Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Cro 2014... nie tylko PODGORA... 5500 km zajebistości... :)

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Kasia i Krzyś
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1051
Dołączył(a): 15.09.2012
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kasia i Krzyś » 12.09.2014 10:59

Wow, dystans robi wrażenie. Jestem ciekawa co tam pozwiedzaliście...

Dzieci nie mamy (i mieć nie będziemy, coby nie przeszkadzały :twisted: :wink:), to się nie wypowiadam.
te kiero
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8716
Dołączył(a): 27.08.2012
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) te kiero » 12.09.2014 11:08

nimm2 napisał(a):Trasa jaką opracowałem prowadziła przez Niemcy do Austrii i przejazd trasą widokową na Edelweiss przez Hochalpenstr. i następnie przez Włochy na Słowenie i tam zwiedzanie jaskini Skocjanskiej i Postojna (zdążyliśmy tylko jedną z nich) i dalej to już prosto na Makarską Riwiere… jak będzie późno to nocleg jeszcze gdzieś na północy Chorwacji albo na Słowenii w taki sposób aby na Makarską dojechać w dzień żeby mieć czas na znalezienie noclegu…

powinno być ciekawie, więc jestem, czekam na jaskinię, ciekawe jaką...?
Marek40
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1713
Dołączył(a): 30.08.2008
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) Marek40 » 12.09.2014 19:57

Zasiadam do czytania i czekam na CD.
karin74
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2149
Dołączył(a): 27.07.2010
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) karin74 » 12.09.2014 20:15

Oooo już siedzę...relacja zaczyna się super...tylko dlaczego jestem dopiero w trzecim rzędzie...
Czekam na dalszą część. :-)
nimm2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 204
Dołączył(a): 21.08.2010
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) nimm2 » 12.09.2014 23:42

Dzień II

spaliśmy zadziwiająco dobrze… może to to powietrze górskie… a może zapach ciepłej puchowej kołdry tak nas uśpił… nie wiem… rzut oka za okno i niestety oko rozbija się na mokrej szybie… chyba pada… sprawdziły się te najgorsze prognozy… nawet te z weather.com… humory poprawiało nam jedynie podniecenie dalszej podróży… szybki telefon do synka i chwilę później zeszliśmy na śniadanie… starsza pani właśnie kończyła je przygotowywać… kanapki… pyszna alpejska szynka… jajeczniczka… kawka i herbatka… prosto, ale naprawdę super… zapłaciliśmy i pojechaliśmy w dalsza drogę…
niestety pogoda z każdym kilometrem kiepściła się coraz bardziej… i to bardzo… ja mam pecha do tej drogi… jadę nią drugi raz i drugi raz taka pogoda… niskie chmury nie pozwalają na podziwianie widoków… deszcz coraz mocniejszy… momentami można powiedzieć ulewa… a my kierujemy się w stronę bramek wjazdowych do parku krajobrazowego… nie ma co… świetnie… przy bramkach pada tak mocno, że widoczność jest na kilka metrów… płacimy za przejazd… standardowe pytanie czy nie chcemy ulotek (nie… nie chcemy bo nic sensownego w nich nie ma :P) i wjeżdżamy do parku… podziwiać mgłę alpejską… jednak z mgły cieszy się moja żona, która ma niewyobrażalny dla mnie lęk wysokości… przed wyjazdem była bardzo niepewna czy da radę przejechać tą drogą, a tu taka niespodzianka… wogóle nie widać, że jedziemy wysoko nad przepaściami… droga pnie się coraz ostrzej w górę…zaczynają się serpentyny… zakręt w lewo… zakręt w prawo… od ekspresowej jazdy w dół dzielą nas tylko betonowe słupki… i im wyżej tym mgła robi się rzadsza… w końcu wjeżdżamy ponad chmury… tzn. prawie bo niebo nadal jest zachmurzone jednak pod nami też widzimy gęste chmury… widok nieziemski… widać jak zmieniła się roślinność… na dole wysokie drzewa iglaste, a tutaj poza kamieniami od czasu do czasu można zobaczyć kilka krzewów… kosodrzewiny… i jakieś małe kwiatki… i wtedy Agnieszka wykrzykuje… to tamtędy będziemy jechać??? I pokazuje na drogę wzdłuż zbocza jakieś 100m wyżej… No cóż…

