agniecha0103 napisał(a):W związku z tym, iż w przyszłym roku wybieram się na Brać , do Supetaru
szukałam na forum wszelkich możliwych informacji o wyspie i trafiłam na Twoją relację- rewelację
Przeczytałam , no przyznaję jednym tchem.
Świetnie, z humorem napisana...fajne zdjęcia, no i mega dużo przydatnych informacji.
Dziękuję i serdecznie pozdrawiam
Agniecha.
Dziękuję, miło mi ,że czytałaś
Co widać za Slatiną i Ljetni Karneval w Bolu Wyplażowani na pięknej Slatinie ruszamy szutrami w kierunku Uvali Farskiej, do której ostatecznie nie dotrzemy... , ale za to obejrzymy piękne widoki tej części wyspy.
Jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych fragmentów Chorwacji - przestrzeń, plaże widziane z góry, rzędy winorośli biegnące w dół do morza, cisza i spokój

Do niektórych plaż można dojechać, ale nam nie chciało się tracić czasu na poszukiwania dojazdu, bo mieliśmy już dość kąpieli i nasłonecznienia, poza tym śpieszyliśmy się, by dotrzeć do Bolu przed zapadnięciem zmroku.
Ale zależało mi na odszukaniu konoby Terasa Ciccio, która reklamowała się zaraz przy wejściu na dróżkę do Slatiny i trochę nas zaintrygowała.
Więc jedziemy dalej podziwiając plaże z góry - z głównej szutrowej drogi.
Niestety nie jestem pewna jakie nazwy przypisać poszczególnym plażom na zdjęciach, ale są one wyszczególnione tu na mapie, więc na pewno któreś z tych między Slatiną,a konobą Ciccio.
Droga do konoby jest bardzo malownicza - biegnie wśród oliwnego zagajnika, widać też stąd kolejną plażę.
W konobie są tylko właściciele i jedna para klientów. Jest niesamowicie sielsko, decydujemy się zjeść późny obiad tutaj, a nie w Bolu.
Oczekując na posiłek podziwiam patent odstraszający osy - palące się ziarna kawy - naprawdę działa

Ponieważ zamówienie nie nadchodzi irytująco długo - idę sama zobaczyć plażę pod konobą... Pustą.
A potem taką ścieżką na lewo od restauracji, by zobaczyć urocze maleństwo schowane wśród skałek i drzew.
Nie przedzieram się jednak do samej plaży, bo być może złowili i oprawili wreszcie moją ośmiorniczkę
Oto są - salata od hobotnice i langustynki...
To drugie danie - choć efektowne, było najbardziej nieekonomicznym jakie jadłam w życiu
Po długiej zabawie szczypczykami, haczykami i obcążkami

wyłuskaliśmy w końcu trochę mięska ze skorup. Ale może o to chodzi - żeby gonić króliczka, a nie złapać go

Było miło, choć niezbyt syto
Wizyta w toalecie w celu przebrania się z ciuchów plażowych w wieczorowe, czyli małe pindrzonko

Wszak Bol jest
chic i jakąś formę trzeba trzymać
Kibelek robi na mnie wrażenie - wystrój naturalny - wśród skał pod gołym niebem

Lubię takie smaczki.
Z tego samego powodu co powyżej

decydujemy, że musimy

umyć wreszcie nasze nieźle uświnione auto, przez którego szyby, oblepione pyłem z Visu i Brača, niewiele już widać.
Robimy to w myjni samoobsługowej w pobliżu Zlatniego Ratu i kempingów.
Na wjeździe do miasteczka wita nas taka para

Chyba coś będzie się tu odbywać
Postanowiliśmy dać Bolkowi drugą szansę, bo rok wcześniej nas niczym nie ujął.
Zjedliśmy kiepską pizzę, wkurzył nas ziejący spalinami Makarski Jadran i takie tam...
Ale teraz miejsce wydaje się emanować fajną, gwarną atmosferą, różnorodnością typów ludzkich do obserwacji i przeczuciem, że będzie się działo
Spodobał mi się pomysł na bar , w którym klienci mają nogi w zwisie

Ciekawe, czy im klapki nie spadają
Przy statku fishpiknikowym, którym popłyniemy za dni parę zbiera się podejrzane towarzystwo...
Dochodzimy pod piękne arkady.
Tu jedni idą w tę stronę...
...a inni w przeciwną - i to Boso przez Bol

Zachwycam się zestawem kolorów użytych do wykonania rybackich sieci...
...detalami...
...jak tez ogólnym pogledem...
Zaczynam lubić Bol
Który jest bardzo happy, co ma się zaraz okazać
