Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 19.09.2007 18:52

SKOPJE

Po wieczorze z rakija rano się obudziłem jakiś zupełnie "wczorajszy", nie dość, że głowa trochę bolała, to jeszcze czułem lekki ból w udzie, na szczęście rakija (ta z dnia poprzedniego!!!) znieczuliła to wszystko...rano tradycyjne macedoński śniadanie, pożegnanie z gospodarzami - z wielką chęcią do nich wrócę. A później spacer na dworzec ichniejszego PKS, skąd o 9.00 miałem autobus do Skopje. Tym razem, na dworcu nie spotkałem Konrada z rodziną :( . Kupiłem bilet (cena: 400 den). Tym razem autobus był zupełnie innego sortu niż ten z Bitoli do Strugi. Ten był całkiem nowy, czysty i podróż mijała spokojnie. W porównaniu do przejazdu sprzed 5 lat zaszły pewne zmiany. Autobus "zawijał" do miejscowości po drodze - do miast, w których mieszka spora mniejszość (choć w tych miastach, to większość) albańska - Kicevo, Gostivar i chyba najbardziej albańskie z nich czyli Tetovo. Tu od razu jedna rzecz - w tych miastach na ulicach panuje wolna amerykanka, każdy parkuje gdzie chce i jak chce. Na środku skrzyżowania widziałem samochody na awaryjnych...trąbią, nie wiem, czy dla kogokolwiek spoza Macedonii to dobry pomysł, aby wjeżdżać do tych miast, chyba lepiej je omijać obwodnicami...ogólnie, droga dosyć dobra, od Gostivaru zaczyna się płatna autostrada (ceny nie znam...ale jak pamiętam, na znakach to chyba nie było drogo). Ruch umiarkowany...podróż do Skopje zajęła mi ok. 4 godzin. Pierwszą niespodzianką było to, że w Skopje przeniesiono dworzec autobusowy. Chyba dobrze zrobiono, primo: jest teraz obok dworca kolejowego, secundo: obok tego starego był taki syf, że głowę skręcało. Przed starym dworcem tabuny dziwnych elementów biwakowały czekając niewiadomo na co...przed nowym tego nie widziałem...do końca nie wiem, co było powodem przeprowadzki, ale w tym swój udział miała...gmina żydowska. Znaleźli jakieś glejty, że to był kiedyś ich teren i władze lokalne ze Skopje oddały im ten teren w użytkowanie - ma tam powstać jakieś centrum, dialogu, czy coś w tym stylu.

Dla mnie była to druga wizyta w Skopje. Podobnie jak 5 lat temu, byłem 3 dni...ale tym razem poznałem miasto nieco mniej.
Na początek jednak trochę informacji o samym mieście znajdziecie tutaj

Miasto jest ciekawie położone, w dolinie, z jednej strony otoczone przez Vodno, to góra z krzyżem górującym nad miastem. Co ciekawe w nocy krzyż jest podświetlony, ale tylko do ok. 2-3.00. Potem już nie ma iluminacji. Dziwne...ponadto, stawiając krzyż Macedończycy chcieli, aby był to teren tętniący życiem, ale nic nie wyszło. Miały powstać restauracje, ale pomysł nie wypalił...Po przeciwnej stronie Vodno znajduje się tzw. Skopsko Monte Negro. Nazwa oczywiście łatwa do odgadnięcia... :wink:

Miasto ma swoją nieco tragiczną historię, w lipcu 1963 roku stolicę Macedonii nawiedziło trzęsienie ziemi. Co ciekawe, miasto legło w gruzach oprócz...starej części miasta, która ucierpiała stosunkowo najmniej. Widać stare mury są bardziej trwałe...a co ciekawe jeszcze, to zegar na starym dworcu kolejowym zatrzymał się na godzinie trzęsienia i do dziś pokazuje czas, kiedy się to stało - dziś mieści się tam muzeum.
W Skopje przede wszystkim warto wybrać się na Stary Bazar - dawną część turecką. Charakter taki jak w Bitoli...tym razem jednak ze względu na porę dnia, wszystko niemal było zamknięte i było tam niemal pustawo...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Warto chyba jednak wybrać się w takie miejsce w dniu roboczym w szczycie. Wtedy to miejsce tętni życiem, warto byłoby usiąść gdzieś, zjeść coś turecko-macedońskiego, popatrzeć na wystawy sklepów jubilerskich, napić się kawy (jak ktoś lubi, bo ja nie lubię...). Wtedy to miejsce ma zupełnie inny charakter...nieco powyżej bazaru znajduje się twierdza Kale - twierdza zbudowana przez cesarza Justyniana I. Do dziś zachowały się mury i trzy wieże, warto jednak tam wejść na Kale, bo stamtąd jest ładny widok niemal na cały Skopje.