20140730_095630_LLS (800x450).jpg


20140730_095638_LLS (800x450).jpg


20140730_095644_LLS (800x450).jpg


20140730_095707_LLS (800x450).jpg


20140730_095715_LLS (800x450).jpg


20140730_095725_LLS (800x450).jpg


na wszelki wypadek najpierw skręcam na przełęczy na szczyt Edelweiss… droga najpierw to droga z kostki brukowej… wjeżdżamy na szczyt… po drodze mijamy Milke na żywych nogach…

20140730_095732_LLS (800x450).jpg


20140730_095813_LLS (800x450).jpg


20140730_095938_LLS (800x450).jpg


20140730_095948_LLS (800x450).jpg


CAM_0343 (800x450).jpg


na szczycie zimno strasznie… 4 stopnie C… kilka fotek na pamiątkę i wracamy na hochglocknerstr. jednak teraz już powoli w dół… tzn prawie bo jeszcze przejazd wzdłuż góry na drugi szczyt…

20140730_100540_HDR (800x450).jpg


20140730_101050_HDR (800x450).jpg


zjeżdżając dostrzegamy schronisko i uznajemy ze napijemy się kawy… jest zimno więc trochę odpoczniemy… schronisko jest chyba pod znakiem świstaka bo wszędzie go pełno...

20140730_102616 (800x450).jpg


20140730_102627 (800x450).jpg


przy okazji łapiemy się na szarlotkę na ciepło… siadamy w sali z oszkloną ścianą i zajebistą panoramą na góry… piękne widoki… widoczność zrobiła się nawet przyzwoita… jakieś 70-100m… i pomimo siąpającego deszczu jest miło… naprawdę, Austria przypadła nam do gustu… wychodzimy ze schroniska…

20140730_105248 (800x450).jpg


niestety znowu pada mocniej… wsiadamy i jedziemy… znowu ostro pod górę… nagle stop… przed nami kilka samochodów… stoimy 5 minut 10… 15… wysiadam zobaczyć skąd ten korek na teoretycznie w taką pogodę pustej drodze… okazuje się, że posypała się lawina kamieni i przysypało drogę… na szczęście już ciężki sprzęt się tym zajął… koparka pakowała kamienie na ciężarówkę, a ta 200 metrów dalej zrzucała kamienie po drugiej stronie drogi… w przepaść…

20140730_105642 (800x450).jpg


20140730_105653 (800x450).jpg


pół godziny czekania i pan z miną Boba Budowniczego wahadłowo zaczął przepuszczać samochody… jedziemy dalej… na szczycie widzimy białe place śniegu(!!!) jest to już mocno zużyty śnieg… widać, że zeszłoroczny… nieświeży… ale takiej zabawy przecież nie ominiemy…

20140730_111324 (800x450).jpg


20140730_111333 (800x450).jpg


po drugiej strony ulicy dostrzegam też źródełko wody… jest gdzie się zatrzymać więc parkujemy… woda zimna strasznie… powietrze również zimne chociaż woda bardziej… przed nami tunel… i tak jak za pierwszym razem kilka lat temu tak i teraz… z jednej strony tunelu pada i jeśli chodzi o pogodę to jest okropnie… po drugiej stronie tunelu jest już tylko okropnie… przestaje padać… ba… nawet na niebie pojawiają się od czasu do czasu jasne skrawki błękitu nieba… na horyzoncie daleko daleko tez widać jakby się przejaśniało… taki Austriacki tunel ciepło-zimno... to napawa optymizmem…

