napisał(a) kasia23 » 12.08.2005 21:49
Wracając do Krakowa zawsze mam już dość po przejechaniu Węgier. A ponieważ Słowacja jest gorsza do przejechania niż Chorwacja i Węgry razem wziete, juz nie wysilam sie na jazde " jednym ciągiem". Wjeżdżam przez Komarno,i przed Nowymi Zamkami mijam Hurbanowo. W samym miasteczku jest fabryka Zlatego Bażanta, ale sklepu fabrycznego z powodu późnej pory nie odkryłam. Po lewej stronie mijam rózowy hotelik. Mijam, ponieważ kiedyś z jego okien wyglądały takie ciekawe panienki, że od tej pory go omijam. WAŻNE !!!
Można tam zjeść dobrą kolację ale nigdy tam nie parkujcie!! Kolejny rok przed tym lokalem nie działa latarnia. Naiwni przejezdni tam parkują a po posiłku uiszczają mandat dziwnie wynurzajacym sie z mroku milicjantom. Wiem to z własnego doswiadczenia i myślę że awaria tej latarni nie jest czystym przypadkiem. Po posiłku jadę dalej w strone Nowych Zamków. Praktycznie za Hurbanowem, po prawej stronie jest hotel Stary Orzech. To prawda : późny Gierek ale po 800 km. dobre i to. Cena - za 5 osób 1050 koron.
Jeszcze jedno - przez Węgry nigdy nie pchać sie na Budapeszt. Gnam na GYor. Szombately, Kormend,Nagykanizse. Wieczorem można pokonać Wegry w 3 godziny i to skodzianką
Pozdrawiam K.23
