Renata, przede wszystkim fajnie, że chce Ci się kombinować z tymi portretami.
Widzę, że są chęci i w związku z tym (pomimo, iż to trochę na zasadzie "uczył Marcin Marcina"

) parę słówek ode mnie.
Jedynka ma potencjał (kapelusz genialny - że ucięty nie ma to w tym ujęciu żadnego znaczenia) - w tym spojrzeniu można doszukiwać się charakteru dziewczynki.
Technicznie jest jednak... no nie najlepiej.
Nie ma światła (nie ważne co go zabrało - czy namiot, czy chmura, czy zła Baba Jaga) i dalej poszedł za tym brak ostrości (na granicy poruszenia). Ławki w tle też się nie komponują z całością.
Dwójka jest już wyraźnie poruszona.
Na trójce flesz zrobił co mógł zrobić (nic dobrego) - lampa wbudowana (nie wiadomo po co) w aparat to zło konieczne, najlepiej nigdy jej nie używać.
4 to brak światła - twarz w cieniu, przymknięte oczy...
Reasumując, trzeba dalej robić zdjęcia, broń Boże się nie zrażać. Wykorzystywać do bólu łagodne późnopopołudniowe/wczesnoporanne słońce, ładne jednolite tła (trawka, zboże na polach) i na nich przedstawiać naturalność dzieciaków.
Z doświadczenia doradzam dużo cierpliwości - ja jak idę np. na godzinkę na plac zabaw (przy dobrym świetle, z dobrymi możliwościami jeżeli chodzi o tło) to robię powiedzmy z 60 zdjęć, z czego 30 odrzucam już w aparacie.
Z pozostałych po zrzuceniu na kompa wywalam znowu połowę, a do prezentacji nadaje się z tej reszty najczęściej jedno, dwa zdjęcia... a czasem i żadne.
Do zrobienia każdej z tych 60 fotek przykładam się oczywiście jak mogę... laif is brutal - co zrobić.
PZDR