Re: Z weekendowych wyjazdów BENELUX
napisał(a) 21monika » 13.10.2017 14:36
Manneken-Pis jest malutki i goły jak niebożątko. Niepozorna figurka z brązu, wciśnięta w róg między rue de l’Étuve i rue du Chêne. Ten siusiający chłopczyk o twarzy cherubinka jest dla Brukseli tym, czym dla Paryża wieża Eiffla, a dla Londynu Big Ben. Jedna z legend mówi, że tym desperackim gestem miał uratować miasto od jakiejś bardzo odległej w czasie pożogi. Inna opowiada, jak pewien ojciec zgubił dziecko w tłumie świętującym powitanie księcia i gdy już prawie stracił nadzieję na jego odnalezienie, ukazało się jego oczom: otoczone gromadką gapiów, załatwiało naturalną potrzebę.

Belgowie uwielbiają swojego chłopczyka do tego stopnia, że ciągle go przebierają – z okazji i bez – stąd moje początkowe zdziwienie nagością figurki, którą zazwyczaj oglądam na zdięciach w kolejnym, zaskakującym stroju: stoczniowca, strażaka, Napoleona, papieża, Presleya, Mozarta, a nawet w jaskrawopomarańczowym płaszczyku rodem z Gay Parade. A mają w czym przebierać, bo ubranka dostają od VIP-ów przyjeżdżających z całego świata.
Idziemy jednak dalej, i uparta modelka twardo molestująca rodzinę o fotę na tablecie, aparacie i telefonie za każdym razem krzywiąc się, że źle.
Odnoszę wrażenie, że Belgowie to bardzo czysty naród bo mydlarni jest tak samo wiele jak wystaw z pralinkami.