Makarska
Następnego dnia wybraliśmy się do Makarskiej, bo oczywiście wiele rzeczy zapomnieliśmy wziąć ze sobą

w ten sposób zaopatrzyliśmy się w kolejny garnek, kubki, kufelek i jak zwykle w przyprawy. Chodząc po mieście szukaliśmy jakiegokolwiek klimatu chorwackiego, a tam ciągle nowe, betonowe apartamenty, nawet dachy betonowe, beton, beton, beto
W końcu jednak zeszliśmy do portu i od razu lepsze widoczki:) szkoda, że to tylko mała namiastka
Popołudnie spędziliśmy na plaży. Bardzo nam się podobała, bo było dużo cienia, sama plaża kamienista. Na plaży oczywiście budki z naleśnikami, drinki i toalety

było bardzo dużo ludzi, ale chyba większość przyjeżdżała z zewnątrz, bo Krvavica to mała wioska. Woda w Jadranie mnie zachwyciła, taka czysta, przejrzysta, choć spodziewałam się, że będzie cieplejsza. Pływaliśmy z maską, ale niedaleko od plaży, bo ciągle małej trzeba było pilnować i się zamieniać, więc nie było czasu na długie wycieczki
widok w stronę portu i Bratusia
widok w stronę Makarskiej, podobno ścieżką w skale można dojść do Makarskiej, ok. 3 km, nie sprawdzaliśmy, bo średnia przyjemność dźwigać malucha
i oczywiście widok na góry, niesamowite wrażenie
przy plaży był dziwny, okrągły, opuszczony budynek, wyglądał na stołówkę i jakiś klub z dawnych lat

jak ktoś wie co to, to chętnie się dowiem
wieczorem poszliśmy do Krvavicy na jedzonko, ale wydaje mi się, ze było drogo, pizza dla jednej osoby 45 Kun, za tyle samo w Pakostane dostaliśmy pizzę dla dwóch osób i byliśmy syci