Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 18.10.2008 19:02

W poszukiwaniu skrzatów...

I tak po (wielko)polskich szlakach przyszła pora na kolejne odkrywanie miejsc w naszym pięknym kraju. Tym razem padło na Wrocław. Tym razem tylko Wiola i ja :). Bez reszty "czarnogórskiej" ekipy...czasami trzeba pobyć tylko we dwoje :).

Dla mnie Wrocław jest dosyć dobrze znanym miejscem, Wiola w stolicy Dolnego Śląska była tylko raz. Ponadto, Wiola, z Wrocławia znała tylko Rynek i okolice. Mogłem być dla Niej przewodnikiem a to akurat lubię. A miasto znam dosyć dobrze...tak więc na wrześniowy weekend oboje spotkaliśmy się właśnie we Wrocku. Od Maćka dostałem wyraźnie polecenie, żeby Wioli dobrze pokazać jego miasto - co najchętniej sam by zrobił, ale wtedy miał inne obowiązki. A przede wszystkim pokazać...krasnale! Tak, tak, wrocławskie krasnale to już legenda i jeden z najbardziej rozpoznawalnych atrybutów Wrocławia. Pewnie, wielu Wrocławian nawet nie zauważa tych małych stworzeń, wielu pewnie zastanawia się, po co to wszystko...a dla turystów to atrakcja. I ile można mieć radości szukając tych "szkrabów" rozsianych po całym mieście. Oczywiście, ja sam wcześniej je widziałem, ale nawet nie zdawałem sobie sprawy, że może być ich tak wiele i w takich zaskakujących miejscach. Ale odkąd dowiedziałem się, że Wiola chce zobaczyć krasnale, to trochę o nich poczytałem - np. tutaj albo tutaj. Sam pamiętałem tylko te z Rynku...a nawet nie wiedziałem, że zaczęło się od pomnika Pomarańczowej Alternatywy na ul. Świdnickiej - dziś jest to krasnal zwany Papa Krasnal.

Po przybyciu do Wrocka, po zakwaterowaniu ruszyliśmy na spacer. Pogoda była taka sobie, ale na szczęście nie padało. A że z naszej kwatery najbliżej było na Ostrów Tumski, to tam udaliśmy się najpierw. Miejsce to bardzo klimatyczne, jedno z najbardziej rozpoznawanych i kojarzących się z Wrocławiem. Z Wiola zdecydowaliśmy się wejść na wieżę w katedrze, skąd podziwialiśmy piękną panoramę miasta - to nic, że nieco w chmurach. Widok był naprawdę bardzo fajny. Później przez chwilę zastanawialiśmy się co dalej - była opcja Panoramy Racławickiej (ale nie było już biletów na sobotę). Zdecydowaliśmy, że Panorama zostanie na niedzielne przedpołudnie. A my zdecydowaliśmy się pójść w stronę Hali Ludowej (tfuu...Stulecia - jakoś nie mogę przywyknąć do nowej nazwy). To jeden z kilku w Polsce obiektów znajdujących się na liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. O tym dowiedziałem się od...Wioli :). Nie przyszłoby mi na myśl, że ten obiekt jest szczególnie wyjątkowy. A tu taka niespodzianka...spacer do Hali Stulecia zajął trochę czasu, a nasz pech polegał na tym, że obiekt był zamknięty dla zwiedzających, akurat wtedy odbywał się jakiś kongres medyczny. Dla mnie nie była to wielka strata, bo Halę znałem od środka od czasów pierwszego pobytu we Wrocku w 1997r (ehh..moje pierwsze Taize). Wtedy dużo "zajęć" mieliśmy w Hali Ludowej. Niestety, Wiola na wizytę będzie musiała trochę poczekać :(. Pochodziliśmy więc wokół, gdzie Wioli się podobało a później wstąpiliśmy na chwilę do Ogrodu Japońskiego. A potem już zaczęło się "krasnalowe" szaleństwo...i to od miejsca, gdzie jest ich dużo skupisko - przy Teatrze Lalek. Tam można natrafić na Parasolnika, Puszczającego Statki, Ogrodnika...dobry dla nas początek.

Obrazek

Wiola zachwycona :)...Ale to dopiero początek...a z mapy, którą sobie wydrukowałem, wiedziałem, gdzie dalej ich szukać a że większość jest w bliskiej okolicy Rynku, to tam się właśnie udaliśmy. I jaką nam frajdę sprawiało wypatrywanie kolejnych krasnali...to tu to tam. Chciałoby się zanucić. Kolejne już na ul. Świdnickiej koło KFC - W-skers (ostatnio doszły mnie słuchy, że jeden z trójki tych krasnali został ukradziony i że jest nagroda za jego odnalezienie lub wskazanie sprawcy).

Obrazek
tu na fotce w komplecie...

A po drugiej stronie ten, który dał początek czyli - Papa Krasnal, choć ten jakiś taki obklejony nie robi na nas wrażenia :(. Ale kilka metrów dalej już coś bardziej milszego dla oka - Syzyfki.

Obrazek

Wiola była już wtedy niemal wniebowzięta :). A na spacerze po Rynku trafiamy na kolejne - Obieżysmaka (my nazwaliśmy go Żarłok - bo sobie leżał taki z wielkim brzuchem na wierzchu), Bibliofila:

Obrazek

...widzimy też następne Słupniki (tych dużo na Pl. Solnym).

Obrazek

Na Więziennej trafiamy oczywiście na...Więźnia., inaczej być nie może :)...

Obrazek

Udaje się nam wytropić Śpiocha, Rzeźnika...

Obrazek

Mi już się w głowie zaczęło kręcić od tych gnomów...a poszukiwania ich stają się coraz bardziej pasjonujące. Gdy zaczęło się ściemniać, to wolimy gdzieś przysiąść i odpocząć.

