Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Brač A.D. 2009

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
bl
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 06.04.2010
Brač A.D. 2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) bl » 11.04.2010 23:42

Czytam od dłuższego czasu Wasze relacje... Przywitałem się już w przeznaczonym do tego miejscu... To może kogoś zainteresują moje wspomnienia z ubiegłorocznej wyprawy do Chorwacji?
Ano, zobaczymy!
:)

3 lipca
Nareszcie!
Wstaję kwadrans przed piątą; plany są bardzo ambitne: chcemy wyjechać o szóstej. I prawie się udaje. Ruszamy: ja, żona i nasze dzieciątka: 9-latek i 7-latka, spod domu w Warszawie o wpół do siódmej.
Ha!
W Jankach odbijamy na Katowice: kierunek Cieszyn. Chcemy przejechać jak najwięcej przed śniadaniem. I chyba całkiem nieźle idzie; na pierwszy posiłek zatrzymujemy się dopiero na Śląsku, gdzieś przed Tychami.
Podczas studiowania ściennego menu (jajecznica z szynką czy bez szynki?; a może parówki? co za wybór!) dzwoni moja komórka. To pani z Booking.com, za pośrednictwem którego rezerwowaliśmy hotel tranzytowy w Grazu; właśnie hotel raczył poinformować, że nasze miejsca zostały już rozdysponowane, ale nie powinno nas to zbytnio martwić, gdyż załatwiono nam pokoje w innym hotelu, co najmniej tej samej klasy. I to, niespodzianka, w Grazu. Czy zgadzamy się na to rozwiązanie?
Czy się zgadzamy? A czy mamy, kurczę, jakieś inne wyjście poza jazdą bez noclegu po drodze?
Około wpół do dwunastej jesteśmy na Ostatniej Stacji Benzynowej przed przejściem w Cieszynie. Tankujemy do pełna; powinno wystarczyć do Grazu. Krótkie rozprostowanie kości i dalej w drogę.
Chwilę wcześniej dzwoni ponownie pani z Booking.com, informując, że poprzednia informacja jest już nieaktualna, i że pierwotnie zarezerwowane przez nas pokoje są jak najbardziej do wzięcia.
No, zaczyna się nieźle.
Mijamy Trzyniec, Cadcę, Żylinę. Tam wpadamy na autostradę i, nie licząc przebicia przez centrum Poważskiej Bystrzycy (kiedy, ach, kiedy Słowacy skończą wreszcie budowę obwodnicy tego miasta?), trzymamy się jej aż do Grazu.
Po drodze Bratysława, potem autostradowa obwodnica Wiednia. Szast prast i obie stolice zostają za naszymi plecami. O czym tu pisać?
W Grazu (minęła właśnie siedemnasta) rzecz jasna nie mogło obejść się bez małego błądzenia; labirynt jednokierunkowych uliczek nie myli chyba tylko najstarszych tubylców. A co tu mówić o nas, którzy trafili (czyt. pobłądzili) tu dopiero po raz trzeci? W końcu jakoś udaje się wydostać na właściwą ulicę. Parkujemy pod hotelem, wprowadzamy się i chwilę później ruszamy na obiad do naszej ulubionej knajpy. O, do tej:

Obrazek

Piwo, niesamowicie przyrządzony gulasz. Dzieciaki rozpracowują makaron z kapustą. Właściwie dopiero teraz, przy szklance chłodnego trunku, zaczynam czuć, że jestem na wakacjach.
Do hotelu wracamy okrężną drogą; starówka Grazu w zapadających ciemnościach warta jest tego poświęcenia.

Obrazek

Zasypiam bez problemu; nie przeszkadza mi nawet stosunkowo duży ruch samochodów pod oknami, głośne rozmowy klientów hotelowej restauracji i brak klimatyzacji. Przejechane za kółkiem niemal 950 kilometrów robi swoje.
Ostatnio edytowano 14.04.2010 08:04 przez bl, łącznie edytowano 1 raz
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45312
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 12.04.2010 06:44

I to mi się podoba.
Przywitać się i jechać z programem...
Nie oszczędzaj na zdjęciach.
Pzdr
Ostatnio edytowano 12.04.2010 13:09 przez Vjetar, łącznie edytowano 1 raz
renatalato
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4897
Dołączył(a): 04.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) renatalato » 12.04.2010 07:21

Pisz i wklejaj, czekamy...
Bodzioch Marek
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1110
Dołączył(a): 13.03.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Bodzioch Marek » 12.04.2010 13:01

ej no co jest..?? czekamy :wink:
bl
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 06.04.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) bl » 12.04.2010 13:20

