Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4893
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 25.09.2008 20:32

Piękne Alpy widzieliście - czasem lepiej w deszczu i chmurach - bo bez ludzi :wink:
A co do koloru stawku, to jeżeli nad nim nie było w tym czasie "jasiowej dziury" z kawałkiem błekitnego nieba, który się w stawku przeglądał, to jest to pewnie efekt pryzmatu - akurat taka głębokość wody i odbicie od lodu dało taki efekt.
Lodowiec Pasterze niesłychanie zmalał. Ostatni raz widziałem go w 1932 roku ... Tzn na zdjęciu :wink: Ale różnica jest ogromna.
Pozdrawiam :)
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3459
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 25.09.2008 21:20

Bardzo fajny dzień. Glocka od tamtej strony jeszcze nie znam. Bardzo lubię takie drogi, a ten deszcz, chmury i sceneria mi przypominają mój wjazd na Stelvio jak wracałem z Glocka. Tylko wtedy już się ciemno robiło to nie miałem jak focić.
Twoje fotki miodzio :D
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13299
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 29.09.2008 13:04

No to już wiem w jakie to górki los rzucił Was po wizycie na szczytach Durmitoru i Koma :D
Beskidzkie widoczki znajome, choć akurat na Szyndzielni nie byłem.
Natomiast alpejskie - jak najbardziej nieznajome, ale jakie piękne 8O

Gratuluję przekroczenia kolejnego progu, magicznych 3000 8) może i mnie się kiedyś uda.......
Świetna wycieczka, cel osiągnięty, fantastycznie :D
Teraz pewnie będzie 4000 :wink:

Jakoś tak coraz bardziej zaczyna mnie ciągnąć w Alpy..........
Wstępne plany na Dolomity już były, he he może coś się z tego urodzi :?:

Zamek Hochosterwitz - przepiękny :!:

PS. Hochalmspitze - nieszczególnie znam niemiecki ale czy to tłumaczy się jak Szczyt Wysokiej Łąki 8O :lol: Jakoś na to, zeby były tam łąki na szczycie to ze zdjęcia nie wygląda :wink:

Pozdrawiam
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4893
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 29.09.2008 23:19

RobCro - pozdrawiam ciepło - po Zlocie okazało się, że słusznie wyczuwałem "braterstwo dusz" pomimo różnicy wieku :)
Wybacz - proszę - OT - witam też Kulkę !
To też nasza " górska rodzina " 8)
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 30.09.2008 19:31

plavac napisał(a):RobCro - pozdrawiam ciepło - po Zlocie okazało się, że słusznie wyczuwałem "braterstwo dusz" pomimo różnicy wieku :)
Wybacz - proszę - OT - witam też Kulkę !
To też nasza " górska rodzina " 8)


Plavac, niestety, nie mogłem być na zlocie...pewnych spraw nie da się przewidzieć, mi się nie udało. Ale, co się odwlecze, to nie uciecze. Jeśli zrobicie jesienne krakowskie spotkanie, to kto wie...rok temu byłem. Możesz popytać Janusza czy Ani. :D

A górski "fan-klub" całkiem liczny tu na forum...

Kulka, witajcie po nieobecności, gdzieście byli? co widzieliście?

Tak, tak, Hochalmspitze, dosłownie można by tak tłumaczyć. Łąk faktycznie, tam też nie widziałem...

Mówisz 4.000 m.n.p.m., czemu nie? :wink: Spróbować można...wiesz, tak w sekrecie powiem, że jakoś kilka dni szukałem info o Ałtaju. Zgadnijcie, jak nazywa się najwyższy szczyt w tych górach po mongolskiej stronie??? :lol: Może właśnie to?