Obrazek

Obrazek
pozwoliłem sobie sfotografować młodych. Podoba mi się, że w niektórych krajach pary młode robią sobie zdjęcia w "ważnych" miejscach w "narodowych" plenerach. Pamiętam młode pary na Pl. Czerwonym w Moskwie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
gdzieś na tych ostatnich zdjęciach powinno być widać krzyż na Vodno.

A później można zejść na Stary Most - trochę taki jak w Mostarze, przynajmniej jeśli chodzi o budulec i może nawet po części jak chodzi o historię. Pamiętam do dziś wizytę sprzed 5 lat. Leżę sobie na jednym brzegu, po drugiej stronie młody facet kąpie się w Vardarze. Chwilę potem, gdy odszedł, usłyszałem wielki huk...już się bałem, że to nowa wojna bałkańska. Okazało się, że runął kawałek mostu. Facet miał farta, bo akurat tam, gdzie się on kąpał...no właśnie, most oddany do użytku to kolejna zmiana - 5 lat, w zasadzie był zamknięty...

Obrazek

Obrazek

najlepszy widok na most jest z promenady nad Vardarem. Warto usiąść w jakimś barze i cieszyć oczy widokiem...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
w tle powinno być widać podświetlone Kale.

Tym razem, innych atrakcji nie było...no, oprócz tego, że Maja poznała mnie z mnóstwem innych Macedończyków, głównie jej koleżanki - druga Maja, dwie dziewczyny o imieniu Daniela (w tym, jedna z Australii...), Ana i jej mąż Zlatko, a części imion to już zupełnie nie pamiętam... :cry: Zamiast zwiedzać, to się nagadałem za wszystkie czasy, może to i lepiej, bo wtedy było okropnie gorąco, w mieście odczuwa się to inaczej niż np nad jeziorem jak to było w Strudze czy w górach Pelisteru. Ale jakby ktoś chciał, to warto pofatygować się w drodze na Vodno do Sv. Pantalejmon. To taka stara cerkiew...Vodno też warto odwiedzić, aby mieć widok na Skopje z innej strony. Ani wtedy ani teraz nie byłem nad jeziorem Matka...podobno też niezły klimat. Wtedy nie można było, przynajmniej taki mi mówili...
Jeszcze jedno zaskoczyło w Skopje:

Obrazek
prawie jak w Nowym Jorku. Ciekawe tylko jak wygląda 5 Aleja w Skopje??? :wink:

3 dni zleciały szybko...i przyszła pora na odwrót. Na powolny powrót do domu. Niestety również z pracy zaczęły napływać ponaglające wiadomości, akurat mieliśmy kontrolę. Koleżanka z pokoju nawiedzała mnie smsami i zamiast cieszyć się pobytem, częściej pisałem smsy...ale chwała jej, że dała sobie radę (Wioleta, jak to czytasz, to wiedz, że jestem Ci dozgonnie wdzięczny...). Trochę mi te smsy zepsuły nastrój...powrót do Polski miałem zaplanowany pociągiem do Salonik a stamtąd samolot do Krakowa. Pociąg był relacji Ljubljana - Saloniki. Przyjechał z dwugodzinnym opóźnieniem. 5 lat temu też był sporo opóźniony. Cena biletu do Salonik ok. 600 den. Do Gevgeliji w pociągu sporo Macedończyków. W przedziale byłem z jednym z tubylców - Zlatko. Ten naopowiadał mi sporo o swoim kraju, o życiu w nim - jak mówił na tej trasie zawsze dużo turystów i można powymieniać poglądy z osobami z różnych stron świata. O nim też się sporo dowiedziałem, pracuje w kasynie w hotelu w Gevgeliji, gdzie Macedończycy nie mają wstępu, tylko dla obywateli innych państw. Gevgelija to musi być w sumie dziwne miejsce, niby małe miasteczko, ale dzięki granicy to ma sporo atutów...różnego typu. Granica macedońsko-grecka to też fajna historia. Pociąg stoi na granicy długo, przypomina mi to dawne czasy i przekraczanie granicy w Szczecinie Gumieńcach-Tantow. Niestety, tak to jest między UE-innym krajem. Ponadto, odnosi się wrażenie, że to są inne światy, o ile wieczorem na stacji w Gevgeliji jest zupełnie pusto, to już po stronie greckiej w Idomeni jest knajpa przy dworcu, gdzie wieczorem Grecy słuchają muzy, jedzą kolacją i rozmawiają. Obok mnie w przedziale jechali Niemiaszki i zwrócili uwagę na to samo...a dwa przedziały dalej była młoda kobieta, do niej przyczepiali się celnicy. Musiała wychodzić z pociągu jak ja 5 lat temu i iść do okienka po paszport. Jak się później okazało, dziewczynę spotkałem na lotnisku w Salonikach, leciała do...Krakowa. A pochodziła z...Lwowa. Późnym wieczorem, w zasadzie w nocy byłem na dworcu w Salonikach...i... :D
Ostatnio edytowano 28.02.2012 20:09 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 20.09.2007 09:00

I co, i co, i co dalej :?: Pisz :D Fajnie poznać kawałek "innego" świata o który się notabene otarliśmy w drodze do i z Grecji :D

Pozdrav :papa:

P.S. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, ale nie rób takich długich przerw .... błagam :)
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 22.09.2007 13:30

Saloniki cz. II

....no właśnie gdzieś po 23 do Salonik dojechał ten pociąg z Ljubljany. A obiecałem Vassiliki, że spotkam się z nią w drodze powrotnej, dzwonię, w domu jej nie ma, siostra mówi, abym spróbował zadzwonić na jej komórkę...no i oberwało mi się, że dzwonię tak późno, że to, że tamto, ale że możemy się spotkać...koło Łuku Galeriusza. Wydawało mi się, że to blisko dworca, więc postanowiłem pójść na piechotę. Okazało się, że to był jednak nieco dłuższy spacer...ale po drodze fajnie było oglądać podświetlone budowle. Gdy już się spotkaliśmy znów mi się oberwało, już niemal byłem wyprowadzony z równowagi i chciałem wracać na dworzec, żeby dostać się na lotnisko. Ale jakoś jej i mi przeszło i postanowiliśmy wybrać się na nocny rejs statkiem po Zatoce Salonickiej. To był bardzo dobry pomysł, do wyboru jest kilka łajb, na nich gra muza, wstęp nic nie kosztuje, ale z drugiej strony, ceny drinków są porażające, małe piwko kosztuje 6 euro. Ale warto się skusić na taki rejs, można podziwiać piękną panoramę miasta:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oczywiście na głównym planie słynna Biała Wieża - symbol miasta....

Obrazek

Obrazek

Na dwóch ostatnich zdjęciach jak się przyjrzycie, to widać łajbę jaka pływa po Zatoce oraz to niebieskie takie, to jest Hotel Makedonja. Od razu przepraszam za jakość zdjęć, primo: nie miałem statywu, secudno: na statku co by nie mówić, to trudno o stabilność...