Nie wszystko na raz; ponoć dobrze jest stopniować napięcie!
;)
Wrócę z pracy, dzieci pójdą spać... A wtedy...
:)
wojtap
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 186
Dołączył(a): 27.03.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojtap » 12.04.2010 13:28

Dobrze się zaczyna, dawaj dalej. Chyba w tym roku też sie zatrzymamy w centrum Grazu a nie oekotelu. W końcu trzeba zobaczyć tą starówkę.
anakin
Junior Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 28536
Dołączył(a): 11.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) anakin » 12.04.2010 13:29

No to czekamy...........aż dzieci zasną.... :wink:
bl
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 06.04.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) bl » 12.04.2010 13:50

wojtap napisał(a):Dobrze się zaczyna, dawaj dalej. Chyba w tym roku też sie zatrzymamy w centrum Grazu a nie oekotelu. W końcu trzeba zobaczyć tą starówkę.


Starówka Grazu jest naprawdę godna uwagi. Ze szczególnym uwzględnieniem góry zamkowej (ech, ta wspinaczka i widoki na miasto; wieczorem postaram się wrzucić kilka zdjęć sprzed dwóch lat).
A do oeketelu parą koni by mnie nie zaciągnięto. Pobyt w podwiedeńskiej edycji kilka lat temu spowodował nie lada traumę tak u mnie, jak i u reszty rodziny.
bl
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 06.04.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) bl » 12.04.2010 19:37

Obiecane fotki z Grazu. Lipiec 2008:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przepraszam za stosunkowo słabą jakość - zdjęcia były robione zwykłą idiot-kamerą.
bl
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 06.04.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) bl » 12.04.2010 22:13

4 lipca
Pobudka o siódmej. Śniadanie, pakowanie, załatwianie formalności w hotelu.
O dziesiątej otwierają w Grazu sklepy. Wcześniej pracę rozpoczynają sklepy spożywcze i piekarnie. W jednej z nich robimy zaopatrzenie w pieczywo; chorwackie buły jakoś niespecjalnie nam odpowiadają.
Chwilę później czatujemy pod sklepem z tamtejszymi czekoladkami:

http://www.heindl.co.at/en/our-specialities/famous-products

Najbardziej smakują nam te w kształcie talarków (Grazer Uhrturm Taler), w zielonym opakowaniu, z wizerunkiem słynnej wieży zamkowej (zamku w Grazu rzecz jasna). Pani ze sklepu patrzy na naszą rodzinę jak na tabor cygański i z widocznym niepokojem w oczach sprawdza, czy niczego nie wynieśliśmy bez zapłacenia.
Czekoladki, całe szczęście, są pycha!
Uwagę naszą zwracają strażnicy miejscy, dość licznie reprezentowani na budzących się do życia ulicach. Gdy tylko mija dziesiąta, wszystko staje się jasne - nieszczęśnicy, którzy nie zapłacili za parkowanie, znajdą za wycieraczkami mandaciki!
Nas ten problem, na szczęście, nie dotyczy.
Wkrótce potem jesteśmy już na autostradzie. Kierunek - Słowenia. Jak co roku, mijamy czyjąś rezydencję z labiryntem w ogrodzie (żona, jak co roku, wzdycha z zazdrością):

