Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

BAŁKANY 2007 i 2008 ... czyli wyprawy z Jasiem i Lenką ...

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
basiaela
Globtroter
Posty: 32
Dołączył(a): 03.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) basiaela » 27.11.2008 22:09

PAP-o, MAPO super relacja , śledzę ją od ubiegłego roku.Pozdrawiam Was serdecznie (Jaś i Lenka to przeurocze dzieci ) i życzę realizacji kolejnych ciekawych wypraw i jeszcze ciekawszych relacji.
K2
Croentuzjasta
Posty: 210
Dołączył(a): 30.07.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) K2 » 28.11.2008 09:27

PAP napisał(a):

Witam K2,

Żeby nie przynudzać, powiem tak, że masz rację, że nasze zwiedzanie tych regionów RO było powierzchowne :) ... ale taki był też zamysł, aby zobaczyć czy warto się tam zapuścić na dłużej. O ile Maramuresz nas nie powalił z nóg, o ile okolice drogi powrotnej prze Bistrita ładne ale nie rewelacja, o tyle do Bukowiny i tego co na jej południe i wschód chcemy w przyszłości powrócić :D ... zresztą jak się wczytasz sam, w relacji dokonałem autokrytyki :wink: , że tych monastyrów do obejrzenia jest sporo więcej, a my widzieliśmy tylko 2 :) ... tam po prostu trzeba spędzić więcej czasu, a my w tym roku więcej nie mogliśmy (nie chcieliśmy :roll: ) na to przeznaczyć ... ale na 1000% będzie kolejny raz w RO :D :D ...

Co do drogi ... nie mam mapy w tej chwili przed nosem, ale mam wrażenie, że jechaliśmy tak jak piszesz ... w każdym razie Sapanta była przed Sygietem, bo dojechaliśmy do niej 'od lewej' czyli chyba bezpośrednio z Satu Mare ... pytanie co masz na myśli tragiczne :?: :) ... jak pisałem w relacji i jak pokazywałem na zdjęciach, najgorszy był odcinek w okolicach przełęczy Prislop, ale tylko takie drobne odpryski w górnej warstwie asfaltu i tylko na około plus / minus 20 km ... reszta była bardzo w porządku :D ...

Pozdrawiam,

PAP


Cześć

Upieram się że Maramuresz jest fajny, trzeba tylko skrecić w boczne drogi i zobaczyć drewniane wieżowce w Barsana czy Surdesti.
Dzięki za drogi, jesli ten odcinek na zdjęciu był najgorszy to spoko, dużo się poprawiło.:)
Zastanawiam się po prostu czy jednego dnia jestem w stanie dojechać z Wawy na Przelęcz Prislop. Wydaje się że tak.

Dzięki
Pzdr K2
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 30.11.2008 21:29

Dzień 4

02/09/2008 wtorek

odległość: 130 km

trasa: Hunedoara - Sibiu


Obrazek


Po dniu pogoni za uciekającym czasem przyszedł wreszcie dzień bardziej spokojny. Tyle bynajmniej wynika z planu. Mniej jazdy samochodem, więcej zwiedzania różnych miejsc. Co ważne, ładnych miejsc :). Ranne słońce za oknem karze mieć nadzieję na super pogodę. Cóż więc robić, trzeba wstawać :D ...

Minionej nocy do najwygodniej przespanych zaliczyć nie można. W ramach skracania do maksimum akcji zasiedlania pokoju, wzorem poprzedniego noclegu w Sucevicie, zapadła decyzja, że Jaśkowe łóżko zostaje w samochodzie, a my wszyscy spać będziemy na jednym dużym hotelowym. Szkopuł w tym, że tam łóżko było szeeeerokie, a tu o wieeeele węższe. O ile więc tam było wszystkim wygodnie, o tyle tu spaliśmy jak w puszce sardynek :(. Było, minęło, trudno, ale wniosek z tego płynie jednoznaczny ... od teraz tego typu 'ulepszeniom' mówimy stanowcze nie :!: :!: :lol: :lol:. Mając już zapakowany samochód, trochę przed godziną 9:00 schodzimy na śniadanie. Tu czaka nas niespodzianka, tyle że raczej przewidywalna. Poranny posiłek spożywa właśnie ... niemiecka grupa wycieczkowa 8O :roll: :lol: :lol:. Super. Zasiadamy i my, ale szybko orientujemy się, że za sprawą wilczego głodu naszych zachodnich sąsiadów, względnie kiepskiego przygotowania logistycznego personelu hotelowego, nie za wiele zostało do spożycia dla nas :?. Naszym marnym losem próbuję zainteresować dozorującego całość kelnera, ale z bardzo mizernym skutkiem :x. Na szczęście Lenka i Jaś przesadnie nie cierpią z tego powodu, gdyż mają swój własny 'program żywieniowy' i na śniadania przeważnie i tak prawie nic nie jedzą, natomiast my z Małżonką kontentujemy się dostępnymi jeszcze płynami, mając do wyboru między ciepłymi a zimnymi :lol: :lol: ...

Nim wyruszymy z hotelowego parkingu, kilka chwil przed nami czyni to autokar tych, co obżarli się naszym kosztem :lol:. Jedziemy przez miasto do pierwszej atrakcji dnia dzisiejszego. Posiłkujemy się mapą (dla jasności: patrzymy na nią, nie jemy :!: :lol: :lol:) wydrukowaną z sieci, wpiętą do naszego oficjalnego wyprawowego segregatora. Miasto nie zachwyca, ale też nie wzbudza odczuć negatywnych. Po tym, co wyczytałem na temat hut i przemysłu ciężkiego, jaki rozwinął tu towarzysz Causescu, spodziewałem się czegoś bardziej zapyziałego i brudnego. A okazuje się, że to taki Grudziądz ... nie za duże, nie za bogate, ale cywilizowane ... Docieramy wreszcie do celu i jest on ... zamek Korwina 8O :D :D http://www.castelulcorvinilor.ro/corvin ... /index.php . Ponieważ od dzisiejszego otwarcia go dla zwiedzających minęło raptem pół godziny, na parkingu przed samym wejściem na mostek przez fosę jest jeszcze pusto. Chwilę delektujemy się bajkowym widokiem ogólnym, niczym z kreskówek Disney'a, po czym ruszamy na podbój ...

Obrazek
zamek Korwina

Obrazek


W bramie wejściowej kasa, układ biletów analogiczny do tego z monastyrów, dokładne koszty to 6 RON za osobę dorosłą, 5 RON za aparat, oraz 10 RON za kamerę video. Na wewnętrzny dziedziniec powoli zaczyna zaglądać słońce. Nie ma zwiedzających, jest cicho i spokojnie. Przechodzimy przez dużą salę zlokalizowaną na parterze. Eksponaty można policzyć na palcach jednej ręki, a najciekawszy jest fragment oryginalnej podłogi wyłożonej płytkami ceramicznymi. Wychodzimy na boczną część murów obronnych, z których można podziwiać zamek z profilu, ale skąd również roztacza się widok na okolicę, zdecydowanie oszpeconą przez wybudowanie tam huty, która przecież mogła powstać trochę dalej. W swym czasie Causescu rzekomo zrobił to celowo, aby w pewnym sensie sprofanować zamek, który był, raz, że węgierski, to jeszcze ideowo niesłuszny ...

Obrazek
oryginalna posadzka

Obrazek

Obrazek
widok na hutę ...

Obrazek
... i z profilu na zamek


Obok studni Jaś dostaje porannego ataku złości, podejmujemy więc decyzję o rozdzieleniu się. Małżonka wraz Lenką wyrusza na zwiedzanie sal znajdujących się na piętrze, ja zaś zostaję z synem i tonizuję jego zły nastrój. Po chwili w naszym sąsiedztwie pojawia się znana grupa Niemców. Że akurat dominują w niej leciwe niewiasty, a Jaś jest właśnie w takim wieku, że szczególnie ta grupa wiekowa pań go pociąga i fascynuje :wink: :lol:, stąd po chwili wywiązuje się między nimi kontakt wzrokowo - werbalny. Panie wdzięczą się do niego w języku Goethego i Schillera, a Jaś pogodnieje 8O :lol:, robi maślane oczy i na wszystko odpowiada tatitii, co w jego narzeczu oznacza 'tak' ... Jedna z pań częstuje go wafelkami, a Jaś skwapliwie korzysta z oferty. Kiedy po paru chwilach powraca do nas Małżonka, nadziwić się nie może, jak zostawiając humorzastego potomka zastaje go teraz promieniującego humorem 8O 8O :roll: :lol: :lol: ...

