napisał(a) oginioszki » 11.08.2009 13:04
Dzień drugi.
Po wypiciu porannej kawy postanowiliśmy że jedziemy poszukać Pumpatskiej Luki.Ivan nie potrfi nam za bardzo nic powiedzieć o dojeżdzie bo jak stwierdził Żitna ok blisko Pumpatska daleko droga katastrofa.No nic zdani jesteśmy na siebie,pakujemy kierowcę i ruszamy .Na szczęście prowadzi tam fajna droga i dobrze oznaczona więc po 10minutach wyskakuje z samochodu i
po krótkiej konsultacji kierowca z błyskiem w oku mówi jedziemy na łeb na szyje(niepokoi mnie)
i poraz kolejny odkładamy sesje zdjęciową ze zjazdu (błąd) na następny raz by skupić się na cudownych widokach (czytaj przerażających)
Udało się jesteśmy na dole i szukamy miejsca do zaparkowania i tu dobra rada by zawczasu zawrócić auto w kierunku wyjazdu bo potem może być z tym problem.My wysiadamy a kierowca jedzie ciut za daleko by zawrócić i musi na wstecznym cofać z górki po drodze szutrowej na szerokość autka jakieś 700m.Teraz go go na plażę i tu szok ,scenka opada... cudowna

rozbijamy nasz obóz co nie jest łatwe bo kierowca ma do nadmuchania 2 materace,fotel,piłkę,ponton i postawić parasole
rzut oka na konkurencje ...jest dobrze nie jesteśmy sami ,są też inni opaleni inaczej

można rozpocząć konkurencję p.t rozkosze plażowania
i spalić się maksymalnie
jest cudownie więc siedzimy do 17 pływając,smarząc sie i zajadając .Czas wracać wyciągamy kierowcę z wody
zwijamy obóz i udajemy się do auta,a tu szok samochodów cała masa ale jakoś udaje się nam wyjechać...10metrów i stoimy .Po chwili okazuje się że zjeżdżający w dół zblokowali się z wyjeżdżajacymi a najlepsze że na szpicy tych udających się jak my pod górę jest Włoch jadący na wstecznym

(dlatego rada o nawracaniu) .Biedak męczył się tak jakieś 500m nim udało mu sie po niesamowitych przetasowaniach z innymi samochodami nawrócić.Trwało to 30 minut nim ruszyliśmy pod górę.
Ale plaża jest warta takiej przygody.