Do Warszawy przyjechaliśmy późnym wieczorem, z samego rana ustawialiśmy nasze gadżety
Pogoda była pod psem, zimno, deszczowo-sniegowo. Skończyliśmy około 15-tej we wtorek.
Jedyne o czym marzyłem to basen i piwo. Wieczorem pojechaliśmy do VAPIANO, czy jakoś tak. Świetne pasty i pizze, desery też, o winie nie wspomnę.
W środę przez brudne szyby elewacyjne naszego hotelu zobaczyłem słońce !!!
Kilka fotek sprzed hotelu.
Dużo macie tego szkła na budynkach
Z moich ambitnych planów odnośnie zwiedzania nici. Mieliśmy kilka spotkań odnośnie imprez wiosenno-letnich, więc jedyne co mogłem zrobić, to pstryknąć kilka fotek z samochodu
Wieczorem trzeba pojechać do pracy.
Mieliśmy szeroki dostęp, mogliśmy zaparkować pod stadionem, kontrola była dość skrupulatna, lusterka, pies w bagażniku.
Parking jest pod całym stadionem, wyższy poziom jest na poziomie murawy, więc mniejszy. Sporo rządowych limuzyn i Vipów, obok nas zaparkował samochód L.Millera.
Pochodziłem chwilkę po trybunach.
W czasie meczu musieliśmy usunąć te barykady z dróg wyjściowych, chłopaki parowali jak konie po orce.
Na górze schodów kibiców witały dziewczyny.
Kiedyś Warszawa była mi obojętna, nie darzyłem jej ani sympatią, ani antypatią. Gdy kilka lat temu pracowaliśmy przy pielgrzymce Benedykta w Warszawie wynajęliśmy całe mieszkanie na starówce, mieszkaliśmy tam kilkanaście dni i wtedy polubiłem stolicę.
Warszawa jest OK !
