Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Grecja, Kreta 2007

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1632
Dołączył(a): 21.07.2005
Grecja, Kreta 2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 11.09.2007 15:38

Grecja, Kreta 2007

Nadszedł nareszcie 14/08 - dzień naszego wyjazdu do Grecji. Ekipa 9 osób (w tym 2 dzieci), 3 samochody. Wszystko mieliśmy oczywiście przygotowane wcześniej, pozostało spakowanie całego ekwipunku w samochody. Tego dnia byliśmy jeszcze w pracy, więc akcja rozpoczęła się ok. godz. 18. Zakładałem, że nie powinno być problemu, układ osób w samochodach 4+3+2 - spokojnie, a jeszcze dwa kombi... I faktycznie nie było najgorzej.

Obrazek Obrazek

Jedyny, ale poważny problem - lodówka samochodowa, pożyczona od znajomego okazała się zbyt wielka i musiała zostać :( ! Jeszcze ostatnie sprawdzenie - paszporty, bilety promowe, mapy - można ruszać. Pakowanie zajęło nam prawie dwie godziny, jest godz. 20 - ruszamy!!!
Postanowiliśmy, że jedziemy dłuższą trasą, maksymalnie autostradami: Opole - Głubczyce - Krnov - Olomouc - Brno - Bratysława - Budapeszt - Belgrad - Skopie - Saloniki - Plaka. Etap pierwszy - ok. 1700 km. W tym roku po raz pierwszy od niepamiętnych czasów miałem mieć po drodze trochę luzu... Zawsze jechałem pierwszy, pilnowałem drogi, co wiązało się z większym wysiłkiem, tym razem jako pierwszy ruszył Darek - dobrze zna drogę do Brna, a potem to zobaczymy. Droga, jak droga, robi się noc, kilometry uciekają, na granicy czesko - słowackiej 2 pierwsze samochody przejeżdżają "bez nikakich" a mi Czech każe zjechać na bok i czekać... Cholera, a cieszyłem się, że nie jadę pierwszy! Po 15 minutach gburowaty celnik oddaje paszporty - jechać. Zajęli się Słowakiem, któremu karzą otwierać bagażnik! Przejazd przez Słowację i Węgry - bez historii, tankowanie, winietki, 3 godziny snu przy stacji pod Budapesztem. Na granicy węgiersko - serbskiej wymieniamy Euro na Dinary, jest już piękny, słoneczny dzionek.

Obrazek

Przez jugoli jadę pierwszy, przypominam jeszcze reszcie o częstych patrolach policji drogowej, lepiej niech nikt się nie wychyla! Ruszamy i faktycznie, pierwszy wiadukt, a policja już "suszy"! Droga do Belgradu to pseudo - autostrada, nie można depnąć - 90 - 100 - 110 max. i co najmniej 5 patroli policji. Obawiałem się trochę przejazdu przez Belgrad, ale poszło jak po sznurku, ruch w mieście ogromny, ale wystarczy pilnować E-75 i nie ma problemu. Samo miasto z okien samochodu robi nie miłe wrażenie. Dalej droga jest już lepsza, znowu można jechać szybciej. Za Niszem znowu zwężenie, a im bliżej Macedonii, tym ciekawsze krajobrazy - zaczynają się góry.