Piętro jest podobno równie skromne w eksponaty drobne co i parter, ale roztaczają się z niego ładne widoki na dziedziniec i ma klimatyczną dużą salę oraz sporo ciekawych mebli rozsianych po pomieszczeniach, pada zatem sugestia abyśmy poszli tam teraz wszyscy razem. Jasiowi już lepiej :wink: :D, więc czemu nie. Widoki są istotnie ładne, meble też, a sala ma to 'coś'. Dodatkowym atutem jest pan grający na cymbałach melodie z epoki. Czyni to na tyle wprawnie, że zwraca uwagę naszej młodzieży, która zasłuchuje się niczym wytrawni melomanii na koncercie w filharmonii 8O :D. Jako wyraz zbiorowego uznania kilka RONów napiwku trafia do leżącego obok muzykanckiego kapelusza ...


Obrazek
widok z góry na kaplicę

Obrazek
sala

Obrazek
muzykę z epoki ...

Obrazek
... podziwia Jaś zajdający się 'poniemieckim' :wink: wafelkiem ...

Obrazek
... i Lenka 8O 8O :D

Obrazek
dziedziniec wewnętrzny

Obrazek

Obrazek


Nam jednak czas w drogę, więc po półtoragodzinnym zwiedzaniu, trochę po 11:00 spoglądamy na zamek ostatni raz i ruszamy dalej. Przejeżdżamy jeszcze raz przez miasto, zaglądając w jego różne zakamarki, po czym opuszczamy je tą samą drogą, którą przybyliśmy wczoraj wieczorem. Przedmieścia za dnia odsłaniają jeszcze bardziej swe hutnicze wdzięki. Po tablicach rozmieszczonych w okolicy należy wnioskować, że to, co stworzył kiedyś a potem osierocił Causescu, teraz przygarnął pod swe skrzydła niejaki Mittal, z dalekich Indii rodem. Ale i tak największe nasze zdziwienie budzą kwiatki w korytkach, zawieszone nad barierką wiaduktu nad torami 8O 8O. Przecież tak robią podobno tylko w Szwajcarii 8O :roll: :D :?:

Obrazek
pożegnalny widok na zamek

Obrazek
hotel Rusca

Obrazek
dość klasyczny rumuński blok

Obrazek
widok na hutę i kwiatki na barierce 8O ...


Wracamy do drogi numer 7, a następnie kierujemy się nią na wschód. Odcinek do Alba Iulia to powtórka z dnia wczorajszego, tyle że pokonywana za dnia i w przeciwnym kierunku :). Teren lekko pofalowany z większymi pagórkami widocznymi na lewym horyzoncie. Mijane wioski i miasteczka typowe dla tej części Rumunii. Jesteśmy wszak w zachodniej Transylwanii, a to zobowiązuje. Po obu stronach ulicy ciągną się zwarto zbudowane domy przeplatane jedynie wysokimi bramami prowadzącymi do zagród znajdujących się na tyłach wąskich i długich podwórek. W terenie niezabudowanym droga bardzo dobra, acz w dużej mierze opanowana przez ruch tranzytowy.

Obrazek
góry na horyzoncie

Obrazek
typowa transylwańska wioska ...

Obrazek
... i miasteczko

Obrazek
po takiej ...

Obrazek
... drodze ...

Obrazek
... samochód nie chce jechać wolniej :roll: :lol: ...


Plan na dalszą część dnia jest bardzo prosty. Dojeżdżamy do Sibiu, jemy tam szybki obiad, zwiedzamy skansen, odnajdujemy nasz dzisiejszy nocleg, rozbijamy obóz, idziemy na spacer po starej części miasta :). Zgodnie z jego literą, przemierzając Sibiu i kierując się do skansenu znajdującego się na południowych obrzeżach miasta, napotykamy na swej drodze ulubioną Lenkową restaurację z literką M w nazwie. Bez wahania zatrzymujemy się tam na posiłek, wszak idealnie spełnia wszelkie dzisiejsze założenia. Po około pół godzinie jesteśmy z powrotem w samochodzie, acz bogatsi o kilka plastikowych gadżetów zawartych w Jasiowo-Lenkowych 'szczęśliwych posiłkach' :lol:, a po kolejnych kilku minutach znajdujemy się przed bramą wejściową do skansenu.

Na 'dzień dobry' wnosimy opłatę parkingową w kwocie 2 RON, ale miejsce jest zacienione, a plac dozorowany. Około godziny 15:00 wkraczamy do skansenu ASTRA http://www.muzeulastra.ro/ , kupując bilet rodzinny za 15 RON oraz bilet na używanie kamery video za 5 RON. Mając w ręku broszurkę nabytą w punkcie informacyjnym, rozpoczynamy nasz spacer po rozległym terenie, na którym wokół sporego jeziora rozmieszczone są zabytkowe obiekty zwiezione tu z całej Rumunii. Idąc w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek mamy możliwość zobaczyć wiatraki, młyny wodne, domki, chatki, całe zagrody ze sprzętem gospodarskim, i kościół. Większość zabudowań jest drewnianych, ale są też konstrukcje murowane, względnie drewniano-murowane. Spora część budynków jest otwarta, niektóre goszczą nawet animowane ekspozycje, i można śmiało do nich wejść, aby zobaczyć je od środka. Choć całość 'spięta' jest wygodną ścieżką, poszczególne obiekty mają jednak swój własny, indywidualny, autentyczny klimat, dzięki czemu szybko można zapomnieć o tym, że jest się w muzeum, a nie na autentycznej wsi. Dla wszystkich lubiących skanseny jest to bez wątpienia miejsce godne polecenia i warte odwiedzenia. Nasza młodzież z zainteresowaniem spaceruje od budynku do budynku, dodatkowo delektując się ciepłą i słoneczną pogodą. Jaś na widok rozmaitych wozów drabiniastych zgrupowanych w jednej ze stodół tworzy nowe określenie w swoim dialekcie, wdzięcznie brzmiące de brum ihaha, co w wolnym tłumaczeniu oznacza 'konny samochód'. Ponieważ nie zabraliśmy ze sobą wózka, przejście całego parku zajmuje nam około 2 godzin. W drugiej godzinie zwiedzania Lenka i Jaś zaczynają uskarżać się na bolące nogi, stąd przemiennie niosę ich na rękach, aby zapewnić im chwilę odpoczynku. Kiedy jesteśmy już prawie u końca naszego spaceru, w przypływie dobrego nastroju młodzież zaczyna biegać i ganiać się po ścieżce. W pewnym momencie Jasiek potyka się i nie groźnie pada na kolana, ale ... i tak je sobie lekko obciera :(. Jest trochę krwi, płaczu, zwiększonej nerwowości, powstaje potrzeba użycia wody utlenionej z apteczki, nie zmienia to jednak faktu, że wizytę w skansenie zaliczamy do bardzo udanych :D ...

Obrazek
skansen ASTRA

Obrazek
wiatrak

Obrazek
we młynie

Obrazek
młyn wodny

Obrazek

Obrazek
ówczesny domek kempingowy na płozach :wink: ...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Lenka, Jaś, tata ... jeszcze przed 'łapaniem zająca' :wink: ...