Wrocław wieczorem i nocą:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najpierw Spiż - kultowy lokal, gdzie zapraszam Wiolę na doskonałe piwo pszeniczne. A później niemniej fajne i klimatyczne "Niebo Cafe", gdzie grają rockową muzę...wieczór kończymy domowo oglądając kultowego "Autostopowicza" z moim ulubionym R. Hauerem. A niedziela...zaczęła się od wizyty w Panoramie. Ustaliliśmy z Wiolą, że ja sobie odpuszczę ten punkt programu. Malowidło Kossaka i Styki na Wioli zrobiło wrażenie, mi też kiedyś tam się podobało...a potem znów krasnale. Tego dnia Wiola biła mnie na głowę. Bez trudu wskazywała kolejne skrzaty - a to Grajka i Melomana:

Obrazek

...a to Pracza (a tego naprawdę się naszukaliśmy):

Obrazek

...odnaleźliśmy też Strażnika. Ale ani Wiola ani ja nie mogliśmy odszukać Szermierza, który stoi gdzieś blisko wejścia do Uniwersytetu. Ten naprawdę był poza zasięgiem naszych oczu :(. No nic, mamy powód, aby wrócić do stolicy Dolnego Śląska. Tak, tak, Wiola już ma wydrukowane mapy, gdzie są te krasnale...przyznam, że i mi ich szukanie sprawia dużo frajdy. Może to jakieś dziecinne, ale dorośli dłużej żyją, im więcej mają w sobie z dzieci (skąd u mnie taka filozofia???), to chętnie odwiedzę Wrocek. I im szybciej, tym lepiej...może nawet tylko, aby odszukać kolejne krasnale :).

PS Wrocław ma też "chorwacki" klimat:

Obrazek
Ostatnio edytowano 01.03.2012 10:12 przez RobCRO, łącznie edytowano 2 razy
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 21.10.2008 19:39

Drezno

W przerwie na "prywatne" wycieczki trafił się mi się służbowy wyjazd do Drezna. Czasami dobrze jest być na stanowisku ds. współpracy z zagranicą. Stwarza to możliwość podróży za darmo w rożne miejsca. Głównie do Niemiec, bo stamtąd głównie pochodzą nasi partnerzy...

Na początku października pojechałem do stolicy Saksonii - Drezna. Tam jeszcze mnie nie było, dużo o mieście słyszałem, chciałem je więc trochę poznać...a że to wyjazd służbowy, więc ograniczę się do fotorelacji i kilku słów komentarza. Przede wszystkim, w dziejach Drezna jedna data jest "brzemienna" - to noc z 13 na 14.02.1945, gdy Drezno padło ofiarą nalotu dywanowego. Nalot nie spowodował zniszczeń w dzielnicach przemysłowych a w śródmieściu. Te legło niemal całkowicie w gruzach...o tym też była wspomniana przeze mnie "Rzeźnia nr 5" - książka Kurta Vonneguta (lubię bardzo jego twórczość). Tej co prawda nie znalazłem (nie szukałem za bardzo...). Po wojnie miasto odbudowano, wszystko wygląda bardzo ładnie i jest zwarte...spacer po centrum nie zajmuje dużo czasu...więc pora na mój krótki spacer. Zapraszam...tak na marginesie, Niemcy zabrali nas na spacer a w zasadzie przejażdżkę starym wozem strażackim.

Obrazek

Mi to było mało i sam zrobiłem sobie niejeden spacer po mieście...

Można by się sprzeczać, który zabytek ma największą wartość, ale ja zacznę od Frauenkirche. Kościół o ponad 1000-letniej historii. Podczas nalotu niemal całkowicie zniszczony. Jedyny cały ocalony fragment stoi przed kościołem (naprawdę niewielki), reszta materiału została użyta do budowy nowej świątyni (na zdjęciach te "ciemne" cegły).

Obrazek

Obrazek

i nieco inne spojrzenie na kościół:

Obrazek

Drugim miejscem, które jest niemniej kojarzone z Dreznem to pałac Zwinger. Obecnie mieści się tam muzeum/ galeria. Mi dane było zobaczyć pałac o świcie. Widok bajkowy, super do fotografowania, bo nie było niemal wcale ludzi...

Obrazek

Obrazek

a tu moje "wariacje" nt. Zwingera:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Dreznem i Polską związany jest August II Mocny. Jego pomnik błyszczy z daleka:

Obrazek

Miasto to również klimat Łaby...

Obrazek
przed wschodem słońca...

Obrazek
...i w ciągu dnia

I warto wstać wcześniej, by zobaczyć miasto przed wschodem słońca, o wschodzie słońca:

Obrazek

...i po zachodzie:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można wcale nie iść spać...

PS Niemcy zabrali nas do restauracji "Planwirtschaft"...fajny lokal. Nazwa też ciekawa... :D

PS Od piątku jestem przez tydzień w Dreźnie...będzie okazja do ponownej eksploracji miasta i jego okolic. Pozdrav
Ostatnio edytowano 01.03.2012 10:13 przez RobCRO, łącznie edytowano 2 razy
dangol
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11100
Dołączył(a): 29.06.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) dangol » 21.10.2008 20:30

RobCRO napisał(a): Pewnie, wielu Wrocławian nawet nie zauważa tych małych stworzeń, wielu pewnie zastanawia się, po co to wszystko...a dla turystów to atrakcja.

Dla wielu z nas też to jest atrakcja :) , chociaż oczywiście do obecności skrzatów już co nieco jesteśmy przyzwyczajeni, może dlatego stare powiedzonko "Cudze chwalicie, swego nie znacie" jest prawdziwe tylko połowicznie.
Skrzaty mijam codziennie w drodze do pracy (a że to w okolicach rynku, to oczywiście trudno się nań nie natknąć :wink: ), zazwyczaj co rano witam się z Pierożnikiem na Kuźniczej (i jak po takim spotkaniu zdecydować się na jakąkolwiek dietę? ...nie ma szans na zrzucenie nadwagi) i "obowiązkowo" z Kowalem, skąd do biura mam niemalże rzut kamieniem... Co któryś dzień z tramwaju najbliżej mi przez Więzienną, wówczas znany Wam skrzat obrzuca mnie z rana :roll: ponurym spojrzeniem.
ObrazekObrazek

RobCRO napisał(a): ... ostatnio doszły mnie słuchy, że jeden z trójki tych krasnali został ukradziony i że jest nagroda za jego odnalezienie lub wskazanie sprawcy

Nie wiem dokładnie, jak to jest z tą nagrodą, ale środkowego krasnala Głuchaka faktycznie NIE MA :( .

RobCRO napisał(a): Ale ani Wiola ani ja nie mogliśmy odszukać Szermierza, który stoi gdzieś blisko wejścia do Uniwersytetu. Ten naprawdę był poza zasięgiem naszych oczu.