Dolomity? dwie osoby to para, trzy osoby to tłok...o kogoś byłoby tam za dużo! :wink:

PS a jutro znów wyjazd...służbowy. "Rzeźnia nr 5" czeka...
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13299
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 01.10.2008 08:53

Plavacu, dzięki za przywitanie :D
Cieszę się, że i nas zaliczasz do górskiego zakątka :wink: na cro.pl

Robert, byliśmy oczywiście w CRO, druga połowa września wydaje się być idealną porą dla nas na wizytę w tym kraju......., a co widzieliśmy? trochę tego było, choć pewnie dla wielu cromaniaków to nic nowego...........

Trochę nasze plany pokrzyżowała pogoda, no ale o tym coś pewnie napiszemy, tylko obrobić się trzeba w pracach i w ogóle wrócić do jesiennej już rzeczywistości.

Mówiąc szczerze niewiele wiem o Ałtaju, tzn nie wiem nic :wink: :oops: w związku z czym nie mam pojęcia jak nazywa się Twój kolejny cel :wink: . Ale mam nadzieję, że ma ładniejszą nazwę niż Suur Munamagi :wink:

W Dolomity - jak pojedziemy, to jak najbardziej parą :wink: :lol:
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4893
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 01.10.2008 20:41

kulka53 napisał(a):Plavacu, dzięki za przywitanie :D
Cieszę się, że i nas zaliczasz do górskiego zakątka :wink: na cro.pl

Oj - niezręcznie to wyszło :oops: Jak chodzenie w szpilkach po Orlej Perci :wink: No ..bo ja ...chciałem się ... przed RobCro za OT usprawiedliwić :) Kulko - to ja się tu, do Was, "zaliczyłem" . I jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwy :)
Pozdrawiam.
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 05.10.2008 14:34

Austria cz. IV

Witam ponownie po dłuższej przerwie...coś mi się zdaje, że tej mojej relacji z Austrii niedługo broda urośnie. Tempo mam iście żółwie :). Co nieco jednak mam na swoje usprawiedliwienie (= kolejne wycieczki). O tych wycieczkach, będzie w kolejnych odcinkach...

Nasz czwarty dzień pobytu w Austrii, był zarazem ostatnim :(. Niestety, wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Na szczęście, powrót zaplanowaliśmy sobie na noc, więc dzień można było wykorzystać efektywnie. Plan był wstępnie ustalony już przed wyjazdem miało być ponownie "górsko", ale gdzieś blisko miejsca zakwaterowania. Długo nie szukałem i w miarę szybko zorientowałem się, że od nas blisko będzie na Grosser Speikkogel (2140 m.n.p.m.) - najwyższy szczyt w Koralpach (Koralpen). Czy ktoś podejmie się przetłumaczenia nazwy? Dla zainteresowanych stronka z summitpostu. Gdyby kiedyś, ktoś chciał się pofatygować...a tu stronka z tym, co można generalnie zobaczyć w Koralpen.

Ta górka wydawała się być dla nas idealna, jak już wspomniałem, blisko kwatery i niezbyt czasochłonna. Dodatkowo, nasz gospodarz Johann dał nam mapę Koralpen i udało się mi się znaleźć nawet lepsze podejście z innego punktu startowego niż wcześniej planowałem. Wszystko było już dobrze zaplanowane i pozostało nam jedynie liczyć na dobrą pogodę. Niestety, z tym nie bardzo nam wyszło. Od samego rana pogoda była marna. Choć mieliśmy jakąś nikłą nadzieję, że później się poprawi...ale początek był beznadziejny. Gdy przybyliśmy do Weinebene (1660 m.n.p.m.) była taka mgła, że widać było jedynie na ok. 100 metrów. I jeszcze obawy, że może spaść deszcz...to drugie na szczęście się nie potwierdziło. Ale...gdy tam dojechaliśmy, Paweł i ja szybko przygotowaliśmy się do startu. Wiola zaś miała taką minę, która wyrażała niemal wszystko, tylko nie to, że ma najmniejszą ochotę na górską wycieczkę. Krótkie negocjacje okazały się nadzwyczaj skuteczne i szybko Wiola była gotowa do marszu :).

Weinebene było naszym punktem startowym na Grosser Speikkogel (miejsce na drodze z Wolfsbergu do Deutschlandberg).