Sam rejs nie trwa długo - coś mniej niż godzinę. Oczywiście można wybrać się po raz drugi, pewnie nikt ze statku nikogo by nie pogonił...rejsy też odbywają się dosyć często. Jak ktoś zostanie na noc w Salonikach, to polecam...
Po rejsie pożegnałem się z Vassiliki, zaprosiłem Greczynkę do Polski, oczywiście nie ma problemów również, abym ponownie przyjechał do Salonik. Ale tak szczerze, to wolę ostrożnie i z umiarem obchodzić się z Grecją. Tak raz na 5 lat, to dobra częstotliwość podroży do Grecji, przynajmniej jak dla mnie...
Trzeba było też załapać się na autobus 78N. Kursuje on co prawda tą samą trasą jak dzienny, ale ma mniej przystanków. I z tym miałem problem, najpierw jeden autobus mnie zabrał, więc zafundowałem sobie spacer z powrotem do centrum miasta. Oczywiście nie obyło się bez przygód - znów dwa "pieski" napędziły mi stracha. I to gdzieś ok. 3 w nocy...Na centralnym placu w Salonikach skoczyły do mnie, na szczęście tylko trochę poszczekały :D . W końcu udało się trafić na właściwy przystanek, dojechać na lotnisko...tam, przerażenie, kolejka do Krakowa długa na kilkanaście ładnych metrów, ale okazało się, że ta sama kolejka była też dla podróżnych do Pragi. Niemniej jednak panował tam bałagan i zamieszanie. Odprawa też skrupulatna i o mały włos, abym nie stracił mojej rakiji z Macedonii. Otóż, prześwietlono mój duży plecak. Miła Greczynka spytała mnie, co mam w plastikowej butelce. Dwa razy musiałem odpowiadać, że wódkę...na szczęście pozwolili mi to zabrać. :lol: A już się tak o nią bałem...gdzieś przy odprawie paszportowej spotkałem tą Ukrainkę z Lwowa. Rozmawialiśmy sobie po angielsku...poinformowała mnie też, że z tego pociągu jest jeszcze jedna osoba. Oj, była...była...
Jeśli chodzi o przelot, minął spokojnie, dostałem to samo miejsce - ważne i odpowiedzialne bo przy wyjściu awaryjnym. Lot mieliśmy o 4.50 (bodajże) - był piękny widok z góry na Saloniki nocą. A w czasie lotu piękny widok na wschód słońca. Była też chwila, gdy serce poszło w górę, gdy pilot przekazał nam wiadomość, że wpadamy w strefę turbulencji. Na szczęście, nie było tak źle...ba, był nawet ciekawy widok na burzę pod nami. Dziwne uczucie widzieć pioruny pod sobą...a ok. 6 rano byłem już w Krakowie. Z powrotem na polskiej ziemi. :lol: Ten dzień spędziłem w Krakowie, a jak było, to już na inną opowieść...
Ostatnio edytowano 28.02.2012 20:12 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 23.09.2007 13:27

KRAKÓW

Kraków jeszcze nigdy tak, jak dziś,
nie miał w sobie takiej siły [...]

Kraków hejnał gra - tak wita mnie,
patrzy na mnie, jakby wiedział, że
wracam po to, by choć na kilka chwil
zamknąć oczy i móc uwierzyć, że [...]

Myslovitz & M. Grechuta


Po 16 dniach podróży po antycznej Grecji, bałkańskiej Macedonii, przyszła pora na coś swojskiego. Mogłem w sumie jechać do domu, ale wolałem spędzić cały dzień w naszym, uroczym Krakowie... :lol:

Na lotnisku odprawa poszła szybko i sprawnie, trzeba było się jednak nieco przebrać/ odświeżyć, bo ranek u nas był chłodny, zapowiadał się jednak ładny, słoneczny dzień...po wyjściu z lotniska trzeba było trafić na dworzec PKP Kraków Balice, skąd odjeżdżają pociągi do centrum. Stacja znajduje się niedaleko od lotniska, spacerkiem ok. 10 minut, może mniej...na stację doszedłem akurat tuż przed odjazdem. A tam w pociągu znajoma twarz - Ukrainka z Lwowa. Obok niej inna dziewczyna. Okazało się, że była to ta druga (w sumie ze mną trzecia) osoba z pociągu relacji Ljubljana - Saloniki. Ta dziewczyna to macedońska Albanka o imieniu Valbona. Valbona studiuje w Warszawie bodajże medycynę De facto, jej rodzice mieszkają w Norwegii, więc ona dzieli swój czas między Polskę, Macedonię i Norwegię. Tak na marginesie, to rozmawialiśmy po angielsku...choć słyszałem ją mówiącą po polsku, ale tylko przez chwilę. Gdy dojechaliśmy do Głównego (ok. 15 minut), Ukrainka chciała się dostać na pociąg do Przemyśla, Valbona do stolicy. Jakoś Ukrainka się nam zgubiła, a Albanka miała parę chwil do swojego pociągu...był to wyścig z czasem. Pomogłem jej - przypomniało mi się, że w naszych IC można płacić kartą i to uratowało Valbonę przed czekaniem 2 godziny na następny tramwaj do stolicy.

