napisał(a) AgaBor » 11.09.2006 11:30
U mnie było trochę inaczej.
Przyznaję się bez bicia,że to była nasza wina.
Jechaliśmy już na Węgry i troszkę się spieszyliśmy,a przed nami chyba ktoś uczył się prowadzić Audicę,bo jechał 40 km/h,więc wyprzedziliśmy ich.Po chwili zauważyliśmy,za nami szybko zbliżające się niebieskie światełko,mąż coś powiedział-nie będe cytowała

i stwierdził,że to za nami,bo wyprzedził na ciągłej.Wysiedliśmy,trochę pogadaliśmy,chcieli 1000 kun!!! powiedzieliśmy,że nie mamy,bo już wracamy(nie mówiliśmy,że jedziemy jeszcze do Budapesztu i Słowacji).
Skończyło się na tym,że zobaczyli męża prawo jazdy(od 10 lat kierowca TIRa) trochę pogadali i kazali odjechać,bez żadnych konsekwencji finansowych.Uff odetchnęliśmy i pojechaliśmy patrząc na ciągłe...i nie tylko.