Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Balkan Express cz.1

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005
Balkan Express cz.1

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 31.08.2005 13:35

Witajcie!
To zapowiadana relacja - Chorwacja i Czarnogóra (3-26 sierpnia). W planach była jeszcze Albania, ale za trzy tygodnie to przecież niewykonalne, kiedy wszędzie po drodze tak ślicznie!!!!!!! Tzn. w Albanii na północy juz byłyśmy kilka lat temu i myślałyśmy, że znów się ponapawamy urokami, ale się nie udało. Za to plany czarnogórsko-albańskie na przyszły rok juz są!!!!!

Podróżowałyśmy trochę inaczej niż większość forumowiczów - bo nie własnym samochodem, ale z całym dobytkiem na plecach i najróżniejszymi środkami lokomocji :-). I jeszcze - może się narazimy części forumowiczów, ale musimy napisać: z naszych obserwacji - Chorwacja to kraj śliczny, ale Czarnogóra to dopiero raj dla takich włóczących się jak my!!!! Chorwacja jest już trochę zepsuta turystami - i drogo i z tą pomocą tubylców różnie. Nie najłatwiej np. łapało się tu stopa, ale jak wyjaśniali nam świetni młodzi Chorwaci spotykani na przystankach, to jeszcze rezultat wojny - ludzie stali się bardziej zamknięci i mniej ufni i tak na razie pozostaje. A pierwszym kierowcą, który się nam zatrzymał i podrzucił z okolic Pirovaca na Murter, nadkładając dla nas drogi, był... kierowca VW Golfa - Serb z Belgradu!!! I od tej chwili w ogóle pokochałyśmy kierowców wszystkich niemieckich aut, a zwłaszcza VW - bo to oni zawsze się zatrzymywali.

Wracając do Chorwatów - na najwyższe uznanie na pewno zasługują ekipy w biurach informacji - nie dość, że wybitni językowo, to jeszcze kompetentni w najwyższym stopniu!!! Na ich pomoc zawsze mogłyśmy liczyć! W odróżnieniu od wielu innych - ileż to razy tubylcy zapytani o drogę tu czy tam, jakoś nigdy nie byli w stanie uzgodnić jednej wersji. Że nie wspomnę o staruszku, który o godzinie 22.00 na przedmieściach Dubrownika zapewniał nas, że stąd jedzie autobus do Orasaca, po czym się okazało, że tam się autobus akurat nie zatrzymuje, a dziadek czym prędzej pośpieszył z chęcią pomocy, że za 15 euro podrzuci nas na dworzec skąd na pewno autobus odjedzie... W tym momencie uświadomiłyśmy sobie, że potrafimy bardzo brzydko mówić i tylko wrodzony szacunek dla siwych włosów powstrzymał nas przed przeniesieniem staruszka do krainy wiecznych łowów. Poradziłyśmy sobie, zostawiając za sobą jego cwaniackie spojrzenie, ale juz żadnemu Chorwatowi zapytanemu o autobus nie zaufałyśmy. No to tyle marudzenia - za chwilę zacznę tak naprawdę od początku, choć najbardziej by się chciało dojść już do ostatniego etapu podróży - bajecznej pod każdym względem Czarnogóry!!!!!

A tak w ogóle - jesteśmy otwarte na wszystkie pytania związane z takim trochę traperskim podróżowaniem :-). Spróbujemy tu opisać jak „to zrobić”, żeby było tanio a tym samym miło :-).

Bilety na tanie latanie ze SkyEurope z Bratysławy do Zadaru miałyśmy w kieszeni od stycznia (180 zł w dwie strony), pozostawało więc tylko dotarcie do stolicy Słowacji. Z naszego Bielska to żaden problem - najtaniej do Zwardonia za złotówki (pociąg o 13.45), potem od razu przy stacji w Zwardoniu przesiadka do autobusu do Czadcy (kursującego w zastępstwie słowackiego pociągu, bo remontują tory) i bilety za 18 koron . Potem podróż do Żiliny i stolica Słowacji. Pociąg z Ziliny do Bratysławy (316 koron) strasznie się opóźniał, więc żeby na pewno zdążyć postanowiłyśmy się dopytać ile kosztuje dopłata do Inter City. I... 20 koron słowackich!!! No i w luksusie dotarłyśmy na dworzec główny. Stąd trzeba na lotnisko - gdzieś co 15 minut sprzed dworca (kierując wzrok przy wyjściu na prawo) odjeżdża autobus nr 61 - bilety należy kupić w automacie, kierowcy nie sprzedają. Za człowieka i bagaż - 26 koron. Załapałyśmy się na kurs przed 23.00. Potem noc na lotnisku - super wygodnie - można się wyspać na miękkich poduchach (co doceni każdy kto ma w perspektywie 3 tygodnie na karimacie :-)).

