Re: Albania i Czarnogóra 2006 - pytania, porady
napisał(a) kulka53 » 07.04.2014 22:07
typ napisał(a):Babin Zub mi się skojarzył z Babin Zubem przez który wiedzie doga na Midżur. Tam Racibora Duster pomykał przez leśne ścieżki i dojechał właśnie prawie pod Babin Zub, jeśli dobrze pamiętam, ale to był inny Zub.
To był zdecydowanie inny Zub

, serbski.
Ten czarnogórski jest opisywany jako najwyższy szczyt Sinjajeviny i nosi inną nazwę Torna. Trochę sił nam pod koniec zabrakło by go zdobyć, a zostało pewnie tylko jakieś 200m

Racibor napisał(a):Jadąc tam nie wiedzieliśmy, że z drugiej strony prowadzi pod Babin Zub nowa droga asfaltowa.
A było czytać croplowe relacje....

Już w 2008 jakoś dowlekliśmy się na Babin Zub pod Midżorem podczas budowy owej "nowej drogi asfaltowej

kulka53 napisał(a):W niedużym Knjażevcu odbijamy w lewo, czyli nieco na wschód. Ta boczna droga jest już zupełnie lokalna i w złym stanie, kręta, wąska, za zniszczoną nawierzchnią, prędkość spada. Dookoła nas coraz wyższe góry, mijamy nawet niewielki kanionik i przełęcz. We wsi Kalna znowu skręcamy w lewo, to już całkowita serbska prowincja, małe wioski z na wpół pozapadanymi domami, biedne obejścia.
Naszym celem jest miejsce o nazwie Babin Zub, punkt startowy na nasz dzisiejszy szczyt, najwyższy szczyt pozbawionej Kosova

Serbii -
Midżor 
. No ale od tego miejsca dzieli nas jeszcze jakieś 30 kilometrów jazdy

. Mijamy miejscowość Golema Reka, potem Berilovac, dotąd jechało się jeszcze ok, ale potem jest już znacznie gorzej. Asfalt jest albo zasypany spływającą z gór ziemią, albo wysypanym szutrem, miejscami pozdzierany. Droga wraz ze zwężaniem doliny zaczyna się też coraz mocniej wznosić, mijamy kolejne wsie, Vrbovac i Inovo. Stoją tu też maszyny drogowe, asfaltu nie ma, jest ubity szuter a skały przy których jedziemy są kruszone w celu poszerzenia drogi. Wyraźnie widać, że kiedyś była tu normalna, wąska, górska asfaltówka, a my akurat trafiliśmy na jej przebudowę i stąd te wszystkie utrudnienia

. Te długie kilometry wolnej jazdy zabrały nam naprawdę sporo czasu, ale wreszcie koniec, gwałtownie skręcamy i mocno wznosimy się już po dziurawym co prawda ale asfalcie. Jesteśmy coraz wyżej, dookoła rozciągają się coraz rozleglejsze i ładniejsze widoki.


No i jest wreszcie Babin Zub, okazuje się, że są tu 2 duże budynki, jeden to hotel, w drugim jest schronisko.