Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Majka niejedno ma imię - BIHCROMNAL 2006 :)

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005
Majka niejedno ma imię - BIHCROMNAL 2006 :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 29.03.2007 12:38

Taka Majka jest tylko jedna. Ale mogę się mylić.

Z poślizgiem potwornym wracamy do 2006 roku

Zašto je Bog stvorio majke? Pytała kiedyś Jola Michno w Akademii Języka Chorwackiego. No właśnie po co Bóg JĄ stworzył:). W tekście przytoczonym przez Jolę chodziło oczywiście o mamę:). W naszym (shtrigi i wiolak3) o trochę inną. Bo niektórzy z Was pewnie wiedzą, jak to po wakacjach 2005, za sprawą relacji Zawodowca, część z nas zachorowała na szczyt Maja Jezerce (Jezerski Vrh) - górkę na pograniczu czarnogórsko-albańskim. Pieszczotliwie zaczęliśmy ją nazywać Mają lub Majką. Po albańsku maja to właśnie szczyt.

6 sierpnia 2006

Między chińską zupą a tuszem do rzęs
Ja wiedziałam, że tak będzie! Bilety już kupione 8 grudnia 2005, a w niedzielę 6 sierpnia 2006 latam jak poparzona wokół plecaka. 20 zup chińskich? Pewnie znowu nie zjemy. Cooo? Nie zmieści mi się sukienka??? Co znaczy - nie??? Dwie zupy wylatują. Niech będzie głodno, ale z klasą -hehehehe. W końcu kiedyś zejdziemy do cywilizacji i trzeba jakoś wyglądać. Tusz do rzęs, tak tusz nieśmiertelny trzeba wziąć. Tusz zawsze się przydaje. Jak to powie Krzych - Janqes z naszego forum: tusz w górach to jest to, o czym się marzy. Wychodzę naprzeciw moim marzeniom!

I dalej jedna, druga, trzecia mapa Albanii, kserowanki, opowieść Typa (będzie do czytania na lotnisku w Bratysławie - teraz już nie zdążę).
Wiola rzuca: Kobieto!!! Jedziemy na trzy tygodnie! W Albanii będziemy tylko 3 dni! A mapa Durmitoru? Wybrzeże Dalmatyńskie??? Montenegro???
Ok ok Wiola - ale tamto to taka cywilizacja. A Majka tzn Maja Jezerce tak mi świat przysłoniła, że nie umiem myśleć jak człowiek. Bo ja tak bardzo chcę z bliska zobaczyć jak jest w tych albańskich Górach Przeklętych!!!

Zbyt trudne pytanie
Wieczór - Wiola spakowana. Siedzimy u mnie - z moich 4 ścian mamy bliżej jutro na stację pkp. Ja uprawiam selekcję nad plecakiem:). Co by tu jeszcze... W głowie: Maja Maja Maja Maja.
Telefon do domu, do mamy. Do majki - bo mama to majka po chorwacku - to już obsesja!!!
No to jeszcze szybki sms do kolegi, który mieszka w tzw. ucywilizowanym kraju, a który zna Albanię: "Gdybyś był dziewczyną i miał do towarzystwa drugą dziewczynę, to wybrałbyś się do Theth i poszedłbyś na Majkę?". Jeszcze niedawno dowiedziałyśmy się: "Jak dojedziecie do Theth to najgorsze będzie za wami. Dalej to już tylko zbóje i niedźwiedzie".
Dziś dłuuuuuuugo czekam na odpowiedź, ale przychodzi żołnierska, krótka: "To pytanie jest zbyt trudne".

A tłumacząc z polskiego na nasze (o czym dowiem się przy okazji): "Ulka!!! Ty pojęcia nie masz, jakie tam się rzeczy mogą wydarzyć. To nie jest Chorwacja! I to jeszcze dwie dziewczyny! Same!". Ale wiedział, że i tak zrobię swoje, więc, żeby nas mimo wszystko nie zniechęcić, to tak dyplomatycznie wybrnął.
Dobra.. No to będzie tak - zakładamy - Jedziemy do Zwardonia, potem do Skalitego, do Żiliny, dalej do Bratysławy. Stamtąd 8 sierpnia lecimy ze skyeurope do Dubrownika. Łapiemy busa do Mostaru - dwa dni (bo tak nam się ten Mostar od lat marzy!!!) i spadamy z powrotem na południe - do Herceg Novi, dzień w Kotorze i dalej z Podgoricy do Żabljaka i w Durmitor - tu 5, 6 dni, dalej 3 dni - Albania (MAJKA MAJKA MAJKA MAJKA) i kilka dni byczenia się w MN. Np. w miejscowości Utjeha... Taki plan. Życie jest ciekawsze od planów;)))))))

7 sierpnia 2006

Co widać czarno

Rano - Boże! Nie mamy przecież jeszcze tyle kasy, ile powinnyśmy! Ale mamy przyjaciół - szybka pożyczka. Jeszcze do sklepu sportowego po pół kilo isostara :D .
O 13.42 mamy pociąg do Zwardonia. Ważymy na oko plecaki. Ok - jak zwykle podręczne plecaczki ciężkie jak sto bandytów. Chwacko przerzucamy duże na plecy, małe z przodu i... po zejściu z 4 piętra ledwo żyję! Niezłomna Wiola niesie przez kawałek drogi obydwa małe i swój duży. Czaaaaaaarno widzę moje moje przygotowanie siłowe, oj czaaarno :):):).

