Nie chcę mnozyc podobnych tematów więc tutaj sobie pozwolę coś skrobnąć.
W piątek byłem w Poreciu. Lało. Z przerwami na oberwanie chmury.
Długi weekend zacząłem weselem pod Krakowem - z licznymi perypetiami - potem kilka dni we Włoszech - z licznymi perypetiami - by na koniec wylądować w Cro.
Najlepsza z Żon w piątek zakomunikowała, że ona musi do Porecia, bo tam na pewno jest slońce (tak mówiła spotkana rodaczka na San Pietro w Wenecji), a w ogóle to lody tam mają najlepsze na świecie.
Podweneckie Caorle pożegnało nas deszczem i po dwustukilkudziesięciu kilometrach przywitał nas Poreć. Zalany, ale woda a nie słońcem.
Przygotowaliśmy zawczasu ciuchy dla dzieciarów na zmianę i udaliśmy się powspominać wakacje 2000. Oczywiście wizyta w bazylice Eufrasjieva, oczywiście spacer po porcie i promenadzie. Woda cieplusieńka, ale tylko ta w morzu, z nieba była całkiem nieciepła za to wydawało się jej być znacznie więcej niż tej po drugiej stronie brzegu. Na osłodę oprócz oczywiście samego miasteczka i fali wspomnień nagrałem mewy "kłócące się" o kalmara czy cóś takiego na promenadzie właśnie, nawet czarny atrament był! Potem obiead i pljeskavica czyli niebo w gębie no i lody.
Lody w Poreciu to coś wyjątkowego. Najlepsze na świecie. Lodu u rodziny Hasimi to poezja podana w cyrkowy sposób. Poza tym, że Sabrik zmężniał od roku 2000 o jakieś 25 kilogramów

nic się nie zmieniło. No może jeszcze wesołe zaproszenie. Kiedyś wołali: "Kwaśniewski, Wałęsa, niech żyje! Chodźcie Polaki miliarderzy na lody!" teraz wołają "Kaczyński" dziwnie się przy tym usmiechając. Nadal problemem jest odebranie swojego loda, bo ten lata po całej slasticiarni widowiskowo, kugle lodów przed trafieniem do wafelka fruwają w górę i na boki wyrzucane i łapane własnie przez Sabrika i kompana o nieznanym mi imieniu. Rewelka. Zamwiasz loda, pokazując na smak opisany jako "Jagoda" i mówisz "jagoda" na co lodziarze oburzonym głosem "truskawka! Po polsku mówi się truskawka!" Nie fajnie i sympatycznie? Dzieciary moje stały z rozdziawioną gębą podobnie zresztą jak Najlepsza z Żon.
No dobra, ja też

Ale tylko troszkę, zdjęcia zrobiłem! Wrzucę przy sposobności.
Na koniec jeszcze jeden miły w sumie akcencik. Wracamy sobie do auta a tu jakiś starszy pan cos klepie w elektroniczny notes. O co chodzi pytam grzecznie i okazuje się, że usiłując zminimalizować ilość wody wlewającą się do auta przy otwarciu drzwi nie zwróciłem uwagi, że staję na płatne miejsce do parkowania. Skończyło się na drobiazgowym pouczeniu co i jak i życzeniu przyjemnej podróży.
Za siedem lat znowu pojedziemy, sprawdze tylko rpognozę ...