Korzystając ponownie z mapy ściągniętej z Internetu http://www.harta-turistica.ro/map.php?ID=18&lang=eng szybko i sprawnie, wręcz jak po sznurku, docieramy do naszej kwatery. Pansion Daniel http://www.ela-hotels.ro/daniel/index_en.htm znajduje się tuż przy samej starówce, w pewnym sensie wręcz na niej, i przy cenie 48 EUR za noc ze śniadaniem oraz prywatnym, zamykanym parkingiem na terenie posesji, stanowi jedną z najlepszych ofert w mieście. Należy też dodać, że z perspektywy czasu okaże się, że będzie się zawierał w pierwszej piątce najlepszych noclegów na całej trasie tegorocznej wyprawy :!: :!: :D. Zamierzamy tu spędzić najbliższe dwie noce, teraz jednak dokonujemy wyładunku tego, co najniezbędniejsze, aby jak najszybciej wyruszyć na zwiedzanie starówki. Dzień, co prawda, jest jeszcze w miarę długi, ale dochodzi powoli godzina 18:00, nie ma więc czasu do stracenia ...

Obrazek
przed kwaterą

Obrazek

Obrazek

Obrazek
'cierpiący' Jaś na wózku ...

Obrazek
... i jego obtarte kolana


Droga z kwatery do serca starego miasta prowadzi lekko pod górę. Od razu w oczy rzuca się wieża zegarowa kościoła ewangelickiego, która zdecydowanie góruje nad miastem. Idąc obrzeżami docieramy w okolice Mostu Kłamców, a następnie przechodzimy pod nim, aby wejść na Piata Mica. O ile elewacje domów w bocznych uliczkach znajdują się w różnym stanie wieloletniego zaniedbania, o tyle w bezpośrednim obrębie placu widać skutki prac renowacyjnych prowadzonych w ramach przygotowywania miasta do pełnienia roli Europejskiej Stolicy Kultury 2007 roku. Dziś na placu nie ma wielkiego tłoku, ale ogródki przylegające do licznych restauracji zdają się tętnić życiem. My swoje dalsze kroki intuicyjnie kierujemy w pobliże wspominanego już kościoła ewangelickiego. Kiedy obchodzimy go dookoła, dostrzegamy wejście do otwartej jeszcze wieży. Małżonka znając moje zamiłowanie do wszelakich wysoko położonych punktów widokowych rzuca 'pomysła', żebym może wszedł na górę z Lenką, a Ona z Jasiem pospaceruje na dole. Lenki długo namawiać nie trzeba, więc po chwili, po uprzednim uiszczeniu opłaty w wysokości 5 RON, pokonujemy już pierwsze stopnie ...

Obrazek
w drodze na starówkę ... widok na wieżę zegarową kościoła ewangelickiego

Obrazek

Obrazek
Most Kłamców

Obrazek
Piata Mica

Obrazek


Wąskie, ciemne, zakręcone w prawą stronę schody wyglądają dość niewinnie. Lenka idzie przodem, ja za nią. Po chwili dochodzimy do wąskiego korytarza, w którym czuć silny przeciąg powietrza. Kiedy docieramy do jego drugiego końca, w reakcji na zastany tam widok czuję jak ciarki zaczynają przechodzić mi po plecach :roll:. Patrząc w górę i w dół widzę, że jesteśmy na jednej ze ścian pustej w środku wieży o przekroju kilkunastu bądź kilkudziesięciu metrów. Znajdujemy się już dobry kawałek nad ziemią, ale do pokonania w górę mamy jeszcze o wiele więcej. W sumie normalna kolej rzeczy, jeśli się chce wejść na szczyt wieży :D. Gorzej, że znajdujące się przed nami schody odchodzą od zewnętrznej ściany i prowadzą do środka tej studni, gdzie są niejako zawieszone na stalowej konstrukcji, nim ponownie powracają na brzeg ściany, który dalej trawersując, docierają do pierwszej górnej platformy 8O 8O. Górskie ekspozycje nie budzą mych lęków, ale przebywanie nad krawędzią pionowego urwiska lub chodzenie po ażurowych konstrukcjach, pod którymi rozpościera się otchłań, zdecydowanie źle działa na moją wyobraźnie :?. Cóż można jednak teraz począć. Trzeba iść dalej, zwłaszcza, że córcia ponagla i wstyd jej powiedzieć, że tata boi się i nie pójdzie dalej :oops: :roll:. Lewą ręką ściskam jej dłoń, prawą zaś mocno trzymam się barierki. Noga za nogą zaczynam wspinać się po stopniach. W myślach powtarzam sobie 'nie patrz się pod nogi' bo wiem, że jak zobaczę pod stopami czeluść otaczającą wąskie stopnie, to sparaliżuje mnie to do reszty. Wyobraźnia jednak pracuje i sam widok tego, co widzę kątem oka powoduje, że moje mięśnie są napięte i sztywne jak u nieboszczyka, a nogi całe drżą mi z wrażenia. Na 'nawrotce' najdalej wysuniętej do środka studni jest najgorzej, bo z trzech stron otacza nas ino barierka, za którą nie ma nic 8O 8O. Staram się hamować wyobraźnie, ale mimo tego czuję się jak bohater filmów typu fantasty, kroczący po wąskiej kładce zawieszonej w ciemnych przestworzach, na dole których złowrogo skwierczą ognie piekielne. Szybko więc zakręcamy i podejmujemy wspinaczkę po kolejnym ciągu schodów, na których każdy stopień w zbawczy sposób przybliża nas do ściany, dającej w tym kontekście względne poczucie bezpieczeństwa. O ile pamięć mnie nie myli, nim dotrzemy do pierwszej platformy, dalej pokonujemy jeszcze dwa ciągi schodów przedzielone poziomą kładką. Tu jednak jest o wiele lepiej, bo wszystkie trzy odcinki biegną już wzdłuż ściany. Na platformie znajduje się duży dzwon, który wydaje z siebie donośny dźwięk, kiedy łapiemy oddech w jego bezpośrednim sąsiedztwie.

Obrazek
w drodze na wieżę

Obrazek
ciemne czeluści ...

Obrazek
... wnętrza wieży

Obrazek
dzwon


Przejście z dolnej na górną platformę to już kaszka z mleczkiem. W czterech jej kątach znajdują się małe wieżyczki widoczne z dołu, a w każdej z nich jest po pięć wąskich okienek. Kiedy otwieram pierwsze z nich celem uzyskania lepszej widoczności, daje się odczuć mocny powiew powietrza. Widok na okolicę, w dużej mierze za sprawą przyzwoitej pogody i dobrej widoczności, jest jednak wart wysiłku i cierpień związanych ze zdobywaniem wieży :!: :D. W pierwszym planie widać całe stare miasto, trochę dalej nowsze dzielnice, a jeszcze dalej góry, którym jutro złożymy bardziej osobistą wizytę. Po dachach widać doskonale, które budynki już dosłużyły się renowacji, a które dalej czekają na swoją kolej. Znany nam dzwon wybija godzinę 19:00, a to oznacza, że czas na nas, jeżeli nie chcemy tu nocować :roll:. W zasadzie byłoby nawet i gdzie, bo na górnej platformie jest małe pomieszczenie mieszkalne wyposażone w łóżko, biurko i parę innych przedmiotów codziennego użytku. My jednak nie zamierzamy korzystać i rozpoczynamy nasz marsz w dół. Kiedy mijamy dzwon i schodzimy do 'studziennego' odcinka, na nowo rozpoczyna się koszmar. Na schodach, dla lepszego asekurowania Lenki oraz dla nie patrzenia w dół, tym razem ja idę pierwszy, ustawiony plecami do kierunku marszu, przez co Lenka znajduje się na wysokości moich ramion. Gdy docieramy do korytarza wyznaczającego kres mych męk, w przeciwnym kierunku zmierzają chłopak z dziewczyną, oboje lat około dwudziestu i całkiem niczego sobie, którzy uprzednio stali na dole i sprzedawali bilety wejściowe. Zastanawiam się, co oni tam na górze o tej porze będą robić :roll: :roll:, ale przypominam sobie owe pomieszczenie mieszkalne i wszystko staje się jasne ... zapewne będą dzwonić :wink: :lol: :lol: :lol: :lol: ...