A ja miałem przed sobą cały dzień...zastanawiałem się, czy nie pojechać do Oświęcimia, ale jakoś nie znalazłem dobrych połączeń. Myślałem też o Wieliczce, ale na koniec postanowiłem zostać w samym Krakowie.

Najpierw jednak, przed zwiedzaniem trzeba się posilić, a jak Kraków to wiadomo...obwarzanki:

Obrazek

Obrazek

...a gdy żołądek pełny, to w duszy zaczyna coś grać:

Obrazek

Zaskoczyła mnie ul. Floriańska, pięknie ozdobiona z okazji 750 rocznicy lokacji Krakowa. Podobało mi się niej bardzo...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A z Floriańskiej dochodzi się na Rynek...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaskoczyła mnie mnogość turystów, nie spodziewałam się, że we wtorek może być ich aż tak wielu. Zaskoczyły mnie na Rynku, te stada gołębi, co gorsze sądzę, że to zły pomysł, aby postawić ich "chałupkę" ogrodzoną płotem...ostatnio władze Wenecji zastanawiają się jak pozbyć się gołębi z ich miasta, a u nas widać władzom te ptaszki nie przeszkadzają...OK, niech sobie będą, ale ten płot i ten karmnik dla nich, to jednak bym sprzątnął...

Rynek wypełniony też był swojskim folklorem. W tym czasie w Krakowie odbywał się Festiwal - Targi Sztuki Ludowej. Było dużo kramików z ludowymi rękodziełami (pewnie i tak większość made in China...), były występy kapeli ludowych. Rynek tętnił życiem w stylu, na nutę ludową -cepeliową... :D

Później swe kroki skierowałem na Wawel...Wawel jak wygląda każdy wie...ale kilka impresji ode mnie Wam pokażę:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na Wawelu dużo turystów, bilety rozchodziły się w ekspresowym tempie, ale ja nawet nie zamierzałem pchać się na komnaty. Byłem na nich już dwukrotnie, ostatni raz gdzieś ok. rok czy półtora temu - zimą, gdy nie było dużo turystów. Zdziwiły mnie też bramki - wykrywacze przy wejściu na Dziedziniec Zamkowy. Teraz bez biletu już się tam nie podejdzie...szkoda. Widziałem też smoka ziejącego ogniem...i zastanawiałem się, gdzie iść dalej. Miałem dwie opcje, albo Kazimierz
albo Kopiec Kościuszki, wybrałem:

Obrazek

...jeden z czterech krakowskich kopców, wzniesiony na najwyższym wzniesieniu wzgórza Sikornik w dzielnicy Zwierzyniec. Więcej o Kopcu znajdziecie tutaj
Na Kopcu trochę osób się kręciło...jakieś dwie młode kobiety zaczęły żartować, że w Krakowie, to nawet widać powietrze :

Obrazek

..co chyba widać i na moich fotkach. Tak przy okazji, dziewczyny pochodziły z Kaszub, gdzie podobno powietrze jest bezbarwne... :wink:
Z Kopca widać też coś innego np. :

Obrazek

Drugiego stadionu nie dowidziałem...bo dla równowagi, gdybym miał takowe zdjęcie, to bym je wkleił... :wink:
Z Kopca Kościuszki jest ciekawy widok na Kraków i okolicę. Ładnie widać krakowskie Błonia, widać klasztor w Tyńcu...a wracając do centrum natrafiłem na koncerty gwiazd, akurat była ich mnogość na Rynku, był i Presley, była Turner, ba nawet sam Micheal Jackson się pojawił (sądziłem, że odbywa karę pozbawienia wolności w Alcatraz...). A wejść można było na ich koncert bez biletów...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Lepszej scenerii koncertowej nie można sobie wyobrazić...

Kraków to również miasto licznie odwiedzane przez turystów z całego świata, mi przypadł do gustu "azjatycki" charakter tego miasta:

Obrazek

A na koniec dnia, spotkałem się z naszym Krakusami - Anią i Januszem, z którymi mogłem podzielić się wrażeniami z pobytu w Grecji i Macedonii. Spotkanie wypadło nam w Galerii Krakowskiej, o czym możecie poczytać tutaj

Ok. 20 byłem już w pociągu do siebie...i tak minęły moje wakacje 2007 roku. Dalszej części relacji już nie będzie, no może oprócz kilku uwag, takich ogólnych...coś tam jeszcze dołożę do opowieści.

