napisał(a) leopantera » 16.08.2016 16:16
Kapitan wyciąga z czeluści stolik i stawia jakieś rybki. Cieniutkie, cieniutkie, ale smak ... gdyby nie zagrycha w postaci chleba i oliwy kto by to wytrzymał - sama sól. Po zakąsce prawie wszyscy chcą rakiji lub wina tym bardziej, że kapitan oznajmił iż ma problem z silnikiem i musi zawinąć do portu...
ale po drodze trafiały się i takie okazy
Załatwił, że obiad zjemy w innej konobie, bo do tej zaplanowanej to nie dopłyniemy, za to po drugiej stronie była taka zatoczka
i takie cuda pływały w okół nas
W drodze powrotnej silnik działał bez zarzutu (kapitan kontaktował się z mechanikiem telefonicznie), ale wycieczka skrócona bo trzeba wracać do Sali. I znowu po raz kolejny z nadzieją spotkania delfinów i wielkie NIC.
Ostatnio edytowano 16.08.2016 18:24 przez
leopantera, łącznie edytowano 1 raz