Bo Szermierza też nie ma :cry: i raczej nie jest to sprawka złośliwych skrzatów! Do tej pory tradycyjnie co jakiś czas ginęła szpada Szermierzowi z fontanny, tym razem ktoś połakomił się na :x całego Szermierza (ten na fontannie za duży, to zadowolono się krasnalkiem).
Szermierz - krasnal (zamiast szpady miał ... złożoną parasolkę) też jest jakiś :? pechowy. Ten co stał w tunelu, zniknął w lutym czy na początku marca... W czerwcu pojawił się znów - tym razem tuż koło tablicy w pobliżu fontanny - ale "wytrzymał" tylko kilka dni :( .

RobCRO napisał(a): ... to chętnie odwiedzę Wrocek. I im szybciej, tym lepiej...może nawet tylko, aby odszukać kolejne krasnale. .

W tym miesiącu pojawiły się już następne 8) .

RobCRO napisał(a): Od piątku jestem przez tydzień w Dreźnie...będzie okazja do ponownej eksploracji miasta i jego okolic

Od jakiegoś czasu myślimy, żeby wybrać się tam :idea: na jakiś weekendzik, wstępnie nawet ustaliliśmy - byle do wiosny! Fajnie, że teraz przybliżysz nam Drezno, będzie jak znalazł :D .
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4893
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 21.10.2008 22:55

A ja o skrzatach nie wiedziałem 8O :oops:
Dzięki , RobCro - krasnale robią wrażenie. Od kiedy są we Wrocławiu - mogłem ich nie widzieć w 2004 czy zbyt mocno byłem skoncentrowany na ... Spiżu ? :)
dangol
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11100
Dołączył(a): 29.06.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) dangol » 22.10.2008 09:12

plavac napisał(a): Od kiedy są we Wrocławiu - mogłem ich nie widzieć w 2004 czy zbyt mocno byłem skoncentrowany na ... Spiżu ? :)


Miałeś prawo nie widzieć, nie tylko z powodu Spiża :lol: . Co prawda Papa Krasnal był już od 2001 , ale przez długi czas nie mógł jakoś dorobić się potomstwa. Prawdziwa inwazja krasnali rozpoczęła się bodajże latem 2005 - a więc już po Twojej wizycie w moim mieście.
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13299
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 22.10.2008 09:22

dangol napisał(a):
plavac napisał(a): Od kiedy są we Wrocławiu - mogłem ich nie widzieć w 2004 czy zbyt mocno byłem skoncentrowany na ... Spiżu ? :)


Miałeś prawo nie widzieć, nie tylko z powodu Spiża :lol: . Co prawda Papa Krasnal był już od 2001 , ale przez długi czas nie mógł jakoś dorobić się potomstwa. Prawdziwa inwazja krasnali rozpoczęła się bodajże latem 2005 - a więc już po Twojej wizycie w moim mieście.


Tak, to prawda, krasnale w naszym mieście zaczęły pojawiać się stosunkowo niedawno.
I jak z Twojej relacji Robercie wynika, mogą stanowić prawdziwą atrakcję turystyczną :D Fajnie, że Wam się podobało :D

Tylko jedno sprostowanie, Papa Krasnal stoi w miejscu gdzie odbywały się happeningi nie Czerwonej (bo z tym kolorem raczej walczono :wink: ) lecz Pomarańczowej Alternatywy Waldemara Fydrycha.

PS Piękne zdjęcia Drezna nocą 8O

Pozdrav
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 22.10.2008 09:34

Kulka...dzięki za sprostowanie, już to poprawiłem, nie wiem, skąd takie czerwone skojarzenie :( Dziwne tym bardziej, że pomarańczowy lubię (Holandia :)).

Tu artykuł o skrzatach i nieco historii...

PS Kulki, może kiedyś spotkamy się we Wrocku i porozmawiamy o czarnogórskich i nie tylko szlakach, górkach i pagórkach...być może też i o...krasnalach :).

PS Tak, Drezno jest piękne i za dnia i nocą...nie ma tłumów ludzi. Drezdeńczycy mówią o swoim mieście jak o wiosce porównując Drezno do pobliskiego Lipska, który ma typowo wielkomiejski charakter...
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4893
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 22.10.2008 20:43

Dzięki za uspokojenie sumienia :)
Na pewno wybiorę się znowu do pięknego Wrocławia - w Spiżu wiodłem ciepło uszczypliwą dyskusję z barmanem, który Rynek piękniejszy - wrocławski czy krakowski. Jak wyszedłem :wink: , nie miałem wątpliwości , że wrocławski. Trzeba będzie to sobie odświeżyć i pogadać ze skrzatami 8)
magiana
Turysta
Avatar użytkownika
Posty: 13
Dołączył(a): 13.11.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) magiana » 13.11.2008 23:57

hej, to ja, ala :D
zapomniałam swojego nicka tu i musiałam założyć sobie nowe konto 8)

mam nadzieję na relację z najnowszego wyjazdu! ciekawa jestem, jak było i czy spróbowaliście kibiniai? czytałam Twoją pierwszą relację i smaka mi się narobiła ;)

czytałam też relację z CG - super piszesz i teraz jeszcze bardziej mi żal ;)

pozdrawiam
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 21.11.2008 18:50

Góry i zamki Dolnego Śląska

Po pobycie we Wrocku, służbowym wyjeździe do Drezna, przyszła pora na kolejną wycieczkę. Tym razem dla grupy z Czarnogóry. Wybór padł na Dolny Śląsk jako teren z licznymi zamkami i ciekawymi górkami. Miejscem docelowym na nocleg był Karpacz. Załatwiłem tą samą kwaterę co rok wcześniej. Warunki mi wtedy bardzo odpowiadały, więc nie było sensu szukać czegoś innego. Jedyny problem jaki pozostał do rozwiązania to termin. Niestety, ze mną był problem związany z obowiązkami w pracy. Nie udało mi się dostać urlopu na 10 i 13 października. To oznaczało dla mnie, że byłem krócej z grupą :(. I jak widzicie, czasami i Lutalica ma problem, żeby dostać urlop. Żal z tego powodu dla mnie tym większy, że plan został częściowo ułożony przeze mnie. Ale cóż, dla mnie pozostały opowieści pozostałych. W piątek był to częściowo dzień dojazdowy na zbiórkę we Wrocławiu, skąd na dwa auta grupa (Prezes z Gabi i Alą oraz Paweł z Wiolą) ruszyli na trasę wiodącą przez Świdnicę (ze szczególnym uwzględnieniem Kościoła Pokoju znajdującego się na liście UNESCO), zamek Książ, zamek Grodno (tego mi najbardziej szkoda, bo jeszcze mnie tam nie było :(). Na wieczór grupa dojechała do Karpacza - tam imprezowali a ja w tym czasie wyruszyłem na spotkanie. Do Karpacza dotarłem w sobotę rano i zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w góry. Czasu tracić nie chcieliśmy, bo była śliczna pogoda tak, jak na zawołanie. Podzieliliśmy się na zespoły: Paweł z Gabi idą na Śnieżkę, Wiola, Ala i ja na Słonecznik a Prezes oddalił się na spotkanie ze znajomymi. Nasza trasa wiodła przez Wang (jak zwykle trudny do fotografowania przed południem ze względu na słońce), Ścieżkę Akademicką (niebieski szlak), skąd po jakimś czasie skręca się w stronę Pielgrzymów (szlak żółty).

