Wszystkie rozmowy na tematy turystyczne nie związane z wcześniejszymi działami mogą trafiać tutaj. Zachowanie się naszych rodaków za granicą, wybór kraju wakacyjnego wyjazdu, czy korzystać z biur podróży. [Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Zbyszko666 napisał(a):No to wczoraj wyszły nam ciekawe perełki na świat
Nowy kawałek Limp Bizkit - " Endless Slaughter "
oraz
Slipknot -" The Negative One"
tutaj bardziej czekam na nową CD świrów z Iowa.
Ta pierwsza kapela raczej średnio mnie rusza, a odnośnie Slipknota.... Kawałek 6/10. Są slipknotowe tempa, niby wszystko poprawnie...ale czegoś mi brakuje... Uważam, że jedynka i dwójka Slipknota, to przepotężny cios między oczy. Taki poziom, wybaczcie, WKURWU, znaleźć można tylko na tych albumach. Agresja, złość, gniew, power tych krążków, bije na głowę mnóstwo kapel spod znaku złych, ohydnych, wściekłych...w sensie mieniących się takimi być. Wokal Taylora to esencja tego wszystkiego, co napisałem powyżej. A w tym kawałku...jakby to było stłumione wszystko. Wokal niby agresywny, ale to nie jest ten wokal z "...here we go again motherfucker...". Nowa płyta podobnież ma być umiejscowiona gdzieś pomiędzy dwójką, a trójką. Jeżeli będzie bliżej dwójki...zajadę w odtwarzaczu aż pójdzie ogień
A odnośnie odtwarzacza... Ostatnio na zmianę trzy płyty:
Na początku jakoś średnio wlazło. Płyta nie jest genialna, ale jest naprawdę dobra. Zeitgeista mogli spokojnie pominąć i czasem mogli krzyknąć Ozzie'mu, że to nie jest jego solowy album, bo czasem podjedzie taką melodią, że można to wcisnać w "Goodbye To Romance", a nie w kawałek Sabbathów:).
Już wspominałem o nich... O ile większość supergrup można odpuścić, tak tutaj wyszło to całkiem nieźle. Mocne 8/10. Konglomerat wszystkich kapel, stylistycznie z innych bajek. Jedna wada...gitary mogły być lepiej nagrane, bo troszkę lecą za płasko. Muzycznie największy wkład Cavalery, ale też czuć Sandersa, który akurat tutaj odwalił kawał wokalnej roboty, razem z Puciato. Puciato też pokusił się o nawiązania do macierzystego The Dillinger Escape Plan, chociaż nie jest Wienmanem, więc ciężko było spodziewać się arytmii i popieprzonych aranży, ale te wokale!!!! Dla mnie, Puciato to jeden z najlepszych wokalistów. A dorzucając do tego Sandersa z Mastodona, robi się świetnie. Trzy wokale na tej płycie (jeszcze Cavalera przecież) robią naprawdę momentami ciekawy klimat. Nie chce mi się rzucać tytułami, ale polecam przesłuchać całość, bo uważam, że każdy znajdzie coś ciekawego na tej płycie. Polecam tym hard rockującym. Reszta omijać szerokim łukiem:). Fani forumowego radyjka nie znajdą nic ciekawego na tym krążku. Solidna płyta, troszkę nierówna, ale nie pod kątem jakości, a pod kątem stylistycznym. Mnóstwo nawiązań, nie licząc macierzystych kapel członków. Ja tutaj we fragmentach słyszę też Deftones, Toola, czy nawet Sabbathów. Płyta muzycznie prosta, ale słucha się naprawdę przyjemnie. Kilka perełek jest. Trzeba przesłuchać całość, bo jednak spory rozrzut panowie zafundowali. Mogli sobie odpuścić elementy nu metalowe, ale jakoś...nie wszystkie rażą.
Napiszę krótko... 11/10!!!!! Jak to z Mastodonem...pierwsze przesłuchanie i nic. Drugie i nic. Trzecie i coś kiełkuje. Każde kolejne odkrywa geniusz tej kapeli. Romuald, daj im szansę:). Płyta miszcz. Hey ho, let's fucking go Hey ho, let's get up and rock n'roll
Wrzuciłem oficjalne klipy, choć nie uważam, aby to były najlepsze kawałki z tych płyt:).
ps. k..wa, czy naprawdę niektóre płyty muszą kosztować 60-70zł. Część ciągnę z USA, ale jak nie chce mi się czekać, to jadę do sklepu nie dla idiotów i kupuję...i krew mnie zalewa. Mastodon - 60zł, Killer Be Killed - 60zł. Nosz!!!
Nie chce mi się rzucać tytułami, ale polecam przesłuchać całość, bo uważam, że każdy znajdzie coś ciekawego na tej płycie. Polecam tym hard rockującym.
Przesłuchałem. Faktycznie intrygująca. Powrócę do niej. Ale z tym hardrockiem to nie wiem czy się nie rozminęli w czasie i przestrzeni.
