napisał(a) janniko » 22.02.2009 09:56
Słyszałem wypowiedzi na temat Chorwacji:
- Było super, piękne morze, świetne jedzonko itp, .. gdyby tylko nie te paskudnie hałasujące owady (cykady, czy jak je tam zwał)!!! Głowa mnie bolała przez nie cały czas! Nigdy więcej!
No i szczena mi opadła.
Nie wiem jak wy, ale ja czekam cały rok na te dźwięki, które są dla mnie jedną z najpiękniejszych symfonii jakie stworzyła natura..
Lubię raniutko wstać i wyczekiwać na pierwszego "zaśpiewujacego". Zazwyczaj jeden zaczyna "żąrzać", potem odpowiada mu drugi lub drugi i trzeci, potem zapada na kilkadziesiąt sekund cisza i ... walą z grubej rury całą orkiestrą z chórem włącznie.. Łoł.. to jest to!
My to uwielbiamy. W dzień spokojnie przy tym "hałasie" usypiamy na popołudniową drzemkę ...
No, ale ludzie mają różny poziom wrażliwości. Dla niektórych stracone wakacje to wakacje bez nan stop drącego się radyjka i przez cały dzień lecącego diskopolo lub nie daj Boże "hajli-hajla" lub co gorsza "Jożik z bażen".. (brrrr.. w tym roku dopadło mnie na kilka dni w Żulianie szczęście przebywania na campie w towarzystwie grupki Czechów po 60-tce.. łoł.. nasze "Majteczki w kropeczki" lub "Biały Miś" wysiadają w przedbiegach.. choć uważam poza tym Czechów za b. fajnych towarzyszy wakacji... )
A ja tam wolę zdecydowanie hałas tych kochanych robaków..