A rankiem nasza pierwsza przygoda - odprawiłyśmy bagaż i... na kawę. Co jakiś czas kogoś wołali, więc któraś z nas rzuciła tak tylko: słuchaj uważnie, bo jak po słowacku wywołają twoje nazwisko to nie zrozumiesz - hihi. I w tym momencie słyszę jak mnie wołają!! Nie powiem - mały stres. A tu młody człowiek zaprasza mnie do małego pomieszczonka, przy nim stoi mój plecak, i sysze po słowacku (tak to zrozumiałam): „mate bombu!” i jeszcze mi pokazuje na plakacie, jakbym nie zrozumiała, jakieś malunki z arsenałem niemalże nuklearnym i że coś z tego siedzi w moim plecaku. No pusty śmiech, bo od kilku lat zawsze na przejściach granicznych mam problemy z bagażem, zawsze mnie przeszukują, choć nigdy w plecaku nic nie ma!!! No po prostu twarz żony terrorysty!!! No i pan grzecznie poprosił o wypakowanie bagażu. Wypakować plecak, w którym wszystko, co niezbędne na trzy tygodnie upchnięte kolanem!!! I nawet nie zabrałyśmy małej butli gazowej, bo wiedziałyśmy, że nie wolno. Ech...
Na dodatek przy tym wszystkim rozlał się szampon do włosów - wiecie - timotei do brązowych włosów - takiż ma szampon kolor... Przez pół lotniska niósł się zapach kosmetyków z roślin używanych przez kobiety Orientu :-) (aaaaaaaaa!!!!!!! Może to właśnie ten powód do podejrzeń terrorystycznych!!!). A bomby ani śladu! Podsuwałam już nawet pomysły panu z ochrony: może dezodorant? A może śledzie z namiotu? No nawet razem nic nie znaleźlim. To go pytam jak sztuczna inteligencja: a może by mi powiedział, w którym miejscu ta bomba w plecaku, to łatwiej będzie szukać. A on na to, że to nie on, że to koleżanka w komputerze widziała. Cóż miał zrobić - okleił mi bagaż żarówiastą różową taśmą, że sprawdzony i załadowali tę bombę do samolotu. Żeby było weselej koleżanka podróżniczka wiozła w plecaku pięć 30-centymetrowych gwoździ budowlanych i to żadnych emocji nie wzbudziło...

Chorwacja o 15.10, 4 sierpnia przywitała nas chmurami i zimnym wiatrem. Oj wiedziałyśmy, że nie jest dobrze - nie zabrałyśmy śpiworków, no bo przecież to miał być ciepły kraj!!!!!! Chciałyśmy na któryś z campów w okolicy Bibinja albo Sukosanu, w ostateczności na nieszczęsny Borik w Zadarze, ale najpierw trzeba się było wydostać z lotniska. Razem z nami stało kilkoro Słowaków. Powiedziano nam, że autobus dopiero o 18. Została tylko taksówka - i tak nas i parę Słowaków taksówkarz oskubał po 20 euro - Słowacy chcieli do hotelu na Boriku, nam było więc po drodze na camp. I tak pojechałyśmy. Dziś wiemy, że bez sensu!!! Bo, żeby dostać się do centrum Zadaru, a właściwie do dworca autobusowego, należy: wychodząc przed lotnisko iść w prawo i stąd dojść do głównej drogi. Stojąc plecami do lotniska łapiemy stopa jadącego w lewo (tam kolodvor - tzn. dworzec autobusowy!!!) bądź czekamy na licznie przejeżdżające tu autobusy i po kwadransie jesteśmy w Zadarze.
A ten taksówkarz-zdzierca obwiózł nas po okolicy i musiałyśmy spędzić noc na trzygwiazdkowym - hehehehe - Boriku. Tu za ciężkie pieniądze - brud, smród, prysznice bez drzwi, że o braku ciepłej wody nie wspomnę (tzn. nie jesteśmy księżniczkami i tak w ogóle to nam to nie przeszkadza, ale jak zobaczyłyśmy potem jak goszczą turystów campy jednogwiazdkowe i za jakie pieniądze, to pozostaje nam tylko ten Borik odradzać!!!