Obrazek

Na drodze ruch umiarkowany, trochę tirów, miejscowi w strasznie starych samochodach, szok, dawno nie widziałem Moskwicza, a tu ich pełno i nawet kombik się zdarzył :) ! Jest też trochę samochodów na niemieckich, szwajcarskich czy francuskich blachach, gnają bardzo szybko, to pewnie też miejscowi... Docieramy do granicy serbsko - macedońskiej, spora kolejka! Czekamy dobre pół godziny. Strasznie irytują mnie te ślamazarne kontrole. Celnicy ruszają się jak muchy w smole, na twarzach mają wymalowane znudzenie. Normalnie strata czasu!!! Wjeżdżamy w Macedonię, a tu przy autostradzie "koloryt lokalny": ktoś idzie wzdłuż autostrady (zgodnie z kierunkiem ruchu), ktoś jedzie na rowerze lewym pasem (pod prąd!!!), ktoś inny przeprawia się z jakimś chrustem przez barierki środkowe...!!! Trzeba mocno uważać. Jedziemy, jedziemy i nagle stop! Potężny korek, jak okiem sięgnąć wszyscy stoją! Ale widzę, że bokiem przeciskają się osobowe, jedziemy i my, po kilkunastu metrach policja kieruje nas na jakąś boczną ścieżkę, dalej miejscowi znikają... Przejeżdżamy przez wioskę, wreszcie przed nami jakiś Słowak w Fabii - zakładam, że też jedzie do Grecji i czepiam się jego zderzaka :) . Robi się coraz ciekawiej. Droga wąziutka, stromo jak cholera, po prawej urwisko, miejscami szuter! Dobrze, że nikt nie jedzie z naprzeciwka. W końcu i przed nami i za nami pojawia się więcej samochodów - raźniej! Po bokach wypalone pożarami zbocza gór, w oddali widać jak samochody jadące autostradą z przeciwnego kierunku zjeżdżają z niej jakąś karkołomną dróżką - szok!!! Chyba zbliżamy się do wyjazdu na autostradę. No i wreszcie jest wyjazd, ale jaki???!!! Ci przed nami nieźle muszą kombinować. A mówiłem kupić terenówkę... Dobra, Słowak w Fabii jakoś powoli przeszedł, nam też się udaje! Nie bardzo orientujemy się, w którym momencie drogi jesteśmy, zatrzymujemy się przy nieczynnych bramkach, za nami staje miejscowy Transit - pytamy, jest ok.! Po drodze mijamy jeszcze tunele, o których pisał Leszek Skupin - miejsce jest niesamowite! Jeden tunel, potem skalisty wąwóz, kawałek nieba nad głowami i następny tunel. Niestety za późno zauważyłem, że w tej wyrwie jest parking. Postanawiam, że w drodze powrotnej trzeba się tu zatrzymać. Na granicy macedońsko - greckiej na szczęście nie ma kolejki, chwila i jesteśmy na greckiej ziemi.

Obrazek

Większość ekipy jest już zmęczona jazdą, zatrzymujemy się przy pierwszej stacji - przyda się chwila odpoczynku. Zostały nam jeszcze jakieś 2-3 godziny jazdy. W okolicach Salonik robi się ciemno, jeszcze tylko Katerini i mapa w dłonie żeby nie przegapić zjazdu na Plaka - Litochoro, tam mamy pierwszy kemping, znany z poprzedniego pobytu (2003 rok). Jest zjazd, parę kilometrów boczną drogą i wreszcie zajeżdżamy na kemping! Nic się nie zmieniło, ta sama brama, te same budynki! Licznik wskazuje 1630 km od Opola. Dobrze jest zajechać w znane miejsce! W nocy ciężko byłoby szukać innego kempingu. Pan w recepcji jest bardzo sympatyczny. Daję jeszcze naszym paniom, które nas meldują starą kempingową książeczkę zniżkową z poprzedniego pobytu - jest tam pieczątka kempu z 2003 roku!!! I co? I luzik - pan mówi, że 10% zniżki mamy :D ! Część ekipy idzie znaleźć miejsce dla naszych 3 namiotów, ja muszę natychmiast napić się zimnego piwa... Pierwsza knajpa -dyskoteka przy kempingowa - 5 eur za małego Amstela - upss... Na szczęście przed kempingiem jest jeszcze jeden bar - 1,50 eur - znacznie lepiej mi się zrobiło, zimne piwo - miodzio!!! Teraz mogę spokojnie zabrać się za rozbijanie namiotów :D

