Afryka kojarzy się wszystkim,a przynajmniej mi kojarzyła się do tej pory z gorącym słońcem, suchym wręcz parzącym powietrzem,pięknym błękitnym i ciepłym morzem oraz z bezkresną przestrzenią pustyni,gdzie piach i piach i tylko piach i ludzie,a właściwie głównie kobiety odziane od stóp do głów,mimo niemiłosiernego upału. Ale prawie nic z tych rzeczy,no cóż Afryka z perspektywy hotelowego basenu wygląda zupełnie inaczej,choć o tym za chwilę,najpierw lądowanie.
Podchodzimy do lądowania i coś szarpie, chrobocze,znów lekko nas unosi i znów ziemia pod kołami.Krople deszczu

na szybach, nie, deszcz w Afryce to niemożliwe,przecież od tego uciekaliśmy,ktoś mówi,że to oblodzenie "puszcza"... No dobra,oklaski i wychodzimy i pierwszy raz nas zatyka: straszny wiatr i leje

,no może pada strasznie gruby deszcz, a wiatr targa włosami palm.Zatkał mnie ten widok, a zaraz potem powietrze-strasznie wilgotne i strasznie gorące i moja pierwsza myśl: Boże,jak ja tu wytrzymam,chyba zdechnę zaraz na drugi dzień.Ohydnie gorąco i mokro, nie ma czym oddychać.A tu ponoć nie pada od maja do października, a toż to środek lipca.Po raz nie wiem który wściekła na męża,że nas tu wysłał,uspokajam sama siebie, że przecież to tylko tydzień,że to dla dzieci,żeby miały jakieś fajne wakacyjne wspomnienia...
Po wszystkich formalnościach,odebraniu bagażu (jak dobrze,że tylko 18kg) bez trudu odnajdujemy przedstawiciela biura,odbieramy dokumenty i szukamy autokaru, który zabierze nas do hotelu.Znajdujemy, troche mokre dowlekamy walizkę i same wpychamy do luku bagażowego potykając się przy tym o pana kierowcę (ponownie radość,że tylko jedna waliza

), którem nawet do głowy nie przyszło,żeby pomóc,no cóż przywykłam jednak do trochę innego traktowania,ale jak się później okaże,nie tylko tubylcy traktują tak kobiety. Trochę jeszcze czekamy i ruszamy do hotelu,po drodze wysadzając jeszcze gości innych hoteli.Padnięte docieramy wreszcie do miejsca przeznaczenia,krótkie formalności przy recepcji i boy hotelowy prowadzi nas zakamarkami i krętymi ścieżkami do naszego pokoju- Boże, jak ja trafie póżniej do recepcji i restauracji??? I to za dnia, a teraz przecież środek nocy,mówię tylko do starszej córki: zapamietaj, jak idziemy.
Jesteśmy w pokoju-nawet znośnie,ale nie mam ochoty o 4.30 robić oględzin,padamy na łóżka,nawet do głowy mi nie przyszło,żeby włączyć klimę,budzę się ok.8, strasznie duszno jakoś się zrobiło,ale jakoś tak nie mam ochoty wstać, bo wydaje mi się,że po ścianach i podłodze wędrują tabuny małych i wielkich mrówek i wszelkie inne robactwo (naczytałam się przed wyjazdem i sieci). Ale cóż duchota mnie powala, więc zbieram sie w sobie i dwoma susami dopadam do drzwi balkonowych, odsłaniam kotarę-grubą i nieprzepuszczającą żadnego światła i .... poraża mnie jasność, "jasność, jasność widzę"

, przecieram oczy i mam taki widok z balkonu
Zdjęcia pstryknęłam w tempie iście ekspresowym, nie bacząc na te robale łażące mi już po nogach

, uchyliłam drzwi balkownowe,żeby wpuścić trochę sprawiedliwości i miłe rozczarowanie- powietrze całkiem znośne,suche, ani śladu po nocnej wilgotności,całkiem miło nawet.
Teraz parę zdjęć z hotelu Soviva Resort w Sousse (jak się później dowiedziałam to Sousse rozciąga się jakieś 50 km na południe i północ i na zachód też, a ja głupia myślałam,że to taka mieścina turystyczna). Hotel to typowy kompleks- olbrzymi, ale nie przytłaczający. Hotel ma 3 * z plusem albo 4*,później dowiedziałam się,że jest wyodrębniona część czterogwiazdkowa tzw. Golden Soviva, do której trafiłyśmy jakimś cudem, mimo braku 5euro w paszporcie (a naczytałam się w necie), czyżby znów zadziałało Głupi ma zawsze ....? My miałyśmy windę i pokój na 3 albo 4 piętrze, więc chyba dlatego te robale do nas nie dotarły
Generalnie to, co u nas w doniczkach, u nich na ulicach wyrasta do rozmiarów wręcz niebotycznych,gębę rozdziawiłam na widok tego benjamina, a przy bocznym wejściu do hotelu był jeszcze taki ze trzy razy większy.
Teraz baseny- w hotelu są dwa, jak na razie, bo hotel cały czas rozbudowują. Jeden basen widziałyśmy z naszego balkonu,drugi, taki w miarę wystarczający dla gości (bo część zawsze była na plaży

) ze zjeżdżalniami i małym basenikiem dla młodszych dzieci.
