Nóż-Piorun zmierzył mnie wysoce pogardliwym spojrzeniem i rzekł donośnie:
- Ciało tej słabej bladej twarzy trzęsie się ze strachu. Czy odważy się wejść w to nakreślone koło? Ledwie wymówił te słowa, wstąpiłem w kółko ósemki.
- On się odważył naprawdę! - zaśmiał się szyderczo Metan-akwa. - Nóż mój go pożre. Wielki Duch oddaje go w moje ręce, odebrawszy mu rozum.
U Indian takie wstępne przemowy należą do zwyczaju. Uchodziłbym za tchórza, gdybym milczał. Odrzekłem przeto:
- Ty walczysz gębą, a ja stoję z nożem. Wejdź na twe miejsce, jeżeli się nie boisz. Na to on jednym skokiem stanął w drugim kółku ósemki i krzyknął gniewnie:
- Bać się? Metan-akwa miałby się bać? Czy słyszeliście. wojownicy Keiowehów? Pozbawię życia tego białego psa za pierwszym pchnięciem!
- Moje pierwsze pchnięcie ciebie życia pozbawi. A teraz milcz! Powinieneś właściwie nazywać się nie Metan-akwa, lecz Awat-ya.
- Awat-ya, Awat-ya! Ten smrodliwy kujot ośmielił się mnie zelżyć! Dobrze, niech sępy pożrą, twoje wnętrzności!
Ta pogróżka była wielką nierozwagą, wprost głupotą z jego strony, gdyż zwróciła moją uwagę na sposób, w jaki chciał użyć broni. Moje wnętrzności! Nie zamierzał więc pchnąć mnie w serce od góry, lecz ciąć od dołu, by rozpruć mi brzuch.
Byliśmy od siebie tak daleko, że wystarczało schylić się, aby dosięgnąć przeciwnika nożem. Indianin utkwił wzrok w moich oczach. Prawą rękę opuścił prosto na dół, trzymając nóż w ten sposób, że klinga sterczała ostrzem do góry pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Domyśliłem się, że będzie się starał zadać mi cios od dołu do góry, gdyż przy uderzeniu z góry trzyma się nóż odwrotnie.
Kierunek ataku był mi już wiadomy, teraz szło głównie o czas, a czas ten musiałem odgadnąć z jego spojrzenia. Znałem ten szczególny błysk oka, poprzedzający, zawsze taką chwilę. Opuściłem powieki, by upewnić przeciwnika, że niczego nie dostrzegam, tym czujniej jednak śledziłem poprzez rzęsy jego ruchy.
- Pchnij, psie! - zachęcał mnie Metan-akwa.
- Nie mów już więcej, lecz walcz, czerwony szczeniaku! - odparłem.
Po tak wielkiej obeldze musiała nastąpić albo gniewna odpowiedź, albo uderzenie - i tak też się stało. Błyskawiczne rozszerzenie źrenicy Indianina było mi zapowiedzią ataku i rzeczywiście już w następnej chwili Metan-akwa wyrzucił silnie naprzód prawą rękę. Gdybym się nie spodziewał z góry tego ciosu, byłoby po mnie, tak jednak odparowałem cięcie, a w następnej chwili... mój nóż utkwił w jego sercu aż po rękojeść. Olbrzym zachwiał się, chciał krzyknąć, ale wydobył tylko jękliwe westchnienie i runął martwy na ziemię. Indianie zawyli wściekle, tylko jeden z nich nie zawtórował im, a mianowicie wódz Tangua. Podszedł, schylił się nad mym przeciwnikiem, obmacał brzegi rany, podniósł się znowu i popatrzył na mnie wzrokiem, którego długo nie mogłem zapomnieć. Przebijała w nim mieszanina wściekłości, zgrozy, strachu, podziwu i uznania. Potem wódz odwrócił się i chciał się milcząc oddalić. Wobec tego rzekłem:
- Czy widzisz, że stoję jeszcze na miejscu, a Metan-akwa opuścił swoje i leży poza nakreślonym kołem? Kto z nas zwyciężył?
