Teraz, gdy tyle mówi się o "paskudnych" i "niczemu nie służących" prowokacjach CBA, mających na celu ujawnienie wszechpanującej korupcji w szeregach władzy (nawet tej lokalnej), "pomysłowa" Gazeta Wybiórcza znów zaskakuje nas swą inwencją!
Jakoby "ujawniają" "chore" mechanizmy funkcjonowania państwa.
I teraz ogłupione takimi "rewelacjami" społeczeństwo powinno szybko zapomnieć o korupcjach i innych chamskich przekrętach rządzącej partii i skoncentrować swą "wybiórczą" uwagę na nowym problemie.
Niby sprytne .. ale czy aby panowie Michnikowcy nie zagubili się czasem, uważając Polaków aż za takich idiotów!
To, że różne ustawy dot. Szkolnictwa Wyższego i generalnie Edukacji są do dupy i robione głównie z myślą o "interesach" określonych kręgów, to wiadomo nie od dziś. I to, że generalnie działalność, pożal się Boże, Ministra Edukacji jest gorsza niż "do dupy", to też wiedzą wszyscy rodzice dzieci w wieku szkolnym i studenci.
Oczywiście, powinno się o tym pisać.
Ale czy na prawdę dziś jest dobry czas na tego typu "prowokacje"???
Oto fragment artykułu o Wielkiej prowokacji "GW"
"Gazeta Wyborcza": W ramach prowokacji dziennikarskiej "GW" ogłosiła, że Akademia Komunikacji Społecznej (w rzeczywistości nieistniejąca) oferuje już po dwóch latach studiów tytuł magistra. Na "ofertę" skusiło się wiele osób. Ludzie byli gotowi wpłacać pieniądze, byle mieć zapewnione miejsce. Jak wyliczyli dziennikarze, gdyby przyjmowali wpłaty, w tydzień na koncie "uczelni" byłoby ponad 150 tys. zł
Wymyśloną przez gazetę płatną uczelnię natychmiast zaczęli oblegać kandydaci, wykładowcy zabiegali o etat, a media o reklamy. Kandydaci zdawali sobie sprawę, że w dwa lata żadnej wiedzy się nie zdobędzie. Liczył się jednak papier, dyplom, którego "nie wypada nie mieć" lub którego "żąda pracodawca". "Szkoła" nie podawała żadnych konkretów, ani adresu, ani nazwisk wykładowców, ani żadnych zezwoleń.
Pomimo tego pół tysiąca osób postanowiło od razu podjąć naukę. 200 chciało, ale się wahało. I zaledwie 50 miało podejrzenia, czy aby uczelnia działa uczciwie, zgodnie z prawem.
Zgłaszali się też wykładowcy, między innymi Sylwia Pusz i Eugeniusz Kłopotek. Poseł PSL zastrzegł jednak, że będzie wykładał za darmo. Natomiast prezenter Tomasz Kammel negocjował gwiazdorskie stawki.
"Szkoła" mogła też zaistnieć dzięki reklamie. Zgłosiło się wiele firm z branży reklamowej, jak i same media, oferując promocyjne koszty reklamy.
Po publikacji "Gazety" do minister szkolnictwa wyższego Barbary Kudryckiej przyszli wzburzeni profesorowie z Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego i mówili: "Pani tu z reformami, a oto, co się naprawdę dzieje!".

.png)
.png)
.png)
.png)