Wizyta w biurze informacji turyst. koło Borika - dziewczyny - jaki tam facet :-)!!! Nic tylko milion pytań przygotować:-). No i już potem wieczorny spacer po zadarskiej Starówce (ale bez pana z informacji) - pozwolił powoli oddychać chorwackimi klimatami. Pierwsze na chorwackiej ziemi foty, pierwszy zachód słońca i modlitwa o to, by zaświeciło rano, bo noc zapowiadała się zimna. No i taka była!!! Tu podjęłyśmy pierwsze postanowienie: choćbyśmy nie wiem do jakich ciepłych krajów jechały, choćby nie wiem co inni opowiadali, że noce ciepłe, śpiwór zawsze bierzemy ze sobą!!!!
Rano szybkie pakowanie i taki obrzydliwy robal pod namiotem - wijący się grubas zielony z ohydnymi łapami - jak przerośnięta zwinna gąsienica - fuuuuuuj. Czy ktoś wie co to w ogóle?

To nara tyle...ZAPRASZAMY!!!
dziekujemy!
Wiola&Ula
antek
Cromaniak
Posty: 1031
Dołączył(a): 21.05.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) antek » 31.08.2005 13:51

kurcze...tak ciekawie się zaczęło robić...a Wy kończycie?????

zaraz mi tu pisac dalej...co z tym zielonym robalem i wogóle...

( jakwieczorem wypije sie za dużo trawaritsy to malenki robaczek wygląda na dużego zielonego robala...standard)...

ale podziwiam za odwage, szarpnąć się w dwie dziołszki w taki szmat drogi....to tylko dziewczyny z Bielska mogły być:):):)hihihihihi czekamy na dalszą relację
wiech
Croentuzjasta
Posty: 169
Dołączył(a): 12.08.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiech » 31.08.2005 13:57

Babki, to się fajnie czyta. Jak często będą się pokazywać nowe odcinki?
Pozdrowienia dla bielszczanek
antek
Cromaniak
Posty: 1031
Dołączył(a): 21.05.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) antek » 31.08.2005 13:59

zaczyna się robić kącik bielski...może to lepiej omówic....przy bezalkoholowym?????:)
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 31.08.2005 14:03

No, to dajemy dalej, na zyczenie:
I potem juz kolodvor - ruszamy na Murter. Bezpośredni autobus po południu, więc wymyśliłyśmy, że podjedziemy do Pirovaca, a stamtąd stop. W tych ichnich pks-ach jeżdzi zawsze dwóch kierowców, tzn. jeden działa jako konduktor. Bilety kupujemy bądź w kasie, bądź bezpośrednio u konduktora - wpuszczą do autobusu, jeśli jest miejsce. I dodatkowo za przewóz plecaków od sztuki po 7 kun. I tu się przekonałyśmy, że bilety są przepotwornie drogie! Sam bagaż za 1 euro...
Wysiadka w Pirovacu to był błąd - chulał wiatr, zimnica, a Murter jeszcze daleko. Od Ivany na przystanku dowiedziałyśmy się, że lepiej było podjechać do przystanku dalej - „Kapela” i stąd łapać okazję do Tisna lub na Murter. Pogadałyśmy z Ivanką o autobusach (ona czeka codziennie nawet po 2-3 h bo czasem przyjedzie, a czasem nie, a innym razem nie zatrzyma się bo pełny), o tym ,że rozkłady jazdy to tylko na większych dworcach są, o autostopie (że tak niezbyt chętnie Chorwaci zabierają, a innostrancy też nie, bo, bo albo nie chcą, albo są przepakowani) I stąd nasz apel: RODACY!! Jeśli macie miejsce w aucie, zabierajcie takie siroty jak my!!! Naprawdę autostopowicze nie maja złych intencji, nie zamordują was, nie zbrudzą tapicerki, nie będą uciążliwi itp. Mimo naszych rozpaczliwych „machań” i tego, że nieraz rodacy mieli wolne miejsca w aucie, nie chcieli się zatrzymać. Tu nasze serdecznie dzięki dla dwóch chłopaków z Katowic, podróżujących oplem, którzy poratowali nas na Hvarze, w okolicy campu Milna!!! Dzięki jeszcze raz!!!

A z „kapeli”, na Murter podwiózł nas wspomniany juz przemiły Serb z Belgradu!. Słońce wciąż nie wychodziło, kiedy docierałyśmy na camp Slanica. Czy ktoś z Was posiada zdjęcia z walki chmur na chorwackim niebie???

