Wreszcie nadszedł czas wyjazdu, planowo o godz. 6 w poniedziałek wyruszamy w kierunku Barwinka i Słowacji. Żegna nas deszczyk. Uczestnicy – ja, mąż oraz młoda czyli 14-letnia (marudząca) córka.
Mąż obiecał, że tym razem będzie jechał grzecznie i żadnych wyzwisk pod adresem sąsiadów ze Słowacji nie będzie
Postanowiliśmy minąć Budapeszt i zjechać z autostrady. Było krócej, a czasowo pewnie tak samo.
Na szczęście podczas tankowania w Serbii przemiły Pan przyniósł nam korek, ale i tak się martwiliśmy czy jakiś syf się dostał podczas jazdy. Na granicy węgiersko-serbskiej staliśmy z półgodziny. No, ale dotarliśmy „tylko” w okolice Niszu. Miałam nadzieję, że dojedziemy do Macedonii, ale około 20 zarządziłam postój i nocleg. Zjechaliśmy z autostrady i w pierwszym hostelu udało się przenocować za 30 E. Rano pobudka i wyjazd ok 6 rano. Droga strasznie się dłużyła przez resztę Serbii i Macedonię. Dopiero w Grecji jakoś szybciej kilometry uciekały.
Nocleg był zarezerwowany przez booking w Kastraki. Bardzo nam się podobał, wszystko zgodnie z opisem. Można śmiało polecić. Pokój czysty, średnia wielkość, ale na kilka nocy wystarczy. Widok na skały piękny, blisko do Meteorów no i basen. Cena przyzwoita więc mogę podać namiary.

.png)

.png)
.png)
.png)