napisał(a) Użytkownik usunięty » 07.01.2013 19:11
jest poniedziałek, knajpa, ruch zerowy, cała obsada (kelnerzy, kucharze, barmanki, szatniarz) pod sporym wpływem alkoholu....
przychodzą dwie Angielki, siadają na moim rewirze, podchodzę, podaję karty, potem idę po "order"....jedna zamawia polędwicę po angielsku, druga udko z kurczaka....ok, wyczekowałem na kuchnię i próbuję wytrzeźwieć:))))
po paru chwilach odbieram z kuchni.....i niosę.......i coś mi nie gra.......niosę polędwicę po angielsku i...............gicz cielęcą:)))))))))))))))
zaczynam trzeźwieć i to dość szybko, ale twardo idę do stolika. podaję polędwicę, potem gicz....kobitki zaniemówiły, patrzą to na siebie, to na mnie, to na gicz, i tak parę razy:)) w końcu ta co udko zamawiała pyta z nieukrywanym zdziwieniem.....
this is chicken???
a ja już trzeźwy dumnie odpowiadam:
yes, this is Polish chicken!!!:))))
i wszyscy w śmiech:))))))))))))