20140730_112804 (800x450).jpg


20140730_112808 (800x450).jpg


20140730_112812 (800x450).jpg


20140730_112817 (800x450).jpg


20140730_112820 (800x450).jpg


20140730_120940 (800x450).jpg


20140730_120945 (800x450).jpg


20140730_120955 (800x450).jpg


20140730_121001 (800x450).jpg


20140730_121009 (800x450).jpg


z każdym kilometrem pogoda się poprawia… podziwiamy piękne góry… widoki… wodospady… po deszczu całe mnóstwo wody spadającej ze stromych zboczy gór… pięknie przyozdobione domy w miasteczkach i wioskach… i tylko dużo serpentyn… raz w lewo… raz w prawo… jak zjechaliśmy już na dół nawigacja mówi, że 15 km prosto to jedziemy prosto… po jakieś pół godzinie zorientowałem się, że nadal jest jeszcze 15km prosto… okazało się, że automapa po raz pierwszy i jak dotąd ostatni zawiesiła się… pewnie od tych serpentyn… reset navi i wracamy… 20km… co ciekawe jak jechaliśmy drogą mówię do żony pokazując jej czerwone wysokie słupy wysokiego napięcia, które przechodzą przez szczyt po zboczu, że tamtędy będziemy jechać… i nawet zdziwiłem się, że nawi nie kazała tam skręcić… a później okazało się, że navi wisi i faktycznie tamtędy przejeżdżaliśmy… 20 kilometrów w plecy na takiej trasie to nie tragedia… tzn w sumie 40 kilometrow bo przecież musieliśmy wrócić kawałek… mozolne wspinanie do granicy z Włochami mija spokojnie… kolejne serpentyny… nagle widzimy lawinę… tzn widzimy jak ze zbocza osuwa się ziemia… na szczęście po drugie stronie daleko od nas…dojeżdżamy do granicy i bez zatrzymywania się jedziemy dalej…

od razu widać, że jesteśmy w innym kraju… gorsze drogi… więcej dziur w jezdni… droga wydaje się bardziej niebezpieczna… węższa… nie wiem jak to opisać… po prostu w porównaniu z Austriackim porządkiem widać brud we Włoszech… takie przynajmniej mamy wrażenie… zjechaliśmy w końcu na dół… no i oczywiście jedziemy na kawkę… jakaś mała knajpka przy drodze i już siadamy do stolika… kawka średnia… ciastko też takie sobie… za dosłownie kilkanaście minut jedziemy więc dalej w stronę autostrady i granicy ze Słowenią… co prawda we Włoszech nie ma winiet, ale i tak musimy zatrzymać się przed granicą na stacji żeby kupić winiety… Słoweńskie… stacja 20km przed granicą wydaje się dobrym punktem do zakupu winiety jednak tutaj akurat nie kupuje się ich na stacji tam gdzie płacimy za paliwo a w kantorze(???) … Dziewczyna co sprzedawała winietę miała chyba zły dzień bo jakaś taka dziwnie drętwa była… płacę 15 euro i idę do samochodu… wtem panika… po przeliczeniu kasy okazuje się, że brakuje 300Euro… zaczynamy wywracać do góry nogami najpierw torebkę Agnieszki bo ona miała w niej kasę później inne rzeczy… z wyrzutem patrzę na nią… jak mogła zgubić… mój symbol porządku i poukładania... tak mnie zawiódł... i… hmmm… wstyd się przyznać… ja je miałem… w plecaku… wpadły między dokumenty… przepraszam… udobruchana Agnieszka pewnie przez te nerwy przyklejając winietę na szybie delikatnie ją rozrywa… ale jej sprawne paluszki przyklejają ją na szybę tak, że nic nie widać :D przejeżdżamy granicę na której stał policjant i sprawdzał winiety… akurat auto przed nami chyba jej nie miało bo gość z hiszpańskiego merca został zatrzymany… my mamy w planie na Słowenii zejść do dwóch jaskiń… pierwsza będzie Skocjańska… a później jak będzie czas pojedziemy jeszcze do Postojnej…

