napisał(a) andy_n » 02.03.2012 12:30
Dubrownik
Po przyjeździe do Draśnic, przez kilka pierwszych dni nasz wypoczynek ograniczał się jedynie do pokonywania trasy dom-plaża-dom
Jednak taki stan nie trwał długo. Postanowiliśmy pojechać do Dubrownika, aby zmierzyć się z tymi otoczonymi mitami murami miasta.
Wszyscy, z którymi rozmawialiśmy uprzedzali nas, abyśmy koniecznie wyjechali bardzo wcześnie rano, tak aby we wczesnych godzinach porannych wejść na mury. Później jest totalna patelnia i możemy tej zabójczej trasy nie pokonać.
OK. Tak też zrobiliśmy. Ok 6 rano, wyspani i spakowani ruszyliśmy do Dubrownika. Tyle tylko, że od samego początku wszystko szło niezgodnie z planem.
Otóż całą drogę jechaliśmy w ....deszczu
Jedziemy, jedziemy, Dubrownik coraz bliżej a deszcz jak siąpił tak siąpi.
Mimo niesprzyjającej pogody problem z zaparkowaniem oczywiście był.
Po kilku "kółeczkach", wjechałem w jakąś boczna uliczkę i tam znalazłem wolne miejsce parkingowe. Niby parkomat w okolicy był, ale zaparkowane samochody żadnych kwitków nie miały.
Taki mieliśmy widok z parkingu
i kawałek dalej