Następny dzień to totalne lenistwo. Leżymy na bardzo przyjemnej, żwirowej plaży, moczymy się w morzu, po południu 5 osób w 1 samochodzie jedzie do pobliskiej Leptokarii, mi się nie chce, już tam byłem - nic ciekawego, wolę napić się winka :wink: Zwłaszcza, że jutro wybieramy się z Grzesiem w Masyw Olimpu i trzeba będzie wstać wcześnie rano.
17/08 - godz. 5.00 - pobudka, wyłażę z namiotu... niespodzianka - ktoś z obsługi kempingu zastawił mój samochód!!! Na szczęście jedne drzwi ma nie zamknięte, cichaczem przepychamy Atosa i na styk udaje się wyjechać! Jest jeszcze zupełnie ciemno, jedziemy w stronę Litochoro i Prioni - ostatniego parkingu przed wejściem na szlak. Oby tylko pogoda dopisała! W 2003 roku wybrałem się w Masyw Olimpu i kiedy panie opalały się na plaży w Plaka ja zostałem dosłownie zmyty ze szlaku przez potężną ulewę. Droga do Prioni to w zasadzie same serpentyny, jedziemy powoli, zwłaszcza, że przy drodze pasą się kozy, muły. Ostatnie kilometry to szutry. Ok. godz. 6 jesteśmy na parkingu - cholera, ciemno jeszcze, trzeba się chwilę zdrzemnąć, obok w samochodzie Bułgar też kima. Mija pół godziny i zaczyna się przejaśniać, w międzyczasie podjeżdża Leganza na polskich blachach, ale zatrzymuje się na drugim końcu parkingu i 4 facetów od razu rusza na szlak. Ok. godz. 7 ruszamy i my, a za nami Bułgar. Szlak do schroniska znam, cały czas mozolnie w górę, momentami dosyć stromo. Pogoda jest piękna, widoki rewelacyjne, a im wyżej tym ciekawiej. Po 2,5 godz. marszu jesteśmy pod schroniskiem, na niebie ani jednej chmurki - super, tylko, że coraz większy skwar. Bardzo dobrze robi nam lodowata frape przy schronisku, kilka zdjęć i ruszamy dalej.

Obrazek Obrazek Obrazek

Zaczyna się coraz ostrzejsze rwanie, na szczęście ścieżka zygzakuje. W zasadzie nigdzie nie ma oznaczeń szlaku, idziemy tak jak inni. Zaraz za schroniskiem kończy się las, są jeszcze tylko pojedyncze drzewka, upał. Ale za to widoki nieziemskie!!!
Rozkładam się pod rachitycznym drzewkiem, wyciągam aparat, picie i napawamy się widokiem! Dalej ścieżka robi się coraz bardziej stroma i ludzi jakby mniej... Docieramy do miejsca rozwidlenia ścieżek, w prawo, w lewo, w dół...? Którędy droga, jakieś wywalone tabliczki, z których nic nie możemy odczytać! Moja mapka na niewiele się zdaje. Nadchodzi Bułgar, mówi, że jest prawie pewien, że to ta na wprost (a jak wiemy prawie robi wielką różnicę...). No to nie ma rady naginamy dalej. Skończyły się zygzaki, ścieżka prowadzi "na strzałkę"! Bułgar odpada, a z nas pot leje się litrami! Oj dawno nie dostałem tak w kość! Gdzie ten Mitikas?! Daleko z przodu też ktoś idzie tak jak my. Docieramy na jakiś szczyt, pod nogami przepaść, a przed nami, za przepaścią, kilkaset metrów - Mitikas!!!