navi prowadzi na parking do jaskini Skocjańskiej… od granicy bardzo blisko... chyba kilkanaście minut… parking jest po lewej stronie od drogi… tam zostawiamy samochód i idziemy zobaczyć ceny biletów… kupujemy dwa bilety i wracamy do samochodu się przebrać w cos cieplejszego… tzn. długie spodnie i jakąś bluzę jakby w jaskini było zimno… na zewnątrz pogoda świetna… świeci słoneczko i ogólnie jest dosyć ciepło… mamy pół godziny czekania więc przy okazji pijemy herbatę… później na placyku przed kasami przychodzi przewodniczka i zabiera grupę w dół zbocza na krótki spacer pod wejście do jaskini… przewodniczki są dwie… jedna młoda mówi po Słoweńsku i Włosku… druga starsza tylko po Angielsku… po krótkiej pogadance o historii jaskini i zasadach w niej panujących czyli np. bezwzględny zakaz robienia zdjęć i filmów itp. pani otwiera żelazną bramę i wchodzimy do środka… na początku jaskinia wydaje się mało ciekawa… malutkie stalaktyty i stalagmity… w piwnicach niektórych domów w Polsce widziałem większe zacieki wapienne… ale później wchodzi się do ogromnej sali… przepięknej… wielkiej… robi wrażenie na tyle, że z miejsca mówię, że jest to najfajniejsza jaskinia w której do tej pory byłem pomimo, że nadal jakiś typowych struktur jaskiniowych brak.… a jaskiń kilka w życiu widziałem… można nawet spróbować wody z podziemnego źródełka… generalnie jest ciekawie… idziemy dalej… powoli daje się słyszeć szum wody… o jaskini wiedziałem przed wejściem do niej tylko tyle, że płynie przez nią rzeka i w jakimś momencie zwiedzania jest nad rzeką mostek… mówiłem o tym żonie ze względu na jej lęk wysokości… jednak jeden mostek nie może być przecież przeszkodą… hmmm… tak myślałem… to co zobaczyliśmy przeszło nasze/moje najśmielsze oczekiwania i obawy… no więc wychodzimy sobie z takiej ściany, a pod nami zejście w dół po stromych dosyć schodach… po drugiej stronie jaskini widze oświetloną ścieżkę i nie mogę uwierzyć, że tamtędy pójdziemy… najpierw idziemy wzdłuż ściany nad przepaścią… Agnieszka już mocno trzyma mnie za rękę… oszklony mostek masakra… ale dalej??? Cały czas idzie się wzdłuż pionowej ściany… dla mnie super… dla żony tragedia… ale nikt nie wiedział, że tak będzie… acha… radzę zabrać jakieś okrycie przeciw wodzie… kapie, a nawet w niektórych miejscach leje się z sufitu… może to wina wcześniej padającego deszczu? Nie wiem… jednak jakąś folie ochronną warto mieć… jaskinia zajebista… co tu mówić… dla pasjonatów program obowiązkowy… dla tych co maja lęk wysokości nie polecam… dodatkowo przewodniczka na chwile wyłączyła światło… taki jej głupi żarcik… no ok… wychodzimy z jaskini i okazuje się, że to jeszcze nie koniec…

20140730_183055 (800x450).jpg


20140730_183102 (800x450).jpg


20140730_183106 (800x450).jpg


20140730_183126 (800x450).jpg


wzdłuż urwiska prowadzi ścieżka widokowa do… uwaga… windy… na górę jedzie się czymś w rodzaju wyciągu windy… taka kabina na szynach… później jeszcze małe podejście pod parking i możemy znowu przebrać się w letnie ubrania… odpuszczam drugą jaskinie… po pierwsze żona ma focha jak 150… była pewna, że wiedziałem jak wygląda jaskinia w środku… Kochanie… naprawdę nie miałem pojęcia… w życiu bym Cię tam nie zabrał jakbym wiedział jak tam jest… po drugie czas nie pozwalał już więcej przesiadywać na Słowenii… jedziemy więc w stronę granicy z Chorwacja zastanawiając się w jak dużej kolejce będziemy stać na przejściu… w międzyczasie wpadamy na pomysł noclegu u koleżanki Agnieszki co właśnie kończy swój urlop w Zadarze… szybki telefon i okazuje się, że będzie taka możliwość… uffff… foch u żony już mniejszy… koszt noclegu jako dostawki to cale 5 Euro za osobę (koleżanka Agnieszki płaciła 15)… na granicy jesteśmy około godziny 19 w środę 30 lipca… na granicy czekają 3 samochody… więc po kilku minutach jedziemy już spokojnie w stronę Zadaru… :D ruch średni… właściwie to niewielki…

