napisał(a) Thomas81 » 09.07.2018 09:26
To może ja opiszę swoje przygody. W Chorwacji byliśmy już wiele razy samochodem (Fordem Mondeo 2004 r.) i nigdy wcześniej nie mieliśmy problemów, aż w 2016 roku zmieniliśmy samochód na nowszy (Opel Astra J 2011 r.). Nie dość że samochód o wiele mniej wygodny na dłuższe trasy to o wiele mniej pojemny, ale do rzeczy.
Wszystko szło pięknie, ładnie aż 200 km przed celem samochód stracił moc, postanowiłem zjechać na parking i sprawdzić co się dzieje. Po wyjściu z auta poczułem specyficzny zapach "spalonych okładzin" z klocków hamulcowych. Okazało się że "złapało" tylne lewe koło. Dziwne było to, że w sumie od dłuższego czasu jechałem autostradą a nie krętą drogą, jedyne co, to ponieważ było już południe, temperatura wzrosła do 38 stopni.
No nic postanowiliśmy poczekać dłuższą chwilę aż całe koło ostygnie i zobaczyć czy "puści" czy może trzeba będzie dzwonić po lawetę. Na szczęście ruszyliśmy w dalszą drogę bez dalszych przygód - poprosiłem jedynie na miejscu gospodarza o kilka narzędzi i udało się rozruszać i nasmarować tłoczek - droga powrotna obyła się już bez przygód.
Rok później - tym samym samochodem - padła nam klima - układ się rozszczelnił, powrót nie dość że odbywał się w temperaturach rządu 42 stopnie to jeszcze że było tego mało na granicy chorwacko-słowackiej znowu "złapały" hamulce - tym razem przedni lewy.
Okazało się że płyn prawie się zagotował. Czekaliśmy kilka godzin aż temperatura spadnie bo nie dało się dłużej jechać w tych warunkach. Dopiero nocą ruszyliśmy w dalszą drogę - na szczęście już bez przygód.
Po powrocie sprzedałem samochód. Jak stwierdził mój znajomy mechanik, przy takich warunkach - hamulcach jakie posiadał mój samochód (tarcze przód 276mm) i wadze własnej prawie 1500 kg i obciążeniu - 3 osoby dorosłe, jedno dziecko, pełny bagażnik i box na dachu i dodając do tego temperatury zewnętrzne oraz serpentyny podczas objazdu autostrady w Słowenii - to się musiało stać.
W tym roku jedziemy innym samochodem - Citroen C5 Tourer - ale powiem szczerze że o ile kiedyś w ogóle nie bałem się wyjazdów własnym samochodem, to tego roku mam straszne obawy. Wprawdzie co roku kupuję ubezpieczenie z PZM i przygody nie były aż takie straszne żeby wzywać lawetę, ale ...