W każdym razie a propos wyższości plastiku nad gotówką, czy też vice versa, a także głównie z powodu postów umieszczonych
TUTAJ, a więc w wątku nie na temat chciałem dodać, co następuje:
Losowe przypadki zdarzaj się, a i owszem. Już Forrest Gump twierdził, że "shit happens". Czy jednak w przypadku takiego "shita" rzeczywiście jedynie gotówka nas uratuje? Nie sądzę. Przynajmniej ja w trakcie kilkunastu lat podróżowania na taki przypadek nie trafiłem. A miałem okazję testować to zarówno w Ameryce Południowej i Środkowej, w Azji, no i rzecz jasna w Europie. Nawet miesiąc temu byłem w Izraelu - w kraju teoretycznie poza światowymi strukturami (podkreślam:
teoretycznie, bo sam sprawdziłem praktycznie, że wcale tak nie jest) i nie miałem najmniejszych problemów z tym, że na lotnisku Ben Guriona wysiadłem mając w portfelu jednie banknot 10-złotowy. I naturalnie nieśmiertelny plastik. Tamże wypożyczyłem samochód i z tankowaniem także nie było najmniejszych problemów nawet na pustyni oraz a obszarze Autonomii Palestyńskiej.
Owszem - nie wszystkie banki chciały współpracować ze mną w kwestii wypłaty gotówki z bankomatu, ale tam, gdzie było logo MasterCarda gotówka wychodziła bez przeszkód.
Nie spotkała mnie także przyjemność rozmowy z moim bankiem w kwestii autoryzacji transakcji w kraju, było nie było, cokolwiek egzotycznym, szczególnie o tej porze roku... Być może dlatego, że to przypadek na tyle częsty, że bank uznał to za normę w moim wypadku?
Podobnie rzecz się miała w przypadku Singapuru, czy Malezji. Na lotnisku byłem "uzbrojony" jedynie w polskie 50 złotych i... karty. Nie miałem też żadnych kłopotów w Kolumbii, Panamie, Urugwaju, o Argentynie i Brazylii nawet nie wspomnę. Visa i MasterCard naprawdę wystarczą.
Ktoś tam zarzucił, że pewnie tylko w miastach to działa. No jasne! A gdzie ma działać? Jeśli jadę w dżunglę, to nie spodziewam się bankomatu i z autochtonami nie handluję kartą kredytową
Ale, na litość boską, przecież nie spadam tam, jak komandos z helikoptera, tylko pierw ląduję w cywilizacji typu lotnisko, gdzie bankomat nie jest jakimś dziwolągiem. Nawet w Limie.
Oczywiście nie neguję tu tego, że ktoś na wszelki wypadek ma przy sobie paręset USD, czy euro. Niech tylko nie patrzy na mnie, jak na Marsjanina, że podróżuję bez lokalnej gotówki, w którą to w miarę potrzeb zaopatruję się na miejscu. Po prostu - sprawdziłem to niejednokrotnie - świat nie odbiega od nas pod tym względem i to co może mi się przydarzyć tam, równie dobrze może mnie spotkać tutaj. A przecież nikt nie nosi przy sobie całej wypłaty w gotówce, prawda?
Dlatego - ja przynajmniej - trochę ze zdziwieniem traktuję pytania w stylu, czy na wakacje w Chorwacji zabrać walizkę euro. Jeśli ktoś już dla własnego spokoju chce mieć je ze sobą, to nie te 100 ze sobą weźmie. Ale wożenie 1000-2000 na CAŁE wakacje, po to jedynie, by zaoszczędzić/zarobić parę dosłownie złotych na różnicach kursowych uważam za totalną aberrację...