Ale w pociągu już nam wesoło. Ktoś zostawił butelkę coca-coli. Patrzymy na siebie i w śmiech: Rok temu w Sv. Stefanie padałyśmy z pragnienia i na przystanku zobaczyłyśmy butelkę podgrzanej coli. I co gorsza -wypiłyśmy. I obeszło się bez żółtaczki, cholery, tyfusu i czego tam jeszcze.
Teraz zachowujemy się z godnością. Butelki nawet nie ruszyłyśmy. Smsy do croprzyjaciół z forum. Drusilla trzyma kciuki za naszą Majkę -obiecałam, że jak tam wejdę, to wypiję szklankę wódki bez skrzywienia. Renia chce to zobaczyć:)...

Dej Boże!
W Zwardoniu radość się wzmaga - stoi już słowacki pociąg, który jedzie do samej Żiliny, a nie jak myślałyśmy - tylko do Skalitego. Śmieszna pociągowa kontrola graniczna - celnicy stoją na peronie. Poza nami w pociągu chyba jeszcze 2 osoby. Wychowane na bezwzględności polskich konduktorów, lecimy do Słowaka, żeby kupić bilety (taniej niż w kasie) - on uspokaja: powoli, powoli. Jak już jesteśmy trochę w drodze -przychodzi - drukuje nam bilety (czy nasi kolejarze wypisują dalej? Czy już też się tak ucywilizowali?) i pędzimy do Żiliny. Znamy ten dworzec z zeszłego roku! Wiemy z którego peronu za 10 minut odjeżdża nam pociąg do Bratysławy. Wiola leci po bilety, ja zostaję z bagażami.
No to go go dalej. Pełny przedział. Sami młodzi faceci i my. Jeden jakiś czosnkowy król. Zapach jak na szkoleniu o zwalczaniu wampirów. Chichrają się wszyscy - on twardo coś ogląda w laptopie.
Budzi się we mnie jakaś alergia i kicham bez opamiętania. Słowaccy przyjaciele odpowiadają: "Dej Boze!!!"- doprowadza nas to do wewnętrznych łez, bo na zewnątrz wylewnie dziękuję :):).

Ze skóry na metal
Stara dobra Bratysława wita już zmrokiem. Mamy kupę czasu do odjazdu ostatniego autobusu na lotnisko - idziemy na kawę. Giganciary jesteśmy w tym roku. Wiemy skąd odjeżdża autobus nr 61 na lotnisko i że bilety kupuje się w automacie. Wiedzieć jedno, zrobić drugie... Mamy tylko papierowe korony. W promieniu 50 m od dworca nikt nie ma rozmienić tego na monety. W końcu jakaś przemiła pani przy kasie biletowej rozmienia Wioli pieniądze. Kupujemy bilety i - kierunek lotnisko. Po drodze kombinujemy, która na której kanapie się ułoży hehehe. Pamiętamy nasze noclegowe miejsca sprzed roku. Taaakie skórzane kanapy, szerokie, super wygodne -nocka tutaj będzie, bo odlatujemy dopiero jutro przed południem.
No i jest nasze letisko. Wspinamy się na górny pokład. I co? I nico!!! Kanapy zamienili na metalowe ławki!
Rzucamy się na jedną strategiczną. Karimaty i śpiwory dają namiastkę wygody. Wiemy, że noc to będą nieustanne czartery do Tunezji, Egiptu, na Kretę. Ile się da - drzemiemy.
Wiem jedno - babo: powstrzymaj ciekawość, nie łaź za dużo po tym lotnisku, nie wzbudzaj podejrzeń, nie oglądaj tych wszystkich łusek z kałachów w akwarium przedmiotów, których nie wolno przemycać, bo skończysz jak rok temu - na wizycie w pokoiku ochrony )). Nawet do wc chodzę tylko wtedy kiedy już naprawdę muszę ))
Stresują mnie te lotniska.
Obrazek
Ostatnio edytowano 29.03.2007 13:06 przez U-la, łącznie edytowano 1 raz
Jolanta M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4521
Dołączył(a): 02.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jolanta M » 29.03.2007 12:55

Świat się kończy!!! :lol: :lol: :lol:
Shtrigi relację zaczęły!!! :D :D :D

Czytam, czytam i się uśmiecham.
Dalej, dalej!!! :lol:

Pozdrav
Jola
drusilla
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2864
Dołączył(a): 18.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) drusilla » 29.03.2007 13:11

