napisał(a) Franz » 13.05.2026 17:55
Schodząc do miasta zauważamy wielkie kolorowe 31 ułożone z rzymskich cyfr na trawiastej równinie, ale zaraz 31 się podnosi i rozsypuje – to dzieci ćwiczą figury, prawdopodobnie na święto Inti Raymi, najważniejsze w dawnym imperium Inków Święto Słońca. Rzucając z ciekawością spojrzenia na wszystkie strony, łapiemy okiem scenki z wystrojonymi dziewczętami i kobietami, czekającymi na tradycyjne „una foto, un sol”, przydrożnych straganiarzy z lokalnymi rozmaitościami, ale też z powracającymi z pastwiska, prowadzącymi lamy i alpaki.
Panorama Cuzco rośnie stopniowo w oczach i wkrótce trafiamy do hotelu, skąd po chwili wychodzimy na miasto. W restauracji zamawiamy obiad, a Tomek bierze jeszcze tutejsze piwo, co jednak chyba mu nie służy, gdyż aby dojść do siebie przed drugim daniem musi zaczerpnąć na zewnątrz świeżego powietrza. Później jeszcze włóczymy się odrobinę po mieście – Tomek potwierdza przy okazji swój zbliżający się przelot do Limy, a ja próbuję się dodzwonić do Jois, poznanej uprzednio przez Internet dziewczyny z Arequipy – po czym około dziewiątej wieczorem wracamy do hotelu.