MRK napisał(a):Napiszę krótko... 11/10!!!!! Jak to z Mastodonem...pierwsze przesłuchanie i nic. Drugie i nic. Trzecie i coś kiełkuje. Każde kolejne odkrywa geniusz tej kapeli. Romuald, daj im szansę:). Płyta miszcz.
Jestem przed drugim. Dam im jeszcze szansę.
MRK napisał(a):ps. k..wa, czy naprawdę niektóre płyty muszą kosztować 60-70zł. Część ciągnę z USA, ale jak nie chce mi się czekać, to jadę do sklepu nie dla idiotów i kupuję...i krew mnie zalewa. Mastodon - 60zł, Killer Be Killed - 60zł. Nosz!!!
O tym nie zamierzam tutaj dyskutować ale k...a, bez jaj.
Aha - zgadzam się się Tobą. Popatrz jak to na forum wygląda słowo pisane. Gdyby nie ten dopisek to ktoś gotów pomyśleć, że to Ty se jaja robisz.
A ja ostatnio wielokrotnie zmęczyłem odtwarzacz tysiącem koni mechanicznych. Dla mnie płytka rewelacja. Tytułowy już tu leciał. Coś z reszty? Z tegorocznego LP - "1000hp".
romuald22 napisał(a):Ale z tym hardrockiem to nie wiem czy się nie rozminęli w czasie i przestrzeni.
Potraktuj to szerzej. Ciezko byłoby wypisać wszelkie odmiany, które na płytce słychać, wiec spialem to taka klamrą .
romuald22 napisał(a): Aha - zgadzam się się Tobą. Popatrz jak to na forum wygląda słowo pisane. Gdyby nie ten dopisek to ktoś gotów pomyśleć, że to Ty se jaja robisz.
MRK napisał(a):Eeee... A tego nie ogarniam . Możesz jaśniej?
Nieważne. Miałem jakąś pseudofilozoficzną myśl przewodnią. I późno też było. Generalnie chodziło o to, że faktycznie ceny nowych płyt w Polsce to są jaja, a nie bez jaj Więc zgoda jest.
MRK napisał(a):Eeee... A tego nie ogarniam . Możesz jaśniej?
Nieważne. Miałem jakąś pseudofilozoficzną myśl przewodnią. I późno też było. Generalnie chodziło o to, że faktycznie ceny nowych płyt w Polsce to są jaja, a nie bez jaj Więc zgoda jest.
Dobra, nie wnikam... .
Wracam do tyry. Jeden z niewielu plusów w mojej pracy jest taki, że mogę muzę zapodać. Dzisiaj na tapecie John Maclaughlin, Al Di Meola i Paco De Lucia .
W piątek, 22.08 o godz. 21.00 na Planete+ premiera czteroodcinkowego serialu: "London Calling. Dzieje brytyjskiego rocka"
Czteroodcinkowa seria w reżyserii Simona Wittera i Hannesa Rossachera opowiada historię brytyjskiego rocka z nietypowej perspektywy. Jaki wpływ na rozwój muzyki miały szkoły artystyczne , kino czy twórcy plakatów? Kiedy narodził się popularny na całym świecie brytyjski punk-rock?
Od furii The Clash, przez egzystencjonalny mrok Joy Division i androginicznego Davida Bowiego po barwą Annie Lennox.
Twórcy dokumentu krok po kroku analizują fenomen tego gatunku muzycznego, nie pomijając żadnego jego aspektu. W filmie wypowiadają się specjaliści od public relations, muzycy, znani menadżerowie, i oczywiście sami artyści.
Przy okazji... Wyjaśni Mi ktoś fenomen powyższego kawałka? Nigdy go nie pojmowalem i chyba już mi się to nie uda. Dla mnie ten kawałek jest tak niemiłosiernie tragiczny i straszny, że głowa mała .
MRK napisał(a):Przy okazji... Wyjaśni Mi ktoś fenomen powyższego kawałka? Nigdy go nie pojmowalem i chyba już mi się to nie uda. Dla mnie ten kawałek jest tak niemiłosiernie tragiczny i straszny, że głowa mała .
Chodzi chyba o to, że komuś "zaskoczy" jakiś motyw muzyczny i uparcie powtarza wkoło. Dotyczy to zarówno wykonawcy jak i odbiorcy. Tobie w tym wypadku "nie zaskoczył". Ja mając tę świadomość z premedytacją słucham czasem sobie oparte na podobnej zasadzie np:
MRK napisał(a):Przy okazji... Wyjaśni Mi ktoś fenomen powyższego kawałka? Nigdy go nie pojmowalem i chyba już mi się to nie uda. Dla mnie ten kawałek jest tak niemiłosiernie tragiczny i straszny, że głowa mała .
