Jak zawsze w styczniu każdego roku, jak bumerang wraca do mnie marzenie o Chorwacji. Niektórzy zaczynają swoje noworoczne postanowienia, idą na siłownię, zmieniają dietę, a ja jak zwykle, odpływam myślami w stronę Jadranu...
Zapraszam na relację, w której zobaczycie moją lipcową podróż do południowej Dalmacji. Będzie to wyjątkowy wątek, oczywiście dla mnie, ponieważ pierwszy raz ujrzałam na własne oczy półwysep Peljesac i...zakochałam się już tak na zawsze. Taką miłością, która nigdy się nie kończy i na każde wspomnienie sprawia, że serce bije dwa razy szybciej.
Kiedyś przeczytałam taki piękny, nostagiczny cytat o powrocie do domu rodzinnego i przytoczę go tu:
"Czasem po deszczu ogród tak pachnie, że można zemdleć od wspomnień".
Tak właśnie mam, jak przypomnę sobię zapach dalmatyńskiego powietrza i w głowie zabrzęczy dźwięk cykady...
Wstęp już był, szkoda zamulać, wjeżdżam ze zdjęciami.
---
W pierwszym poście wrzucę kilka fotek z drogi, bo kto nie lubi trasy do Chorwacji? Do tej pory zawsze jeździliśmy przez SK i HU, a tym razem przejechaliśmy przez kraj braci pepików, a potem wjechaliśmy do państwa, gdzie zajadają się wiedeńskimi sznycelkami. Muszę przyznać, że Czechy troszkę mnie nudziły, ale Austria już bardzo zainteresowała!
Tutaj w tle jakaś czeska fabryka i złote łany zboża
Kirchenstrasse - jesteśmy w Austrii i zamiast jechać ciągle autosradą, zjeżdżamy częściowo na landy, bo ja tak chcę - zobaczyć jak żyją nasi niemieckojęzyczni, znacznie bogatsi koledzy
Jedno z moich ulubionych zdjęć z trasy - po prostu piękne, zółtciutko złote słoneczniki. Aż czuję zapach lata, gdy na to patrzę. Pola tych oleistych roślin były znacznie piękniejsze niż winorośla, które też zdobią austriackie wzgórza w dużej ilości...
Jeszcze jest dość płasko, ale oglądamy austriackie, wiejskie zabudowania.
Trafiliśmy nawet na jakieś jeziorko po drodze. W tym uroczym zagajniku wdepnęłam w niewiadomego pochodzenia odchody, które doprowadziły mnie do płaczu, ale partner widząć, że zaraz nie wytrzymam, ogarnął mi z auta klapeczki w zastępstwie.
Przejazd przez miejscowość Enns
Zaczyna się robić górzyście!
Na horyzoncie malują się austriackie góry
Jest naprawdę ładnie i zielono!
Tu urocza miejscowość Windischgarsten (trudniej się nie dało), zatrzymaliśmy się na kawkę z naszej osobistej kawiarki. Wyciągneliśmy kuchenkę gazową i na parkingu delektowaliśmy się widoczkami. Nawet jakiś "szmeterling" załapał się na zdjęciu!
Ten kościółek wyglądał pięknie u podnóża góry
Po małej przerwie jedziemy dalej. Pojawiają się kolejne "wypierdki"...
Wjeżdżamy na granicę AT-SLO, nie na autostrady, Słowenię też chciałam obejrzeć ze strony landowej. Więcej ciekawych miejscowości po drodze!
Słowenia przywitała nas chmurami, ale też ładnym, górskim widokiem!
Moja drezynka nawet załapała się w fajnym kadrze, a że jest na gaz to dzięki niej ta podróż była mocno ekonomiczna
Później już zaczęło się ściemniać...gdy dojechaliśmy do Chorwacji zmuliło nas do spanka i wzięliśmy nocleg w miejscowości Gospic. Wyspani ruszyliśmy dalej... ale to już w kolejnym poście, a ostatnie zdjęcie całkiem ładnej rumunki w fajnym miejscu na zachętę do śledzenia wątku...

.png)
.png)
, ale też ciekawą drogą. Z przerwą na spanie jest to możliwe.
.png)
.png)
Co prawda nie Szmeterling ale raczej jakieś Fliege 
.png)
zapraszam do oglądania dalszej relacji!.png)

mini raj na ziemi!