Obrazek Obrazek

Jesteśmy na Skali... Widok jest Boski!!! Niestety nie damy rady dotrzeć z powrotem do węzła ścieżek, a stamtąd jeszcze raz podjąć podejście na Mitikasa. Jest już za późno, a my jesteśmy zbyt zmęczeni podejściem i upałem. Poza tym pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, raz Mitikas jest w pełnym słońcu by za chwilę całkowicie skryć się w chmurach. Zejście ze Skali w kierunku Mitikasa to w zasadzie pionowa skała bez zabezpieczeń. Za mało czasu. Szach i mat... Mówi się trudno - do trzech razy sztuka, następnym razem będę już wiedział. Cholerny brak oznaczeń! Rozbijamy obóz na Skali, 2866 m.n.p.m. - też piknie! Najwyższe miejsce, do którego udało mi się dotrzeć! Siedzimy, jemy, pijemy, robimy zdjęcia. Momentami robi się tak zimno, że trzeba zakładać bluzy. Wcale nie chce nam się ruszać w drogę powrotną, zwłaszcza, że przed nami trudny odcinek "strzałkowy" częściowo pokryty luźnym żwirem - łatwo o wywrotkę! Trzeba się zbierać. Kilkaset metrów niżej siedzi Bułgar mówi, że musi powoli zejść do schroniska, bo nawalił mu mięsień nogi... Po pokonaniu najtrudniejszego odcinka schodzi się już lepiej. Mijamy jeszcze takich, co idą w górę. Nie wszyscy są odpowiednio wyposażeni - jakbym był w Tatrach :wink: W schronisku ponownie frape, ależ ona smakuje, rozkładamy się na ławkach, jest błogo. Schodzimy, Grześ idzie szybciej, spotkamy się przy okazji następnej przerwy. Zejście jest monotonne, ale cóż, jak się wlazło to trzeba wrócić :wink: Idę sobie samotnie, ludzi mało, jest czas na rozmyślanie, lubię to. Mniej więcej w połowie drogi jest ławeczka, a na niej siedzi Grześ. Z miny widzę, że chyba ma kryzys... To przez ten upał i durnowate muchy, chwilę idziemy razem, potem się rozdzielamy, idę wolniej, następne spotkanie na parkingu. Czas leci, kolejne zakręty, wyschnięty strumień i wreszcie gęsty las, cień i chłód. Jeszcze kawałek, już słychać potok, most i jestem na parkingu. Grześ siedzi przed knajpką pod parasolem i sączy piwo..., a ja nie mogę, muszę prowadzić! Humor ma już trochę lepszy - piwo czyni cuda :D
Wracamy do Plaka. W obozie wszyscy zadowoleni! Kasia z Darkiem byli w Meteorach, Asia, Iwka, Gosia, Alicja i Łukasz pławili się w morzu - dla każdego coś miłego!
Następnego dnia rano, bez pośpiechu zwijamy obóz i ruszamy w stronę Aten. W niedzielę mamy prom na Kretę - główny cel naszej wyprawy. Mamy zamiar dotrzeć na znany kemping w Atenach, wieczorem i następnego dnia do południa pospacerować po mieście. Dotarcie do kempingu na obrzeżach centrum Aten nie jest jednak proste... Poprzednim razem mieliśmy problem. Teraz jednak dysponowałem adresem i opisem dojazdu. Mapa na kolanach, zjazdy zaznaczone, jazda! I co? Zjazd był droga super, chyba jakiś nowy węzeł, moment i już byliśmy na... wylocie w kierunku bodaj Koryntu :? Zawracanie, motanie, pytanie taksówkarzy i wreszcie po jakimś czasie udało się. Rozbiliśmy namioty, upał niemiłosierny, zrezygnowaliśmy z rozwijania tropików... Pani na recepcji dała nam rozkłady jazdy do centrum, podeszła też do nas pani z Polski, która radziła skorzystać z komunikacji miejskiej. Ok. - pojedziemy autobusem i metrem! Po wczesnej kolacji, wraz ze sporą grupą kempingowiczów udaliśmy się na przystanek. Autobus miał jeździć, co 15 minut. Miał... Czekaliśmy godzinę!!! Nic nie podjechało, wkurzeni wróciliśmy na kemping - nici z nocnego spaceru po Atenach! Nie chciało się nam już pakować do samochodów, pozostało winko... Zapytaliśmy jeszcze, o której musimy opuścić kemping - do godz. 13 - mało czasu!!!
Zerwaliśmy się skoro świt wsiedliśmy w 2 samochody i do centrum! Ruch na szczęście nie był duży - niedzielne przedpołudnie. Parking praktycznie pod Akropolem, za free. Tylko ten czas... Podeszliśmy pod bramy wejściowe Akropolu - tłum, nie tylko my wstaliśmy wcześnie rano! Ponieważ większość z nas już była na Akropolu i w zasadzie tylko dzieciom chcieliśmy pokazać samo wzgórze, to rezygnujemy z wejścia i ruszamy przez Plakę w kierunku parlamentu. Dziś niedziela, więc o godz. 11 będzie uroczysta zmiana warty z defiladą, warto to zobaczyć. Łazikujemy wąskimi uliczkami starego miasta - ślicznie tu, miasto powoli budzi się do życia. Parę minut przed godz. 11 jesteśmy na miejscu, zaczyna się zamieszanie, ludzi tłum, policja "czyści" ulicę, z za zakrętu pojawiają się mundurowi w szyku defiladowym - ekstra, wszyscy wyprostowani jak struny w tych ich uniformach (wzorowanych na strojach górali macedońskich), podkute buty z pomponami... Folklor! Zaczyna się ceremonia zmiany warty. Robię kilka zdjęć. Upał straszny, jak oni wytrzymują w tych mundurach? Trwało to może 15 minut, kolorowo, uroczyście, poważnie. Czas na nas trzeba wracać i zwijać obóz. Wracamy do samochodów, ruch na ulicach znacznie większy, trąbią, pchają się, skutery śmigają. Grecja - trzeba przywyknąć. Bez problemu trafiamy na kemping. Zwijamy namioty, pakujemy fury, jeszcze pod prysznic i można jechać do portu w Pireusie. Prom mamy dopiero wieczorem, ale trzeba potwierdzić bilety, lepiej być wcześniej.