20140730_200726 (800x450).jpg


20140730_200729 (800x450).jpg


najpierw autostradą kawałeczek, a później lokalną drogą wzdłuż wybrzeża… przejeżdżamy przez małe miasteczka, które szykują się do wieczorno nocnego przyjęcia turystów/wczasowiczów… następnie kolejne pasmo serpentyn (sic!) przez góry i upragniona… wyczekana… wytęskniona już autostrada… przed godziną 23 podjeżdżamy pod apartament koleżanki… przed domem wielka kałuża prawie rzeka… podobno ostro padało przez cały dzień… no cóż… przywieźliśmy pogodę bo wieczór zapowiada się fajnie :D… akurat koleżanka Agnieszki imprezuje na tarasie ze swoimi znajomymi i swoim chłopakiem… jesteśmy zmęczeni, ale bawimy się z nimi… siedzimy... gadamy... pijemy... i jednak odpadamy z towarzystwa jako pierwsi… jest już po 2 w nocy, a rano jedziemy dalej… zmęczeni kładziemy się spać… koniec dnia drugiego…
Ostatnio edytowano 21.06.2015 11:56 przez nimm2, łącznie edytowano 2 razy
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 833
Dołączył(a): 03.06.2008
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 13.09.2014 13:21

W drugim rzędzie, ale zasiadam i ja :)
miras_sg
Odkrywca
Posty: 109
Dołączył(a): 06.07.2014
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) miras_sg » 13.09.2014 13:50

Też się przyłączę :)
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11293
Dołączył(a): 30.06.2010
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 14.09.2014 12:30

Obrazek
Co to za podejrzane krowy :?: :?: :?: :?: Przecież krowy Milka powinny być fioletowe :!: :!: :wink: :wink:
nimm2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 204
Dołączył(a): 21.08.2010
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) nimm2 » 14.09.2014 18:45

piekara114 napisał(a):Obrazek
Co to za podejrzane krowy :?: :?: :?: :?: Przecież krowy Milka powinny być fioletowe :!: :!: :wink: :wink:


Prawda będzie dla Ciebie chyba brutalna... ten fiolet to farba... tutaj padało i farba spłynęła... :wink: :wink: :wink:
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11293
Dołączył(a): 30.06.2010
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 14.09.2014 19:57

nimm2 napisał(a):
piekara114 napisał(a):Co to za podejrzane krowy :?: :?: :?: :?: Przecież krowy Milka powinny być fioletowe :!: :!: :wink: :wink:


Prawda będzie dla Ciebie chyba brutalna... ten fiolet to farba... tutaj padało i farba spłynęła... :wink: :wink: :wink:


8O 8O 8O 8O Takie beznadziejne farby mają :?: :idea:
Dawigs
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 785
Dołączył(a): 27.01.2012
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) Dawigs » 14.09.2014 21:42

Zasiadam w ostatnim rzędzie.
mireks
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1655
Dołączył(a): 18.03.2007
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) mireks » 15.09.2014 05:57

Też się łapię na tą podróż.
Vesna
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 180
Dołączył(a): 19.08.2010
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vesna » 16.09.2014 09:35

nimm2 napisał(a): i wjeżdżamy do parku… podziwiać mgłę alpejską… jednak z mgły cieszy się moja żona, która ma niewyobrażalny dla mnie lęk wysokości… przed wyjazdem była bardzo niepewna czy da radę przejechać tą drogą, a tu taka niespodzianka… wogóle nie widać, że jedziemy wysoko nad przepaściami…

Nie ma tego złego... ;)

Śniegu w letnich relacjach na tym forum to jeszcze nie widziałam :)

Nimm2, proszę, daj nam czasem chwilę wytchnienia i zrób przerwę na akapit, bo trochę ciężko się czyta ;)
nimm2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 204
Dołączył(a): 21.08.2010
Re: Chorwacja 2014... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) nimm2 » 01.10.2014 15:51

budzimy się i wydaje nam się, że pada deszcz… chwila przerażenia jednak po odsłonięciu zasłon widzimy piękną Chorwacką pogodę… radość jest tak duża, że nie istotne stało się wyśledzenie dźwięku, który tak nas wystraszył… jest 9 rano, a słońce już grzeje niemiłosiernie… idziemy do sklepiku po chlebek i jakieś śniadanko… po wspólnej konsumpcji żegnamy się ze znajomymi i jedziemy dalej… najpierw trzeba zatankować samochód… przebijamy się przez zatłoczony Zadar w poszukiwaniu stacji, ale znajdujemy ją dopiero na rogatkach miasta… po zatankowaniu i szybkiej kawie jedziemy już w kierunku Makarskiej Riwiery… wypoczęci… pełni energii… podziwiamy znowu widoki… tzn. widok gór majaczących na horyzoncie…