Hheheh no niesamowite ! 8O :mrgreen: NARESZCIE ! :devil:
A tą wódkę to kiedyś wypijesz :lool: Niekoniecznie TAM :devil: Wolę to widzieć osobiście :twisted: :lool:
Pisz<cie> dalej Wiedźmy kochane !!! :mrgreen:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 29.03.2007 13:15

Hehehehe świetne :lool: czytając mało nie popłakałem się ze śmiechu :lool: Pisz pisz dalej... już przebieram uszami za następną częścią ;)
"...Głodno, ale z klasą..." hahahahaha
Pozdrav :papa:
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 29.03.2007 13:42

Płaczcie dalej...
:lol:
8 sierpnia 2006

Bomba rozbrojona

Nadchodzi rano - idziemy nadać bagaże. 22 i 24 kg... Puszczają nas dalej bez problemu. Paszporty. I już hala odlotów:). Nieufna jestem - nasłuchuję czy mnie nie wołają - jak przed rokiem do grzałki w głównym bagażu, która miała być bombą. W tym roku bombę ma Wiola. Ona w czepku urodzona, więc nie będzie miała na pewno kłopotów.
Ze zdziwieniem obserwujemy, jak łatwo to wszystko idzie w tym roku - i o czym my napiszemy w relacji??? No to my już śpimy... W samolocie. Taki mamy odruch - wchodzisz do środka, siadasz, potem to cudowne uczucie kopa, kiedy już rozpędza się na pasie startowym, guma do żucia, żeby uszu nie zatykało i jeszcze "Pod Twoją obronę" i "Zdrowaś Maryjo" - Sveta Marijo MAJKO Bożja... - i znów się nie umiem skupić! Uff. ZASYPIAMY!

Swojsko i egzotycznie

Widoki z samolotu cóś marniawe... Lecimy nad chmurami. Tu jest pięknie i słonecznie. Poniżej - mleko i bita śmietana. Do Dubrownika nadlatujemy jakimś łukiem znad Czarnogóry - już widać górki, serpentyny ścieżek. Szukamy, która kupka to nasz Durmitor, która Prokletije.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

No i lądujemy. Jest Dubrownik. Sprawnie plecaczki na plecy i biegiem marsz przed lotnisko - obojętne czym, byle na dworzec autobusowy, bo o 17 mamy Mostar. Niby dopiero 15.30, no ale... Jest autobus - 5 euro i w drogę!
Wyjmuję rozmówki, przypominam sobie jak zapytać o to czy są jeszcze bilety do Mostaru. Podsłuchujemy Chorwatów - ale fajnie, swojsko a zarazem egzotycznie :)))).
Wkrótce tablica Mlini. Mlini????? W te pędy - komóra i sms do Joli Michno, która tu jest na wakacjach. Mamy nadzieję spotkać się niedługo w Montenegro. Jest chłodno. Z nieba kapie deszcz. Robi się nieciekawie.. No tak... Pojechałyśmy na wakacje na południe... Rok temu nieźle wymarzłyśmy w sierpniu... Czy my sie kiedyś dowiemy co to jest upał w Chorwacji???
Mkniemy dalej. Mkniemy, aż przestajemy mknąć... Wjazd do Dubrownika - jeden kolosalny korek. Z niepokojem obserwujemy wskazówki w zegarku. Nie zdążymy na autobus. Kuuurka - nie chcemy tu spędzić nocy. Chcemy jak najprędzej dotrzeć do Mostaru.

W świecie survivalu
Około 16.30 jesteśmy na dworcu. Do kasy. Dukam z tym moim bielsko-dubrownicko-moskiewskim akcentem to zdanie o biletach. Pani zagląda do komputera - nic z tego. Nie ma już wolnych miejsc... Ech życie. Zaczyna się robić pod górkę. Będzie wreszcie o czym pisać w relacji - hehehe. Ale po chwili: Oprosti! Nie zauważyła, że chwilę temu ktoś oddał dwa bilety. Leżą u koleżanki na stole. Daje nam bileciki, kasuje 30 euro i szeroko się uśmiecha. My też... Zwłaszcza jak słyszymy cenę za bilet... - Nieźle zaczynamy - rzuca Wiola. - Mocne uderzenie na dobar dan. A za 3 tygodnie to pewnie będziemy jeść korzonki, pić wodę z Jadrana i odsalać ją w zębach... A w najlepszym razie skończymy na cebuli...
Ale póki co wsuwamy kanapeczki z Polski. Wiola nie może odmówić sobie turystycznej wizyty w Konzumie.
Przed 17 obserwujemy wzmagający się ruch ludnościowy przy stanowisku z którego ma odjechać nasz autobus. Wiemy, wiemy - nie walczysz, nie jedziesz. Twarda bądź kobieto! Wykonujemy taktyczny spacer w pobliże stanowiska. Trwa walka o kant krawężnika. Yes. Mamy po 20 cm kwadratowych. Ludzi - multum. Liczymy ich - czy się zamieścimy. Bilet w ręku jeszcze o niczym nie świadczy w tym świecie survivalu.