Obrazek
Weinebene we mgle

Z tego punktu wg znaków na szczyt idzie się ok. 3 godzin. Tam tez mieści się schronisko Gősler Hűtte. My wcale się nie spieszyliśmy i spacerowaliśmy sobie całkiem spokojnym tempem. Trudno mówić też o podziwianiu widoków, bo ze względu na mgłę te były marne a w zasadzie żadne. Można było jedynie cieszyć się powietrzem i byciem na wolnej przestrzeni. Sam szlak na Grosser Speikkogel to przyjemna ścieżka - początkowo szlak jest szeroki, więc dobry na wycieczkę rowerową, Rowerem można spokojnie dojechać do kolejnego schroniska - Grillitschhütte. Tu drobna uwaga - szlak wiedzie przez "kopel" wśród krówek...trzeba przejść przez ogrodzenie.

Obrazek

Przed tym schroniskiem szlak odbija w górę i tego odcinek już na rowerze pokonać się nie da. Ten fragment trasy jest tez najbardziej stromy i zajmuje tak ok. pół godziny, potem ponownie wchodzi się na wypłaszczenie.

Obrazek

Generalnie, krajobraz Koralpen mógłbym porównać do Bieszczad, w których...nigdy nie byłem :(, które jednak znam z wielu fotografii. I dlatego widoki w drodze na Grosser Speikkogel były dla mnie nieco znajome.

Obrazek

Obrazek

Z czasem też te widoki stawały się coraz lepsze, bo poprawiała się pogoda. A im bliżej szczytu, tym większą naszą uwagę przykuwało to, co jest na nim. Powiem szczerze, że gdybym porządnie odrobił zadanie domowe, wiedziałbym od razu, co znajduje się na górze. A tak, cała nasza trójka miała zabawę ze "strzelaniem", co tam może być...najpierw, że coś a'la Łuk Triumfalny, później jeszcze coś innego...w końcu zaczęła się pojawiać "kulka" :).

Obrazek

Obrazek

A z czasem było widać i drugą...Takie widoki nas bardzo zaskoczyły. A wejście na szczyt zajęło nam zdecydowanie mniej niż 3 godziny a i tempo nasze nie było nazbyt szybkie. Przed szczytem znów było nieco bardziej stromo. Przed samym szczytem spotkaliśmy tez sporą wycieczkę austriackich emerytów - jedna "babcia" słysząc obcy język, zapytała się nas, czy jesteśmy Słoweńcami. Gdy usłyszała, że z Polski była naprawdę mocno zdziwiona. A ja przy okazji błysnąłem swoim niemieckim i dobrym wychowaniem. Gdy kobieta się mnie pytała, ja zapytałem się "was?" :(. Grzecznie inaczej :(

A co do tych "kulek", to nadal nie mamy pewności, co się w nich mieści. W jednej z nich pracuje Johann i ta "kulka" ma przeznaczenie militarne. Jest do obiekt wojskowy - z tego, co się dowiedzieliśmy jest to jakaś stacja lokacyjna czy coś w tym stylu. Druga ma bardziej "pokojowe" znaczenie i prawdopodobnie jest to coś jak obserwatorium astronomiczne. Te wiadomości nie są do końca pewne i sprawdzone. Ponadto, na szczyt prowadzi zwykła asfaltowa droga - tak pewnie nasz Johann dojeżdża do pracy. Nie mam pewności, czy turyści mogliby również tam wjechać. Ale chyba nie...Na samym szczycie nie zostaliśmy długo - wiało i było bardzo mglisto. Wiola chciała się ogrzać, więc szukaliśmy odpowiedniego do tego miejsca. Trafiliśmy na jakiś obiekt telewizyjny stacji ORF - początkowo sądziliśmy, że to może być jakieś schronisko, ale nie było. Schowaliśmy się przed wiatrem i mogliśmy coś zjeść i napić się ciepłej herbaty. To wtedy było nam bardzo potrzebne. Odpoczęliśmy tam kilka minut i schodząc w dół, dostrzegłem schronisko - wiedziałem z opisu, że coś takiego musi być blisko ale w tej mgle nie sposób było tego dostrzec. A tu na chwilę wiatr przegonił mgłę/ chmury i naszym oczom ukazał się widok na miejsce, gdzie mogliśmy trochę odpocząć - schronisko Koralpenhaus na wysokości (1966 m.n.p.m.).

