Spacer w górach ApuseniNasze wędrówki nie będą szczególnie wymagające ani długie. Przede wszystkim dlatego, że z Oradei mamy aż 2 godziny dojazdu w okolice miejscowości Padiş. No ale uparliśmy, że koniecznie musimy pojechać w Góry Zachodniorumuńskie. A Oradea była najsensowniejszym rozwiązaniem na bazę, bo tylko tam dało się dojechać z Polski w rozsądnym czasie. (Na 4 noce bez sensu byłoby jechać dalej.) Trzeba się więc pogodzić z faktem, że dojazdy na górskie szlaki będą długie, ale przez 2 dni damy radę

Pętelka, którą zrobimy tego dnia, wygląda tak:
Najpierw trasa prowadzi przez malownicze łąki:
Później w lesie, stromo w górę:
Pierwszy popas (To słowo mamy prawdopodobnie z rumuńskiego

W każdym razie po rumuńsku oznacza przerwę w podróży lub miejsce odpoczynku

) robimy w punkcie widokowym:
Świetnie widać stąd zalesione góry Apuseni pełne miśków

:
z miejscowością Boga w dole.
Fajnie prezentują się też "połoninne" szczyty (to chyba Brita):
Później bardzo stromym szlakiem (zdjęcie tego nie oddaje):
schodzimy do jaskini Șura Boghii. Mamy czołówki, więc możemy wejść głębiej:
Fajne formy na sklepieniu, choć do stalaktytów trochę brakuje

:
Moglibyśmy iść jeszcze głębiej, ale obawiam się, kogo możemy tam spotkać

Jesteśmy tu sami, panuje totalna cisza i gdy spada kropla wody, czuję dreszcz na plecach... Może już wystarczy

Poza tym jest ślisko i nie mamy zasięgu. Gdyby któreś z nas się poślizgnęło i sobie coś złamało, nawet nie mielibyśmy szansy, żeby wezwać pomoc. Czasami trzeba podejmować odpowiedzialne decyzje

Klimat jaskini niesamowity, żadne zdjęcie tego nie pokaże
Teraz musimy wspiąć się znowu stromą ścieżką, co jest łatwiejsze niż zejście. Dalej będzie prawie po płaskim i spokojnie, chociaż moje opanowanie będą burzyły takie tablice

:
Małego miśka chętnie bym spotkała

, ale za nim pewnie objawiłaby się mamusia
Uprzedzę fakty, że podczas całego wypadu do Rumunii nie spotkaliśmy żadnych niedźwiedzi. Nie tym razem. Nie są tak oswojone jak przy Trasie Transfogarskiej. Dobrze dla nich

Natomiast moglibyśmy spotkać więcej ludzi, czułabym się wtedy nieco raźniej

W czasie przemierzania tej pętelki innych turystów widzieliśmy tylko na początku szlaku, przy drodze szutrowej - kilku pieszych i kampera z Polski. Później w lesie minęliśmy się z jedną parą i na końcu spotkaliśmy pasterza ze stadem owiec:
Pan chciał o coś zapytać, zrozumiałam (głównie na podstawie gestów

), że chodzi mu o godzinę, więc mu odpowiedziałam po włosku

Chyba zrozumiał i zaczął zaganiać stadko "do domu". Fajnie tak żyć bez zegarka i telefonu... Niestety, raczej bym już nie potrafiła

Znajomość włoskiego trochę mi się w Rumunii przydała, bo jednak sporo słów mają podobnych, ale głównie przy czytaniu tablic czy menu. Na szczęście większość Rumunów bardzo dobrze zna angielski

Na koniec traski mała kałuża

:
(Susza i tutaj jest problemem. Takie lato...)
Wracamy do Maździaka i przejeżdżamy kawałek do następnego celu - miejsca, w którym będziemy jeść

Po drodze musimy się zatrzymać przy owieczkach:
Przyjeżdżamy na miejsce i przecieramy oczy ze zdziwienia. Przenieśliśmy się z kompletnej głupszy wprost na oblegane pole namiotowe

:
na którym krowy wchodzą do namiotów

:
I jeszcze takie akcje się dzieją

:
W środku samochodu było pełno ludzi, więc dzieciaki musiały wyjść na dach

Oczywiście, były tym faktem zachwycone. Żeby nie było, auto jechało z prędkością 5 km/h po szutrowej drodze, ale i tak lekko mnie to zszokowało

Dobrze, że skoda miała relingi i dzieci mogły się ich trzymać

Zmierzamy do miejsca, które zwie się Terasa Grill Costy:
Ma ono średnią ocen na GM 4,9 i znajduje się tutaj:
https://www.google.pl/maps/place/Terasa ... FQAw%3D%3D Meniu 
:
Zasiadamy nad (dosłownie

) wąskim potoczkiem:
Piwko i inne napoje są chłodzone wodą z potoku:
(Zwróćcie uwagę na obrane ziemniaki

)
Zamawiamy po dwa naleśniki:
Przepyszne ciasto i marmolada
Posileni w sam raz (kolację zjemy w Oradei) powoli zmierzamy w stronę samochodu. Chcieliśmy zrobić stąd jeszcze krótką (pięciokilometrową) pętelkę z drabinkami i innym żelastwem

, ale, nie wiadomo kiedy, zrobiła się 18:00. Niestety, czas na nas, powrót zajmie nam znowu około 2 godzin...
Po drodze zatrzymujemy się, żeby zrobić zdjęcie w stronę gór Apuseni, którym mówimy "do jutra"

:
No i jeszcze musimy stanąć przy osiołkach

:
Słodziaki!

:
Pierwszy (niepełny) dzień w Rumunii utwierdził nas w przekonaniu (którego nabraliśmy już 4 lata temu

), że to niesamowity kraj. Przez cały pobyt uśmiech nie będzie nam schodził z twarzy i ciągle będziemy czymś zaskakiwani
P.S. Kiedy mój mąż (zwany Małżem) zapytał panią w barze czy ma zapłacić teraz, czy później odpowiedziała mu:
dupa 
Wiemy, że oznacza to
po,
później, jednak trudno było nam się nie roześmiać