Obok nas malutki śniady człowiek. Uroczo się uśmiecha. W ręku paszport - zezuję - tak subtelnie, że mi sam mówi z rozbrajającym uśmiechem: Sono Italiano. Moje światowe obycie italianistyczne pozwala mi na jakże wylewne i wymowne: Ciao:). Prywatne śledztwo wskazuje, że pan zmierza do Medjugorje. Różaniec, który oplata jego dłoń mówi mi: Sherlocku jak na to wpadłeś?
Obserwujemy tłum - mnóstwo Francuzów i Hiszpanów. A dokąd oni z tymi gitarami? Festiwal jaki w Medjugorje? W Mostarze? Nie dowiedziałyśmy się. Stoi też jedna panienka. Wzrusza nas, kiedy podchodzi do niej starszy pan u którego mieszka na kwaterze w Dubrowniku i przynosi jej lody. Bo się robi cieplutko...
Mija 17, 17.30. Zdobywcy krawężnika - a wśród nich my - opadają na tyłki. Jest upalnie-burzowo. Naszemu Italiano spada ciśnienie. Zasypia. Paszport i bilet wypadają mu z ręki. Chwacko przechwytuję, narażając się na włoskie dziękczynienie. Tylko uśmiecham się po włosku :))))).
Mija 18.00 i - nico. Gdyby nie ten tłum, to byśmy pomyślały, że się pomyliłyśmy... Mija 18.30 tłum nie traci wiary. Bije 19.00! Jest! Ciągnie się śliczny bośniacki autobus, pokonawszy drogę z czarnogórskiego Ulcinja.

Przerażacz w żółtej koszuli
Tłum łapie za oręż. Plecaki, walizy. Peace! Mir! Pace! Krzyczy nasza pacyfistyczna natura. Ja chcę żyć!!! Ale chcę też zobaczyć Mostar. Nasza strategia: ja stoję przy wejściu do autobusu, Wiola podaje kierowcy bagaż - nie przynosi skutku. Kierowca w żółtej koszuli wściekły jak sto bandytów, bo jak otworzył bagażnik to się walnął w głowę i z pretensjami do nas wszystkich, że to przez nas! Oj groźnie się robi. Bałkański charakter. Wkurzył się, poszedł do autobusu - on nie będzie z taką hołotą podróżował. Raaany - on chce bez nas odjechać!!! Ale panie - pustym autobusem? Jakiś naiwny Hiszpan daje mu do zrozumienia - ale ja mam bilet!!! Rozbrajające! Człowieku! Skąd Ty się urwałeś? Z rogów byka w Pampelunie?!

Po chwili krew kierowcy wraca do temperatury cieczy. Jednak spakuje te bagaże. Wioli chyba się boi, albo ją lekceważy, bo losowo wybiera te bagaże, które mu się podobają. My zostajemy na końcu, kiedy już wszystko upchnął. Jest tak wściekły, że jedną ręką łapie moje 22 i Wioli 24 kg i wrzuca z zamachem do bagażnika. Dzielny chłopie jesteś!
Pakujemy się do autobusu - na nasze wolne miejsca na końcu autobusu. Biletów sprzedali tylko o cztery więcej - ale jest z nami dziecko. Mama bierze je na kolana. Wszyscy jakoś się mieszczą. Tubylcy bez biletów płacą do ręki kierowcy. Ale jadą - takie prawo tubylca.
Naszemu Przerażaczowi w żółtej koszuli ciśnienie nie spadło. Aż się boję popatrzeć na niego kiedy sprawdza bilety. Z emocji żołądek nam przyrósł do kręgosłupa. Jak nam się chce jeść!!! Ale całe żarcie w bagażniku. A sorry!!! Mam 2 kabanosy-tygryski. Idzie nasz Przerażacz. Czaimy się jak dzieci, bo jeszcze nas wyrzuci, że jemy w jego ślicznym autobusie. Smak kiełbaski unosi się pół metra od nas. Dobra - połknęłam. Choćby nie wiem co, to jedzenia mi nie wydrze z przełyku.