Teraz trzeba czekać cały rok na kolejne wakacje, jednak te mniejsze wycieczki siedzą mi w głowie. Mam nadzieję, że trochę osób mnie czytało, że komuś się relacja spodobała. Chętnie odpowiem na pytania, zwłaszcza dot. Macedonii...hvala... :D
Ostatnio edytowano 28.02.2012 20:16 przez RobCRO, łącznie edytowano 2 razy
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5544
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 23.09.2007 14:37

Ha - widać,że to koniec już :( Hvala Robercie, czytało i oglądało się wyśmienicie.
Pozdrav.
Buber
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3790
Dołączył(a): 11.08.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Buber » 23.09.2007 18:13

Nie pisałem wcześniej, ale systematycznie wchłaniałem Twoją odyseję. Ach pojechałoby, ale pewnie dopiero jak dzieci podrosną (albo z domu puszczą) :D :wink: . Super relacja - pomyśl o wydaniu - jak Ci ludzie od "Toskanii .." :D .
Pozdrawiam
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 24.09.2007 18:13

Na zakończenie opowieści o Grecji, zapodałem muzę Vasilisa, artystę, którego bardzo lubię, więc na zakończenie wątku macedońskiego (krakowiaków żadnych nie zapodam... :wink: ), trochę muzy stamtąd. A że prawie każdy zna tu Tosia Proeskiego, to ode mnie zespół - legenda rocka w Macedonii - Leb i Sol:

Leb i Sol

Leb i Sol 2

Leb i Sol3
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 25.09.2007 09:07

Oj szkoda szkoda, że to już koniec :(. Zdjęcia wspaniałe, widoki piękne, wrażenia niezapomniane, ludzie, jeziora, morze, góry, rakija, wędrówki....

Puno hvala Robercie :papa:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 25.09.2007 16:14

Obiecałem jeszcze kilka ogólnych uwag, refleksji...nie będzie nic o cenach paliwa, LPG, winietach, nie korzystam z własnego auta, więc mnie to nie interesuje...

Grecja - kraj namiętnych palaczy, palą dużo i wszędzie...mi to akurat często przeszkadzało. Grecy późno wychodzą do knajp, ja jestem "skowronek" i w zasadzie, gdy u nas szedłbym spać, tam zaczynaliśmy dopiero życie nocne, często więc nie wystarczało mi sił na imprezowanie. Ale z drugiej strony, podoba mi się, że Grecy tak licznie wychodzą do knajp, spotkać się, posłuchać bouzouki czy innej swojej muzyki. Cenowo też jest to stosunkowo atrakcyjny kraj, gyros kosztuje ok. 2 euro,a porcja naprawdę solidna. Tanie owoce - melony wychodzą gdzieś po 1,50 - 2 zł. Tani transport publiczny - pociągi, komunikacja miejska.

Macedonia - dla mnie "hit". Poznałem ten kraj zdecydowanie lepiej. Oczarował mnie...ludzie, przyroda, no i oczywiście apsekt ekonomiczny. Cos mi się wydaję, że Macedonia to jeden z tańszych krajów w Europie. Obiad w knajpie (drugie danie, sałatka, piwo) nie kosztuje więcej niż 15 zł. Kwatery nad jez. Ohrid od 20 zł...może niepotrzebnie to piszę, bo za rok, Macedonia przeżyje oblężenie turystów z Polski :wink: ...Z drugiej strony, Macedonia to kraj "na śmieciach". Do tej pory tą łatkę miałem zarezerwowaną dla Polski i Bułgarii. Teraz dodam Macedonię - niestety z ochroną środowiska Macedończycy są na bakier. Ponadto, jeszcze jedno mnie tam zdziwiło, co nie do końca wiąże się z tym krajem. Ale, poruszając się po Macedonii, często widziałem samochody na kosowskich blachach. I co dziwne, same nowe wypasione "fury". Widząc na drodze taki samochód, w 9 na 10 przypadkach miał on kosowskie blachy. Inna sprawa, to nie dziwię się Serbom, że tak walczą o te Kosowo. Już sam fakt, że Albańczycy z Kosowa mają swoje rejestracje musi być dla nich "ciosem". Pamiętam dawną wizytę w CRO, gdy widziałem samochody z Mostaru z blachami na wzór chorwacki...wtedy też mnie to dziwiło.
Ale to tylko taka dygresja...trochę polityczna. Ogólnie, ekonomia Macedonii wymaga dofinansowania. Z krajów b. Jugosławii jest pewnie najbiedniejsza, choć nie byłem w Serbii czy Czarnogórze. Przyszłość też nie rysuje się łatwa, choćby ze względu na Grecję....

