Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Po obu stronach Pirenejów: spalona ziemia katarów

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6257
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 30.12.2010 23:20

Rzeczą którą szczególnie sobie upodobałem w Pirenejach sa właśnie te kaniony- desfiladeros i gargantas. Ależ tego tam jest...

Pokazując ten- z tym uroczym wodospadzikiem- przygrzałeś w moje emocje i wspomnienia.
Crayfish
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1744
Dołączył(a): 11.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Crayfish » 30.12.2010 23:30

No i w końcu się nawet wojsko Tobą zainteresowało !!!
Dostali pewnie cynk, że przerzucasz coś z jednej strony gór na drugą.
Foty mieli od armii austriackiej, włoskiej, szwajcarskiej a nawet argentyńskiej. :lol: :lol: :lol:

Ładnie jak zwykle.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52509
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 31.12.2010 14:52

plavac napisał(a):Znajomo to brzmi. Chociaż nie ta skala - Gorce vs Pireneje :D

Wszędzie można dostać w kość. Albo komuś dać w kość. :lol:

Fatamorgana napisał(a):Rzeczą którą szczególnie sobie upodobałem w Pirenejach sa właśnie te kaniony- desfiladeros i gargantas. Ależ tego tam jest...

Zgadzam się - jest tam wiele przepięknych kanionów. Większość znana mi tylko z fotografii.
Trzeba coś z tym zrobić. ;)

Crayfish napisał(a):Foty mieli od armii austriackiej, włoskiej, szwajcarskiej a nawet argentyńskiej. :lol: :lol: :lol:

Przy czym - wtedy to w Patagonii jeszcze nie mieli okazji mnie poznać. Ale mogli przyuważyć podczas wcześniejszej wizyty w Argentynie, może w Buenos Aires?.. ;) :lol:

Pozdrawiam,
Wojtek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52509
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 04.01.2011 12:15

Zjeżdżamy na południe doliną Tena. Płynąca tą doliną rzeka Gallego jest w paru miejscach spiętrzona. Jeszcze przed tunelem mijaliśmy Embalse de Lanuza, a teraz mijamy kolejne - Embalse de Bubal. Zastanwiam się przez chwilę, skąd wzięła się tu rzeka Gallego. Nazwa ta oznacza Galicyjczyka. Czyżby jakiś bardziej znany Galicyjczyk? Nie mam pojęcia.

Kilka kilometrów dalej, w miejscowości Biescas opuszczamy dolinę, skręcając w lewo. Wrócimy tu po eksploracji najważniejszej perły Pirenejów, by zjechać poza góry i pozwiedzać miasta, klasztory, ciekawsze krajobrazy podgórskie. A teraz - kierunek Ordesa.
Krętą, wąską szosą podjeżdżamy w stronę Puerto de Cotefablo, ale nie wjeżdżamy na samą przełęcz - droga przebija się tunelem około 200m poniżej górskiego grzbietu. Po drugiej stronie zjeżdżamy do Valle de Broto, którą osiągamy mniej więcej w połowie między Broto a Torlą. Jest późne popołudnie, gdy kieruję się najpierw na północ.

Obrazek

Po chwili dojeżdżamy do Torli. Zostawiamy wóz na dużych parkingach przed miasteczkiem i zagłębiamy się w wąskie uliczki. Ale nie po to, by zwiedzać. Na to jest za późno, mimo iż Torla jest malutka. Jedyne co chcę tu załatwić, to kupno biletów na autobus.
Wjazd samochodem do doliny Ordesy nie jest możliwy, przynajmniej w sezonie. Trzeba się tam dostać autobusem lub pieszo. Kupuję bilety na pierwszy poranny kurs i wracamy do auta.

Obrazek

Ostatnia rzecz do załatwienia w tym dniu - to znalezienie noclegu. Wskakujemy do wozu i zjeżdżamy w stronę Broto, wypatrując uważnie po obu stronach szosy. Niestety, jest to stroma dolina i na boki odcodzą jedynie krótkie dojazdy do domów. W pewnym momencie mijam odchodzącą w tył leśną drogę. Żaden dom nie rzucił mi się w oczy. Może... to jest nasz nocleg?
Zawracam przy pierwszej okazji i skręcam w tę drogę. Prowadzi stromo w dół, po czym skręca bardzo ostro w przeciwnym kierunku. Po kilku metrach już widzę zabudowania. A więc to też tylko czyjś dojazd. Niestety. Zawracam pod bramą wjazdową i z powrotem w górę. Ale... na tym ostrym zakręcie odchodzi coś w rodzaju trawiastej drogi. Zatrzymuję wóz i sprawdzam. Okazuje się, że jest to jakiś dziesięciometrowy odcinek starej drogi, dalej ginący w coraz bardziej panoszących się zaroślach. Dziesięć metrów? A czegóż więcej nam potrzeba?