Obrazek
widok z wieży

Obrazek

Obrazek

Obrazek
kościół ewangelicki


Po chwili odpoczynku psychicznego i fizycznego, ruszamy dalej. Po paru krokach docieramy na główny plac miasta, Piata Mare. On też został gruntownie odremontowany i skutki tego widać. Ciekawa fontanna zlokalizowana w centralnym punkcie placu przyciąga zwłaszcza uwagę najmłodszych mieszkańców. Nieco starsi spacerują lub zapełniają rozstawione tu i tam ławeczki. Całość sprawia bardzo miłe i pozytywne wrażenie, a ja zastanawiam się czy w naszym pięknym kraju, poza rynkiem we Wrocławiu i może Krakowie względnie Poznaniu, dałoby się znaleźć choć jeden taki plac, który stopniem zadbania i odremontowania mógłby równać się z tym w 'dzikiej' Rumunii :roll: :? ...

Obrazek
Piata Mare

Obrazek

Obrazek


Dodatkowo zmotywowani wizją nabycia lodów, ruszamy na główny deptak Sibiu czyli ulicę Nicolae Balcescu. Tu również czuć i widać efekty prac remontowych. Inna rzecz, że im dalej do Piata Mare tym bardziej te efekty mają charakter fasadowy, tak dobrze znany z rodzimych starówek. Mnogość lokali gastronomicznych powoduje zwiększone zagęszczenie ludności wszelakiej. W jednej z cukiernio-kawiarni nabywamy wyczekiwane lody i wykorzystując ostatnie strzępy dnia kontynuujemy nasz spacer, wybierając mniej uczęszczane uliczki. Czując w kościach skutki zmęczenia wczorajszym przejazdem i dzisiejszym pieszym zwiedzaniem, postanawiamy jednak dość wcześnie powrócić do pokoju, aby lepiej zregenerować siły przed atrakcjami dnia jutrzejszego. Opuszczając stare miasto przystajemy jeszcze na chwilę i spoglądamy na wieżę zegarową, która z pewnością w naszych wspomnieniach pozostanie symbolem Sibiu :roll: :D :lol: :lol: ...

Obrazek
główny deptak Sibiu, czyli ulica Nicolae Balcescu

Obrazek
widok na podwórko

Obrazek
wieża zegarowa by night

Aby obejrzeć pokaz slajdów z pełnowymiarowymi zdjęciami z tego odcinka, kliknij TU :D ...

C.D.N.
Ostatnio edytowano 04.04.2009 00:03 przez PAP, łącznie edytowano 2 razy
elli
Globtroter
Posty: 41
Dołączył(a): 04.10.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) elli » 30.11.2008 23:25

To był MARATON :lol: ..... uuuuuuufff - GRATULUJE OPISU i przeżyć ...
jednym tchem chciałam przeczytać ale końcówkę na bezdechu czytałam :roll: :lol: .......... dzięki , teraz pełna wrażeń idę spać..... do .... C.D.N. :papa:
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 01.12.2008 12:52

elli napisał(a):To był MARATON :lol: ..... uuuuuuufff - GRATULUJE OPISU i przeżyć ...
jednym tchem chciałam przeczytać ale końcówkę na bezdechu czytałam :roll: :lol: .......... dzięki , teraz pełna wrażeń idę spać..... do .... C.D.N. :papa:


elli,

To nie był maraton tylko dobrze rozplanowany dzień :wink: :lol: :lol: :lol: ...

A już bardziej na poważnie, to zgoda, że troszku tych atrakcji w jednym dniu było, tyle że kiedy się chce zobaczyć jak najwięcej a czasu jest mało, to nie ma innego wyjścia :roll: ... my jednak tak lubimy i wolimy to od wakacyjnej bezczynności, więc mimo że to trochę męczące fizycznie jest, to przy odrobinie samodyscypliny sprawia wszystkim dużo radości :D ...

Pozdrawiam,

PAP
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 01.12.2008 13:08

PAP napisał(a):...
Obrazek
ówczesny domek kempingowy na płozach :wink: ...
...

A mnie sie marzy kurna chata.... :lol: To chyba coś w tym stylu nie :?: :roll:. Przynajmniej ja to sobie tak wyobrażałem :D

Piękna i bardzo ciekawa ta Rumunia, a za razem bardzo już europejska :D

Pozdrav :papa:

P.S. Czekam na c.d. :D
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4888
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 01.12.2008 17:17

Wygoiły się Jasiowe kolana do pierwszej morskiej kąpieli ?
A swoją drogą - obtarte kolana - prawdziwy chłopak z niego :!: :wink: :)
PAP-ie - o Rumunii też czytam :) Ale jak na razie - serce jeszcze nie przyspieszyło ... :?
No, może trochę wewnątrz ciemnej wieży. Ale to ze strachu :D Możesz wierzyć lub nie - od dziecinstwa śni mi się taka wieża ... zawsze się budzę zlany potem ...
Może widziałem jako dziecko taką wieżę w jakimś filmie :?
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 01.12.2008 17:17

Leszek Skupin napisał(a):
PAP napisał(a):...
Obrazek
ówczesny domek kempingowy na płozach :wink: ...
...

A mnie sie marzy kurna chata.... :lol: To chyba coś w tym stylu nie :?: :roll:. Przynajmniej ja to sobie tak wyobrażałem :D


Leszku,

Ja to akurat kiedy to zobaczyłem to moje pierwsze skojarzenia poleciały do Szanownego Janusza B :papa: :wink: :lol: w związku z jego pasją do spędzania czasu na kempingach :D ... pomyślełem wtedy sobie, że jakby to sobie podczepił do samochodu, to by już namiotu nie musiał z domu zabierać :wink: :roll: :D :lol: :lol: :lol: ...


Leszek Skupin napisał(a): Piękna i bardzo ciekawa ta Rumunia, a za razem bardzo już europejska :D


To tyż prawda :D, acz szczerze wątpię by zbyt wielu Cromaniaków dało się skusić na wyjazd w tamte strony :(, a szkoda bo naprawdę warto :roll: :D :D ...

A na kolejny odcinek to istotnie czekaj, bo będzie TTrF 8) :D :D ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 01.12.2008 17:27

plavac napisał(a):Wygoiły się Jasiowe kolana do pierwszej morskiej kąpieli ?
A swoją drogą - obtarte kolana - prawdziwy chłopak z niego :!: :wink: :)


plavacu,

One się wygoiły nim my do tego morza dojechali :D, bo my do niego długo jechali :wink: :lol: :lol: ... A swoją drogą to on już kilka razy wcześniej glebę zaliczył, więc chłop z niego jak się patrzy :!: :!: :lol: :lol: :lol: ...


plavac napisał(a): PAP-ie - o Rumunii też czytam :) Ale jak na razie - serce jeszcze nie przyspieszyło ... :?


To akurat w pełni rozumiem, bo mam to samo kiedy czytam (zwłaszcza teraz, po pobycie tam) o HR :) ... jak to mówią, jedni lubią brunetki, a drudzy blondynki, czy jakoś tak :wink: :lol: :lol: ...


plavac napisał(a): No, może trochę wewnątrz ciemnej wieży. Ale to ze strachu :D Możesz wierzyć lub nie - od dziecinstwa śni mi się taka wieża ... zawsze się budzę zlany potem ...
Może widziałem jako dziecko taką wieżę w jakimś filmie :?


Wieża była istotnie 'mocna' :D :D ...

Pozdrawiam,

PAP
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 93293
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 01.12.2008 17:42

Miło mi , że skojarzenie poleciało w moim kierunku :lol: ale ja jednak pozostanę wierny poczciwemu namiotowi , te obecne są lepsze niż "kurna chata" :lol:
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3456
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 01.12.2008 23:46

PAP, jak spojrzeć na mapkę to fajnie opadacie zygzakami jak piórko :)
Jaś za parę lat pewnie będzie chciał Cię ubić za niektóre teksty, tak jak Lenka za parę opisów z zeszłorocznej relacji :lol:
Lenka prawdziwa melomanka, zasłuchana z szeroko otwartą buzią...
Opis wejścia na wieżę że ciary przechodzą, normalnie jakbym szedł granią z powietrzem pod nogami na obie strony...
Tekst o młodej parce i dzwonieniu zasługuje na przejście do klasyki polskiej literatury :lol:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 02.12.2008 09:54

zawodowiec napisał(a):...Opis wejścia na wieżę że ciary przechodzą, normalnie jakbym szedł granią z powietrzem pod nogami na obie strony...