Obrazek
analiza trasy - Wiola i autor

Na trasie było dosyć sporo turystów. Nic dziwnego, skoro była taka wymarzona pogoda na spacery. Na szczęście, więcej ludzi szło w stronę Strzechy Akademickiej. Nasz kierunek był mniej licznie uczęszczany. I dobrze, bo dużego tłoku w górach to my nie lubimy.

Na samych Pielgrzymach było jednak dosyć sporo ludzi. Tam zrobiliśmy sobie krótką przerwę...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Wiola i ja...

...a potem ruszyliśmy w kierunku Słonecznika, który był celem naszej wycieczki. Po drodze spoglądając w dół mieliśmy ładny widok na Pielgrzymy, wcześniej podziwiane z bliska:

Obrazek

Słonecznik (1423m.n.p.m.) był mi znany z wyprawy z 2007r., ale wtedy warunki pogodowe były znacznie trudniejsze. Było mglisto, zimno a o czym było tutaj. Tym razem, było zupełnie inaczej - widoki fantastyczne, aż chciało się chodzić po górach mimo zmęczenia. Na Słoneczniku dużo ludzi, słychać też język czeski. Pewnie to bardzo popularna górka również wśród braci Pepików - pewnie z tego powodu, że położona jest na tzw. Drodze Przyjaźni Polsko-Czeskiej - głównej arterii ciągnącej się przez Karkonosze. Z szczytu mieliśmy piękny widok z jednej strony na Śnieżkę, z drugiej na leżący na dole Karpacz. My zostaliśmy tam na dłuższą chwilę, zrobiliśmy sobie mały piknik.

Obrazek

Po odpoczynku ruszyliśmy dalej, właśnie wspomnianą wcześniej Drogą Przyjaźni. Naszym kolejnym celem był Wielki Staw. Tym razem nie było żadnego rozczarowania jak rok wcześniej. Staw był widoczny i mienił się różnymi kolorami.

Obrazek

Jeszcze większe wrażenie robi na nas widok na kolejną atrakcję na naszym szlaku - Mały Staw. Mamy też widok na miejsce zbiórki z drugą grupą - Samotnię położoną właśnie nad Małym Stawem.

Obrazek

Ta wydaje się być niemal na wyciągnięcie dłoni, ale tak szybko to tam nie dojdziemy - szlak prowadzi nieco naokoło. My postanawiamy go sobie nieco skrócić. I to nie była dobra decyzja. Skrót oznaczał przejście przez podmokły teren - sam wpadłem w wodę i przemoczyłem buty. Oznaczał też przebijanie się przez lasek choinek :(. W naszym przypadku skrót okazał się trudniejszą drogą. Jedyny plus tego zboczenia ze szlaku, to to, że mieliśmy ciekawy widok na Mały Staw i Samotnię. Teraz tylko pluję sobie w twarz, że zdjęcia zupełnie tego nie oddają :(.

Obrazek

Ale co tam, jakaś przygoda musi się nam przytrafić. Przy rozstaju szlaków chwila zawahania, czy nie iść na Śnieżkę, ale tego nie robimy - później posłuchamy relacji Gabi i Pawła. Najwyższy szczyt Karkonoszy nas nie pociągał, z uwagi na ogromny tłum turystów oraz fakt, ze każdy z naszej trojki już kiedyś był na tej górce. Gdy dochodzimy do Samotni jest już dosyć późno.

Obrazek
Samotnia

Tam robimy odpoczynek, jemy kanapki i dzielimy się pierwszymi wrażeniami. Wspólnie zaczynamy schodzić w dół do Karpacza. Przy rozstaju szlaków znów podział na takie same grupy. Gabi i Paweł chcą zobaczyć Wang, my decydujemy się na inny szlak (oznaczony jako zielony) , co by trasę nieco uatrakcyjnić. Chcę również pokazać dziewczynom wodospad - Dziki Wodospad. Niestety, nie posiłkując się mapą, wiodę dziewczyny na jeszcze inny szlak, w efekcie wodospadu nie zobaczyliśmy. Zostanie na inny raz, na kwaterę docieramy już po zmroku (po drodze zrobiliśmy zakupy, poszliśmy coś zjeść). Tego wieczoru towarzyszyły nam emocje sportowe, po ciekawym meczu pokonaliśmy Czechów :). A plan na kolejny dzień też był już ułożony, zapowiadało się zdecydowanie zamkowo :).
Ostatnio edytowano 01.03.2012 10:14 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 22.11.2008 18:41

Zamki, zamki...mało górek

Drugi dzień pobytu na Dolnym Śląsku przewidziany był na zamki, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej J. Co by nie mówić w tej krainie zamków dużo i tych znanych i tych mniej znanych. My odwiedziliśmy i te popularne i te mniej uczęszczane - jednak pierwszym obiektem nie był zamek a ruiny kościoła w Miłkowie. Miłków to niewielka wioska znajdująca się na trasie z Karpacza do Jeleniej Góry. W Miłkowie zatrzymaliśmy się na bardzo krótko. Zobaczyliśmy ruiny kościoła protestanckiego oraz przyległy do niego teren z cmentarzem. Kościół robi imponujące wrażenie i mi się tam bardzo podobało.