Wjeżdżam, starając się ustawić wóz w miarę poziomo. Po chwili jestem usatysfakcjonowany efektem i możemy uznać, że mamy nocleg. Zaczynamy wieczorne przygotowania - Bea pichci obiad, ja ścielę samochód i nagle zauważamy, że mamy towarzystwo. I to liczne towarzystwo.
Naszą obecność zwąchały koty z leżącego poniżej gospodarstwa i teraz trzy kociaki łaszą się do nas, ocierają o nogi i zaglądają do garów. Towarzyszą nam również po zapadnięciu zmroku i nawet widzę któregoś na masce już po tym, jak zamknęliśmy się w naszym hotelu. Pora spać. Jutrzejszy dzień zacznie się bardzo wcześnie.

A oto mapka przejazdu od Col de Tentes powyżej Gavarnie we Francji do Torli w Hiszpani.

Obrazek

A - Col de Tentes
B - start i finisz wycieczki na Punta de la Cochata
C - Torla
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6257
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 04.01.2011 12:37

Czyli dokładnie z drugiej strony niż my (w 2000r) dojechaliście do Torli. :)

Też byliśmy późnym popołudniem, ale połazić po kamiennej Torli jeszcze zdążyliśmy. Bardzo spokojna i zadbana miejscowość.
Były to jeszcze czasy, gdy słowo Poland (na pytanie skąd przybywamy) kojarzyło się miejscowym raczej z ...Holland. :lol: :wink:
Teraz pewnie jest inaczej.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52509
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 04.01.2011 14:21

Fatamorgana napisał(a):Były to jeszcze czasy, gdy słowo Poland (na pytanie skąd przybywamy) kojarzyło się miejscowym raczej z ...Holland. :lol: :wink:
Teraz pewnie jest inaczej.

Tak, teraz już w różnych krajach wiedzą, że jest takie państwo, jak Polska. :)

Pamiętam, jak w 1981r przejeżdżaliśmy autostopem z Lazurowego Wybrzeża do Wenecji. Na pytanie, skąd jesteśmy, odpowiadam:
- Poland.
- Holland?
Myślę sobie, że Włochowi lepiej podać nazwę Polski w jego języku. Więc mówię:
- Polonia.
- Aaa - zrozumiał - Bolonia!

:lol:

Pozdrawiam,
Wojtek
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 04.01.2011 14:32

Franz napisał(a):- Polonia.
- Aaa - zrozumiał - Bolonia!



Też ładnie ! :lol:
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52509
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 04.01.2011 21:32

mariusz-w napisał(a):Też ładnie ! :lol:

Ale jak już wreszcie zrozumiał, to serce mu się otworzyło. :D
Ale wtedy Polska była na fali - wszędzie "Lech Walesa", a we Włoszech jeszcze dodatkowo "Papa Wojtyla". Na Papę kolega przejechał pociągiem z Turynu do granicy francuskiej, bo nie zdążył wskoczyć do wcześniejszego, w którym my z biletami się znajdowaliśmy. 8)

Pozdrawiam,
Wojtek
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 05.01.2011 09:22

Franz napisał(a):Ale wtedy Polska była na fali - wszędzie "Lech Walesa", a we Włoszech jeszcze dodatkowo "Papa Wojtyla".


Podobną sytuacje miałem 1990 roku ... Turcja - Erdemli .

Po wyjaśnieniu, że Poland to nie Holland ... nastąpiło długie ...

- aaaaaaaaaaaaa - Polonia ... Waleeeesa ... Bonek ... !

:lol:
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6257
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 05.01.2011 13:52

Bonek czy...Bolek? :lol: :wink:
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52509
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 05.01.2011 17:34

mariusz-w napisał(a):Podobną sytuacje miałem 1990 roku ... Turcja - Erdemli .

W Turcji, ale już w najnowszych czasach, miałem inny ciekawy dialog.
W Bursie zagadał nas młody człowiek. Jak się dowiedział, że my z Polski, zapytał:
- Czy to prawda, że u was prezydent i premier to bracia bliźniacy?!
Słyszał takie plotki, ale nie chciał wierzyć. Teraz mógł uzyskać informacje z pierwszej ręki.
Potwierdziłem. Roześmiał się szczerze i serdecznie...

mariusz-w napisał(a): - aaaaaaaaaaaaa - Polonia ... Waleeeesa ... Bonek ... !