Obrazek

Miejsce całkiem przyjemne i my tam zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę - nawet na chwilę pogoda zrobiła się zdecydowanie lepsza. Zamówiliśmy sobie litrowy dzbanek grzanego wina (Glűhwein). Winko rozgrzało nas tak, że wcale nie mieliśmy ochoty na powrót :). Tym bardziej, że znów czekała nas wycieczka w mgłę i chmury. Ale do domu przecież jakoś wrócić trzeba...z powrotem w górę na Grosser Speikkogel. Znów mieliśmy trochę bardziej stromy odcinek łączący Koralpenhaus z Grosser Speikkogel. Na szczycie zostaliśmy kilka minut robiąc fotki i czekając na...wiatr, co rozgoni ciemne skłębione zasłony, by stanąć wtedy na raz ze słońcem twarz w twarz :). Właśnie przypomniał mi się Maanam...Kilkusekundowe przerwy były przez nas efektywnie wykorzystane na porobienie fotek na tle góry. Jak tez przystało na szczyt, znajduje się na nim krzyż. Zapamiętałem napis na krzyżu: "Bleib Deiner Heimat treu" - "Pozostań wierny swojej ojczyźnie". Podoba mi się taki patriotyzm :).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
zdobywcy Grosser Speikkogel - Wiola, Paweł, Robert

Po kilkunastu minutach zaczęliśmy schodzić w dół tą samą drogę (można wybrać inny szlak...)

Obrazek

Zaczęła się też nam poprawiać pogoda. A im bliżej Weinebene tym była ona coraz lepsza. Mogliśmy też podziwiać widoki na szerszą okolicę Koralpen.

A już przy samym końcu trasy zrobiliśmy sesję zdjęciową...austriackim krówkom. Co prawda, te nie tyrolskie, ale swoją urodę mają :).

Obrazek

Obrazek

Na kwaterę dotarliśmy późnym popołudniem...cała wyprawa zajęła nam gdzieś ok. 6 godzin. Po powrocie nie zostało nam nic innego, jak zacząć się pakować, pożegnać się ze Zbyszkiem, Johannem. Wyjazd zaplanowaliśmy sobie na wieczór. Przed wyjazdem postanowiliśmy zrobić króciutki postój w samym Wolfsbergu. Niby tam byliśmy zakwaterowani, ale ciągle brakowało nam czasu ma jego zwiedzenie. Na koniec trafiła się taka okazja. I bardzo się nam tam spodobało - ładnie oświetlony zamek, choć nie z każdej strony dobrze widoczny.

Obrazek

Jest też most - na nim niesamowite wrażenie robi podświetlona rzeźba ukrzyżowanego Jezusa. W ciemności widok naprawdę niezwykły...

Obrazek
choć na moim zdjęciu Jezusa słabo widać...

A potem już prosta droga do domu. Nieco inaczej niż w drodze do Austrii, gdyż zdecydowaliśmy się jechać przez obwodnicę Wiednia. To był dobry wybór, szybko i fajne widoki na oświetlona rafinerię Schwechat. Mi ten widok bardzo się podobał. Taki industrialny klimat...szkoda tylko, że nie było jak porobić fotek :(. Przejazd przez Słowację też był spokojny, choć mieliśmy kłopot z zatankowaniem gazu. Udało się nam to w Austrii (stacja Loipersdorf), ale tam Austriak, który jako jedyny był na stacji obsłużył nas a później postawił słupek...na Słowacji, już nie mieliśmy tyle szczęścia i tam, gdzie była pojedyncza obsługa, nikt nie chciał wyjść do nas...tak było choćby przy stacji blisko Trencina. Ja oczywiście wykorzystałem przerwę na sfotografowanie trencinskiego zamku. Mimo, że trochę daleko, to zamek robi wrażenie...muszę go kiedyś odwiedzić za dnia (już znajduje się on na mojej liście celów :)).