Kto ma oczy jak 5 zł

Emocje opadają. Podsłuchuję tubylców, ale rozumiem piąte przez dziesiąte - ktoś do kogoś jedzie, ktoś na kogoś czeka od wczoraj, ktoś jutro musi być w Sarajevie.
Kontrola graniczna za kontrolą - nie to, co samochodzikami - autobus i paszporty sprawdzają skrupulatnie i Chorwaci, i Bośniacy.
W Capljinie - znów popłoch. Przerażacz cedzi coś do mikrofonu. Zrozumiałam, że ci, którzy jadą do Medjugorje mają się przesiąść do drugiego autobusu, a reszta zostaje. A może na odwrót. Nie rozumiem!!! Pytam panią Bośniaczkę za nami. Ona rozumie tak jak ja: albo jedno, albo drugie hihihi. Brrrrrrrr. O co chodzi. Za oknem takie ciemności, że nawet nie jestem pewna czy to Capljina była. My to nic, Hiszpanie i Francuzi mają oczy jak pięć złotych . Nie wiedzą co zrobić.
Nasz Italiano pakuje się do wyjścia. Był bliżej kierowcy może lepiej zrozumiał :). No chwila zamieszania i wkurzony do reszty Przerażacz klaruje, że jednak na odwrót - Mostar wysiada, Medjugorje jedzie dalej. Obcojęzyczna gromada zmierzająca do Mostaru nie pojmuje tej logiki. Wysiada nas 30 a w naszym autobusie, który pojedzie do Medjugorje zostaje 5 osób. Znów wyjmowanie bagaży, przepakowywanie. Patrzymy - a w naszym autobusie nasz Italiano. Wiola ze swoim bielsko-toskańskim akcentem patrząc mu w oczy: - Medjugorje??? A on: SI. No to stary! Przesiadka! Tu Mostar! Kłania się w pas, wylewnie dziękuje no i już się nie zobaczymy.

Ja! Ja! Wybierz mnie!
Znów adrenalinka opada. Za oknem ciemno, ciemno, ciemno, ciemno. Wreszcie majaczą światełka. To musi być Mostar. Jest przed 23. To się nazywa wyprawa. Mieliśmy tu być o 19.00. Wita nas pogrążony w ciemnościach dworzec.
Teraz musimy znaleźć jakiś kąt do spania. Czekają już na nas właścicielki kwater... Pamiętamy głosy z forum, że tu cena noclegu zaczyna się od 10 euro, ale można pohandlować i zapłacić mniej. Mój Boże - robi się groźnie. Zachodnia Europa bierze nawet te po 20 za osobę! Jak tu handlować! Północ za chwilę. Wiola słyszy, jak jedna z pań idzie w stronę Hiszpanów i mówi im 10 euro. Zanim chłopaki skumały, to Wiola: - Ja! Ja! Wybierz mnie! - Ok! Pani mówi - niedaleko, tu obok dworca. Idziemy za nią lekko pod górkę. Faktycznie - zaraz obok. W bloku. Wprowadza nas do mieszkania i pokazuje wykrochmaloną pościel na łóżku, przyozdobioną śliczną koronką. Na ścianach - oczy proroka, śliczne akwarele z widoczkami Mostaru sprzed ostatniej wojny, jakiś jeden bohomaz, na stoliku Koran, na telewizorze fotki jakichś dzieci.
- Ja sam Majda. Maja. - mówi pani - na oko po 50-tce. MAJA??? Obsesja wraca. Przedstawiamy się, skąd my i dokąd. Od razu pyta czy coś zjemy, częstuje sokiem. Niee... dziś już nie jemy. Życzy nam laku noć. Pogadamy rano.
Wiola wskakuje pod prysznic. Do naszego pokoju otwarte drzwi więc widzę jak wchodzą do mieszkania dwie dziewczyny. Pewnie córki Majdy. Nie witają się, to myślę, że zaskoczone. Uśmiechamy się i mruczymy pod nosami coś co ma oznaczać przywitanie.
Głupio nam wskakiwać pod tę wykrochmaloną pościel. Tak tu sterylnie czyściutko...
Obrazek
a to ja
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4755
Dołączył(a): 18.07.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) a to ja » 29.03.2007 14:06

Dziewczyny :lol: :lol:
Teraz rozumiem, dlaczego Was jakby mniej na forum.
Zaszyłyście się i ... piszecie :D

Ech ... czemu ten super lekki sprzęt jest tak super drogi, że krzyżuje nam NASZE wspólne plany ?

Nieodżałowana a to ja

:oczko_usmiech:

Czekamy na "jeszcze" 8)
Pozdraviam
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7908
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 29.03.2007 15:37

Jolanta Michno napisał(a):Świat się kończy!!! :lol: :lol: :lol:
Shtrigi relację zaczęły!!! :D :D :D


Idę tę datę kredą w kominie zapisać. :lol: :oczko_usmiech: :lool:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 29.03.2007 16:28

Nieeee no jeszcze do końca nie doczytałem a już mnie rozkłada :lool::lool::lool::lool::lool:

"...A za 3 tygodnie to pewnie będziemy jeść korzonki, pić wodę z Jadrana i odsalać ją w zębach... A w najlepszym razie skończymy na cebuli..."

:lool::lool::lool::lool::lool::lool::lool:
Idę czytać dalej :lool::lool::lool:

Pozdrav :papa:
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 29.03.2007 17:48

9 sierpnia 2006

Taaaka kahva
Piąta rano - różowieje niebo. Lecę na balkon z aparatem... Niesamowite. To co znam z gazet i książek, mam teraz przed oczami... nie jest to Stare Miasto, ale bloki. Pasują wzgórza, o których się naczytałam w słusznie minionych latach 90...
Obrazek


Skradam się do łazienki. Majda śpi w pomieszczeniu, do którego się wchodzi od razu z klatki - ni to przedpokój, ni to kuchnia, ni pokój. A właściwie już nie śpi, tylko szeroko się uśmiecha z kuchni i pyta czy napijemy się z nią kawy. Majdo kochana! Bośniacka kahva! I już stoi przed nami ten maleńki tygielek i filiżaneczki i cukiernica. Bajka! Majda od razu woła Wiolę - chodź, chodź. My w piżamkach, ona też. No nieźle. Szybki kurs przygotowywania bośniackiej kawy - tu tygielek, tu nasypać, tu nalać, tu zagotować. - Kawa stoi tutaj - częstujcie się i róbcie sobie, kiedy macie ochotę.