Obrazek Obrazek Obrazek

Podjeżdżamy pod bramę - jeszcze zamknięta, ktoś wskazuje inną, otwartą i już jesteśmy na parkingu portowym. Potwierdzenia biletów dopiero od godz. 16, ruszamy do pobliskiej knajpy na obiad. Znajdujemy miejsca na tarasie - widok na port, zamawiamy sałatki, gyrosy i tym podobne. O godz. 16 potwierdzamy bilety, wszystko gra. Siedzimy w klimatyzowanej poczekalni, jest jeszcze sporo czasu. Przez poczekalnię przetaczają się różne "okazy" - Albańczycy (chyba), jest trochę czarnych, sprzedawca "oryginalnych" okularów wciska nam kity, jest z Bangladeszu. Mnie przyuważył przy samochodzie jakiś cygan i zagadał po Polsku, jest z Bydgoszczy. Ogólnie innych rodaków nie widać. Ok. godz. 18 robi się ruch, przypływają promy. Jezu, jakie one są wielkie, a człowiek nie przyzwyczajony do takich widoków. Wreszcie jest informacja, że i my możemy ustawiać się w kolejkę do wjazdu. Szykujemy rzeczy niezbędne na prom: karimaty, śpiwory, jedzenie. Podróż ma trwać 8 godz., a my oczywiście mamy deck :D. Kolejka osobowych nie jest zbyt wielka, sami Grecy, siedzą w samochodach ciągle palą i jedzą, pety i wszystkie inne śmieci wywalają pod swoje auta, syf, śmietnisko! Pojawia się nasz Kriti II - olbrzym! Mieści się na nim 1600 pasażerów i 1200 samochodów! Na "wstecznym" podpływa do nadbrzeża. Fajowy widok!

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Jeszcze nie zdążył dobrze przycumować, a już zaczynają zjeżdżać samochody, robi się młyn i zamieszanie, porty to chyba jedyne miejsce w Grecji gdzie widać wielki pośpiech. Stoimy na początku kolejki, komentujemy cały ten zgiełk, stwierdzam, że pewnie wylądujemy naszymi furami na I piętrze, upss, Darek robi wielkie oczy, wcześniej nie skojarzył, że będą 2 lub 3 pokłady samochodowe... Idziemy zajrzeć do środka promu - widać wyraźnie stromy podjazd na pięterko :wink: , jak się dobrze nie rozpędzimy, to będzie palenie gumy! Ruszają ciężarówki, tiry z naczepami, wjeżdżają tyłem, część zostawia naczepy i z powrotem. Ależ precyzja, jak oni to robią? Zawodowcy. Wszystko idzie bardzo sprawnie. Chwilę później ruszają osobowe, obsługa nie karze wysiadać pasażerom - to dobrze, mniejsze zamieszanie. Jedziemy powolutku, nie ma mowy o rozpędzeniu się przed stromym podjazdem, wewnątrz ruch jak w ulu, obsługa gwiżdże, gestykuluje, jak dla nas to cyrk! Podjazdu oczywiście nie udało się pokonać na jeden raz, zaczyna się zabawa, gaz, sprzęgło, gaz, sprzęgło..., 10 cm do przodu, 5 cm do tyłu i jakoś idzie. Hamulca wolę nie dotykać, ten za mną jest bardzo blisko (musibyć-miejscowy :wink: ). Lekki stres był, teraz jeszcze parkowanie tyłem i jesteśmy. Zabieramy rzeczy i ruszamy do naszej kajuty pod gwiazdami. Trochę tłoku przed recepcją, chwila i wychodzimy na nasz deck. Spoko, sporo ławek stoliki, zajmujemy miejsca i idziemy pooglądać nadbrzeże z wysokości pokładu, jest już ciemno fajnie to wszystko wygląda. Prom rusza, obserwujemy oświetlony port. Po wyjściu w morze zaczyna mocno wiać. Zmieniamy miejsce, bliżej baru mniej wieje. Tak, bo na naszym pokładzie oprócz ławek, stolików i krzesełek jest bar i nawet basen! ...niestety w basenie nie ma wody. Kolacja, pogaduchy, dzieci grają w karty, robi się sennie. W Iraklionie będziemy o godz. 5 rano. Ciekawe jak będzie na wyspie? Nie ma tam zbyt wielu kempingów, a II połowa sierpnia to szczyt sezonu mam nadzieję, że nie będzie problemów, zwłaszcza, że ekipa w tym roku liczna.
Dobranoc...
Ostatnio edytowano 08.11.2007 12:11 przez janusz.w., łącznie edytowano 1 raz
Aras999
Globtroter
Posty: 50
Dołączył(a): 16.10.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) Aras999 » 11.09.2007 16:28

