napisał(a) luk202 » 01.08.2017 13:40
Dotarliśmy do Mimic i wtedy rozpoczęły się perypetie lokalowe. Z nerwów upuściłem tel i szkiełko poszło .... - ładnie się zaczyna - myślę.
Po wyjaśnieniu człapiemy się pod górkę i szukamy właściwego adresu. Jest!!!
Właścicielka, z początku miła, pokazała nam pokój, zaznaczyła, że klima dodatkowo płatna ale za to dostaniemy darmowe Wi-Fi - generalnie go nie było a jak było to działało strasznie mozolnie. Pani Tonka szybko przeszła do konkretów i zażądała od nas dokumentów i całej kasy. Liczyła jakoś po swojemu i wyszło Jej 7dni zamiast 6. Może bym odpuścił ale teść się postawił. Dopiero córka właścicieli przemówiła mamie do rozsądku

. Ponad to chciała zrobić kopie dokumentów. Nie zgodziliśmy się i przy nas musiała wypełniać meldunki. Jakoś to przełknęła i nawet wystawiła swoją wiśniówkę.
Tak więc lokal średni, za to codzienny widok z okna - wynagradzał wszystko.
Minusem była oczywiście bliskość Jadranki i zejście do morza, za to plaża - bardzo często pusta i przyjemna. Woda cieplutka.
Moje chłopaki upatrzyli sobie Omisia, - stragany i możliwość wydawania kasy.
Oczywiście poza Omisiem był Split, Trogir i trochę Breli. Część ekipy ruszyła tez na Dubrovnik, ale ja zostałem z chłopakami (Oczywiście musiałem zabrać ich do ... Omisia

)
No i 17.07 przyszło się pożegnać. Na do widzenia dostaliśmy od Pani Tonki rachunek za złamane krzesło 70 kn - stare plastikowe.
W drodze powrotnej rodzinka poszła na Plitvickie Jeziorka - ja zbierałem siły na dalszą drogę. I dobrze bo mogłem łykać km.
Tak więc wczesnym wieczorkiem dotarliśmy do domu a w tyle głowy planowałem kolejną podróż do Chorwacji.
A kiedyś nie znałem świata poza Normandią.

- Załączniki:
-

- Wieczór w Breli
-

-

- Kierowanie ruchem w Omisiu
-

-

- Widok z sypialni.
-

-