Obrazek


Widoczki piękne, ale my wolałyśmy zobaczyć błękit... Cóż jeszcze czekałyśmy... Szukając drogi na Slanicę, skierowałyśmy nasze utrudzone stopy do biura inf. turyst., gdzie przemiła dziewczyna (jeszcze jedna obserwacja - czy zauważyliście, że kobiety tam maja takie przychrypniete, niskawe głosy :-)?) z przerażeniem nas zapytała, czy nie wiemy, że dwa dni wcześniej tam przeszła trąba powietrzna,
że byli ranni i że tam chyba camp już nie funkcjonuje! Zaryzykowałyśmy i poszłyśmy - camp funkcjonował w najlepsze. Właśnie zjeżdżały tłumy Słoweńców i Włochów. Oglądałyśmy to widowisko - lodówki, szafki na buty, kuchnie całe!!!! O matko!!! My za to wzbudzałyśmy sensację gotując wodę grzałką (przypominam - z powodu samolotu butla została w ojczyźnie) - tatusiowie tłumaczyli przyglądającym się dzieciom co to takiego, Włosi ukradkiem podglądali i patrzyli z przerażeniem jakbyśmy konstruowały bombę ( O Boże!!! To może grzałka była ta bombą z lotniska???) i tylko wśród Polaków generalnie nie było zainteresowania :-).

Murter zeszłyśmy wzdłuż i wszerz. Aha! Dla zainteresowanych - niedzielna Msza w miejscowym kościele o 8.30 i 11.00. Nie zapomnimy obfitych kształtów zakonnicy skaczącej po ławkach w celu uchylenia okien!
Pomimo mało zachęcającej pogody wykupiłyśmy w polecanym na forum biurze Coronata wycieczkę na Kornaty! I po niedzielnej nocnej burzy (ale efekty - reeeeeeeeeeety!!!) obudziło nas wreszcie błękitne niebo!!!! Podróż z wilkiem morskim Barbarinacem
obfitowała w emocje - a jakże - świntuszył jak diabli, uczył sztuczek marynarskich, a kiedy zauważył, że jesteśmy maniaczkami fotografowania, karmił mewy, coby się nam zleciały dla efektów wizualnych. No super. Problem tylko taki, że akurat tych zdjęć na naszym przenośnym twardym dysku nie ma! Dysk zwany przez nas zgrywusem, spłatał nam przeniesympatyczną niespodziankę i gdzies je zeżarł - nagrał tylko kilka..., ale cóż zrobić... Chyba tam wrócić pozostaje...Potem byl grzeczny -ZGRYWUS_ i mamy jakies GBy fotek.
Tam też podjadłyśmy pyszną makrelę, piłyśmy winko i rakiję z sympatyczną parą z Florencji, kąpałyśmy się w niesamowicie lazurowej


Obrazek

wodzie w jednej z zatoczek, do której nas przywiózł wilk morski i... to juz norma - zachwycałyśmy się okolicą.

Wieczorkami - sałatka z pomidorów z cebulką z targu - niebo w gębie!!!

Obrazek

Ten zapach słońca - ech!! Ile się tylko dało kupowałyśmy i objadałyśmy się! Na targ po południu warto zajrzeć - niższe ceny, a i za uśmiech można zostać obdarowanym nektaryną. Mniaaaam. :D :D :D
Ostatnio edytowano 16.09.2005 13:43 przez wiolak3, łącznie edytowano 1 raz
wiech
Croentuzjasta
Posty: 169
Dołączył(a): 12.08.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiech » 31.08.2005 14:03

A co na to odważne dziewczyny?
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 31.08.2005 14:10

Hmmm.... Jak dotrwacie do końca tej straaaasznie długiej opowieści i dowiecie sie jaką opinie musiałysmy zrobic polskim mężczyznom :oops: , żeby mieć spokój od Czarnogórców (na razie to chyba skomplikowane :-) ), to nie wiem czy będziecie mieli ochote na to ;-) bezalkoholowe...
antek
Cromaniak
Posty: 1031
Dołączył(a): 21.05.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) antek » 31.08.2005 14:14

własnie...co na to odwazne dziewczyny???:)

no i trzeba wiechu...chyba przygotować jakies nektarynki...na te usmiechy...hahahahaaha

Wiolak to polonistka????tak pięknie opisuje....
mama_Kapiszonka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2042
Dołączył(a): 30.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) mama_Kapiszonka » 31.08.2005 14:31