- Ty! - odrzekł wściekle i odszedł, ale zaledwie zrobił kilka kroków, wrócił i syknął do mnie: - Jesteś białym synem złego Czarnego Ducha. Nasz czarownik zdejmie z ciebie czary, a wtedy oddasz nam życie!
Czary czarami, bohaterstwo i szlachetność Old Shatterhanda będę Wam przybliżać i nieco nimi zanudzać (bo czyż dla kobiet nie są atrakcyjniejsi niegrzeczni chłopcy, niż tacy ułożeni dżentelmeni ?
Po tym przysłowiowym kiju w mrowisko - jedźmy już na Pag.
Bosh, ile tu zieleeeeniii
Najpierw pojechaliśmy do Povljany. Jakoś tak niezbyt szałowo nam się tam wydawało, no i przecież to dopiero "początek" wyspy. "MANDRE" rzekłem mając w pamięci boskie zdjęcia z relacji Nerów. Mandre będzie zobaczycie - w sam raz.
No i zobaczyliśmy, stanęliśmy przy porcie, pyknąłem pierwszą fotkę w prawo.....
To jest to pomyślałem (ej, czy ten Pan się WYPINA?

)
Pyknąłem druga fotkę ... w lewo...
CHCE TU ZOSTAĆ !
Szukamy apartmana .... nic nie ma, tu nikt nie wstaje odebrać domofonu, tam ktoś pewnie śpi (bo jest po 13) i ma w d... pukających do drzwi...
Idziemy dalej bulwarem nadmorskim ... zimmer frei... numer telefonu, dzwonię, nikt nie odbiera ale ktoś do nas krzyczy z góry.... dwie panie i dwóch panów, już schodzimy i machają rękami "Najlepsi apartman, najlepsi gospodarz"... Ki Diaboł se myślę... Polki?
Gospodarz tez z Polski? A tu nie.... Czeszki, wesołe, pijące winko, "tu matie najlepsi apartman"
Pan Gospodarz każe siadać rakija winko... ja nie mogę szefie... bo jak mi nie dasz appartmana to będę musiał kierować autem ... on macha ręką... prowadzi do apartmana na drugim piętrze...
NICZEGO SOBIE

"ładny" widok na morze, czysty, duży, dwa pokoje, klima, lodówka (zamrażarka)
Schodzimy na dół ... gadamy, siedzimy pół godziny już, Czeszki zachwalają apartmana, ale nagle na pytanie, w którym pokoju mieszkają, mówią ... "nie... my tu tylko na winko do Panów przyszły, my tam do góry 100 metrów stąd...
Ładnie ... se myślę, balangi z winkiem będą nocami
Pan w końcu otworzył po pół godzinie przepastny kajet i mówi ..."do 14lipca mam", my na to "ale my od niedzieli do niedzieli 15.07 chcieli, bo my później Otok Brać ju nou..."
on : "nie mam OLD KLAJENT przyjeżdża.... ja mu na to "ale ja OLD też jestem ... SZETERHEND..." on się śmieje i mówi "ne mam.."
No to poszli, a już witaliśmy się z gąską, już szło winko i rakijka
Pochodziliśmy trochę.... jeden Pan pomagał, ale albo było bez klimy, albo klitka... albo nic nie było
Drugi Pan pomagał (z samego narożnego domu Lungomare - pozdrawiam miłych starszych Państwa) - wykonał chyba z 5 telefonów i nic....
ja CHCE TU ZOSTAĆ!
Idziemy z powrotem do "Naszego Pana" po drodze tłumaczę żonie, że bierzemy, a przecież coś sobie znajdziemy na jedną noc w Zadarze albo gdziekolwiek, jest SPOKO!
Bierzemy, Panie ... ale ... KOLIKO TO?
Pan macha ręką, że 55-60 normalnie, ja mówię... panie krzywdzisz nas i wydalasz dzień przed planem 50: ŻÓŁWIK!
Wnosimy bagaże ... jest pięknie!!
Maun
End of part 5