Obrazek


Zaczynamy tworzyć dialog po słowiańsku. Bardzo się cieszy, bo te dwie dziewczyny, to Francuzki. Nijak nie potrafi sobie z nimi pogadać, choć to fajne babki.
My w strojach wieczorowych, a Francuzki już wskakują do tej hm.. kuchnio-jadalni z plecaczkami i choć chcą lecieć na zwiedzanie, też są zaproszone na kawę. Siadają z nami. Po niby-angielsku próbujemy się poznać. A ja wytrawny tłumacz języków słowiańskich usiłuję opowiedzieć Majdzie o czym gadamy. Nie trwa to długo. Zostajemy same z naszą gospodynią. Majda od razu nam opowiada czemu wczoraj tak latała za tymi Hiszpanami. Miała tu tydzień temu tak sympatycznych przedstawicieli tej nacji, iż pomyślała, że wszyscy tacy są i dlatego chciała, żeby oni przyszli, no ale jak nas poznała, to już nie żałowała :). No bo nam nie przeszkadzało, że będzie przechodzić przez "nasz" pokój na balkon, gdzie każdego dnia suszyła się przenieprzyzwoicie wyprana pościel dla gości.
Mówimy co chcemy zobaczyć, Majda mówi, co jeszcze trzeba. Stari Most jest 3 minuty drogi stąd. To nasz dzisiejszy cel numer 1! - A na burka, to najlepiej idźcie do Dado. A może ja Wam coś zrobię do jedzenia? - pyta. Kulturalnie dziękujemy, obrzydliwie myśląc, że to wykroczy poza koszt owych 10 euro...

Już na początku komplikujemy sobie życie i zamiast kierować się na Stari Most, przechodzimy przez najbliższy. Jesteśmy po stronie chorwackiej. To już 11 lat po wojnie, a tyle jeszcze jej śladów. Podziurawione budynki kontrastują z tymi juz odbudowanymi przez organizacje międzynarodowe i poszczególne kraje. Brrr. Za to przekwitnięta, ale jeszcze liliowa gdzieniegdzie lawenda i kwitnące przy ulicy różyczki na szczęście jakoś tak robią na duszy pogodniej... Wędrujemy pod strzelistą, betonowa wieżę katolickiej katedry, ale zamknięta na trzy spusty. Podchodzą do nas żebrzące kobiety z dziećmi. Stara zasada: Daj a będzie ci dane - na pewno się sprawdzi...

ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek

Idziemy dalej już dobrze kierując się w stronę Starego Mostu od strony chorwackiej - już stragany z długopisami z łusek nabojów i pocisków większego kalibru... Raaaany, ile tego musiało spaść, skoro tyle lat po wojnie jest "materiał" do dłubania tych "pamiątek"...

ObrazekObrazekObrazekObrazek


Magiczne miasto
W końcu docieramy na most. Taaaki mały? To nasze pierwsze wrażenia. Ale zachwyca. Tak fajnie się poślizgać na tych jasnych kamieniach. Załapujemy się na spektakl skoczków, focimy z każdej strony, oglądamy ludzi. Powoli robi się tłumnie. Zjeżdżają jednodniowe wycieczki. Nie jest gorąco. Ot, takie polskie lato... Włóczymy się po Kujundziluku. Tu siądziemy, tam siądziemy. Chłoniemy magiczne miasto. Meczet tu, meczet tam.

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek


Co chwilę spotykamy hiszpańskich żołnierzy i ich rodziny.
Dochodzimy do cmentarza. Odczytujemy daty urodzin i śmierci. Najczęściej ta druga to 1993... Same młode chłopaki. Wielu naszych rówieśników.

ObrazekObrazekObrazek


Siadamy przy fontannie obok - raczymy się wodą (zapomniałyśmy pomyśleć: witaj cholero), jemy chleb z dżemem. Grają cykady. Cicho tu w porównaniu z gwarnym Kujundzilukiem. Muzułmanki wracają do domów z pieczywem, z owocami, rzucają okiem w naszą stronę. Mamy nadzieję, że śniadanie przy cmentarzu, pod fontanną nie razi ich w żaden sposób.
Łazimy po okolicy kilka godzin. Nie czujemy nijak upływającego czasu - a jeszcze kawa u Alibaby, a jeszcze moczymy nogi w Neretwie, czekając na skoczków. No luzik i wakacje. Extra jest!
Oczywiście nie byłybyśmy sobą, jak byśmy nie oglądały okolicznych śmieci, wśród których Wiola dostrzega lusterko. Bierzemy! Przecież zapomniałyśmy wziąć nasze! To jak się będziemy malować w namiocie? Święte słowa! Patrzymy czy nikt nie widzi i zabieramy ze sobą śliczne lustereczko, pęknięte tylko pośrodku, które co rano nam będzie mówić kto jest najpiękniejszy na świecie i zawsze będzie nam z tego wychodziło, że to właśnie my. Hehehe.