Aż sobie jeszcze raz przeczytałem :D i jeszcze raz mnie ciary po plecach przeszły. Mroczna odchłań... jeśli mogę sobie pozwolić na małą reminiscencję miałem takie wrażenia jak szliśmy w góry w nocy w Gorganach, a kilka razy zdarzyło się, że za plecami miałem całkowity mrok...

Wiem co czułeś :D
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 02.12.2008 12:08

zawodowiec napisał(a):PAP, jak spojrzeć na mapkę to fajnie opadacie zygzakami jak piórko :)
Jaś za parę lat pewnie będzie chciał Cię ubić za niektóre teksty, tak jak Lenka za parę opisów z zeszłorocznej relacji :lol:
Lenka prawdziwa melomanka, zasłuchana z szeroko otwartą buzią...
Opis wejścia na wieżę że ciary przechodzą, normalnie jakbym szedł granią z powietrzem pod nogami na obie strony...
Tekst o młodej parce i dzwonieniu zasługuje na przejście do klasyki polskiej literatury :lol:


zawodowcu,

Cóż zrobić, skoro w tym roku Jasiek jest bardziej płodnym źródłem anegdot :roll: :) ... ale i o Lence będzie jeszcze to i owo :D ...

Z tym ich zasłuchaniem też byłem lekko zaskoczony, ale inna rzecz, że pan istotnie piknie grał, a dzwięk super brzmiał w tych autentycznych wnętrzach :roll: 8O :D :D ...

A z parką dzwonników ... no cóż mieli tam robić jak nie dzwonić :wink: :lol: :lol: ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 02.12.2008 12:14

Leszek Skupin napisał(a):
zawodowiec napisał(a):...Opis wejścia na wieżę że ciary przechodzą, normalnie jakbym szedł granią z powietrzem pod nogami na obie strony...

Aż sobie jeszcze raz przeczytałem :D i jeszcze raz mnie ciary po plecach przeszły. Mroczna odchłań... jeśli mogę sobie pozwolić na małą reminiscencję miałem takie wrażenia jak szliśmy w góry w nocy w Gorganach, a kilka razy zdarzyło się, że za plecami miałem całkowity mrok...

Wiem co czułeś :D


Leszku,

Ja tylko jeszcze dla jasności dodam, że w tej wieży w istocie nie było aż tak drastycznie ciemno jakby wynikało to z mego opisu :roll: ... to raczej mój strach skutecznie zaciemniał me pole widzenia :lol: :lol: :lol: ... nie mniej jednak ja bym wolał iść granią niż po tych schodkach :) ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 05.12.2008 00:35

Dzień 5

03/09/2008 środa

odległość: 280 km

trasa: Sibiu - Trasa Transfogaraska - Cetatea Poenari - Trasa Transfogaraska - Sibiu


Obrazek


W dniu wczorajszym podziwialiśmy twory ludzkich rąk pozostawione na tej ziemi dawno, dawno temu :). Dziś też chcemy zobaczyć to i owo z dorobku człowieka, tyle że tego bardziej współczesnego naszym czasom. Różnica ma polegać też na tym, że o ile wczorajsze budowle przeważały nad otoczeniem, określając swój własny 'klimat', o tyle dzisiejsze dokonania zdecydowanie tworzą tylko jeden z elementów szerszego kontekstu, w który się wpisują. Gdyby nie przyroda, która sama zrodziła piękną scenerię, same w sobie nie odbiegałyby zbytnio od tysięcy innych podobnych. A skoro już tam dotrzemy, będzie też i bonus, tyle że dla odmiany z bardziej odległych czasów :D. Dodać trzeba, że trasa dzisiejszego przejazdu jest nam w całości już znana 8). W 2006 roku, nasz czwarty dzień wyprawy prowadził z Sighisoary przez Sibiu, wzdłuż dzisiejszego odcinka, aż do stolicy kraju Bucuresti. To wtedy właśnie, mimo niesprzyjającej pogody, a może wręcz za jej sprawą :roll:, postanowiliśmy, że kiedyś tu wrócimy i to, co najpiękniejsze, przejedziemy jeszcze raz :!: :), dając sobie więcej czasu na obcowanie ze scenerią ...

Dziś pogoda znów ładna i słoneczna, a to duży plus w kontekście skali, w jakiej cel naszej dzisiejszej wyprawy musi być podziwiany. Na śniadaniu jesteśmy sami w kameralnej salce 'jedzeniowej' naszego pensjonatu, a pani recepcjonistka dogląda z uwagą, żeby niczego nam nie brakło. To doskonały dowód na to, że w branży hotelarskiej rozmiar obiektu ma znaczenie, tyle, że tu akurat mniejszy znaczy lepszy :wink:. Lekko przed godziną 10:00 opuszczamy parking i robimy małą rundkę po mieście, docelowo kierując się na południowy wschód za znakami prowadzącymi na Brasov. Na przedmieściach widać rozwój handlu wielkopowierzchniowego, wielce podobny do tego z krainy nad Wisłą. Kawałek dalej mijamy stację benzynową, na której dwa lata wcześniej mieliśmy obowiązkowy postój na karmienie kaszką Jasia. Niech znakiem minionego czasu będzie to, że dziś dziedzic na rzeczoną kaszkę nie chce nawet patrzeć 8O.

Obrazek
wyjazd z Sibiu


Droga jest prosta i płaska, miejscami remontowana. Po niespełna godzinie docieramy do znaku wskazującego początek drogi 7C, na którą w prawo należy skręcić. Tuż za zakrętem jest i tablica podająca odległości do kluczowych miejsc. Asfalt przed nami prowadzi prawie idealnie prostą, zadrzewioną aleją, a na horyzoncie coraz mocniej majaczą kontury gór 8O :D. Jest i pierwsza, a zarazem jedyna wioska, jaka znajduje się na tym górskim podnóżu. Chwilę potem pojawiają się pierwsze zakręty prowadzące przez dość zwyczajny i banalny teren leśny. Jedziemy tak jakiś czas, aż docieramy do Balea Cascada położonej już w górach. Wedle naszej wiedzy znajduje się tu dolna stacja kolejki linowej, zwłaszcza popularnej zimą wśród narciarzy, oraz wodospad o analogicznej nazwie. Ilość zaparkowanych samochodów, zagęszczenie ludzi i kramików z wszelakim dobrem skutecznie nas jednak zniechęca do zatrzymywania się. Przejeżdżamy osadę i pokonujemy zakręt mający 180 stopni, aby na znajdującym się tam podjeździe ujrzeć szlaban ... teraz oczywiście otwarty :D. To ważny szczegół dla potencjalnych amatorów podobnej wycieczki :!: :) Trasa Transfogaraska, bo tak oficjalnie nazywa się to dzieło Nicolae Ceausescu, zbudowana w latach 1970 - 1974 w celach zapewnienia alternatywnego szlaku komunikacyjnego dla wojska, właśnie w tym miejscu jest zamykana w godzinach 22:00 - 7:00 w okresie przejezdności, oraz permanentnie od momentu pierwszych opadów śniegu aż do wiosennych roztopów :roll:.

Obrazek
zjazd na Trasę Transfogaraską ...

