To co, płyniemy
Paulka napisał(a):Całe szczęście, że nie trafiłam na THE END

Do tego jeszcze trochę odcinków
Dzień 9: Na stałym lądzie.Po wodnych zabawach i opalaniu przyszedł czas na krótką drzemkę i relaks. Wpadłam do hamaka i zatopiłam się w przygodach Dalinara i Kaladina w Drodze Królów. Byłam właśnie w trakcie mega ważnej sceny wydobycia kolejnego serca klejnotu, kiedy Arturo wyszedł z namiotu i rzucił genialny (jak wtedy mogło się wydawać) pomysł: Płyniemy do Sucuraja?
Ja niewiele myśląc, wylazłam z kokona i zaczęłam pakować plecak i prowiant. Z tym prowiantem to trochę przesadzam, bo wzięliśmy tylko wodę mineralną i paczkę krakersów... no bo przecież jak już dopłyniemy, to pójdziemy na jakieś szybkie frytki czy coś

Ruszamy. Najpierw do Scedro, później wzdłuż wyspy. Kierunek Sucuraj.
Jadran na początku gładki jak jezioro powoli zaczyna falować. Im dalej tym gorzej.
Humory dopisują, spoglądając na Peljesac wspominamy nasze zeszłoroczne wakacje. My tak gadu, gadu... a kapitan Uninura powoli zmienia kurs, kierując ponton na pełne morze... właśnie w kierunku Peljesca



Wymyślił, że odwiedzimy Divną!
Pierwszą reakcją był uśmiech i zadowolenie, ale Jadran już powoli stawał się groźnym oceanem, więc zaczęłam używać mocnych słów, typu: zawracamy, to nieodpowiedzialne, oszalałeś, bo się na Ciebie obrażę, zawracaj ale już i takie tam inne mniej cenzuralne słowa

Na nic zdały się moje prośby i groźby, Divna coraz bliżej




Mijamy charakterystyczną latarnię




Znajome widoki i miłe wspomnienia na chwilę łagodzą sytuację, bo jak się tu nie cieszyć jak wraca się w takie piękne miejsce






W planach mamy wizytę w barze i krótki popas.

Niestety... jesteśmy na plaży zbyt późno. Bar już zamknięty.

Zaglądamy na camping, nasze miejsce jest wolne


Za to naprzeciwko, tak jak rok temu, obóz rozłożyło małżeństwo z Czech. Pamiętacie jak w poprzedniej relacji pisałam o naszym czeskim sąsiedzie nazwanym przez nas J. Cousteau? Byli na miejscu

Zrobiło nam się bardzo miło, jak nas poznali, przyszli się przywitać i zamienić parę słów

Zaczęło do nas docierać, że jest już chyba dosyć późno

Słońce też jakby już powoli szykowało się do snu...


Trzeba było przelać paliwo do zbiornika i szykować się do drogi powrotnej.


Ruszamy... trochę głodni, bo krakersy już się oczywiście skończyły


Od razu kierujemy się w kierunku Hvaru, a później na zachód... w stronę słońca.


Żegnamy Peljesac.

Jadran faluje, słońce zachodzi, atmosfera zaczyna robić się nerwowa... ale widok był ładny





Całe szczęście, że płynęliśmy na zachód. Słońce schowało się za Hvarem, ale długo było widać jasną poświatę. Rzut oka za siebie, a tam nic tylko ciemność, która chciała nas dorwać

Jadran chyba nas trochę pożałował, bo w pewnym momencie całkowicie się wygładził i mogliśmy na pełnym gazie uciekać przed ciemnymi strachami
W okolicach ID ciemność nas złapała i przez resztę drogi musieliśmy zaufać nurkowej latarce, która oświetlała drogę przed nami. Dobrze, że do Jagodnej był już tylko kawałeczek.
Szczęśliwie udało się wrócić, ale nie obyło się bez drobnej awantury... bo ten cały stres to przecież była Jego wina

Awantura momentalnie skończyła się po Tym spojrzeniu, które uwielbiam i zadanym pytaniu: Ale na Divnej fajnie było, co nie?

Wariat mi się trafił i tyle

Tego popołudnia i wieczoru przepłynęliśmy... 90 kilometrów