Wpływ jednej literki na żołądek
Żołądki jednak upominają się o swoje. Postanawiamy poszukać burka "U Dado". To niedaleko naszego bloku i dworca. Kluczymy wśród uliczek. Nagle jest! Oskubany budynek i resztki literek: "...ado". To chyba tu. Wejście jakoś tak "od tyłu". Takie niby zadaszenie, ale to knajpa na polu. Na ogniu piecze się baran, którego pilnuje kobitka - przybrudzony dres, uśmiech bezzębnej szczęki. Obok - ponurzy faceci grają w karty. Oczywiście nasze pojawienie się kieruje ich wzrok w naszą stronę. Pytamy o burka. No nie ma, ale baran będzie za godzinę, to przyjdźcie.
Dziwnie nam było... Czyżby Majda chciała, żebyśmy podreperowały budżet tej ekipy? Hm... Jakoś nie chcemy tam wrócić za godzinę. Idziemy spacerować dalej., Aż tu kilkanaście metrów dalej - śliczny kącik, na szybie napis jak byk: "U Dado". No to wchodzimy bez zastanowienia. Wybieramy burka z mięsem, sałatka szefa, jogurcik bałkański i cieszą się nam buźki, ze hej! 4,5 euro za nas obie. Zaczynamy konwersację z panią z baru, no i okazuje się, ze Majda to bardzo dobra kobieta. Zawsze kupuje u nich pieczywo i wszystkim pomaga. Uff. Trafiłyśmy tam, gdzie chciałyśmy. Już wiemy - jutro tu wrócimy!

Co nie przystoi kobiecie
A teraz - marsz do sklepu do piwo. Wiola korzystając z życiowego doświadczenia naszego forumowego Zawodowca, mówi, ze musimy się napić tutejszego jakiegokolwiek piwa. Jest mały sklepik. Piwa nie widać. No więc pytamy panią o jakieś dobre ichnie. Dziewczyna czerwieni się jak burak. Wyjmuje cos z lodówki i nawet na nas nie spojrzy. Nie mamy pojęcia o co chodzi! Zabieramy nasze Sarajevsko i potrząsając kluczami do mieszkania, połyskującymi na breloku z Aliją Izetbegoviciem idziemy do domu.

ObrazekObrazek


Zgramy foty, wypijemy piwko i na 19.30 lecimy na Most, na spotkanie z Janqesem i Lenką - nie znamy się jeszcze. Przedwczoraj za pośrednictwem Cropli dogadaliśmy się, że będziemy w tym samym czasie w Mostarze i może w Durmitorze.
W domu jest Majda. Mówimy jej o dziewczynie od piwa. Majda w śmiech. - Dziewczyny! Kto to wiedział, żeby kobieta kupowała piwo! Tu to nie uchodzi! No to miałyśmy występ... Ale Majda nas pociesza, że ona też od czasu do czasu napije się łyka.
Prasuje znów tę śnieżnobiałą pościel. Zaczyna opowiadać o sobie. O tym, że uwielbia przyjmować gości i dla nich te wszystkie zabiegi z porządkami i praniem, i krochmaleniem prześcieradeł. Nie ma pracy.. Bo mało kto tu ją ma. Jest inżynierem. Przed wojną pracowała w zakładach lotniczych. Razem z mężem. Zginął w 1993 r. Ma syna. Nie było pracy - wyjechał do Francji. Tam urodziło się jej dwóch wnuków. To ich fotki stoją na telewizorze...

