Odcinek 13 – Kobiety rozumem Zdziha – 2018-09-03Czy to prowokujący tytuł? Nie. Nie ma takiej intencji, ale znów wszystko wyjdzie w praniu.
Być może należało pojechać z Postiry do Sutivanu. Przyznacie, że jak na jeden dzień to już sporo mieliśmy na liczniku. Ale przecież było wczesne popołudnie. Pogoda się poprawiała. Nerwy zeszły. A przed nami była Splitska, miejsce w którym mieszkaliśmy zeszłego roku. Pierwsze, czego potrzebowaliśmy to jakaś przekąska. Niestety Konoba Panorama nad Splitską, z której widoki są obłędne…
została zamknięta. Nadal jest możliwość wynajęcia tam app, ale jedzenia już nie serwują. Zjechaliśmy zatem do „palmowego centrum”
Weszliśmy do naszej ulubionej zeszłorocznej Villi Marija na kawę i jakieś jedzonko. I tu zaczyna się moja opowieść o kobietach. Kelnerka Jilinka, która w zeszłym roku widząc w nas tambylców była miła i nadskakiwała tym razem, chociaż rozpoznała nas, nie okrasiła nas żadnym zainteresowaniem. Kawa nie była warta zachodu, jedzenie pozostawiało wiele do życzenia. Czy jest to taki myk polegający na tym, że tym razem Sutivan, jako miejsce pobytowe, miał dać rozkosz również podniebienną, a Splitska miała być be? Może. Niemniej jednak taka totalna zmienność kobieca była dla mnie lekkim szokiem. I wtedy spojrzałem na towarzyszkę mojego życia.
Niezmienna od lat… Powabna i poruszająca serce i nie tylko…
Skąd te kropki. Nie wiem czy po kolejnych zdaniach czytające te słowa mężczyźni nie pukną się w głowę a kobiety nie polecą po mężów, ale napiszę je. Wpatrzenie w żonę jak w obrazek jest i potrzebne i wielce błędne. Pielęgnujemy ten obraz, „ścieramy z niego kurz”, ustawiamy nie w pełnym słońcu, aby nie wyblakł. Dbamy o ramę, o szkło. Wszystko niby dobrze i poprawnie. Ale zaglądnęliście kiedyś panowie na tył tego obrazu, za ramę? Rozebraliście go na czynniki pierwsze… O obrazie z punktu widzenia technicznego mówię, a nie o rozbieraniu do naga… Pewnie nie. Ja też nie. I to właśnie dlatego nie rozumiemy kobiet. I to właśnie dlatego rama i widok będąc ważniejszym potrafi nas zwieść utwierdzających się, że robimy wszystko tak jak trzeba i rozumiemy potrzeby. Bez choćby okresowego zaglądnięcia między szkło, obrazek a tylną ramę jesteśmy wręcz skazani na niezrozumienie a jego efekcie na niespodzianki. Nie zawsze miłe…
Dobrze, że z tego marazmu wyrwał mnie telefon od… Kobiety… I to jakiej… Od potrzebującej rycerza zagubionej w plątaninie makii, czy jak scrabbliści by pewnie określili makij Katerinie. Śledzący jej opowieść z zeszłorocznego urlopu wiedzą o co chodzi. Ale mnie telefon alarmujący „zgubiłam się, mąż nie odbiera, pada mi komórka, ratuj” wyrwał z zapatrzenia w żonę i nakręcił do działań ratunkowych polegających na wielokrotnej próbie skontaktowania się z jedynym i prawdziwym Kateriny rycerzem. Wszystko się dobrze skończyło, a jak to już szukajcie w odcinku o Makiach u Kateriny. A my podlecieliśmy na „naszą, zeszłoroczną” Splitką plażę zwaną Zastup.
Ciuch off, stroje on i do wody w takich oto okolicznościach.
Ludzi niewielu, słońce cieszyło w końcu pełną buzią, ale też było wiadomo, że za długo po tak intensywnym dniu nie popływamy. Rozłożeni na ręcznikach zatopiliśmy się w urlopowym hobby. Mariola w książce a ja na oglądaniu „dóbr przyrody”. Ładne dobro?

