napisał(a) Użytkownik usunięty » 05.09.2011 09:12
Dzień Dobry Bardzo.
Do kitu z tymi nowymi samochodami, żona wczoraj pojechała odwieźć siostrę na dworzec, wracając zatrzymała się pod sklepem. I tak już została. Samochód nie odpalił.
No i klops my w Opolu do domu 200km, niedziela, wszystkie warsztaty pozamykane. Dobrze, że dzień wcześniej piłem z kumplem,który opowiadał, że jego kuzyn ma zakład mechaniczny no i jakoś się dogadaliśmy, że kuzyn się zgodził podpiąć komputer i zdiagnozować co się stało.
Diagnoza brzmi: padł jakiś sterownik ale nie wiadomo jaki. Trzeba szukać.
No więc pożyczyłem auto od wujostwa i wróciliśmy w nocy.
Jestem strasznie zły na to auto bo wyobraziłem sobie gdybym był gdzieś w Polsce w interesach i mnie coś takiego spotkało, a nic nie zapowiadało tragedii

. Pieprzona elektronika.