Obrazek

Prawie jak w "Lśnieniu"; Stanleya Kubricka na podstawie powieści Stephena Kinga.
Jeszcze tylko tankowanie na stacji Shella. Na ostatnim zjeździe przed granicą odbijamy na Mureck, aby skorzystać ze słynnego już objazdu słoweńskiej tak zwanej autostrady.
Spore wrażenie robią na nas widoki austriackiej prowincji; zadbane wioski, wychuchane miasteczka. Widoki jak na pocztówkach! Dopiero teraz widać ile człowiek traci, przemieszczając się bezrefleksyjnie jakże prozaiczną autostradą!
Słowenia tuż za graniczną rzeką to jednak trochę inny świat. Więcej dziur w jezdni (nie na tyle dużo jednak, by nie dało się przejechać), uboższe domy.
Odrobina błądzenia w Ptuju; skręcamy na jednym z ostatnich skrzyżowań w prawo zamiast w lewo. Szybko jednak udaje się błąd naprawić. Jeszcze trochę jazdy i już jesteśmy na granicy. Kolejka zaskakująco niewielka, czekamy na przejazd może z dziesięć minut.
I oto jesteśmy. Witaj, Chorwacjo!
Nieco po siedemnastej dojeżdżamy do Splitu.
Chmurzy się od pewnego czasu, jest dość chłodno. W końcu lunęło - istne oberwanie chmury! Z emocji chyba (bo niby z jakiego innego powodu?) udaje mi się pomylić ulice. Musimy zawracać; po chwili jesteśmy już jednak na właściwej drodze do przystani promowej. Deszcz wciąż pada, choć jest już nieco słabszy.
Żona wyskakuje przy kasach, biegnie po bilety, ja jadę z dzieciakami zająć miejsce w kolejce do promu. Niestety spóźniliśmy się kilkanaście minut, przez co musimy czekać kolejnych kilkadziesiąt na następny.
I wreszcie jest! Przechodzimy znaną nam już z ubiegłego roku procedurę załadunku, chronimy się przed wciąż padającym deszczem pod pokładem.
Miny mamy nietęgie. Jesteśmy w Chorwacji trzeci raz, i jeszcze nie mieliśmy okazji doświadczyć tak długotrwałej ulewy. Tak to mają wyglądać nasze tegoroczne wakacje?
Obawa tym większa, jeśli się zważy, iż od dobrego miesiąca obserwowaliśmy dostępne w internecie prognozy pogody dla Splitu; prognozy te nie napawały nas, delikatnie rzecz ujmując, zbytnim entuzjazmem: chłodnawo, pochmurnie, wietrznie, deszczowo...
I co? Im bliżej Brača, tym deszcz coraz słabszy, coraz mniej chmur, a coraz więcej słońca. A gdy wyjeżdżamy z promu, okazuje się, że w Supetarze prawie w ogóle nie padało! Ot, pogrzmiało trochę nad górami, spadło trochę deszczowych kropli tu i ówdzie... I to wszystko!
Z Supetaru mamy rzut beretem do Splitskiej, gdzie czeka na nas zarezerwowany jeszcze w styczniu apartament. Droga prowadzi niemal cały czas nad samym morzem. Po lewej woda, po prawej - gaje oliwne i las. Wreszcie zaczynamy czuć, że jesteśmy w Chorwacji.
Do Splitskiej wjeżdżamy drogą prowadzącą tuż nad brzegiem morza. Z jednej strony mamy wodę z kamienistymi mini-plażami, pustawymi o tej porze (dochodzi dziewiętnasta), z drugiej - niedostępne, zalesione zbocze; las wkrótce ustępuje miejsca domkom z apartamentami do wynajęcia.
Nasz apartament znajduje się w domku posadowionym mniej więcej w połowie zbocza. Wjazd - po krętej, wąskiej uliczce; w niektórych miejscach nie ma szans, by minąć się z pojazdem nadjeżdżającym z naprzeciwka. Gorzej ma ten jadący w górę: po prawej niczym nie zabezpieczone zbocze; jeden niewłaściwy ruch kierownicą i możesz zacząć toczyć się, bracie, do czyjegoś ogródka.
Ale na szczęście nic z naprzeciwka nie nadjeżdża (tym razem), tym bardziej, że ciąży nam wypełniony bagażami kuper samochodu. Szkoda tylko, że nie możemy podjechać pod sam budynek; czeka mnie jeszcze kilka kilkudziesięciometrowych spacerów z naszymi bagażami...
Lokum zaskakuje nas in minus; na zdjęciach w Interhome nie widać mrówczych ścieżek wokół drzwi wejściowych i twórczego chaosu w przydomowym ogródku. Żona niemalże mdleje na widok połamanych pudełek, krzesełek i Bóg wie do czego służących przeróżnych urządzeń, ścielących się pod naszym tarasem. Gospodyni stara się być miła, raczy nas domowej produkcji przepysznymi placuszkami z cukinią. Mówi do nas po chorwacku, my do niej po polsku, wszyscy udajemy, że się rozumiemy... Szczęśliwie przechodzimy na angielski i wreszcie idzie się dogadać.
Za to widok z balkonu - pierwsza klasa!

Obrazek
chitua
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 55
Dołączył(a): 19.02.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) chitua » 13.04.2010 09:39

Się zaczyna prawdziwa przygoda 8)

Po zimie jakoś tak zawsze nachodza mnie myśli - Graz, Split, Supetar... rety... to przecie inny świat... Dlaczego?! No dlaczego?!
Tez tak macie? :?

Czekam na cd!
Aldonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4123
Dołączył(a): 07.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Aldonka » 13.04.2010 12:37

Ciepłego słońca i pięknych widoków bardzo mi brak więc z tym większą przyjemnością wybieram się z Wami w Waszą podróż.

