napisał(a) janniko » 03.04.2010 11:56
Torac!
Gratuluję decyzji i trzymam mocno kciuki.
Ja rzucałem kilka razy w przeciągu mniej więcej 2 lat.
Rzuciłem tylko dlatego, że wyczerpał mi się limit zdrowotny. No wiesz, kilka razy w roku zapalenie oskrzeli, trudności przy dobiegnięciu do tramwaju itp.
W końcu wykorzystałem kolejne zapalenie gardła, takie co to ledwo dawałem radę kilka fajek przez dzień wysmalić i odstawiłem na kilka dni. Potem uzbierało się następne kilka dni, potem dodawałem z ciekawości czy mi się uda po jednym dniu itp itd.. a potem już było mi szkoda psuć tak wielkiego osiągnięcia! Paliłem mniej więcej od 13-14 roku życia nałogowo non stop. Dziś nie palę od jakichś 6 lub 7 lat.. musiałbym policzyć, ale mi się nie chce, bo to zupełnie nie istotne.
Wyznaję w tej kwestii 3 zasady:
1. Nie palę tylko dziś; nie planuję co zrobię w tym względzie jutro czy za kilka lat (to podpatrzone w programie "walki" z nałogami)
2. Nigdy nie łudzę się, że mógłbym pociągnąć jednego macha i nadal nie palić. Jeśli zdecyduję się palić to świadomie, a nie "przez przypadek, bo pociągnąłem macha.. "
3. Nie wierzę w żadne rzucanie przy pomocy siły woli, czy silnego charakteru, ani rzucanie "w zaparte". Z moich obserwacji ta metoda przynosi mierne efekty, a na pewno już tacy "delikwenci" są okropnie upierdliwi dla otoczenia, bo uważają, że skoro im się "udało", to inni też powinni rzucić... tacy nie dają żyć innym palaczom! Uchroń mnie Boże przed takimi upierdliwymi "siłaczami"!
Poza tym kocham palenie i nikogo nie będę od niego odwodził. Nie ma to jak poranna kawusia z popieroskiem.
A mój limit po prostu się wyczerpał i nie dla mnie te rozkosz. Się pogodziłem i nawet jest mi z tym dobrze.
Jest kilka drobnych plusików niepalenia - kasa, zdrowie.. no i z ryja nie wali!
pzdro