwie języków marnie tajemniczo wychodzi. No i juz chłop wiedział, żeśmy same. A to jak się okazało bajkopisarz z wielką wyobraźnia był - bo - klepiąc jeszcze mocniej w ramię - zaczął snuć wizje wieczoru i nocy w naszym namiocie. Na szczęście oczom naszym ukazało się skrzyżowanie w Budwie (to ze światłami) i juz machając mu na pożegnanie poszłyśmy w swoją stronę - tzn. na Starówke. Aha! Jeszcze się dopytywał o której wracamy, to nas podrzuci - hehehe. Podziękowałyśmy...

To spotkanie ostatecznie zmobilizowało nas do przygotowania jakiejś opowieści na owo pytanie o mężów. Tych bowiem nie posiadamy na razie :-). Jeszcze raz bardzo przepraszamy wszystkich polskich mężczyzn, ale musiałyśmy sobie jakoś radzić... :oops:

Naiwnawa odpowiedź brzmiała mniej więcej tak (prezentowana zawsze w języku ogólnosłowiańskim - takim polsko-chorwacko-serbsko-rosyjskim :) ): "Oczywiście, ze jesteśmy tu z naszymi mężami, ale ci dranie wczoraj się upili (tu wymieniałyśmy słowa typu: rakija, Niksicko - hehehe - Amstel) i teraz śpią w namiocie, a my nie chciałyśmy marnować dnia i same wybrałyśmy się na wycieczkę. Ale jak wrócimy, to ci dranie na pewno już będą czekać z przeprosinami, kwiatami i obiadem!".

Noooo - chłopy udawały zbulwersowanie - co??? Upili się??? I nie boja się Was tak same puszczać do miasta??? (a my dopiero teraz zaczynałyśmy się bać - hihihi). W końcu - choć trudno w to uwierzyć - naprawdę łykali tę opowieść i była jeszcze grzecznościowa uwaga (ach ten czarnogórski takt i męska solidarnośc), że to się im na pewno już drugi raz nie zdarzy.

Ale już propozycji na wieczór nie było (zważywszy, że nie każdy z kierowców wyglądał jak wspominany już w opowieści brunet z informacji w Zadarze, czy chorwacki pogranicznik - ten od przodków z Konavle - więc czym sobie tu głowę zaprzątać:-)...

Do rzeczy! Starówkę w Budvie trzeba zobaczyć - jak zwykle - najlepiej świtem, kiedy w kamiennych, oblanych wodą posadzkach przeglądają się stare mury, a właściciele kafejek sami piją kawę na uliczkach, przygotowując knajpki na przyjęcie gości - no ślicznie!!! Przez jedną z bram, od razu można wyjść na plażę - knajpianą, prywatną - byłyśmy rankiem, więc ludzkości jeszcze nie było.
I jeszcze spacer po murach - właściciele kocurków znają ten swojski smrodek - na murach ten smrodek się miejscami unosi intensywny, ale to przecież nie powód by o miejscu mówić, że fe :-).

A potem chciałyśmy do Sv. Stefana - oj w niedzielne południe złapanie stopa nie było łatwe... Aż w końcu zatrzymał się - a jakże - biały VW Golf.
Na szczęście podróż była krótka. Na szczęscie - bo tego dnia upał coś wyjatkowo rzucał się meżczyznom na łeb. Kierowca coś do nas strasznie dużo mówił i chciał na okrągło ze mną piątki przybijać. Kiedy mówiłam - szczerze - że nie rozumiem co mówi, to on z takim jakimś dziwnym uśmieszkiem: Rozumisz, rozumisz. No więc Sv. Stefan był wybawieniem, bo czego chłop chciał, to do dziś nie wiem.
Obrazek
No: udalo sie????? (dostawilam)
Oczywiście podarowałyśmy sobie to wejście za 6 euro na wyspę-hotel, w którym mieszkali chyba sami Rosjanie i rozkoszowałyśmy się - chyba po raz drugi w czasie naszej wyprawy - plażowaniem na czerwonych kamyczkach miejscowej plaży (ludzie znów jak sardynki, ale uciekłyśmy trochę dalej).
I kolekcję kamyczków stąd do ojczyzny też przytaszczyłyśmy.

W drodze powrotnej - szarpnęłyśmy się na busa, bo ruch samochodowy coś słaby był. Wysiadłyśmy w Petrovacu, by rzucić okiem na tutejszą plażę - reklamowaną jako miejsce wypoczynku dla rodzin z dziećmi.
I oczom naszym ukazał sie ponownie tłum grzejących sie w zachodzącym słońcu. Widoczek na skaliste wysepki - jedna z kościółkiem - no urokliwie.

A że: "kto drogi prostuje w domu nie nocuje", albo "kto drogi skraca do domu nie wraca", więc czekała nas kolejna przygoda. Do namiotu w końcu dotarłyśmy, ALE - wymyśliłysmy sobie jakąs ścieżkę do Buljaricy, która ścieżką na camp jednak nie była, więc po - chyba godzinnym - chodzeniu tu i tam, wylazłyśmy na magistralę, skąd już tylko 1.5 km emocjonującego marszu obok przejeżdżających raz po raz aut.

Tablica z reklamą piwa Niksicko powiedziała radosne "dobro dosli" i po dniu pełnym emocji, w towarzystwie naszych czarnogórskich ulubieńców - komarzyc - poszłyśmy spać!

Pa pa - do jutra! A jutro pojedziemy pociągiem (ludzie - pociągiem!!! Nim jeszcze na Bałkanach nie jechałyśmy!!!) nad Jezioro Szkoderskie.
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 07.09.2005 16:40

Trochę problemów z ta jedna fotka chyba było, ale jest :-)

Ale poprawie sie i w piatek beda fociki
mama_Kapiszonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2042
Dołączył(a): 30.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) mama_Kapiszonka » 08.09.2005 08:24

wiolak3 napisał(a):
mamo Kapiszonka (kurcze, jak my tego Kapiszonka lubimy :lol: )


Bo jak takiego fajowego chłopaczka nie lubić? forum/album_page.php?pic_id=1136

Tylko dlaczego dziś zrobił nam pobudkę przed 5.tą rano....
mab
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 443
Dołączył(a): 27.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mab » 08.09.2005 10:11

wiolak3...zauroczyla mnie ta fotka w tekscie ...mozesz zdradzic gdzie to jest..??
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży

cron
Balkan Express cz. 2
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018