20140731_114301 (800x450).jpg


20140731_114756 (800x450).jpg


20140731_114807 (800x450).jpg


20140731_114813 (800x450).jpg


20140731_114837 (800x450).jpg


20140731_114946 (800x450).jpg


20140731_114952 (800x450).jpg


20140731_115025 (800x450).jpg


pogoda zajebista… jest coraz cieplej… nawet bym powiedział, że jest gorąco… niestety około południa zaczyna się delikatnie chmurzyc… nie pasuje nam to ponieważ jedziemy w ciemno, a szukanie miejscówki w deszczu do przyjemnych nie będzie należeć… nadmienię także, że nadal nie mamy pojęcia w jakim mieście się zatrzymamy… jednak jakiś plan mamy i wydaje się, że jest to prosty dobry plan… mamy zamiar przejechać całą Makarską Riwierę… zobaczyć, która z miejscowości będzie nam się podobać najbardziej i w niej szukać dopiero noclegów… w międzyczasie chmurzy się coraz bardziej… w końcu zaczyna padać… przejechaliśmy nawet ten słynny tunel za którym miało być cieplej niestety w tym roku chyba się zepsuł i nie działał tak jak powinien… do celu 50km, a deszcz nie przestaje nam psuć nastojów… dojeżdżamy w końcu do początku Makarskiej Riviery :D i widok zapiera dech w piersiach… niesamowicie ładnie… już mi się podoba… pomimo nędznej pogody… deszczyk sobie cały czas kropi chociaż na zdjęciach tego jakoś nie widać…

20140731_132827 (800x450).jpg


20140731_132831 (800x450).jpg


20140731_132838 (800x450).jpg


20140731_132845 (450x800).jpg


20140731_132853 (450x800).jpg


20140731_132857 (450x800).jpg


20140731_132903 (450x800).jpg


20140731_132913 (450x800).jpg


20140731_133033 (800x450).jpg


20140731_133410 (800x450).jpg


najpierw zaglądamy do Breli… i nie podoba nam się… faktycznie dużo ludzi… za dużo… dużo za dużo… bez sensu… zatrzymuje nas jakiś starszy facet… szukacie apartamentu? Mam tu cos dla was… ok… może przekona nas apartament żeby tu zostać… obejrzymy… pan prowadzi nas na druga stronę ulicy i oddaje jakieś starszej babce, a ona prowadzi nas do „apartamentu”… jednak pokój nam się zdecydowanie nie podoba… nawet cena 45 Euro w środku sezonu nie przekonuje nas… pokój rodem głęboki Gierek... jedziemy więc dalej… najwyżej wrócimy jak nie znajdziemy nic lepszego czego zaczynamy się obawiać… trzymamy się jednak planu i zjeżdżamy teraz do Baska Voda... no cóż... niczym właściwie nie różni się od Breli… również nie podoba nam się… lekko poirytowani jedziemy dalej... trafiamy do Makarskiej... stolicy riwiery... już trochę lepiej… więcej przestrzeni… jednak mimo wszystko nadal za dużo ludzi… tłok i korki… nie tak ma wyglądać nasz urlop...

następnie wjeżdżamy do Krvavicy… ręce opadają... masakra jakaś… odradzam stanowczo… szkoda czasu… na dodatek jeszcze musiałem przejechać przez chyba deptak (innej drogi raczej nie było) i cofać 500 metrów bo nie było gdzie zawrócić tak było wąsko… a jakby tego było mało to w połowie tej cofki z naprzeciwka podjechała jakaś wypacykowana dziunia wielkim Mercedesem, która chyba bała się włączyć wsteczny... a może nie wiedziała, że go wogóle ma... zakorkowaliśmy się na kilka minut... na szczęście znalazł się jakiś poczciwy człowiek, który tępą dziunie natemperował... tak wiec tak jak tam wjechaliśmy tak prawie szybko wyjechaliśmy…