W latach dziewięćdziesiątych, podczas wędrówki po Włoszech, zostaliśmy w Kalabrii zaproszeni na kolację. Akurat zjechał również w domowe pielesze syn głowy rodziny, który pracował jako kolejarz. Był fanem Juventusu. Potrafił wymienić również trzy nazwiska polskich piłkarzy.
Ale bezcenny był wyraz jego twarzy, rozszerzających się źrenic i opadającej szczęki, kiedy mój dzieięcioletni wtedy syn wymienił mu nazwiska wszystkich piłkarzy Juventusu, również byłych oraz wysokości kwot transferowych. :lol:

No cóż, był większym fanem tej drużyny. 8)

Pozdrawiam,
Wojtek
longtom
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12099
Dołączył(a): 17.02.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) longtom » 05.01.2011 19:11

Franz napisał(a):
No cóż, był większym fanem tej drużyny. 8)



czyli:

Kibice wszystkich krajów, łączcie się :wink:

Mnie w zaprzeszłych latach zeszłego wieku, w Anglii, też przepytywano co teraz robią Gorgoń i Szarmach.

pzdr
Fatamorgana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6257
Dołączył(a): 08.09.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Fatamorgana » 05.01.2011 19:53

Mnie też paszcza nieco opadła, jak w Anglii w 2006r. 7 letni muzułmański dzieciak z kaszmirskiej rodziny potrafił wymienić poprawnie sam od siebie nazwiska wszystkich co lepszych polskich piłkarzy grających wtedy w Premier League i w Szkocji...(bramkarze i Zuraw).
Sorrki za off.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52509
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 08.01.2011 16:21

Jest jeszcze ciemno, gdy wstajemy. Szybko się zwijamy, podjeżdżamy do szosy i ruszamy do Torli. Wóz zostaje na parkingu przed miasteczkiem a my ustawiamy się na przystanku, gdzie już czeka kilkadziesiąt osób.
Po chwili zajeżdżają autobusy - nie jeden, a od razu kilka. Nie ma więc problemu z załadowaniem się - wszyscy się mieszczą i autobusy po kolei ruszają w górę doliny Broto. Na tym odcinku dopuszczony jest jeszcze publiczny ruch kołowy. Dojeżdżamy do rozstajów. Lekko w lewo droga prowadzi w dwa kolejno po sobie następujące wąwozy - Garganta de los Navarros i Garganta de Bujaruelo - za którymi w prawo podnosi się stromo boczna dolinka aż na Puerto de Bujaruelo, dobrze nam znaną z niekończącej się, transgranicznej rozgrzewki.

Autobus zaś skręca pod kątem prostym w prawo i mijając punkt kontrolny, poza który już prywatne samochody nie są wpuszczane, zagłębia się w dolinę Ordesy. Jazda nie trwa długo i wkrótce zatrzymujemy się na dużym parkingu. Wszyscy wysiadają - jesteśmy na Pradera de Ordesa.

Obrazek

Upewniamy się co do godzin odjazdu ostatnich autobusów, ale nie powinno być problemu - jeżdżą aż do nocy. Mamy nadzieję, że zdążymy przejść naszą trasę przed zmrokiem. Mamy nadzieję? Musimy!

Pora może powiedzieć kilka słów o zaplanowanej trasie. Otóż naszym celem jest Faja [faha] de las Flores. Flores - to kwiaty. Ale nie chodzi o Fajkę pełną Kwiatów, tylko o Kwietną Półkę. Jest to ścieżka, biegnąca prawie poziomo ponad dnem doliny. Jak wysoko ponad dnem? Nooo... około 1150m. A to oznacza, że zanim zaczniemy spacer, będący naszym celem tego dnia, musimy podejść w górę te 1150m.

Nie ma więc czasu do stracenia - parę godzin zajmie nam dotarcie do początku Kwietnej Półki. Żeby nie musieć wracać tą samą trasą, postanawiamy pójść w górę przez Circo de Salarons, a zejść w dół przez Circo de Cotatuero. Czyli - cyrk na wstępie, cyrk na końcu, a połączy te dwa cyrki powietrzny trawers.

Wracamy odrobinę szosą do początku podejścia. Nad nami turnie po północnej stronie jeszcze w głębokim cieniu, podczas gdy południowe ściany już pięknie nasłonecznione. Również i po północnej stronie, odpowiednio wysoko, wschodnie wystawy już odbijają słoneczny blask.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podchodzimy bardzo stromą ścieżką przez las, a tu i ówdzie ścieżka przy kolejnym zakosie ociera się o jego granicę, oferując piękne widoki na turnie, ograniczające dolinkę Salarons po przeciwnej stronie. Rewelacyjnie wygląda dumnie stercząca szpica w południowym ramieniu Tozal del Mallo.