Z odległosci 222 km od B-B usilnie prosze o ciąg dalszy opowiesci i jak najszybsze uzupełnienie wirtualnego albumu. Fajna ta Wasza wyprawa!
Opowiadajcie, opowiadajcie...
Aneta

PS. Ciekawe co z tymi polskimi samcami wymyśliłyście ;-)
pklimas
Globtroter
Avatar użytkownika
Posty: 41
Dołączył(a): 27.05.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) pklimas » 31.08.2005 14:39

Polacy do Chorwacji jezdza raczj zapakowani na maxa. Nawet jak z tylu nikt nie siedzi to przweaznie jest to zawalone bagazami - np. mineralki, pontony, materace, sprzet do nurkowania itp. Autostopowiecze samochody z polskimi rejestracjami musza sobie odpuscic.
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 31.08.2005 14:45

Aneto!!! Wytrwaj - kusi mnie żebyjuz napisać, ale może jednak nie będę obniżać ciśnienia :-)

No to skoro chcecie czytać (jakie to miłe!!!), to wklejamy ciag dalszy - od Murteru dalej:

Z Murteru ruszyłyśmy przez Szybenik do Trogiru. Autobusami - jeśli ktoś zainteresowany szczegółami - cenami i rozkładem jazdy - też służymy. Za bazę w tej okolicy wybrałyśmy polecany na forum camp „U Dragana” w Kastelu Kambelovacu (wysiada się na przystanku Baletna Skola - najpierw myślałyśmy, że to autentyczna szkoła, a to tylko nazwa lokalu :-). Tu dali nam popalic rodacy, którzy urządzali sobie nasiadówy do 4 rano, nie licząc się z tym , że może ktoś ma ochotę pospać, bo musi wstać o 5 czy o 6 żeby dotrzeć tu czy tam - bez auta... Za to właściciele - bardzo kochani! Polsko-chorwackie małżeństwo - pani - Polka udzieliła nam m.in. kilku porad jak radzić sobie z komunikacją miejską (znów zdzierstwo!!!! Bilety do Trogiru po 15 a do Splitu nawet 17 kun, trzy strefy, w tym czasowe jeszcze - gdyby ktoś chciał to wyjaśnimy) i przetrwać. Przeszłyśmy także błyskawiczny kurs najbardziej przydatnych słówek i zwrotów chorwackich.

Trogir o zmroku i Split bladym świtem - obydwa bez tłumu turystów - coś pięknego! A w Trogirze jeszcze musiałyśmy zaliczyć kafejkę internetową (żeby zgrać zdjęcia z jednej z kart - zgrywus został w namiocie) - 30 kun za zgranie płytki. Ale za to miła pogawędka z właścicielem o urokach okolicy. To najbardziej lubimy - spotkania z tubylcami, z dala od turystów!
W Splicie - nie ominęłyśmy naszego ulubionego miejsca - tzn. targu owoców i warzyw. Kochamy przekupki - zwłaszcza te staruszki. Super babki są! Choć jedna mnie po tyłku sprała - pewnie z czystej sympatii - taki już mój los terrorysty - a klapsa w pupsko dostałam za to, że koleżanka zamiast kupować brzoskwinie, foty robiła :-).

Jest już 11 sierpnia - rankiem ruszamy ze Splitu promem na Hvar, do Starego Gradu. 35 kun od głowy. Na miejscu - walka o miejsce w autobusie w stronę miasta Hvar - chcemy na camp jak najbliżej miasta - nie w Jelsie lub Vrboskiej. Kierowcy stają na uszach by wszystkich upchnąć. Choć są cenniki biletów, my załapujemy się już na „ulgowe” - stoimy na jednej nodze w tłumie Włochów, a kierowca bierze mniej, ale już do kieszeni, bez bawienia się w odrywanie druczków Po drodze widzimy coś - Milna! Chcemy wysiąść, ale kierowca nie słyszy i nie zatrzymuje się. Usilnie wspomaga nas kilkudziesięciu Włochów - krewki naród - juz go wyzywają od kretynów, wrzeszczą, żeby otworzył drzwi, że dziewczyny chcą wysiąść - no wyjście miałyśmy mocne, nie ma co!!! Biedny pan kierowca... Spotkałyśmy go potem jeszcze kilka razy - trochę się bałyśmy prosić o wysadzenie nas znów w Milnej, ale był przekochany i jeszcze w dodatku gaduła- gdybyście jeszcze widzieli jak ścinał te hvarskie zakręty, pogwizdując i podśpiewując przy tym dalmatyńskie pieśni. Z wiarą w opiekę Opatrzności spoglądałyśmy tylko na święte obrazki i Różańce wiszące przy lusterku...