czarne myśli zaczynają chodzić po głowie… czy to ta Makarska, która tak wszyscy są zachwyceni??? A może jest jeszcze jakaś inna Riwiera Makarska??? Sami już nie wiemy bo albo po prostu źle trafiamy albo nie wiemy co… same te miasteczka nam się nie podobają… może to wina pogody (cały czas z krótkimi przerwami kropi deszczyk)… nie wiem… naprawdę nie wiem… cała nadzieja w Tucepi… wjeżdżamy i jednak też nie… lipa straszna… wszystkie… no prawie wszystkie miejscowości przejechaliśmy i nic nam się nie podobało… zaczynamy zastanawiać się czy nie wrócić do Makarskiej bo jeszcze ona jako jedyna była do przebolenia… jednak mam coś jeszcze w zanadrzu…

jedziemy więc kawałek dalej do Podgory… Podgora była moim kołem ratunkowym... taki plan awaryjny jako, że czytałem, iż jest to jedno z mniejszych i ze spokojniejszych miejsc na riwierze... najpierw zjeżdżamy na dół na parking do portu… na pierwszy rzut oka nie wygląda źle… na rogu stoi jakiś starszy facet pod parasolem (rozpadało się na całego) z karteczką apartman zimmer room… żona ze względu na deszcz zostaje w samochodzie (z cukru nie jest, ale łatwo się przeziębia), a ja idę na zwiady… podchodzę i pytam… dziadek prowadzi mnie po schodach do apartamentu… a w pokoju... hmmm… chyba przesadzili z odświeżaczem powietrza… śmierdzi… idę jednak po żonę, ale ona ma takie samo zdanie jak ja… śmierdzi okrutnie… no cóż… wydać 50 euro za nocleg żeby śmierdzieć po urlopie jak choinka zapachowa to jednak chyba nie… mówię Agnieszce, że jak zjeżdżaliśmy na dół na parking to mijaliśmy takie dwa stoliki przy których siedzieli jacyś ludzie z kartkami o apartamentach… idziemy więc uliczką na górę… pod parasolem bo cały czas pada… pierwszy apartament od razu odpada… jest na 5-6 osób… ale drugi chyba będzie ciekawy… starsza pani mówi, że ma apartament dla dwóch osób… jest podobno internet i tv… idziemy więc obejrzeć… pokój znajduje się na drugim piętrze i prowadzą do niego długie schody... jest czysto... jest też balkon i w miarę przyzwoita łazienka... stary telewizor... coś na wzór aneksu kuchennego z kuchenką elektryczną... szafa... stolik... nic szczególnego... wrzucam poglądowe zdjęcia żeby było wiadomo czego można w sezonie się spodziewać za 50 euro/dobę... napewno można trafić lepiej, ale jak na przyjazd w ciemno w środku sezonu to uważam, że i tak całkiem całkiem...

20140810_042902 (800x450).jpg


20140810_042906 (800x450).jpg


20140810_042916 (450x800).jpg


20140810_042922 (800x450).jpg


cena 50euro za noc… nam pasuje… pani chce dowody osobiste… ale okazuje się że kasa i dokumenty zostały w samochodzie… pani bierze moją Agnieszkę na zakładniczkę w obawie, że nie wrócimy… nie podoba nam się to ale idę po samochód i oddajemy mój paszport i dowód Agnieszki… płacimy z góry za 10 noclegów… nawet przestało padać i wyszło słońce… chmury od razu gdzieś zniknęły… pani właścicielka wydaje się mila aczkolwiek z dystansem… częstuje nas orzechówką… żonie średnio smakuje więc wypijam swoją i jej :D a co? Po takiej drodze należy się… prawda? ;)

widoki z balkonu przyjemniejsze niż widoki wnętrza :)

20140809_133444 (450x800).jpg


20140809_133506 (800x450).jpg


20140809_133510 (800x450).jpg


Najpierw udajemy się do pokoju wstępnie się rozpakować i idziemy wreszcie cos zjeść bo w żołądkach mamy tylko śniadanie z Zadaru i kanapki co były zrobione na drogę przez Agnieszkę… acha… i kilka herbatników…
w Podgorze nam się podoba… nie ma takich tłumów… ceny tez niższe jak w innych miastach na Makarskiej… naprawdę jest fajnie… szybko na deptaku znajdujemy ładną knajpkę i zamawiamy cewapcici i paterę mięs… do tego piwko… kilka drinków…

