napisał(a) hajduczek » 26.09.2009 17:15
teraz śmieszna sytuacja z mojego małżeństwa ,ale wtedy mi ręce opadły
-dzień imienin męża -styczeń -srodek zimy
-zaproszone 20 osób
-piec pełen garów
-piekarnik pełen
-% się chłodza
-ja biegam od zelazka do kuchni (teraz myślę ,że mogłam wziąć żelazko do kuchni mniej bym biegała)
-ok. godzina do przyjścia gości ...szybko do wanny i myśl:.a co robi moja druga połowa ,bo w tej bieganinie zapomniałam o nim
- wyskakuje z wanny pełna nadziei ,że choc nakrył do stołu.....aleee szukam...szukam ...jest...kochanie co robisz ?pytam........"jak to co....sprzątam balkon !!!!"
męska logika

fakt to było wtedy niezbędne