Obrazek

Obrazek

Do Polski zajechaliśmy z samego rana...najpierw zostawiliśmy Wiolę w Tychach. Potem Paweł odwiózł mnie na pociąg do Katowic. On jako jedyny tego dnia poszedł do pracy. Mocarz :). Mnie tego dnia czekała podróż do domu...zajechałem do siebie na wieczór. Kolejna wyprawa dobiegła końca. Kolejna jakże udana, z wejściem na Ankogel, z zobaczeniem Grossglocknera, z zamkami (w tym Hochostwerwitz). Tak, nabrałem smaku na Austrię...będę chciał tam powrócić.

PS z Austrii dokleję trochę fotek, ale to już kiedy indziej...

PS 2 Plavac, będzie okazja do spotkania za miesiąc w Krakowie :D

PS 3 Kulki, czekamy na Waszą relację...a co do tego szczytu w górach Ałtaju. To ma on nazwę nieco dziwną - C*h*u*j*ten. A tu info z wikipedii o szczycie Ałtaj. Ale, ten Ałtaj to raczej melodia dalekiej przyszłości...
Ostatnio edytowano 01.03.2012 10:09 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13299
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 06.10.2008 10:19

Robert, nie da się ukryć, że nazwa szczytu w Ałtaju mnie się nie podoba................ :? :wink: i jakoś wolałbym go nie zdobywać :lol:

Miła wycieczka i niezbyt miła pogoda - tak bywa. Dobrze, że się nie zraziliście na samym początku i nie zrezygnowaliście bo okazja może się nie powtórzyć a wspomnienia zostaną.

No i 2 wspaniałe "kulki" na szczycie - b. mi się podobają :wink: :lol: tylko ta jedna już trochę popękała.......
Dla tego widoku też warto było wejść.

RobCRO napisał(a):fajne widoki na oświetlona rafinerię Schwechat. Mi ten widok bardzo się podobał. Taki industrialny klimat...szkoda tylko, że nie było jak porobić fotek

Pamiętam jak będąc parę lat temu kilka dni w Bratysławie pojechaliśmy do Wiednia i wracaliśmy późnym wieczorem. Widok tej rafinerii zrobił na nas kolosalne wrażenie a droga przebiegała tuż obok zakładu. Fotek nie mamy bo sprzęt był nie nadający się do ich robienia :(

Pozdrawiam i czekam na kolejne opisy wycieczek.
A propos, urlop masz z gumy :?: :wink:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14062
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 06.10.2008 10:56

Robert Kolejna fantastyczna wyprawa :) Super górki.
Ehhhh można pomarzyć ;)

Pozdrav :papa:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 06.10.2008 18:11

Obiecałem kilka obrazów z Austrii i słowa dotrzymuję, choć to będzie naprawdę kilka:

Obrazek
zamek w Landskron - położony już po rozwidleniu autostrady w kierunku Słowenii i Salzburga jadąc na to drugie miasto.

Obrazek

Obrazek
Zamek Griffen - za dnia i nocy. Położony gdzieś przed Wolfsbergiem jadąc od Klagenfurtu.

Obrazek
Haus Koralpenblick - tu byliśmy zakwaterowani. Miejsce godne polecenia, warunki bardzo dobre, sympatyczny właściciel. Okolica bardzo cicha i spokojna...tutaj oficjalna stronka domku.