Chodzi chyba o to, że komuś "zaskoczy" jakiś motyw muzyczny i uparcie powtarza wkoło. Dotyczy to zarówno wykonawcy jak i odbiorcy. Tobie w tym wypadku "nie zaskoczył". Ja mając tę świadomość z premedytacją słucham czasem sobie oparte na podobnej zasadzie np:
Takie Temple of Love bije o kilka klas Love Will Tear Us Apart. U Siostrzyczek Miłosierdzia, mimo, że motyw się ciągnie, to kawałek jest o piekło lepiej zaaranżowany wokalnie. Coś się dzieje, są emocje, nie ma flaków z olejem. Słuchając Love... mam ochotę uczynić podobnie, jak Ian Curtis. Istnieją ciekawsze kawałki Joy Division, ale akurat ten stał się przebojem. Dla mnie jest...ohydny, tak, to dobry wyraz opisujący moje odczucia, kiedy słyszę ten kawałek.
MRK napisał(a):Przy okazji... Wyjaśni Mi ktoś fenomen powyższego kawałka? Nigdy go nie pojmowalem i chyba już mi się to nie uda. Dla mnie ten kawałek jest tak niemiłosiernie tragiczny i straszny, że głowa mała .
Podobnych kawałków w muzyce pewnie znaleźlibyśmy więcej, przy których można by się długo zastanawiać, dlaczego odniosły sukces.
Znany brytyjski tekściarz - Mike Batt - twierdzi, że najistotniejszy element dla sukcesu piosenki jest całkowicie niedostrzegalny dla słuchaczy i mówi o "wytrwałości kompozytora w pokonywaniu przeszkód" - cokolwiek to oznacza.
Don Black - inny autor tekstów - twierdzi, że kluczowy jest tekst, oryginalne sformułowania i wyrażone emocje.
Poza tym, to wielka tajemnica sztuki i biznesu, dlaczego coś odnosi sukces.
Poniżej przedstawiam opis utworu, autorstwa Macieja Jurgi. (chciałem podać link do strony, ale trzeba przeklikać kilka razy, zanim się otworzy właściwy tekst)
Maciej Jurga 43. Joy Division: Love Will Tear Us Apart
Wokół postaci Iana Curtisa obrosło wiele legend i z pewnością niektórzy otaczają go swego rodzaju kultem. Około 1976 roku powstaje Joy Division (razem z Bernard Sumnerem i Peterem Hookiem), które istnieje zaledwie 4 lata, bowiem Ian Curtis w 1980 popełnia samobójstwo. Spowodowane było przede wszystkim rozwijająca się epilepsją i załamaniem nerwowym, nie wspominając o problemach w życiu osobistym. Ale to wszystko wpłynęło na wizerunek legendy tej krótko działając kapeli, jaką jest Joy Division.
Dzisiaj płyty Unknown Pleasures i Closer, dodajmy, że właściwie to jedyne longplaye Joy Division, są znane każdemu fanowi muzyki rockowej (a przynajmniej być powinny). Odniosły one spory sukces, jednak prawdziwy boom rozpoczął się od wydania na singlu utworu Love Will Tear Us Apart, jeszcze przed śmiercią Curtisa w 1980 roku.
W utworze tym Curtis pisze o miłości do swojej żony, a właściwie jej braku. Mówi o rutynie, braku ambicji, rozchodzących się drogach. Dobitnie uderza w słuchacza swoją beznadziejnością. A jednak w porównaniu do innych jego utworów , jest to zaledwie namiastka jego nihilistycznej i ponurej twórczości poetyckiej. Zaskakiwać może też fakt, że na Love Will Tear Us Apart, dotychczas szalony Curtis, którego tak charakterystyczna maniera wokalna wirowała wokół krzyków rozpaczy a posępną melorecytację, postanawia zachować spokój i dobitnie przedstawić historię niespełnionej miłości.
Jest to utwór wpadający w ucho, nieskomplikowany, w końcu wyrastający na gruncie punk rocka. W charakterystycznym brzmieniu syntezatora, które dominuje nad gitarą, jest coś niepokojącego. Na teledysku opublikowanym po śmierci Brytyjczyka, wszyscy muzycy grają jakby bez emocji. Nie bez zaangażowania, ale bez emocji, jakby ich nie dotyczyły. Może to była pewna zapowiedź nadchodzącej klęski młodego Brytyjczyka?
Nie wiem, to jedynie przypuszczenia, pewne jednak jest, że po jego śmierci to właśnie Love Will Tears Us Apart trafiło na warsztat fanów. I nie tylko ich. Bo Love Will Tears Us Apart zainspirowało wielu innych twórców. Najprawdopodobniej każdy artysta z 4AD zasłuchiwał się w Joy Division, przede wszystkim należy wyróżnić Swans, którzy wydali nawet EPkę inspiriwoną tym utworem. Oprócz tego na warsztat brały ten utwór takie grupy jak The Cure, New Order (stworzony z członków Joy Division), czy Bjork.
walp napisał(a):W piątek, 22.08 o godz. 21.00 na Planete+ premiera czteroodcinkowego serialu: "London Calling. Dzieje brytyjskiego rocka"
Winien jestem sprostowanie, ale dopiero zauważyłem, że w podanym terminie będzie emisja już 3-go odcinka. Z ramówki wynika, że 4-odcinkowy serial będzie powtórzony we wrześniu.