Obrazek
... i kluczowe odległości

Obrazek
pierwszy widok gór

Obrazek
osamotniona wioska

Obrazek
szlaban przed północnym wjazdem na górski odcinek trasy


Teraz asfalt już zdecydowanie pnie się pod górę kręcąc zygzaki w lewo i prawo. Dalej na poboczach dominują drzewa, ale jest i element dość egzotyczny dla oka. Nad drogą, co jakiś czas, pojawiają się betonowe wiadukty. Sądząc po wyglądzie i umiejscowieniu, ich główna funkcja to ochrona drogi przed kamieniami względnie zalegającym śniegiem. Bez tych konstrukcji droga w tych miejscach mogłaby często być niedrożna za sprawą zsuwających się lawin. Wraz z kolejnymi zakrętami widzimy kolejne odsłony coraz szerszej panoramy gór, aż wreszcie jest ... dolina w całej swej okazałości 8O 8O :D :D :D. Na nasze szczęście, przed nami jadą tylko dwa holenderskie Jeepy, od czasu do czasu z przeciwka zjedzie pojedynczy samochód, a na przydrożnych zatoczkach można zobaczyć tu i tam kilka pojazdów z ich załogantami fotografującymi się w rozmaitych pozycjach na tle gór :wink:. Poza tym ... jest prawie pusto 8O :D. Południe zbliża się wielkimi krokami, więc i słonko prawie w zenicie, co ma ten duży plus, że ani nie świeci w oczy ani nie daje obszarów zacienionych. Można powiedzieć, że wszystko jest widoczne jak na stole chirurgicznym :). Dla nas to duża nowość, gdyż w 2006 właśnie na tym odcinku, powyżej szlabanu a przed tunelem, panowała taka mgła, że momentami nie było widać kolejnego zakrętu, że o widokach całości nie wspomnę.

Obrazek
osłony przeciwlawinowe

Obrazek
pierwsza odsłona ...

Obrazek
... druga odsłona ...

Obrazek
... i jest :!: :!: 8O 8O :D :D :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
widok w kierunku północnym na dolinę


Docieramy w okolice tunelu. Jest tam niewielkie wypłaszczenie, na którym znajduje się Balea Lac oraz dwa duże drewniane schronisko-hotele ulokowane przy linii brzegowej jeziora. Pierwotny plan zakładał nocleg w jednym z nich (Balea Lac Chalet http://www.balea-lac.8m.com/index.html ), ale problemy z komunikacją mailową, uwieńczone ceną z kosmosu, w granicach lub nawet ponad 100 EUR za noc, skutecznie odwiodły mnie od tego pomysłu. Przed samym tunelem jest też duży, płatny parking oraz skupisko licznych straganów, które powiedzmy to otwarcie, uroku temu miejscu nie dodają :(. Spacer w okolice jeziora jest przewidziany, ale na drogę powrotną, kiedy słonko będzie bardziej plastyczne :). Teraz bez zatrzymywania się mijamy rozgardiasz, jaki panuje przy samej drodze i zmierzamy w kierunku wjazdu do tunelu. Ci, co czytali relację z ubiegłego roku, może pamiętają, że tunele wszelakie wielką rozrywką dla Lenki i Jasia są :lol:. Kiedy więc młodzież 'kapuje się', że tunel już tuż tuż, znacznie ożywia się w swoich fotelikach. Przed samym wjazdem w otchłań tunelu znajduje się kolejna betonowa osłona przeciwlawinowa. Na wlocie umocowane są wielgaśne, rozsuwane, stalowe drzwi, dziś oczywiście otwarte. Sam tunel, opierając się na oficjalnych informacjach, znajduje się na wysokości 2034 m n.p.m. i ma 884 metry długości. Jadąc teraz z północy na południe czujemy jak lekko opada w dół. Ciemno i mroczno jest jak we wczorajszej wieży zegarowej, a światełko na końcu jest bardzo słabo widoczne. Gdy tam docieramy, rozumiemy dlaczego. O ile tunel, choć opadający w dół, jest idealnie prosty, o tyle sam południowy wylot jest zakręcony pod kątem około 45 stopni :roll:. Rzecz jasna, przez cały czas przejazdu młodzież 'szczytuje' wydając różnorakie, do bólu głośne, okrzyki, wśród których dominuje 'tuuuneeeeell' oraz 'hurrrrrrraaaaa'. Ponieważ Lenka zamiast 'r' wymawia coś na podobieństwo 'j', to brzmienie tego ostatniego jest ździebko inne, ale zapis fonetyczny w tej formie chyba nie nadaje się do podawania na forum :wink: :lol: :lol: :lol: ...

Obrazek
lekko obskurne stragany przed tunelem

Obrazek
wjazd do tunelu od północy

Obrazek
w tunelu

Obrazek
wyjazd ze strony południowej

Obrazek
południowa osłona przeciwlawinowa


Zaraz po opuszczeniu tunelu przystajemy na poboczu w dobrze nam znanym miejscu. Widok na okolicę może zachwycić kogoś, kto lubi górskie klimaty. O ile sam pomysł budowania tu drogi może budzić wątpliwości i kontrowersje, o tyle podziwu i szacunku jest godna myśl inżynierska oraz praca wielu ludzi, jaka została tu wykonana przy budowie, często z poświęceniem życia :? :roll: :(. Dziś, w pełnym świetle, wszystko wygląda wyraźnie i wesoło, ale wtedy w 2006 roku cieszyliśmy się, że po przebyciu tunelu zastaliśmy tu jedynie bure niebo oraz chmury uwięzione gdzieś w dole doliny. Wreszcie uciekliśmy wszechogarniającej mgle, wreszcie było coś widać :P. To, że dalej mżył deszcz i było bardzo chłodno nie miało większego znaczenia :). Powiem więcej, rzeczone chmury dodawały całości pewnej magii i tajemniczości, której teraz jest zdecydowanie brak. Pstrykając zdjęcia sięgam w pamięci do wspomnień i staram się robić podobne ujęcia, aby potem móc je lepiej ze sobą porównać. Jak pokaże czas, średnio mi to wychodzi :roll: ...

Obrazek
widok na tunel od południa ... rok 2008

Obrazek
widok na tunel od południa ... rok 2006

Obrazek
2006 / 2008

Obrazek

Obrazek


Po około 10 minutach jedziemy już dalej. Czas ucieka, a przed nami jeszcze jeden, de facto bonusowy, duży punkt programu do wykonania. Co najgorsze, punkt obarczony dużym znakiem zapytania co do czasu jego realizacji. Zbierając informacje na jego temat odnajdywałem dane znacznie od siebie się różniące, trudno więc było coś z tego wydedukować. Założyłem oczywiście wariant pesymistyczny, ale i to może być mało :?. Widoki ze zjazdu również budzą wspomnienia. Dzięki nagranemu wtedy filmowi video doskonale pamiętamy płacz Jaśka, który za sprawą gazów umilał nam atmosferę wokalnie. Dziś młodzież jest dalej uśmiechnięta od ucha do ucha, o dziwo nie wykazuje chęci do szydełkowania czy haftowania :wink: :lol:, i z zapałem wypatruje owieczek, które wtedy było nam dane spotkać aż dwa razy. Kudłate stworzonka były pędzone w dużych stadach przez górskich pasterzy wzdłuż lub w poprzek drogi, pod czujnym okiem psów. Dziś niestety podobnego szczęścia nie mamy :( ...

Obrazek
droga w dół ... rok 2008

Obrazek
widok ku południu ... rok 2006

Obrazek

Obrazek
widok z dołu ... rok 2008


Kiedy mijamy szlaban zlokalizowany po stronie południowej, teren ponownie znacznie się wypłaszcza w porównaniu z dotychczasowymi stromiznami, a droga wiedzie zalesioną doliną. Dalej jest jednak sympatycznie i zielono. Minusem zdecydowanie staje się gorsza nawierzchnia drogi :(. O ile do tej pory nie można jej było nic zarzucić, o tyle kolejne około 30 kilometrów do najlepszych nie należy. Zdarzają się nierówności i wyboje, a asfalt jest połatany, przez co zawieszenie w samochodzie ma szansę trochę popracować :wink:. Inna kwestia, że i tak jest lepiej niż dwa lata temu. Wtedy wiele dziur było jeszcze odkrytych, co w połączeniu z jazdą w deszczu i brakiem możliwości wiarygodnego ocenienia głębokości kałuży dostarczało dodatkowych doznań dla umysłu i drgań dla innych narządów wewnętrznych :lol:. Suma sumarum, nie ma jednak tragedii. Wystarczy tylko wystarczająco zwolnić i rzeczony odcinek jest jak najbardziej do przeżycia :roll: :). W nagrodę za wytrwałość dojeżdżamy do zapory Vidraru, którą teraz też mijamy, zostawiając ją sobie na deser. Droga polepsza się. Jeszcze parę zakrętów, z dwa małe tunele, i na wzgórzu wysoko nad drogą dostrzegamy to, ku czemu aktualnie zmierzamy, czyli autentyczny zamek Drakuli w Cetatea Poenari. Mówiąc bardziej precyzyjnie i zgodnie z historyczną prawdą, nie Drakuli a bezwzględnego okrutnika, krwawo obchodzącego się ze swoimi wrogami wbijanymi żywcem na pal, wołoskiego hospodara Vlada Tepesa (Palownika), który posłużył jako pierwowzór do stworzenia fikcyjnej postaci Drakuli. Objeżdżamy wzgórze i parkujemy w pobliżu sporej wielkości stacji transformatorowej. Jest lekko po godzinie 13:00, co oznacza, że na przejechanie z Sibiu odcinka o długości 140 km potrzebowaliśmy trochę ponad 3 godziny. Co ciekawe, w 2006 roku nie mieliśmy świadomości, że 'to' tu jest :oops:, i poza zwróceniem uwagi na samą transformatorownię, nie dostrzegliśmy górujących nad nami ruin :oops: :oops: :roll: ...