Na koniec kilka ogólnych wrażeń z Austrii:
- piękne krajobrazy
- czystość na każdym kroku - jak pisałem niemal sterylny kraj
- kłopoty z tankowaniem gazu - w Spittal trafiliśmy na stację z napisem "kein Gas"...tak przy okazji, wspominając Wioli, że mamy zamiar jechać do Spittal (wym. szpital), zapytała nas, co my w tym "szpitalu" chcemy załatwiać... :wink:
- puste miasteczka, puste szlaki w większości przypadków. Może nie aż tak jak w Czarnogórze, ale turystów mniej niż w naszych górkach...
- last but not least - trzeba koniecznie wrócić :D

PS Kulka, urlopu nie mam z gumy, pewnie Ty masz więcej dni wolnego niż ja. Ja mam tylko 26 dni, w tym roku pozostały mi do wykorzystania już tylko 4 :( . Ale, co tam, plany wyjazdowe są...a przecież też można robić wypady weekendowe.
Ostatnio edytowano 01.03.2012 10:09 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4893
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 06.10.2008 21:44

Pogoda w górach to zawsze loteria. Wyprawa piękna - a te :kulki" to nieuchronny znak czasu. Zawsze mnie to zasmuca, że wykorzystuje się wierchołki do celów technicznych - stawia maszty, wieże, radary,buduje drogi, tunele, schrony, linie kolejowe ( Tybet ). Człowiek się poci, sapie, dyszy- a na szczycie okazuje się, że można wjechać kolejką lub samochodem, że trzeba się nagłowić, jak skomponować "pierwotną" panoramę. Tyle beskidzkich szczytów zostało w ten sposób ograbionych ze swojego piękna. Muszę to zaakceptować, chociaż niełatwo. Dlatego tak bardzo przeżywam Wasze relacje z gór bałkańskich. To jest to, za czym tęsknię. Chociaż Alpy są tak ogromne, że w nich też są jeszcze nieskażone obszary.

Do zobaczenia w Krakowie :)
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 08.10.2008 19:05

Po (Wielko)Polsce...

Pora znów nadrobić zaległości pisarskie i trochę przybliżyć, gdzie udało mi się pojechać w czasie kolejnego weekendu. Podróżowanie stało się ostatnio dla mnie sposobem na życie. Co weekend wycieczka, więc kolejny też był przeznaczony na podróżowanie. "Czarnogórską" grupą postanowiliśmy spotkać się i powspominać wakacje a przede wszystkim dobrze się pobawić. Miejscem spotkania był Wieleń Zaobrzański w pow. wolsztyńskim w Wielkopolsce. Na spotkanie zostali zaproszeni wszyscy, ale Justyna i Krzysiek nie dotarli. Za to była z nami Ala z Poznania, która miała jechać do Czarnogóry. Niestety, los pokrzyżował jej plany. Ale, że dużo od nas słyszała, jaka to my grupa (:)), skusiła się i przyjechała na imprezę.

Dla mnie wyjazd rozpoczął się w sobotę wcześnie rano. Miejscem zbiórki miało być Leszno, z którego ktoś miał odebrać Wiolę, Pawła i mnie. Ale zanim ten ktoś czyli Milka dotarła na miejsce zbiórki, zrobiłem sobie krótki spacer po Lesznie. A jak Leszno, to wiadomo - szybowce, gdzie znajduje się jeden z najlepszych w Polsce aeroklubów.

Obrazek

W samym mieście ciekawy jest też ratusz. Gdy dotarła spóźniona Milka, my mieliśmy już opracowany plan, co możemy zobaczyć zanim dojedziemy do Wielenia. Oczywiście, to musiało być coś blisko Leszna a jedną z największych atrakcji w okolicy jest - Rydzyna
Położona ok. 5 km od miasta w kierunku Wrocławia. W Rydzynie znajduje się...zamek. Hehe, jak ekipa z RobemCRO jedzie gdzieś, to muszą być zamki :). Zamek w Rydzynie to barokowa posiadłość St. Leszczyńskiego zbudowana w końcu XVII wieku na murach zamku gotyckiego z XV w. Więcej szczegółów o zamku tutaj lub tutaj. My zrobiliśmy sobie jedynie krótki spacer.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po przyjeździe do Wielenia zrobiliśmy krótki rekonesans nad jeziorkiem. Miałem nawet taki plan, żeby je obejść (może tak następnego dnia rano), ale to byłoby dla mnie zbyt dużo. Jeziorko jest co najmniej dwa razy większe niż te, które jest w moim Nowogardzie.