Przyznam, zaintrygował mnie hotel w Graz, tym bardziej że w tym roku już na ban jedziemy z noclegiem.
Liliana
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 191
Dołączył(a): 06.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Liliana » 13.04.2010 14:32

Chętnie poczytam Twoją relację tym bardziej, że już w czerwcu... :D
bl
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 06.04.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) bl » 13.04.2010 22:13

5 lipca

Moja rodzina wyznaje teorię, iż wakacje nie służą do tego, by w ich trakcie przemęczać się zbytnio nazbyt intensywnym programem zwiedzania czy innymi formami zwiększonej aktywności fizycznej (szczególnie w takim upale). Niezobowiązujące chlapanie się w wodzie wyczerpuje niemal w całości ich repertuar w tym względzie. Wysiłek fizyczny, sport i tym podobne przesądy są zdecydowanie przereklamowane. Od czasu do czasu udaje mi się jednak przekonać ich o tym, że fajnie gdzieś się ruszyć, by coś ciekawego zobaczyć...

Nie tym razem jednak. To pierwszy cały dzień na Braču; świeci piękne słońce, niebo z rana jest niemal bezchmurne, chmurzy się dopiero trochę później, ale niegroźnie, przynajmniej dla nas, bo gdzieś nad kontynentem.

Przyrzekłem sobie, że nie będę tracił czasu na długie wylegiwanie się w łóżku. Napędzany wczesnym wstawaniem przez ostatnie dwa dni budzę się przed ósmą. Rodzinka jeszcze śpi, przenoszę się zatem z książką na balkon.

Po śniadaniu robię mały rekonesans w Splitskiej. Moim oczom Splitska jawi się jako sympatyczna, senna mieścina, pięknie położona na kilku górujących nad dwiema zatokami wzgórzach:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Splitskiej jest jeden sklep spożywczo-przemysłowy, czynny bodaj do 19, z przerwą na sjestę w środku dnia, dość drogi, lepiej więc większe zakupy robić w Supetarze, w którymś z tamtejszych supermarketów. Do tego dwa, może trzy stoiska z owocami i warzywami, tyleż samo knajpek, w tym - pizzeria. Generalnie nie wzbudzają naszego entuzjazmu, stołowaliśmy się w nich raptem może ze dwa razy.

Zachęceni którymś z przewodników ruszamy na wschód, w stronę Postiry, w poszukiwaniu piaszczystej ponoć plaży w zatoce Lovrečina. Mijamy Postirę, potem przejeżdżamy jeszcze kilka kilometrów krętą, wznoszącą się coraz bardziej nad morzem drogą. Jest coraz wyżej; gdzież ta plaża? Ze zdjęć w google map wynikało, że tej plaży jest całkiem sporo, jest łatwo dostępna, a widzi nam się, że po prostu nie ma ona prawa zmieścić się między skałami a wodą.

A jednak; docieramy wreszcie do jednego z zakrętów, z którego ostro w dół biegnie wąska, żwirowo-kamienista drożyna; jest szeroka akurat na jeden samochód; obok nie zmieści się nawet rower, o drugim aucie nie ma co wspominać.

No co, ja nie zjadę? Zjadę - szybki rzut oka zatem, czy nic z naprzeciwka nie jedzie, i ruszam z górki na pazurki. Żonie, też kierowcy, dech zapiera (to jej wersja; ja słyszę pisk przerażenia), dzieciaki szaleją w euforii.

I już po chwili jesteśmy na samym dole. Uff, nic z naprzeciwka nie nadjechało. Parkujemy na płatnym parkingu (innego nawet nie staramy się znaleźć), choć to ogrodzone pastwisko parkingiem jest tylko z nazwy, i dawaj nad wodę.

Szeroka plaża ze zdjęć okazuje się być kilku, góra pięciometrowym pasem żółtawego, wyglądającego na czwartej czystości piasku. W wodzie pływają jakieś organiczne resztki (gałęzie, liście, tego typu sprawy), jest trochę ludzi. Żadna rewelacja, ale rodzina podejmuje decyzję: dziś już się stąd nie ruszamy, jazdy mieliśmy dosyć przez ostanie dwa dni. Najwyżej więcej tu nie przyjedziemy (i tak się też stało).

Ale woda trochę dalej od brzegu milusia. I cieplutka. I bez tych przylepiających się gdzie popadnie kawałków kory. I grzeje pięknie słoneczko. I, głupole jedne, spragnione słońca po naszym nader umiarkowanym klimacie, spalamy się na różowiutko już pierwszego dnia.

Parę zdjęć z plaży:

Obrazek

Obrazek

I tak jakoś minął nam ten pierwszy dzień. Wieczór - obowiązkowo na balkonie, ze szklanką chłodnego piwa w ręku... znaczy, ten kto może, dzieci niekoniecznie.

