napisał(a) Fatamorgana » 13.09.2013 22:07
Podobno najlepszym lekarstwem na lęki jest...przeżycie do końca tego, czego się boimy... Dotknięcie istoty tego.
Jak się za młodzika bałem skoczyć do wody z 5 metrów z wieży, to aby przestać się bać- po prostu w końcu skoczyłem.
Okazało się (jak zawsze się okazuje), że niepotrzebnie się bałem bo lot trwa tak krótko, że nawet porządnie pomachać rękami nie było kiedy...
Jak przyszła kolej na wieżę 7 metrową - strachy trwały już te przysłowiowe 2 metry krócej.
Na 10 metrowy poziom wieży wychodziłem przekonany, że nabyte doświadczenia z poziomów niższych muszą wystarczyć i na te dodatkowe 3 metry.
Wystarczyły. Koncentracja, oddech nabrany i ...siuuuup!
Tak jak strach/fobia w nas tkwi latami- tak od tamtego momentu przestałem mieć jakiekolwiek obawy przed swobodnym lotem w dół do wody. (zresztą potem nauczyłem się skakać "na główkę" z tych wysokich poziomów- na podstawie tego, że przełamałem obawy i zastąpiłem je koncentracją oraz nauką jak to dobrze wykonać).
Nie było lepszego sposobu niż "zabić strach".

W przypadku gdy się jest tylko pasażerem- a więc nie trzeba mieć uwagi na kierownicy- nie ma tylu absorberów uwagi i jest mniej do "bania się", a więc droga do pokonania lęku jest krótsza.