Obrazek

Obrazek

A potem już była impreza...

Obrazek

...jakże miło było spotkać się ponownie, niemal w komplecie. Ala się szybko z nami zintegrowała. Oglądaliśmy fotki i wspominaliśmy nasze przygody. Oczywiście było przy tym dużo śmiechu :). Nasze imprezowanie trwało gdzieś do ok. 4 nad ranem. Towarzyszył nam pies Prezesa - Maurycy. Mieliśmy z niego trochę ubawu...

Rano wstać się nie chciało...ale na ten dzień też mieliśmy przygotowany program do zwiedzania. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że Wiola, Paweł i ja zabierzemy się z Alą do Poznania i po drodze odwiedzimy kilka miejsc. Pierwszy postój zaplanowany był już niedaleko od Wielenia, w stolicy powiatu w Wolsztynie. A jak Wolsztyn, to jasne, że parowozy. Miejsce unikalne, gdyż stamtąd te stare parowozy ruszają na trasy planowych połączeń (do Leszna i Poznania). Są oczywiście też specjalne trasy dla turystów. W parowozowni znajduje się ok. 30 lokomotyw z różnych serii. Najstarszym okazem jest niemiecka lokomotywa z 1917r. My mogliśmy tylko obejrzeć kilka maszyn, porobić trochę fotek i już trzeba było ruszać w dalszą drogę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
konduktorze łaskawy, byle nie do...i tak nie mam biletu :)

Następny nasz przystanek był w Rogalinie. Tam są dwie atrakcje - pałac i park. Pałac pochodzi z XVIII wieku, zaś główną atrakcją parku otaczającego pałac, są Dęby Rogalińskie. Jest ich sporo, ale trzy są najważniejsze, największe i najstarsze - Pol, Rus i Czech :).Najstarszy jest Rus, który liczy sobie ok. 700 lat. Dęby są pozostałością pierwotnej dąbrowy. I tu znów krótki spacer, kilka fotek i dalej w drogę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Wiola i Ala...

Niestety, czas nas gonił nieubłaganie, że na nasz ostatni przystanek - Kórnik, poświeciliśmy mniej niż 5 minut :(.

Obrazek

Trochę mi żal, ale może kiedyś będzie okazja na lepsze zwiedzenie Kórnika...a do domu wróciłem w niedzielny wieczór, już planując kolejny wypad, ale dokąd. Wszystko napiszę...lub opiszę fotografiami :).
Pozdrav
Ostatnio edytowano 01.03.2012 10:10 przez RobCRO, łącznie edytowano 1 raz
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4893
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 08.10.2008 23:25

Jaka ta nasza Polska piękna ...
Prawdziwy z Ciebie Lutalica - RobCro :!: Ale to jest piękny sposób na życie. Kultywuj go niezależnie od wszystkiego ( licznej rodziny, mnóstwa pracy, braku pieniędzy etc, etc ... ) :)
Lutalicę z Nowogardu pozdrawia Lutalica z Krakowa 8)
Jolanta M
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4521
Dołączył(a): 02.12.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jolanta M » 09.10.2008 00:12

plavac napisał(a):Lutalicę z Nowogardu pozdrawia Lutalica z Krakowa 8)

A to się Lutalice spotkały!!! :lol:

Lutalico iz Novogardu, do Kórnika koniecznie na dłuższą chwilę!!!
Zamku i oczywiście superanckiego parku wokół nigdy nie omijam jak mi jest po drodze. A parę razy już po drodze było. :D

Dzięki za opowieści! :)

Pozdrav
Jola
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu - strona 18
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2022