Ale największy był podczas nauk religii w salce, przy plebanii. Ksiądz- proboszcz tłukł dzieci po głowie swoją czapką, twardym jak kamień biretem. Kasia pewnego dnia, w 2 klasie SP, wstała i oznajmiła- PAN jest głupi, nie można dzieci bić...No i zapowiedział, że nie dopuści jej do komunii. Mama żeby komunia się odbyła ( chrzestny z Australii obiecał mi że w prezencie dostanę dużą, chodzącą lalkę), musiala załatwiać w małym miasteczku, gdzie mieszkali dziadkowie, 600 km od domu....Od tamtej pory do kościola miałam zawsze pod górkę
A pan od francuskiego, w liceum, rzucał kredą i kluczami...Było "lotnik, kryj sie "...
Dobra, koniec wspomnień z epoki brązu, bo zaraz Bocian napisze że mielę jęzorem, Ita sie za to na mnie obrazi, Jara uzna, że mam za co tankować a Andrzej napisze że to nie on był tym księdzem

.png)