Obrazek

Obrazek

Ponad nami wyłania się skalny mur Circo de Salarons. Można się również spotkać z nazwą Circo de Carriata.

Obrazek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52509
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 08.01.2011 16:23

Stopniowo drzewa stają się coraz niższe i rzadsze, aż w końcu las zostaje poniżej nas. Dochodzimy do pierwszych rozstajów. Tu w prawo odbija ścieżka, którą można trawersować ponad doliną, pod samymi skałami. To nas jednak nie pociąga. Faja de las Flores biegnie wciąż jeszcze bardzo wysoko ponad nami.

Obrazek

Obrazek

Wychodzimy ze strefy cienia - od razu robi się cieplej. Pora pozbyć się długich nogawek i rękawów, które przy porannym chłodzie przydawały się mimo pokonywanej stromizny.
Teraz mamy odrobinę oddechu - podejście łagodnieje i lekkim zakosem podchodzimy pod pierwsze obrywy cyrku.

Obrazek

Obrazek

Przychodzi jednak pora, kiedy trzeba się ponownie zmierzyć ze stromizną. Najpierw trzeba sforsować dolny stopień cyrku, gdzie skały przetykane są jeszcze bogato zielenią. Ścieżka w pewnym momencie przestaje trawersować i ostro wcina się w bliskie pionu zbocze, wykorzystując naturalne urzeźbienie. Nie jest trudno, wystarczy uruchomić dwie dodatkowe kończyny do lekkiej wspinaczki.

Obrazek

Obrazek

Ostatnie metry podejścia i dolny stopień zostaje za nami. Coraz bliżej do skalnego muru, tworzącego górny stopień cyrku.

Obrazek

Dochodzimy do rozstajów i zatrzymujemy się. Wyciągam mapę i przewodniczek. W lewo biegnie ścieżka, którą można dojść na Tozal del Malo, skąd rozciąga się - jak czytamy w naszej czeskojęzycznej wersji przewodnika - neobycejny vyhled. Nieobyczajny widok mógłby być interesujący, ale na to czasu już nie znajdziemy. Nasz droga prowadzi w prawo.

Mija nas jakiś samotny turysta, którego nawet - pochylony nad mapą - nie zauważyłbym, gdyby nie rzucił do nas jakimś zdaniem. Wyrwany z rozważań terenowych, szybko przeszukuję szufladki mojej pamięci. Mój hiszpański jest, jaki jest - próbuję więc błyskawicznie zanalizować usłyszane dźwięki i znaleźć polskie odpowiedniki. Coś mi jednak nie pasuje i nijak nie potrafię jego hiszpańszczyzny rozszyfrować.
- Nie mam pojęcia, co on powiedział - zwracam się do Beaty.

Bea patrzy na mnie, potem na odchodzącego turystę, znowu na mnie i wreszcie się odzywa:
- Przecież to było po polsku!
Rzeczywiście, zamykam szufladki z językiem hiszpańskim i od razu łatwiej mi zrozumieć jego słowa. Polak??

Wołamy za nim, odpowiadając z lekkim poślizgiem czasowym. Zatrzymuje się i roześmiany wraca do nas.
- Skąd jesteście?
- Z Polski.
- Tyle wiem. Słyszałem, że rozmawialiście po polsku. Ale skąd teraz jesteście? W jakim kraju mieszkacie?
- Nooo... w Polsce. Skąd takie pytanie?
- Z Polski?! Oo! To kawał drogi przemierzyliście. Ja mieszkam w Niemczech, aktualnie koło Freiburga.

No tak, przy granicy szwajcarskiej i francuskiej - to znacznie skraca dojazd w te strony.
Nasz eksportowy rodak ma na imię Andrzej i też ma zamiar przejść dzisiaj Kwietną Półkę. Ale dysponuje dobrym sprzętem fotograficznym i ma zamiar tu i ówdzie jeszcze zboczyć, by złapać jakieś ciekawe ujęcia. Chwilkę rozmawiamy i rozstajemy się. Zapewne jeszcze się spotkamy, skoro Andrzej również ma zamiar zdążyć na powrotny autobus z Pradery. A więc - powodzenia i do rychłego zobaczenia!

Obrazek
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Po obu stronach Pirenejów: spalona ziemia katarów - strona 17
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2022