Obrazek

Obrazek

Po opuszczeniu Miłkowa już z daleka widać było następny punkt programu - Chojnik. Obiekt bardzo dobrze mi znany np. z wycieczki z roku 2007. Dla mnie miała to być już trzecia wizyta na tym zamku. Chojnik położony jest jeszcze w obrębie miasta Jelenia Góra. Nas "naciągnięto" lub raczej sami daliśmy się naciąć na płatny parking, gdy wokół było sporo wolnych, bezpłatnych miejsc. A tak wątpliwa przyjemność jaką jest parkowanie kosztowała nas 10 zł. Niby nie majątek, a można to spokojnie zaoszczędzić. Ale, to będzie lekcja na przyszłość. Policzono nam również za wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego (o ile pamiętam bodajże 2 zł). Rok temu nie płaciłem nic, ale wtedy była i gorsza pogoda i jakiś dzień w środku tygodnia. Tym razem, była to piękna, jesienna niedziela. Na zamek udaliśmy się szlakiem czarnym. Po drodze podziwialiśmy piękne kolory naszej złotej jesieni. Widoki były przecudne - tylko się zachwycać :). Co chwila robiliśmy przerwę i fotografowaliśmy drzewka.

Obrazek

Obrazek

Na szlaku spotkaliśmy też trochę osób, podobnie było na samym zamku (za wstęp kasują chyba 4 zł). Po zamku pochodziliśmy po różnych kątach podziwiając Kotlinę Jeleniogórską. Najładniejszy widok mieliśmy z wieży zamkowej. Każdemu się podobało.

Obrazek

Obrazek

Na drogę w dół wybraliśmy szlak czerwony, jest on łagodniejszy (widzieliśmy na nim kilku rowerzystów pokonujących trasę na zamek). Później, kierowaliśmy się na Szklarską Porębę. Tam chcieliśmy zobaczyć dwa wodospady - Kamieńczyka i Szklarki. Z braku czasu, udało się jedynie odwiedzić ten drugi. Trochę czasu zajęło nam jego odszukanie. Grupa podzieliła się i poszła nad wodospad różnymi ścieżkami. Wiola, Paweł i ja wybraliśmy szlak czarny wiodący od Muzeum Mineralogicznego. Ja mimo, że byłem kiedyś w Karkonoszach (jako nastolatek na kolonii w pobliskich Michałowicach) a później na wycieczce z liceum, to jednak niewiele pamiętałem. Coś mi się też zdaje, że za czasów licealnych, nie szliśmy nad Szklarkę a od czasów podstawówki minęły wieki. Wodospad Szklarki (13,3m) jest drugim co do wielkości wodospadem w Karkonoszach. Palmę pierwszeństwa dzierży Wodospad Kamieńczyka (27m), którego nie zobaczyliśmy :(.