I to już wszystko...:D
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7911
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 25.09.2007 17:22

Ty już zakończyłeś a ja dopiero "jestem" jak wszedłeś na Pelister :lol: , ale mam wytłumaczenie - kilka dni temu wróciliśmy dopiero z Chorwacji. :D
Czytam dalej... :)
zbyszekm
Autostopowicz
Posty: 2
Dołączył(a): 19.09.2007
Macedonia

Nieprzeczytany postnapisał(a) zbyszekm » 05.10.2007 19:14

Witaj Robercie,
Czy mógłbyś podac maila do siebie.
pozdrawiam
zbyszek
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 08.10.2007 18:48

Zbyszek...
rozumiem, że chcesz podesłać mi fotki???
adres e-mail widoczny tylko dla zalogowanych na cro.pl
pozdrav...

:D
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 13.10.2007 20:50

Przeczytałam i bardzo mi się spodobało :) Spodobało mi się tym bardziej, że od zeszłego roku "chodzi za mną" podobna trasa.
Nie chciałabym zaśmiecać Twojego wątku, więc chętnie Cię pomolestuję mailem :) Jeśli pozwolisz rzecz jasna. Na wszelki wypadek podaję też swój adres e-mail widoczny tylko dla zalogowanych na cro.pl
janusz.w.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1670
Dołączył(a): 21.07.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) janusz.w. » 24.10.2007 12:17

Nadeszła jesień, czasu więcej, zagłębiam się w kolejne relacje.
Rob - genialna wyprawa :!: Szczerze podziwiam :!: ... i zazdroszczę Mitikasa :wink: A Twoi znajomi, Beata, Konrad i Mikołaj, to już mistrzostwo świata :!:
pozdr
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 06.11.2007 18:39

KARKONOSZE TOUR - LISTOPAD 2007

O wycieczce w góry myślałem już od jakiegoś czasu, a wreszcie się udało. Szef urlop podpisał, a że mieliśmy długi weekend listopadowy - piątek 2.11 odrabialiśmy wcześniej w sobotę, mogłem pojechać w Karkonosze. Wybór nieprzypadkowy, po prostu w tych górach nie było mnie od dawna, nie licząc krótkiego pobytu w Szklarskiej Porębie ok. 2 lat temu i dojście pod Wodospad Kamieńczyka...a tak, czasy Karkonoszy sięgają wstecz gdzieś 15 lat, gdy byłem w Karpaczu na wycieczce z liceum. A pierwszy "kontakt" karkonoski miałem będąc małym brzdącem gdzieś w podstawówce było się na kolonii w Michałowicach. Pamiętam, namioty wojskowe i "walka" o okna, to był towar deficytowy w tych namiotach, a jak ich się nie miało, to podczas deszczu można było przemoknąć...oj, to były czasy...

Przed wyjazdem znalazłem sobie kwaterę, choć trochę mnie zirytował fakt, że przez internet podają jedną ceną, a potem przy telefonicznej rezerwacji okazuje się, że ta cena jest niestety wyższa. Trochę to nie fair...na ten okres po Wszystkich Świętych było nawet spore zainteresowanie kwaterami...

