Z Dvernika do Poznania kawał drogi, dlatego też, w drodze powrotnej zaplanowaliśmy sobie przerwę.
Postanowiliśmy zobaczyć Skocjanske Jame w Słowenii. Wiedzieliśmy, że do jaskiń można wchodzić do godziny 17.
Na przystani promowej w Sucuraju byliśmy nawet dosyć wcześnie. Niestety długi okres oczekiwania w kolejce na prom spowodował, że szansa dotarcia na miejsce o odpowiedniej porze dramatycznie zmalała.
Jadranka była jednak pusta.


Wstąpiła więc w nas nadzieja, że może jednak zdążymy.
Mijaliśmy kolejne nadmorskie kurorty

i miejsca, które dopiero kurortami będą.

Szło nam dobrze, tym bardziej, że coraz silniejszy wiatr, wiał nam w plecy.
A właściwie to w bagażnik.

Podjazdy, zjazdy, zawijasy urozmaicały jazdę.

A potem pojawił się dymek.

Potem drugi, bliżej.


Mimo, że ruch był nieduży, na autostradzie pojawiły się ograniczenia prędkości.


Ogień i dym były blisko, w samochodzie zaśmierdziało spalenizną.

Latały samoloty straży pożarnej, jeździły wozy bojowe Vatrogasci.


Jedne bliżej, inne dalej, pożarów było tego dnia wiele.

Jedna sprawa się wyjaśniła.
Jaskiń dzisiaj nie zwiedzimy.
Ale jak mówił pan Michał do Basieńki
nic to.
Zrobimy sobie na miejscu spacer górą a jaskinie zwiedzimy jutro.
cdn