Obrazek
Wodospad Szklarki

Mi parę lat wstecz udało się w zimowej scenerii odwiedzić Kamieńczyka. Obok wodospady Szklarki funkcjonuje schronisko "Kochanówka" zbudowane w 1868r. Szkoda mi było, że nie udało się podejść pod ten drugi wodospad. Może innym razem a po posiłku w Szklarskiej udaliśmy się w dalszą drogę. Kierując się na Świeradów Zdrój natrafiamy na obiekt, który nie był umieszczony na naszej liście punktów do odwiedzenia. Tym miejsce był zamek Świecie - kamienna warownia zbudowana w XIV wieku. Zamek zabezpieczał szlak handlowy łączący Śląsk z Łużycami. W następstwie pożarów czy burz zamek uległ zniszczeniu i dziś są tylko imponujące ruiny. Mi takie miejsce bardzo się spodobało :). Jak się okazało i druga grupa zrobiła sobie postój w Świeciu. Ala podobnie jak ja fascynuje się zamkami i ruinami :). A pewnie, zamkowe "szaleństwo" udzieliło się również Wioli, Pawłowi i Gabi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy zbliżał się wieczór dojechaliśmy w okolicę Leśnej. Oczywiście po to, żeby zwiedzić tam zamek Czocha. Na ten punkt wycieczki czekałem szczególnie. Ten zamek widziałem na różnych fotkach, filmach wielokrotnie i bardzo mnie tam ciągnęło od dawna. Najbardziej, to chyba zapamiętałem zamek z takiego serialu "Święta wojna" a tu jak się okazało zamek stanowił scenografię wielu innych filmów np. "Gdzie jest generał", "Wiedźmin" czy też serialu "Tajemnica twierdzy szyfrów". Zamek Czocha powstał w II połowie XIII wieku jako warownia obronna północnej granicy Czech z inicjatywy króla czeskiego Wacława II. W roku 1315 książę piastowski Henryk Jaworski żeni się z Agnieszką, córką Wacława II, i otrzymuje jako wiano zamek wraz z przyległymi ziemiami. W noc z 17 na 18 sierpnia 1793 roku ogromny pożar zamienił zamek w ruinę, kładąc kres świetności rezydencji i niszcząc bogate zbiory. Właściciele przystąpili do obudowy w następnym roku. Kolejną rekonstrukcję przeprowadzono w latach 1909-1914 po zakupie zamku przez drezdeńskiego przemysłowca Ernesta Gütschowa. Odbudowa unowocześniła wnętrza i odtworzyła stylowy nastrój zamku. Zamek jest zbudowany ze złomów granitowych i gnejsów, spojonych zaprawą wapienną. Na teren zamku wchodzi się przez półkolistą bramę, flankowaną dwiema bastejami na wzór średniowiecznych baszt. Niestety, wnętrz zamkowych nie mogliśmy odwiedzić - była to niedziela i odbywały się poprawiny. Ale i tak pewnie byśmy nie wchodzili, mimo wszystko wolimy wszelkie budowle zamkowe oglądać z zewnątrz. Zamek obeszliśmy z wszystkich możliwych kierunków. Prezes (Maciek) zaproponował nam wycieczkę po kanale. Niestety jedyna stojąca łajba z jej wstawionym kapitanem, nie chciała zabrać nas na rejs. Maciek mówił, że mieliśmy czego żałować...Kolejna atrakcja zostanie na inny raz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W pobliżu zamku znajduje się także imponująca zapora wodna - Zapora Leśniańska. Wybudowana w 1904 roku. Od zapory do Leśnej prowadzi wzdłuż biegu rzeki malowniczy szlak przełomu Kwisy. Budowa zapory trwała 4 lata. Zaprojektował ją jeleniogórski inżynier budowlany Curt Bachmann, który później przygotował też projekty tamy pilichowickiej i złotnickiej. W latach 1905-1907 obok zapory wybudowano elektrownię wodną. Jedna z najstarszych w Polsce budowli hydrologicznych do dziś pełni funkcję przeciwpowodziową i energetyczną. Jest też cennym zabytkiem techniki z wieloma oryginalnymi elementami sprzed 100 lat. Zapora wznosi się na wysokość 36 metrów. Korona tamy ma 130 metrów długości. Do jej budowy zużyto 150 000 worków cementu, 20 000 ton piasku i 70 000 metrów sześciennych kamienia. Budowla naprawdę imponujących rozmiarów :).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy okazji zwiedzania zamku Czocha, polecam wizytę na tamie a my niestety gonieni czasem musieliśmy kierować się na nocleg, który był oczywiście...na zamku :). Tak, tak...kiedyś oglądając program Makłowicza, w oko wpadł mi zamek Grodziec. Już nawet nie pamiętam, co tam mój imiennik przyrządzał, ale zamek bardzo mnie wtedy zainteresował. Pierwsza potwierdzona wzmianka o Grodźcu pochodziła z bulli papieża Hadriana IV z 23 kwietnia 1155 r. W 1175 r. książę Bolesław Wysoki wystawił tu przywileje cystersom z Lubiąża. Za czasów jego następcy Henryka Brodatego drewniano-ziemny gród zastąpiono murowanym. W okresie wojen husyckich budowla została zdobyta i splądrowana przez oddziały husytów. W 1470 r. odkupił go książę legnicki Fryderyk I. Sprowadzeni przez niego mistrzowie murarscy z Wrocławia, Legnicy i Görlitz nadali założeniu obecny układ przestrzenny. latach wojny 30-letniej zamek został zdobyty i spalony przez wojska księcia Albrechta Wallensteina. Ponieważ skala zniszczeń była ogromna i warownia nie miała już większej wartości militarnej, po wojnie zdecydowano o wysadzeniu części obwarowań. W XVII i XVIII stuleciu czyniono próby odbudowy Grodźca, nie zakończyły się one jednak większymi sukcesami. Dopiero w roku 1800, kiedy właścicielem dóbr został książę Rzeszy Jan Henryk VI von Hochberg z Książa i Mieroszowa, podjęto poważniejsze prace konserwatorskie i rekonstrukcyjne. Na krótko przerwał je okres kampanii napoleońskiej, ale już w latach 30, XIX stulecia zamek stał się celem licznych wypraw turystycznych. Uchodził w owym czasie za pierwszy w Europie zabytek specjalnie przystosowany do celów turystycznych. Teraz trafiła się nam okazja, żeby ten obiekt zobaczyć. Trochę się namęczyliśmy, żeby go odszukać...Grodziec niestety nie jest położony na głównym szlaku komunikacyjnym. A że było już ciemno, to zadanie było znacznie utrudnione. Nawet Prezes kilka razy się pytał, czy wiemy, co robimy (my jechaliśmy jako pierwsi w kolumnie). Sądziliśmy, że zamek będzie oświetlony i widoczny z daleka a dojazd do niego będzie łatwiejszy. A tu wąska, ciemna, nieznana droga, prowadząca nie wiadomo gdzie a zamku nie widać. W końcu droga zaczęła się piąć w górę więc się upewniliśmy, że jedziemy dobrze. I dojechaliśmy :).
A tam zupełnie ciemno, widać tylko kontury wielkiego- częściowo w ruinie zamku. Wiola na ten widok stwierdziła, że Ona tu nie ma najmniejszego zamiaru spać - tym bardziej, że bez chłopaków. Niestety Paweł, prezes i ja nie mogliśmy zostać na nocleg. Nie dostałem urlopu, o czym wspomniałem w poprzednim odcinku. Żałowałem przeogromnie :(. Paweł i Prezes też musieli wracać do pracy. No i stoimy w ciemności u stóp zamku i nie wiemy czy on w ogóle jest otwarty. W końcu przekonujemy się, że jest :). Po przekroczeniu murów, na spotkanie z nami wyszedł opiekun zamku. Okazało się, że pan czekał tylko na nas, żeby dać nam klucze od pokoju. Oznajmił, że zostawia nas na zamku samych, bo innych turystów nie ma.. a sam chce już wracać do domu bo na dzisiaj służbę zakończył. To znaczyło, że cały zamek był tylko do naszej dyspozycji. Wyobraźcie to sobie??? Zanim Pan odjechał poczęstował nas strawą. My liczyliśmy, że na zamku będzie jakaś knajpa. A tu zonk, nic z tego...ale na recepcji było wypisane menu i spytaliśmy się, czy jest możliwość, żeby dla nas coś przygotować. Pan się zgodził, wybraliśmy żurek i kiełbaski. Zostaliśmy zaprowadzeni do sali jadalnej. Po chwili na stole pojawiły się ogromne porcje z wielką ilością chleba, którego starczyłoby, żeby dwa razy więcej osób się porządnie najadło. Żurek podany w glinianych naczyniach, że można by poczuć średniowieczną atmosferę (nic dziwnego, że Makłowicz wybrał takie miejsce :)). Ponadto, usłyszeliśmy wiele o przeszłości i teraźniejszości tego zamku. Dla nas była to ciekawa lekcja historii. Po posiłku, opiekun zamknął bramę i odjechał do domu. Żal mi mocno ściskał moje 4 litery, że nie mogłem zostać...:(:(:(. Przeze mnie i Paweł nie mógł zostać, bo musiałem mieć jakiś transport do Wrocka. On pewnie mógłby sobie załatwić urlop na żądanie. Początkowo i Prezes miał wracać do siebie, ale gdy zobaczył to miejsce, to stwierdził, że zostaje. Czadowe miejsce...na placu przed zamkiem tliło się ognisko. Można by było więc posiedzieć przy ogniu, sączyć piwko i rozmawiać o duchach...a tak, po posiłku Paweł i ja opuściliśmy Grodziec. A reszta...Prezes wymiękł a dziewczyny zdecydowały się na samowolne, nocne chodzenie po zamku. Odważne te dziołchy...:). Zwłaszcza Gabi ma taki charakter, że wszędzie musi zajrzeć. Na zamku też zajrzały, gdzie się dało, choć pewnie stracha miały. Ale to wszystko wiem z późniejszych opowieści...A ja, cóż, dojechałem z Pawłem do Wrocka a stamtąd nocnym połączeniem do Szczecina. Rano prosto do pracy a dziewczyny zwiedzały dalej. Były m.in. w Jaworze (drugi po Świdnicy Kościół Pokoju z listy UNESCO). I tak zakończyła się nasza kolejna wyprawa. Bardzo fajna, bo zamkowo-górkowa. Wiele nowych miejsc, które bardzo mi się spodobały...no i ten Grodziec. Do dziś na wspomnienie, że była możliwość noclegu na zamku, robi mi się nieco smutno...ale co tam, przecież można odwiedzić kolejne miejsca i już niedługo będzie o nich :).