Muszę to opowiedzieć, bo to nie pierwszy raz. Pani towarzyszył starszy pan, a przynajmniej wyglądał na starszego. Taki trochę w typie Berniego Ecclestone… Choć zachowywał się w wodzie jak Tarzan. Ona zaś, gdy zorientowała się, że obserwuję jej zachowanie, podpuściwszy go do przepłynięcia enty raz płachty wody sama zaczęła pozować… Nie. Nie robiłem zdjęć. Ale zauważyłem, że wiele kobiet tak ma… Czy to znudzenie obecnym życiem? Może. My mężczyźni nigdy tego nie dostrzegamy u naszych żon prawda? Ja wiem, że to prawda… Tak jednak jest. Pozy, ruchy ciała, przeciąganie się. Ten brzuszek później też już był tak wciągnięty, że bałem się, że jakaś żyłka trzaśnie. Kilka razy się oglądnąłem czy to aby na pewno dla mnie spektakl, ale jeśli nie był dla mnie to chyba tylko dla murka stojącego za mną… Tak. Ten odcinek musiałem nazwać kobiety. Siedząca na powyższym zdjęciu młoda dziewczyna, której twarz rozmazałem zauważyła to dokładnie tak samo jak ja. Nasze spojrzenia się spotkały, a uśmiechy jednoznacznie wskazały na to, że ocena poczynań pani Ecclestonowej była taka sama…
Kobiety… Wiecie, moja żona nigdy w życiu nie opalała się nago. Nie wiem, czy zauważała moje zbyt częste spojrzenia na „dobro przyrody”. Być może rzeczywiście było, jak powiedziała, a powiedziała „
od jutra opalamy się nago, zobacz, kilkanaście minut i już pod stanikiem jestem blada a tu czerwona.” A może wtedy nadal żyłem w nieświadomości tego, co zebrało się między obrazem, szkłem a ramą. Dość, że zafascynowany tym, że dnia kolejnego moje całe ciało, jak i jej dozna smażenia i w obawie, że będę chciał zgrzeszyć… zabrałem ją na ostatni punkt programu, to jest małą kapliczkę nad Sutivanem, zatrzymując się jeszcze po drodze ze Splitskiej do Supetaru w miejscu, w którym przez 14 dni poprzedniego roku nie stanąłem aby zrobić takie dwa zdjęcia. Statuetka przy wjeździe na pewną posesję opodal plaży w zakolu drogi…
Oraz tabliczka naprzeciwko niej
Tak tak, parking jedynie dla księżniczek, wszystkie inne zamienią się w ropuchy. Moja żona już ma szerokie usta, które uwielbiam, ale wolałbym, żeby nie zaczęła rechotać toteż czym prędzej odjechaliśmy do… Supetaru po akcesoria mające przywrócić urodę księżniczce... I spojrzeć z tarasu na taki oto widok… Ok, nie widok jest ważny. Zapamiętajcie ten samochód…
Wyspa okaże się taka mała…
No dobrze, ale wspominałem o ostatnim punkcie na mapie wędrówki z 3 września. Była nią Crkvica sv. Vinko Fererski. Czy warto tak w ogóle podjechać…
Czy ja wiem… No jest stół…
Ok. Bez żartów…
Czy zmęczył nas ten dzień. Nie… Widzicie panowie. Swój obraz, szybę, ramę znamy dokładnie… Oczywiście, że nie jesteśmy zmęczeni zwłaszcza, gdy wiemy, że taki piękny wieczorny spacer
Skończy się przy piwie w konobie Miki
Zauważyliście coś? Ja też nie. I właśnie dlatego – szkło – obraz – rama…
W innym przypadku szerokie drogi stają się zaułkami, pokręconymi, ciasnymi, być może nawet ślepymi
Czy można użyć jakiejś nazwy do zmysłu, który powinniśmy posiadać, a którego nie posiadamy – zmysłu „czucia budowy obrazu”?
Czy cokolwiek wyjaśni się w kolejnych odcinkach… ?