20140731_164000 (450x800).jpg


czuję się usatysfakcjonowany, syty i szczęśliwy :D… na deser lody… później idziemy jeszcze do Bana Baru… zajebisty lokal… ale na dzień dobry wylewam całe Mojito… to chyba z tego szczęścia… dobrze ze nie na aparat i telefon :D i nie na Agnieszkę bo pewnie by mi się od żony dostało ;)

20140731_214303 (800x450).jpg


20140731_214325 (450x800).jpg


około północy lody i lekko niewyraźni… z dobrymi humorkami (jak to po Banana Barze) wracamy do pokoju i w ten sposób kończy się nam dzień trzeci…
Załączniki:
20140809_133501 (800x450).jpg
20140809_133447 (450x800).jpg
20140809_133510 (800x450).jpg
20140809_133506 (800x450).jpg
20140809_133444 (450x800).jpg
nimm2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 204
Dołączył(a): 21.08.2010
Re: Chorwacja 2014... PODGORA... 5500 km zajebistości... :)

Nieprzeczytany postnapisał(a) nimm2 » 21.06.2015 13:18

Witam po dłuższej nieobecności... zbliża się wielkimi krokami kolejny wyjazd do Cro więc postanowiłem odkurzyć i dokończyć zeszłoroczną relację...

Dzień 4

Na ten dzień nie mamy jakiś wielkich planów... w nocy padał deszcz, ale na szczęście rano świeci piękne słońce... śniadanie jemy na balkonie i postanawiamy pójść poznać najbliższą okolicę... po prostu przed siebie... przy wyjściu pani właścicielka mówi nam o ładnej plaży jak się schodzi na dół do portu to trzeba pójść w prawo... idziemy więc w kierunku na Tucepi... idziemy i rozglądamy się za ładną plażą... niestety... nie znajdujemy... plaża taka jak każda inna w tym rejonie... a może minęliśmy i nie zauważyliśmy jej... no chyba że chodziło o plaże dla naturystów do której docieramy tuż przed Tucepi... ale nawet ta plaża jest klasy średnio niskiej jak na plaże FKK... najpierw przy wejściu do Tucepi idziemy na lody... są droższe niż w Podgorze, ale tak samo duże i dobre :)... Po lodach nadal wolnym spacerkiem dochodzimy do centrum Tucepi... i tutaj postanawiamy coś zjeść... jest już mocno po południu więc nasze brzuchy domagają się ciepłego posiłku... Agnieszka zamawia risotto z kurczakiem a ja lignje na zaru...

20140801_141427 (2).jpg


po obiedzie dochodzimy do wniosku, że w Podgorze bardziej nam się podoba bo lody tańsze ;) i zbieramy się do powrotu... czas mija nam wesoło czego zasługą w dużej mierze było wypite w Tucepi wino do obiadu :D... w Podgorze dajemy się namówić na rejs statkiem "Dwa Brata"... rejs jest na następny dzień, a w programie mamy najpierw Hvar do miasteczka Vrboska, a później obiad na statku i przepłynięcie na wyspę Brać do miasteczka Bol z jej słynną plażą Zlatni Rat... wpłacamy zaliczkę i idziemy na spacer w poszukiwaniu knajpy z kolorowymi drinkami... i znajdujemy taką... na samym końcu Podgory... tanie dobre kolorowe, ale mało alkoholowe :(...

20140801_212308 (800x450).jpg
tutaj chyba oszukują...


po kilku drinkach uznajemy, że pewnie oszukują i wracamy do sprawdzonego już dzień wcześniej Banana Baru... tam jak zwykle... muzyka na żywo... fantastyczna obsługa... jest gwarnie i wesoło... jeśli ktoś byłby w Podgorze to Banana Bar to program obowiązkowy i ich firmowe koktajle w szklankach Banana :) które po zakupie drinka są naszą własnością...
do apartamentu wracamy mocno weseli... jest już po północy, a rano wcześnie musimy wstać na statek...
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Cro 2014... nie tylko PODGORA... 5500 km zajebistości... :) - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019