PS Ala również pisze o swoich wyprawach, więc gdyby ktoś chciał poczytać o tej wyprawie z punktu widzenia Ali, obejrzeć jej fotki, to zapraszam tutaj. U Ali również fotki m.in. z Grodźca...
Ostatnio edytowano 01.03.2012 10:16 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
dangol
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11100
Dołączył(a): 29.06.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) dangol » 25.11.2008 21:08

Widzę, że w końcu zrealizowałeś :) swoje plany i odwiedziłeś Grodziec i Czocha.

Rok temu zastanawiałam się, czy na Grodźcu nadal można przenocować ? I oto jest dowód, że tak :D ! W wyniku przeprowadzonych remontów zamek wypiękniał :arrow: i to jest dobra wiadomość, a jeszcze lepsza to ta, że nadal można się tam samemu powłóczyć nocą po całym zamku, tak jak my robiliśmy to przed wieloma laty, biegając w prześcieradłach :lol: i nawołując z zamkowej wieży "Przebacz mi Brunhildo" i inne takie... To było w roku 1983, a może rok później - dokładnie nie pamiętam. Miłe wspomnienia, tym milsze, że to była jedna z pierwszych "wypraw" wspólnie z Grześkiem :P - wtedy jeszcze nie było to takie pewne, że będziemy dalej razem iść przez życie.
Szkoda, że musiałeś wracać i nie zostałeś na noc na zamku :( z dziewczynami i Prezesem. Może jeszcze kiedyś tam zawitasz? Ja w każdym bądź razie, po opisie Ali (dzięki za zostawiony link 8) ) nabrałam ochoty :idea: na powtórkę Grodźca.

Drugi zamek, o który przed rokiem wspominałeś - Czocha. To też dla mnie bardzo stare wspomnienie, jeszcze starsze niż z Grodźca, bo z czasów, gdy byłam w podstawówce. Byłam wóeczas w Leśnej na letnich koloniach, nie mogło więc zabraknąć plażowania przy zaporze, rejsu stateczkiem i odwiedzin w zamku :) . Tyle, że zamek był wówczas wojskowym ośrodkiem wypoczynkowym, komnaty były więc przed dzieciarnią pozamykane, mogliśmy połazić tylko po wewnętrznym dziedzińcu i ... zajrzeć do studni. Pewnie też zwróciliście na nią uwagę? Studnia - jak to stara studnia, ale warto o niej wspomnieć. Dla kilku pokoleń panów na Czocha pełniła ona też dodatkowe, szczególne funkcje - za jej pomocą :roll: pozbywano się niewiernych małżonek. Pierwszy na ten pomysł wpadł jeden z Nostitzów, kiedy powróciwszy z wojny po dość długiej nieobecności, zastał swą żonę :o brzemienną. Musiał coś więc zrobić, żeby uratować swój honor :wink: . Odczekał, aż dzecko przyjdzie na świat, a wówczas :mrgreen: poddał żone próbie wody, właśnie w wyżej wspomnianej studni. Żona rzecz jasna próby nie przetrzymała, a maleńkiego bękarta zamurowano żywcem :evil: . Kolejni Nostitzowie (a po nich również panowie na zamku z innego rodu) przejęli tradycję i tą metoda pozbywali się niewiernych małżonek...

Robert, dziękuję za ożywienie wspomnień sprzed lat 8). Twój ostatni odcinek jest pełen takich miejsc, w których byłam w bliższej lub dalszej przeszłości. Miło mi było tam wrócić "razem" z Toba i resztą Twojej ekipy.

Pozdrawiam serdecznie :papa: , Danka
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 03.12.2008 18:57

Litwa - szlakiem pierożków i cepelinów

Po podróżach po naszym pięknym kraju, przyszła kolej na wyjazd zagraniczny. Już wcześniej planowałem zabrać Wiolę gdzieś na Wschód. Początkowo sądziłem, że mógłby być to Lwów, ale z tego pomysłu zrezygnowałem. A to z tego powodu, że w Lwowie występują "problemy" wodno-energetyczne a to zdarza się, że nie ma ciepłej wody a to zdarza się, że ogrzewanie nie działa. Taki wyjazd na Ukrainę, to lepiej przełożyć na wiosnę czy lato. Chyba, że jest się jak nasz Leszek Skupin, co to żadnych przeciwności się nie boi :). Dla mnie było to zbyt ekstremalne. Ale, kierunek wschodni pozostał. Zadecydowałem, że tym razem pojedziemy na Litwę. A co tam, że rok temu ukradli mi komórkę (o wszystkim można poczytać na pierwszej stronie tego wątku) - nic dwa razy się nie zdarza. Do pomysłu przekonaliśmy Pawła a on zaś przekonał swoją znajomą Zosię. Skład na wyjazd był gotowy. Przed wyjazdem zarezerwowaliśmy kwaterę w Trokach tam, gdzie ja byłem w maju 2008r. Wyjazd zaplanowaliśmy sobie na piątek 7.11 z Krakowa. Wiem, możecie się ze mnie śmiać, że na Litwę jechałem właśnie z Krakowa. Ale, tak akurat wyszło...Po drodze zabrałem Wiolę i razem dojechaliśmy na spotkanie z Pawłem i Zosią. W dalszą drogę wyruszyliśmy ze stolicy Małopolski ok. 22.30. Nasza trasa wiodła przez Kielce, Warszawę (gdzie trochę się pogubiliśmy, ale w nocy to akurat łatwo "nadrobić"). Później, zamiast kierować się na Białystok, to w Ostrowi Mazowieckiej skręciliśmy na Łomżę. To była bardzo dobra decyzja. Nie dość, że droga w dobrym stanie, to jeszcze ruch niewielki. Nie trzeba było jechać krajową "8", która znajduje się w nienajlepszym stanie a dodatkowo zatłoczona jest TIRami. Dalej kierowaliśmy się na przejście graniczne (hehe, byłe przejście) w Ogrodnikach. Tam też zakupiliśmy Lity (1 LTL to tak gdzieś ok. 1,10 zł). Z Ogrodnik jechaliśmy na Wilno tak wytrwale, że przegapiliśmy naszą właściwą drogę. Na szczęście, szybko połapaliśmy się, że coś nie pasuje i odbiliśmy w boczną drogę, która miała nas doprowadzić do tej właściwej. Ta boczna na początku była asfaltowa a potem to już ubita ziemia. Paweł nawet chciał się wycofać z jazdy i powrócić na główną. Pewnie miał w głowie te różne nasze czarnogórskie przygody, które na długo utkwiły w pamięci. Przekonaliśmy go jednak, że ta boczna droga to tylko parę kilometrów i jadąc nią możemy dużo czasu zaoszczędzić. Te argumenty przekonały kierowcę. Droga mimo wszystko nie była najgorsza i liczyła tylko ok. 10 km. Z niej wyjechaliśmy na taką drogę powiatową prowadzącą prosto do Trok. Muszę przyznać, że trochę słabo się do tej wyprawy przygotowałem od strony logistycznej. Co prawda mieliśmy wydrukowaną mapę Litwy, ale z kiepskim oznaczeniem druk. Pewnie mając lepszą mapę, nie byłoby kłopotu...Ok. 9 rano (czas na Litwie jest o godzinę do przodu, czyli podróż zajęła nam ok. 10 godzin) byliśmy już na kwaterze. Właścicielka (Pani Krystyna) bardzo się zdziwiła widząc mnie - kwaterę rezerwowała telefonicznie Wiola. Ba, Pani Krystyna zapamiętała nawet moje imię, co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej. W tym okresie byliśmy jedynymi gośćmi. Zresztą, warunki lokalowe pozwalają na przyjęcie tylko 4 osób. Do dyspozycji gości są dwa pokoje, wspólna łazienka oraz możliwość skorzystanie z kuchni. Warunki bardzo dobre a cenowo, to płaciliśmy po 40 Litów/ os/ noc. W 2007r. płaciłem o 5 LTL mniej. Ceny wszędzie idą w górę :(. Po śniadaniu i rozpakowaniu się poszliśmy na spacer po miasteczku. Oczywiście, byłem przewodnikiem, dla mnie to był już trzeci pobyt w Trokach. Zaczęliśmy od starego zamku:

Obrazek

Obrazek

...później był już ten uroczy zamek na wyspie. Zwiedzanie tradycyjnie sobie podarowaliśmy. Za to obeszliśmy go naokoło.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z daleka podziwialiśmy również rezydencję Tyszkiewiczów - Užutrakis (Zatrocze):

Obrazek

Mieliśmy w planach (na moją prośbę), żeby podejść pod pałac. Niestety, nie udało się...spacerując wzdłuż jezior pałac raz się pojawiał, raz znikał. W pewnym momencie uznaliśmy, że dalej nie ma sensu iść a jedyny sposób, żeby się pod niego dostać to łódka. Później dowiedzieliśmy się, że do Užutrakis można dostać się od drugiej strony - można podjechać samochodem gdzieś w pobliże pałacu. Zostanie coś na kolejny raz :). A że powoli zaczął nas dopadać głód, to postanowiłem, że pójdziemy na typowe jedzenie karaimskie. Jak wspomniałem w pierwszej relacji z Litwy, w Trokach mieszka grupa Karaimów. Karaimi to grupa etniczna pochodzenia tureckiego. Na Litwę ściągnął ich książę Witold. I tak żyją sobie tam od setek lat, kultywując swoje zwyczaje. Mają swój język, religię no i oczywiście kuchnię. Typowym karaimskim przysmakiem są pierożki zwane kibinai. Jakby ktoś chciał sobie przyrządzić pierożki, to tutaj znajdzie przepis.

Obrazek
jedna z restauracji serwujących kibinai

Obrazek
kibinai

Rok temu z niewiedzy skusiłem się na pierożki wieprzowe - wtedy nie wiedziałem, że te oryginalne to są z jagnięciny. Tym razem, wybrałem już te tradycyjne i muszę stwierdzić, że smakowały mi wybornie zwłaszcza z bardzo dobrym ciemnym piwem. Zosia i Paweł skusili się bliny - dla mnie to mała "profanacja", wszak bliny to kuchnia raczej rosyjska a nie karaimska czy nawet litewska. Ale, to był ich wybór :). A na kibinai jeszcze mieli czas. Te spróbowali później, gdy wyszliśmy na wieczorne zwiedzanie Trok - oświetlony zamek robi bardzo miłe wrażenie :).

Obrazek

Obrazek

A na sam koniec dnia na kwaterze zrobiliśmy sobie małą imprezę. Kupiliśmy sobie wódeczkę ziołową - miała być miodowa, ale etykietki mi się pomyliły. Mimo to, napój nam smakował...a na kolejny dzień zaplanowana była wizyta w stolicy - Wilnie.

PS Danusia, dzięki za wszystkie opowieści dot. zamków. Ze swej strony cieszę się, że mogłem ożywić Twoje wspomnienia z tych miejsc. W tej relacji będzie dużo zamków, ale z innego regionu :wink: Pozdrawiam serdecznie.
Ostatnio edytowano 01.03.2012 10:17 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7911
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 03.12.2008 21:53

Myśmy mieli szczęście spotkać w Trokach kilka par nowożeńców Obrazek
Obrazek
Czekam na Wilno i może Druskienniki. :D
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13299
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 04.12.2008 09:14

Ja dziękuję Robert, wy to na miejscu nie usiedzicie 8O :D

Widzę, że masz sentyment do krajów nadbałtyckich, nie da się ukryć, że i mnie bardzo się tam podobało :D
W Wilnie i Trokach byłem już 2 razy, a może jeszcze kiedyś się uda.........
W okolicy starego zamku w Trokach b podobał mi się ten ruchomy nawodny mostek :lol:
W ogóle cała okolica w jesiennej, bezlistnej szacie sprawia zupełnie inne wrażenie niż latem.
A sam zamek, no cóż, rekonstrukcja, ale mnie się podobał, nawet skusiłem się na zwiedzenie, gdyby nie niezwykle hałaśliwe polskie wycieczki czujące się jak "u siebie" :evil: byłoby bardzo fajnie. Za to rejs stateczkiem po jeziorze (i późniejsza w nim kąpiel) wynagrodziły te niedogodności :D
Aha, cena za nocleg 40 LTL od osoby wcale nie jest taka wygórowana.......

Również czekam na Wilno :D
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu - strona 19
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2022