Wyjazd nastąpił 1.11, pociąg przez Poznań, gdzie miałem trochę czasu na przesiadkę. Następny pociąg to już bezpośredni na Jelenią Górę. Nie bardzo sprawdzałem, gdzie wsiadam, ani też w Poznaniu nie zapowiedziano, że część składu jest tylko do Wrocka. A Poznań raczej słynie z solidnych zapowiadaczy na dworcu PKP...nawet pierwszy konduktor mnie nie poinformował, tak dobrze się spało. Dopiero gdzieś przed Wrocławiem, gdy nastąpiła zmiana drużyny, dowiedziałem się, że ten wagon jest tylko do stolicy Dolnego Śląska. Ładnie...szybko znalazłem właściwy wagon, ale zasnąć już nie mogłem...do Jeleniej Góry pociąg dojechał z kilkuminutowym opóźnieniem. Od razu udało mi się złapać autobus na Karpacz...

Przy jej pomocy szybko znalazłem swoją kwaterę. Lokalizację w sumie miałem dobrą, blisko centrum, choć spokojna okolica. Do szlaków też nie tak daleko, ale Wang już znacznie dalej...a kwaterkę miałem tutaj:

Obrazek

Właścicielka bardzo miła osoba. Przywitała gościa ciepła herbatą, kawałkiem ciasta. Bardzo miła osoba, każdego dnia pytała się o plany, co się udało zobaczyć...naprawdę, czułem się na tej kwaterze bardzo dobrze. Gości trochę było, z różnych stron kraju...a z opowieści właścicielki wynika, że ma sporo stałych klientów i nic dziwnego w tym. :D

Po krótkim odpoczynku i odświeżeniu ruszyłem na rekonesans. Miał być krótki, w zasadzie, tylko centrum plus Wang. A okazało się, że...no właśnie, w centrum niewiele, stoją dwa kościoły godne wspomnienia i w zasadzie tyle. Reszta, to knajpy, hotele...ale czego innego się spodziewać??? Do Wanga zanim doszedłem to nieco się zmęczyłem, droga cały czas pod górkę...niekiedy dosyć mocno, że w czasie kolejnych spacerów nawet tak nie było w samych górach. Koło świątyni Wang sporo turystów, ale większość chyba zawiedziona, gdyż widoki były takie:

Obrazek

Obrazek
te ostatnie zdjęcie chyba najlepiej obrazuje, jaka była pogoda...w zasadzie, to jej nie było. :cry:
Więcej o Wangu tutaj
Choć coś mi tu jednak nie pasuje, na stronce piszą, że to jedyny taki kościół poza Norwegią, a na tablicy przy kościele, że są dwa poza tym krajem, że jeden to "nasz" a drugi gdzieś w Szwecji... :?

Zaraz obok kościoła zaczynają się szlaki Karkonoskiego Parku Narodowego, o którym można poczytać tutaj. Te szlaki to niebieski prowadzący do Strzechy Akademickiej, jest też żółty i zielony...

Obrazek

Ja zdecydowałem się na niebieski, na szlaku nieco pustawo, nic dziwnego, pogoda nie na spacer...gdzieś jednak na rozstaju, natrafiłem na parę turystów. Krótkie, gdzie, kto idzie i decyduję, że pójdę z nimi. Z kimś raźniej...oni decydują, że idą na Pielgrzymy, myślę sobie czemu nie...z Polany, prowadzi na nie szlak żółty. Pielgrzymy, to jedna z wizytówek Karkonoszy. Składają się na nie 3 skały, wyglądające właśnie jak owi pielgrzymi - mają do 25 m. wysokości. Ale moje widoki były, sami zobaczcie...

Obrazek

Obrazek

Z Pielgrzymów postanowiliśmy pójść na Słonecznik:

Obrazek

Obrazek

Słonecznik, to skała granitowa o wysokości 12m. Skała bywa nazywana "diabelskim kamieniem", gdyż patrząc na nią z pewnego kierunku ma się wrażenie, że przypomina postać właśnie diabła. Ale my jakbyśmy się próbowali nie przyglądać, to niewiele mogliśmy zobaczyć...później zdecydowaliśmy się przejść kawałek czerwonym szlakiem. Mieliśmy w zamiarze ujrzeć Wielki Staw..a widać same mleko zamiast wody. Niestety pogoda nie dopisała, a ponadto robiło się późno, więc naszła pora, aby schodzić w dół...

PS Janusz.w cieszę się, że historia się podobała...
Ostatnio edytowano 28.02.2012 20:22 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu - strona 6
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2022