Super :D nowa relacja :D ale przeczytam ją dopiero w domu- na deser
TaTa
Odkrywca
Posty: 114
Dołączył(a): 13.07.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) TaTa » 11.09.2007 18:34

Pisz dalej, jest OK. Tylko mnie dręczy te 1200 samochodów, może 120?
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 11.09.2007 18:54

Nasi szturmem biora Grecje tego lata. Janusz, fajnie sie czyta, po takim starcie czekam na dalszy ciag. No i zycze nastepnym razem juz "pelnego" zdobycia Mytikasa :)
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1632
Dołączył(a): 21.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 11.09.2007 20:03

TaTa napisał(a):Pisz dalej, jest OK. Tylko mnie dręczy te 1200 samochodów, może 120?


http://www.anek.gr/english/ships/kriti11.html
:wink:
pozdr
TaTa
Odkrywca
Posty: 114
Dołączył(a): 13.07.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) TaTa » 11.09.2007 20:18

Rzeczywiście. Potwór. 8O
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 94151
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 11.09.2007 20:41

Z ciekawością czekam na relację z wyspy, i widzę kolejnego wspinacza :lol:
Janusz - nieśmiała mała prośba o troszkę większe zdjęcia, tak aby miniaturka po otworzeniu miała format np. 800x600. Chyba "żaba" tak może.
:papa:
Ostatnio edytowano 12.09.2007 07:18 przez Janusz Bajcer, łącznie edytowano 1 raz
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1632
Dołączył(a): 21.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 12.09.2007 07:10

Dzięki za dobre słowa i zainteresowanie! Ciąg dalszy w przygotowaniu. Co do zdjęć, to wybitnie nie mogłem dogadać się z żabą! Musze potrenować i do kolejnej części postaram się wrzucić większe!
pozdr
marsylia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 882
Dołączył(a): 19.07.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) marsylia » 12.09.2007 07:24

Bardzo fajna relacja, pisz, pisz :)
:papa:
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1632
Dołączył(a): 21.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 12.09.2007 07:36

Test, zanim będzie ciąg dalszy.
pozdr
Ostatnio edytowano 30.01.2008 22:18 przez janusz.w., łącznie edytowano 1 raz
marsylia
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 882
Dołączył(a): 19.07.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) marsylia » 12.09.2007 07:42

ooo zdecydowanie lepiej
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 94151
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 12.09.2007 07:46

Lepiej, to może jeszcze test zdjęcia w poziome :wink:
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1632
Dołączył(a): 21.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 12.09.2007 08:05

Janusz Bajcer napisał(a):Lepiej, to może jeszcze test zdjęcia w poziome :wink:


Proszę bardzo!

Obrazek

Wybrzeże w Komos.
pozdr
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 12.09.2007 08:20

Janusz :D fantastiko :D. Świetnie piszesz... a to, że też byłem w Grecji i wspomnienia świeże poczułem się jakbym jechał z Tobą :D

Pozdrav :papa:

P.S. Jak dla mnie to trochę WIĘCEJ tych zdjęć mógłbyś dać ;)
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 94151
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 12.09.2007 08:25

O - już lepiej, jeszcze trochę potrenuj "żabką" i będzie 800X600 :lol:
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018