Co sie robi w kafejce internetowej
Przed 19.30 biegniemy na Most. Oczywiście mamy lekki poślizg, ale wiemy też, że te dwie uśmiechnięte mordki na Moście, to na pewno nasi! Schodzimy na brzeg Neretwy, dzielimy się dotychczasowymi przygodami. Są bardzo zmęczeni drogą. Szybka wymiana zdań. Krzychu wspomina coś o kawie, na którą nas zapraszają. Uśmiechamy się - jakiż to jednoczący wpływ na ludzi mają zioła brazylijskie na całym świecie! Oni będą jeszcze szukać noclegu. Umawiamy się na poranne spotkanie.
Wiola ma pilną e-mailową sprawę. No i jeszcze chcemy zobaczyć czy nie pojawiło się coś nowego na temat Majki na croforum. Kafejka zaraz przy Moście - schodzimy do podziemi. Wiola konwersuje. Mi się nudzi. Ciekawsko jak zwykle oglądam ludzi. Młody facet obok nas np. nie ma ręki. Wyobraźnia pracuje - może stracił na wojnie. A może w innych okolicznościach. Pali papierochy jak smok. No trudno. Bezczelna shtriga podgląda, że na jakimś komunikatorze gada z roześmianą długowłosą brunetką.
Po chwili wchodzi para. Siadają przy komputerze prostopadłym do nas. Bezczelna shtriga patrzy im przez ramię - kopiują fotki z aparatu do komputera a potem do jakiegoś urządzenia, które wygląda jak odtwarzacz mp3.
Oczywiście bezczelnie podsłuchuję, że to Włosi i bezczelnie z moim bielsko-londyńsko-rzymskim akcentem pytam: Skusi, co to takiego? I ile się tam tego zmieści. No bo ja Ula jestem. A oni to Mateo i Paola z Mediolanu. I tak nie rozumiałam jak mi tłumaczył złożoność tego wynalazku. Za to dowiedziałam się, że podróżują pociągami i autobusami, że byli w Słowenii, że teraz jadą z północy Bośni. A z Mostaru to już na byczenie się w Dubrowniku a potem na prom do Włoch.
Miło było, śliczne fotki wiosek pokazali, poopowiadali o ogromnej serdeczności goszczących ich Bośniaków. Tak się rozgadaliśmy, że nasz Romeo od brunetki nie wytrzymał: - A skąd wy jesteście - pyta mnie i Wiolę - bo mówicie po słowiańsku, ale ja was nie rozumiem. No więc była okazja przedstawić nasz uroczy kraj.
Uściskaliśmy się wszyscy serdecznie, bez wiary, że to nie nasze ostatnie spotkanie...
Po wyjściu z podziemi kafejki zachwyciłyśmy się wieczornym Mostarem. I choć zaczął kropić deszcz, łaziłyśmy dalej.

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek

W końcu dopadła nas taka ulewa, ze wskoczyłyśmy komuś pod drzwi. Już 23.00. Hm.. Nie ma co czekać... Lecimy między kroplami do naszej koronkowej pościeli. Cichutko otwieramy drzwi. O kurka wodna. Majda podnosi głowę z poduszki - kręci głową, pokazuje na zegarek i grozi palcem... Co tu zrobić. Obudziłyśmy ją. No to ja jak skruszony grzesznik: Oprosti mama Majda! I już po polsku: to się już nie powtórzy. Majda w śmiech. Rzuca tylko laku noć i że rano będzie na nas czekać z kawą... Laku, laku Majdo. Fajna babka jesteś.
Ostatnio edytowano 30.03.2007 13:04 przez U-la, łącznie edytowano 1 raz
typ
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 908
Dołączył(a): 27.03.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) typ » 29.03.2007 17:50

ehhhhh
Lekkie :-P opóźnienie, ale w końcu zaczęłyście ten podwójny krochmal (tak mi się skojarzyło połączenie nazw państw w tytule relacji...)
Nie na darmo ględziłem... ;-)
To jeszcze został mi Racibor ivon Laos do "zaględzenia"....

A co do relacji to na razie jeden wniosek: jak dobrze mieć własne autko na Bałkanach hehe. Co prawda bez samochodu wiele wspomnień pozostaje i można poznać ciekawych ludzi, ale trochę by mnie trafiało jakby mi "szczyt sezonu" mieszał w planach i cenny czas zabierał :-)
Piszcie piszcie........
Janqes
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 361
Dołączył(a): 11.07.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janqes » 29.03.2007 17:58

Bhahahahahahah! :lool: :mrgreen:

Dzień dobry!

No to wyszło szydło z worka :oczko_usmiech:

Kristof
Jolanta M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4521
Dołączył(a): 02.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jolanta M » 29.03.2007 17:59

Teraz to dopiero kolorowy zawrót głowy!!! :D :lol:



Pozdrav
Jola
Buber
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3450
Dołączył(a): 11.08.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Buber » 29.03.2007 18:10

Czyta się, czyta i przestać nie można. Aż prosi się kiedyś o papierowe wydanie, sukces na rynku i Nobel prize murowane. Tylko czemu piszecie teraz, jak kuję do egzaminu :?: :lol:
Japona
Cromaniak
Posty: 739
Dołączył(a): 30.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Japona » 29.03.2007 18:18

Hehe
Ja też kuję i co z tego? :lol:

Nie mogę się oderwać od nocnego Mostaru, jak fajnie odbija się most w Neretwie. Shtriga czy mogłabyś przesłać mi na maila to zdjęcie pierwsze od lewej ( odbijający się most w Neretwie ) w największej rozdzielczości jaką masz?
adres e-mail widoczny tylko dla zalogowanych na cro.pl

Dziękuję i pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg. :)
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 29.03.2007 20:11

Ale mnie wkręciła! patrze i oczom nie wierze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :lool: :lool: :lool: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :devil: :devil: :devil: :devil:
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Majka niejedno ma imię - BIHCROMNAL 2006 :)
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018