Obrazek
bl
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 06.04.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) bl » 14.04.2010 21:27

6 lipca

Sodomja i gomorja!

Od samego rana niebo zasłane grubaśną warstwą chmur; w ciągu dnia będzie się stopniowo przejaśniać, ale o tym dowiemy się sporo później.

Szybka decyzja: po śniadaniu jedziemy na zwiedzanie wyspy. Widoki na plażowanie są raczej mizerne.

Ze Splitskiej ruszamy w górę, do Škripu. Droga, oznaczona na mapie jako lokalna, jest całkiem niezła: bez problemu mogą minąć się dwa samochody, są nawet jakieś pobocza. Asfalt wygląda na całkiem niedawno położony.

Do Škripu są raptem trzy kilometry. To najstarsza osada na wyspie, z pozostałością murów obronnych zbudowanych przez Ilirów, z kasztelem, którego część pamięta czasy rzymskie, i preromańskim kościołem na cmentarzu. Jasne zatem, że nie mamy prawa jej pominąć. Można do niej dotrzeć ze Splitskiej również pieszo, do czego zachęcają tabliczki w centrum miejscowości, ale pomysł kilkukilometrowego spaceru non stop pod górę z bliżej niezrozumiałych powodów nie wzbudza nadmiernie wielkiego entuzjazmu u reszty rodziny.

Na skrzyżowaniu w centrum Škripu skręcamy w lewo; drogowskaz kieruje nas w stronę jego zabytkowej części. Samochód zostawiamy na niewielkim, półdzikim parkingu. Zwiedzamy Brački Muzej, w kilku salach którego zgromadzono pamiątki z przeszłości wyspy.

A potem oglądamy z zewnątrz wspomniany kasztel, przechadzamy się po cmentarnych alejkach, zaglądamy przez okienka zamkniętego tego dnia (?) kościoła, chłoniemy widoki okolicznych wzgórz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jednej z furt strzegą dwa żywe sfinksy:

Obrazek

A potem - kierunek Nerežišća. Droga łącząca to miasteczko ze Škripem oznaczona jest na wspomnianej już mapie jako regionalna, powinna zatem być w lepszym stanie od odcinka ze Splitskiej. Nic bardziej mylnego; stan nawierzchni woła o pomstę do nieba, dziura na dziurze, miejscami niezabezpieczone choćby symboliczną barierką pobocza. Na szczęście to tylko cztery kilometry, i po drodze mijamy tylko jeden samochód - i to my jesteśmy z tej właściwej strony...
:)

Przy zjeździe z głównej drogi wznosi się jakiś pomnik, przy nim - spory parking, puściusieńki. Ignorujemy go jednak i wjeżdżamy (droga wiedzie lekko pod górę, po wjeździe do miasta jest dość wąska, widoczność dla wyjeżdżających z bocznych uliczek delikatnie rzecz ujmując nienajlepsza) do samego centrum Nerežišćy. Ryneczek niewielki, przy jednej z odchodzących od niego uliczek parking na kilka, może kilkanaście samochodów. Zostawiamy tam nasz pojazd i ruszamy obejrzeć słynne bračkie bonsai.

Jest! O, proszę:

Obrazek

Zapuszczamy się jeszcze na chwilę w labirynt uliczek. Odkrywamy sklep z wyrobami kamieniarskimi, ceny jednak skutecznie odstraszają nas od zakupów.

Tymczasem pogoda się wyklarowała, chmury gdzieś znikły, jednak już trochę późno na powrót do Splitskiej i rozpoczęcie plażowania. Zwłaszcza, że powoli robimy się głodni. Głód nie przeszkadza nam jednak w podjęciu decyzji o zaliczeniu jeszcze jednego obowiązkowego punktu programu zwiedzania wyspy: Vidovej Gory.

Cztery kilometry za Nerežišćą odbija w prawo miejscami dość wąska (z trudem mieszczą się dwa samochody osobowe; przed autobusami lepiej uciekać), asfaltowa droga. Raptem sześć kilometrów, w większości przez teren porośnięty lasem, i jesteśmy na miejscu. Tłumek całkiem spory, kilkanaście samochodów, z czego jakaś połowa na polskich numerach.

Widoki... W tle - Hvar, na którym spędziliśmy zeszłoroczne wakacje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do Splitskiej wracamy przez Supetar. Trza coś zjeść, posilić się jakimiś lodami...

Końcowy odcinek drogi nr 113 i rozpościerające się z niego widoki warte są wysiłku włożonego w kręcenie kółkiem!
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018