Obrazek
droga w dolinie

Obrazek
nawierzchnia z bliska i w detalu

Obrazek
pierwszy widok na zamek od strony północnej

Obrazek
tego znaku trzeba wypatrywać :!: :) ... i nie trudno go przegapić

Obrazek
widok na zamek od strony południowej


Spoglądamy na zamek z dołu. Od tej strony wygląda na większy. Wszystko pięknie, ale jak tam wejść :?: I którędy :?: Rozpoznaję teren i już wiem :idea: 8). Ale co z samochodem :?: Mam pewne obiekcje, aby go tu tak zostawić, ale z drugiej strony stoi jeszcze kilka pojazdów, nie koniecznie gorszych, a na dokładkę w pobliżu są dwa bary serwujące proste potrawy podróżnym, więc chyba będzie bezpiecznie :?. Jest dobrze po 13:00, a słonko zdecydowanie praży. Przed nami schody. Dosłownie i w przenośni :lol:. Mimo, że przyjechaliśmy 'na lekko', bo większość naszych gratów została w Sibiu, to wózek mamy awaryjnie na pokładzie. Jego wykorzystanie nie wchodzi jednak w grę. Zatem co zabierzemy na nasze ramiona, to nasze :roll:. Pakujemy w plecaki to, co może być potrzebne, duży nacisk kładąc na pochrupanki dla młodzieży oraz napoje dla wszystkich. Lenka tupta. Jaś na razie też. Przynajmniej w teorii. Małżonki głowa, która jakoś od wczoraj przestała dawać się we znaki, znów kontratakuje. Jakby tego było mało, kiedy zaczynamy podejście, to czuję, że i mnie coś zaczyna pulsować w skroniach. Wychodzi na to, że z Sibiu nie zabraliśmy nic przeciwbólowego. To znaczy zabraliśmy, ale tylko to, co zażywa obecnie Małżonka, a wedle opisów to dość mocny środek i nie należny po nim prowadzić samochodu :?. Czyli patrząc na to z mojej perspektywy jest tak, jakbyśmy nie mieli nic :(. Lenka mknie jak sarna, ale Jaś robi się marudny. W samochodzie przez całą drogę nie zmrużył oka, a to jego pora na drzemkę. Nie ma wyboru, muszę go odcinkami nieść na rękach. Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie ta głowa, to znaczy, nie te głowy. Jak moja nie chce pęknąć z wysiłku, bo Jaś akurat ciągnie się noga za nogą, to Małżonki pęka od Jasiowych decybeli :roll:. Jak jest cisza, to jest mój wysiłek. Istny cyrk ...

Na szczęście bliżej końca ścieżka jest mniej stroma. W miejsce niekończących się schodów często pojawiają się płaskie betonowe płyty, a po tym już idzie się łatwiej. Jaś traci werwę do płaczu i wypogadza się 8O :D. Spokojniejszy i samodzielnie tuptający syn, to ulga dla naszych głów. Swoisty mini happy end :lol:. Prawie w tym samym momencie, kiedy pośród drzew dostrzegamy pierwsze fragmenty ruin, dochodzimy do domku strażnika sprzedającego bilety. Za całość płacimy 11 RONów i wkrótce pokonujemy ostatnie stopnie prowadzące do dawnej siedziby Palownika. Nim jednak wkroczymy na ostatnie z ostatnich, musimy jeszcze przejść po kładce przerzuconej nad szczeliną oddzielającą skałę, na której stoi zamek, od reszty masywu 8O. Patrzę na zegarek. Wychodzi na to, że podejście zajęło nam około 50 minut. Uwzględniwszy okresowy brak woli współpracy ze strony naszego męskiego potomka, jak również założenia teoretyczne czynione przed wyjazdem, daje to całkiem przyzwoity wynik :D. Na górze jesteśmy sami. Rozkładamy mini obóz z postanowieniem zrobienia dłuższej chwili odpoczynku. Młodzież, początkowo nie czuła na magię miejsca, do którego przybyła, wyjmuje Jasiowe samochodziki i przystępuje do zabawy. Z czasem, docenia jednak wyjątkowość dzisiejszej lokalizacji i zaczyna bawić się w 'małego archeologa'. My z Małżonką, wymieniając się dozorem małoletnich, chodzimy po zakamarkach twierdzy. Jeżeli ktoś oczekiwałby tu klimatycznego, mrocznego miejsca z nietoperzami fruwającymi w powietrzu, ten z pewnością byłby rozczarowany. Całość to jednopoziomowe, otwarte ruiny, na dokładkę miejscami dość kontrowersyjnie zmodernizowane betonowymi wylewkami czy stalowymi barierkami. Aby wyobrazić sobie to miejsce w czasach jego świetności, trzeba zdecydowanie posługiwać się własną wyobraźnią :roll:. Na duży plus można natomiast zaliczyć widoki rozciągające się na dwie strony twierdzy. Patrząc w dół na ruch w dolinie łatwo zrozumieć jak dogodne militarnie było to miejsce i czemu Palownik zdecydował się na budowę tu swojej siedziby. Inna kwestia, jak radzono sobie z dostępem do wody :?: Studni nijakiej nie widzimy, z resztą nie miałaby ona (chyba :?: :roll:) geologicznej racji bytu. Jeżeli wszystko tu wnoszono, to ciężki musiał być los tych, którzy się tym zajmowali :roll: 8O. A może wciągano aprowizacje na linie :?: Ale to też do przyjemności należeć nie mogło :roll: ...

Obrazek
na szlaku

Obrazek
ostatnie metry ...

Obrazek
... i ostatnie schody

Obrazek
plan zamku

Obrazek
widok na dolinę w kierunku południowym (i nasz samochód w lewym dolnym rogu :))

Obrazek
widok na dolinę w kierunku północnym

Obrazek
ruiny

Obrazek

Obrazek
mali archeolodzy

Obrazek


Pobyt w ciepłym słoneczku, z naturalną klimatyzacją zapewnianą przez delikatny wiatr, tylko raz po raz unoszący wiszącą na maszcie rumuńską flagę, skutecznie nas rozleniwia. Nim się obejrzymy, mija prawie godzina 8O. Czas na nas, bo przed nami powrót trasą, z kilkoma zaplanowanymi postojami, a na to trzeba ze cztery godziny. Ruszamy w dół. To z pewnością banał, ale idzie się lżej :lol: :lol:. Ze współczuciem patrzymy na tych, co dopiero udają się do góry. Obserwujemy pewną powtarzalność zjawisk, w ramach której schemat wygląda tak: przodem mknie małoletnie potomstwo, kawałek za nim idzie przeważnie pani, a dłuższy kawałek za nią człapie dychający jak w agonii brzuchaty pan :lol: :lol:. Sądząc po używanych językach, nie jest to cecha jednego narodu :roll: :lol: :lol:. Przy samochodzie meldujemy się koło 16:00, co oznacza, że zejście zajmuje nam w granicach 30 minut. Samochód jest i nie nosi śladów prób naruszania jego integralności cielesnej :wink: :D. Krótki odpoczynek i jedziemy. Najbliższy planowany postój, zapora wodna na sztucznie utworzonym jeziorze Vidraru. Kiedy docieramy tam po niespełna kilkunastu minutach, zmęczone towarzystwo woli zostać w samochodzie. Na podziwianie tego tworu ludzkiej myśli technicznej wychodzę więc sam. Ze smutkiem odkrywam, że platforma widokowa dająca widok z góry na całość zabudowań, jest aktualnie w remoncie :(. Cóż, pozostają zatem oględziny z poziomu drogi. Zapora jak zapora, betonowa jest i tyle :lol:, ładny jest natomiast widok na sztuczne jezioro, z górami majaczącymi w oddali. Kiedy wracam do samochodu, widzę, że jesteśmy zablokowani przez dwa psy 8O rozłożone beztrosko na ciepłym asfalcie z przodu i z tyłu samochodu. Psiaki nic sobie nie robią na mój widok. Podrzucam im jakieś biszkopty wyłudzone od Lenki i Jasia, ale to też nie wzbudza większego zainteresowania 8O. Dopiero na widok powoli ruszającego samochodu łaskawie zwalniają nam przejazd :roll: ...