Camp Milna - no musimy trzy słowa: brud, smród i ubóstwo.

Obrazek


Obrazek

Ktoś tu już o tym pisał. Potwierdzamy. Plusy - śliczne plaże i dobra baza wypadowa do miasta Hvar i okolic (łącznie z opuszczonymi Malo i Vjelo Grabljem) - ale gdybyśmy były autem, to pewnie zdecydowałybyśmy się na dojazdy z campów w innych częściach wyspy). Co jeszcze warte zauważenia: cennik. Pierwsze pytanie pana campowego - skąd jesteście. I okazało się, że płacimy mniej niż inne części świata. Za nas dwie i namiot - 130 kun (i tak drogo w porównaniu z warunkami bytowymi - hehe) - a szok przeżyłyśmy, kiedy usłyszałyśmy jak podsumował Szwedki - każda płaciła 175 kun za noc od głowy!!!!

I ten camp to w ogóle dziwnawy był - miejsce na namiot musiałyśmy dosłownie odgruzować - nie było wolnego placyku. No i chyba go lubią chłopcy, bo wokół nas byli sami faceci - i w łazienkach też - wstydliwa jestem i nie wiedziałam gdzie oczy podziać, kiedy widziałam załatwiającego się przy otwartych drzwiach chłopa - w damskiej toalecie, nie mówiąc już o eksponowaniu tych torsów gladiatorów - hehe - i tego co tam mieli poniżej pasa - pod prysznicem przy odsłoniętej zasłonce.
Ale za to - dziewczyny - bezpiecznie było, bez narzucania się i komentarzy!
W Milnej też przeżyłyśmy Ribarską noc! Tzn. wiejski festyn! Była cudowna dalmatyńska muzyka, tańce, loteria fantowa i taaaaaaaaakie żarcie za 10 kun - makrele, wielka micha małży, rakija, wino (plastikowe butelki wyjmowali z wielkiej beczki wypełnionej lodem) - ale pojadłyśmy!!!

Kolejna uwaga dla zainteresowanych - niedzielna Msza w miejscowym kościele o 9.30 - ale śpiewali!!!! I to mężczyźni!!! Nawet jeśli ktoś nie ma potrzeby uczestnictwa we Mszy ze względów światopoglądowych, to żeby posłuchać jak mężczyźni śpiewają po prostu trzeba!!!
Ostatnio edytowano 16.09.2005 13:48 przez wiolak3, łącznie edytowano 1 raz
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 31.08.2005 16:05

Laski, gratuluję odwagi i fantazji :D czytam z wielką przyjemnością i witam w klubie producentów bałkańskich seriali :lol:
pzdr serdecznie
wiolak3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 808
Dołączył(a): 28.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wiolak3 » 31.08.2005 18:47

Czujemy sie zaszczycone przyjeciem do KLUBU. Uczestniczymy pilnie w lekturze Twoich i Paszczakowych relacji i prosimy o przyjecie do lobby czarnogorsko-albanskiego.
Jutro ciag dalszy, hihi!!!! :) :papa:
Diego M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 933
Dołączył(a): 28.02.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Diego M » 31.08.2005 19:13

Witajcie
Bardzo się cieszę z Waszego przyjazdu i i zabieram się zaraz do czytania
a z tego co widzę to trochę Wasze miejsca pokrywają się z moimi
tegorocznymi pobytami/Murter,Sibenik/


PS1 Jak Widzicie w Bielsku wakacyjna pogoda.
PS2 Podpisuję sie pod Antkiem -brawo dla dziewczyn z B-B
PS3 O co chodzi z tym bezalkoholowym !!!!!!!!!!!

pzdr :papa: :papa:
antek
Cromaniak
Posty: 1031
Dołączył(a): 21.05.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) antek » 01.09.2005 01:03

Diego M napisał(a):Witajcie

PS3 O co chodzi z tym bezalkoholowym !!!!!!!!!!!

pzdr :papa: :papa:


DiegoM...no jak to o co chodzi?????
trzeba się spotkać gdzieś na jakimś piwoszu i posłuchac opowieści dziewczyn "na żywca":):):)
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży

cron
Balkan Express cz.1
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018