Obrazek
zapora od strony jeziora

Obrazek
jezioro

Obrazek
zapora od drugiej strony

Obrazek
dla zainteresowanych ...

Obrazek
... info o zaporze


Trudny odcinek drogi pokonujemy ze spokojem, bez zbędnego pośpiechu. Chwilę po starcie Jaśka morzy kojący sen. Wykorzystuję to i wyciągam z radia 'katowaną' od początku wyprawy bajkę o Czerwonym Kapturku, a w jej miejsce po cichu zapuszczam Erica Claptona :D. Nim i Małżonce przymknie się oko, ustalamy, że wreszcie warto by było coś zjeść. Plan zakładał obiado-kolację w schronisku nad Balea Lac, ale zachęceni dobrą pogodą, pięknymi widokami, oraz nowoodkrytą rumuńską tradycją, decydujemy, że zrobimy sobie mały popas na jednej z przydrożnych zatoczek na odcinku przed tunelem. Kiedy więc po godzinie jazdy zaczynamy się zbliżać w rejon naszego popasowania :lol:, dobudzam śpiących, aby pomogli wybrać właściwe miejsce. Staramy się wjechać jak najwyżej i uciec z cienia, aby móc podziwiać piękny widok w promieniach chylącego się ku zachodowi słońca. Mamy swoje typy, ale wreszcie udaje się wybrać coś, co spełnia wszystkie wymogi, z tymi związanymi z bezpieczeństwem i brakiem ostrej ekspozycji włącznie 8) :D. Wyciągamy nasz koc piknikowy i rozkładamy go na zielonej trawce. Oprócz zwyczajowych już zakąsek ciastkowo - paluszkowych, sięgam po danie główne naszego popasu, czyli zalewajki w kubeczkach. Kiedy zalane wodą z termosu kubki stygną na dachu samochodu, przybywa do nas nieznajomy gość, zapewne zwabiony wonią rozchodzącą się po okolicy. Duży kudłaty psiak w pierwszym momencie budzi pewne obawy, ale jego bardzo spokojne i nienatarczywe zachowanie szybko je rozwiewa. Układa się w pobliżu samochodu i z uwagą obserwuje naszą biesiadę. Mordkę ma milusińską, a patrząc na niego z bliska przypomina kudłatego stwora Czubakę z Gwiezdnych Wojen :lol:. Podrzucamy mu coś na ząb, ale nie wykazuje wilczego głodu 8O. Ruch na drodze o tej porze niewielki. Panuje względna cisza, tylko od czasu do czasu zakłócana prze odgłos silnika z mozołem ciągnącego samochód w górę zbocza. Gdy nasze kubki 'dochodzą', ze smakiem je spożywamy, karmiąc jednocześnie oczy widokiem tego, co wkoło :D :D ...

Obrazek
wracamy

Obrazek
widok z dołu

Obrazek
popas z widokiem 8O :D :D

Obrazek
widok na południe

Obrazek
kudłaty gość

Obrazek

Obrazek


Po około 40 minutach ruszamy dalej. Kiedy po pokonaniu kilku zakrętów jesteśmy już sporo wyżej, zbliżając się do czegoś co wygląda na małe schronisko względnie pensjonat, na pobocze wychodzi 'nasz' pies, który dotarł tu ewidentnie na skróty, idąc bezpośrednio w górę zbocza. Jest zatem i rozwiązanie zagadki, skąd wziął się tak wysoko w górach najedzony pies :roll: 8). Kawałek dalej wjeżdżamy do tunelu, aby po paru chwilach wyjechać obok Balea Lac. Na spacer wokół jeziora ponownie nie ma chętnych. Ja zresztą też nie specjalnie się rwę. Przystajemy zatem na parkingu, a ja wypuszczam się na krótką chwilę celem zrobienia kilku zdjęć. Wspominany wcześniej harmider dalej tu trwa. Widok średnio harmonizujących nawzajem ze sobą straganów, i chyba ze dwóch przyczep kempingowych przerobionych na bary szybkiej obsługi, uzupełniają dźwięki głośno granej muzyki o dość wątpliwej wartości artystycznej. Na dokładkę tu już dominuje cień, jest więc i znacznie chłodniej. Słowem, we mgle i deszczu wyglądało to lepiej, o wiele bardziej tajemniczo. Dzisiaj nie powala z nóg, ale może to i lepiej, bo mniej żal odjeżdżać :roll: ...

Obrazek
Balea Lac ... rok 2008

Obrazek
Balea Lac ... rok 2006

Obrazek
drugie schronisko


Zaczynamy powoli zjeżdżać w dół. Jest godzina 19:00. W cieniu północne zbocza wyglądają inaczej niż w pełnym słońcu. Rozglądając się po okolicy dostrzegamy to, co wcześniej umykało naszej uwadze. Mowa o górnej stacji kolejki linowej, poprowadzonej wzdłuż trasy, a mającej swój drugi koniec w mijanej dziś przed południem osadzie Balea Cascada. Czerwony wagonik właśnie ruszył w dół. Pokonując kolejne zakręty i wijąc się pod linią kolejki mamy go cały czas na oku. Będąc w dole doliny, mamy możliwość obserwować dokładny środek jego trasy, kiedy mija się ze swoim bliźniakiem nadjeżdżającym z przeciwka. Zdarzenie dość banalne, ale dla naszej czwórki ciekawe i wciągające :D.

Obrazek
górna stacja kolejki w lewym górnym rogu

Obrazek
wagonik jeden ...

Obrazek
... i drugi


Mijamy kolejno północny szlaban, potem osamotnioną wioskę, docieramy wreszcie do głównej drogi Brasov - Sibiu. Wymowa tego jest jedna. Nasza tegoroczna przygoda z Trasą Transfogarską dobiegła niestety końca :cry:. Kiedy jedziemy w kierunku zachodzącego słońca, robimy bilans co się komu najbardziej podobało. Przewija się zamek, piesek, tunele, góry, widoki ... słowem, dla każdego coś miłego :D. Dochodzi godzina 20:00. Mimo późnej pory młodzież nie sprawia wrażenia zmęczonej. Małżonka czyta im literacki hit tegorocznej wyprawy, czyli małą ilustrowaną książeczkę 'Naprawa Tobiasza' opowiadającą o autobusie, który przedziurawił oponę i musiał pojechać do warsztatu. Nie wiedzieć czemu, niektóre fragmenty rozbawiają Jasia do łez 8O. Panuje wesoła, radosna, wakacyjna atmosfera. Cóż więcej można powiedzieć, fajny i ładny dzień dziś mieliśmy :roll: :D :D ...

Aby obejrzeć pokaz slajdów z pełnowymiarowymi zdjęciami z tego odcinka, kliknij TU :D ...

C.D.N.
Ostatnio edytowano 04.04.2009 00:17 przez PAP, łącznie edytowano 3 razy
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



BAŁKANY 2007 i 2008 ... czyli wyprawy z Jasiem i Lenką ... - strona ...
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018