Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Wspomnienia - temat dla wszystkich

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006
Wspomnienia - temat dla wszystkich

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.02.2007 11:22

Rok 2003 czyli nie tak dawno a jednak wieki temu :roll:
Wyjazd spod domu rodziców żony o godz. 16.00. Jedzie małżonka do granicy z Czechami. Bez większych przygód. Na granicy w Cieszynie kupujemy winietę Czeską. Jedziemy dalej przez noc już. Przed Olomoucem zatrzymuję się bo COŚ mi strasznie huczy w samochodzie. Miałem wrażenie jakby wszystkie cztery łożyska padły w jednym momencie :shock: Czyżby za duże obciążenie samochodu :?: Przegrzały się :?: :shock: Nieee nie możliwe, ale coś jest nie tak. Tylko co :?: Stoję na poboczu z latarką i dotykam gorących opon, kopię w koła :lol: jakby mi to coś miało pomóc :lol:. W pewnym momencie przejeżdża koło nas samochód :shock: . Słyszę taki sam dźwięk jak w moim, jakby mu łożyska padły :shock: :lol: Już nie wiem co mam o tym myśleć :?: Drugi samochód - to samo. Co jest do diabła :?: :? Wyszedłem na jezdnię i przeciągnąłem nogą po asfalcie :shock: :shock: TO ICH NAWIERZCHNIA :!::!::!::!: Jak tarka :!: :shock: Wsiadłem zły do samochodu bo zmarnowałem dobre 20 minut i odjazd.

Więcej przygód na trasie do samego Wiednia nie było. Wpadliśmy w Wiedeń i jedziemy jedziemy jedziemy :shock: gdzie tu jaki kierunek na Graz :?: Bo wiemy, że tam mamy jechać. Jedziemy cały czas prosto. W końcu patrzę - jest jakaś stacja Shell. Zatrzymałem się i mówię spytamy się o drogę... Niestety nie mówią po Angielsku :( Żona przychodzi mi z odsieczą dogadała się z nimi po niemiecku :lol:. Jedziemy dalej 300 m i jest tablica z kierunkiem na Graz takiej wielkości że TIR mógłby się o nią "zabić" :lol: Dobra nasza.

jakieś 20 - 25 km przed Grazem zjeżdżamy na parking na małe kimanko. Jest godzina 4 nad ranem. Chłodno. Wysiadam na papierosa prostuję nogi i z poduszką pod głową zasypiam snem sprawiedliwego aż do godziny 6 rano. Ból karku tak dokuczliwy, że muszę wysiąść z samochodu. Znów papierosek, witamy słoneczko i w drogę :D Mamy już nie daleko do Słowenii.

Maribor i kierunek na Lijubljanę autostradami. Słoweńcy golą nas do bólu :evil: biorą w euro na bramkach a wydają w tolarach. Co ja do ciężkiej cholery zrobię potem z tymi tolarami :?: :evil:. Ale widoki są piękne. Momentami gdy musimy zjechać z autostrady przejżdżamy przez ścieżynki z drewnianymi mostkami. Totalny folklor :lol:. Na ostatniej bramce płacę tolarami :lol: zaskoczony Słoweniec patrzy i nie wierzy :lol:. Mam je wyliczone tym razem co do ichniejszego grosza :twisted:.

Rjeka - jest godz 12 czy 13 już dokładnie nie pamiętam. Żar z nieba niemiłosierny. Staję gdzieś pod jakąś palmą :lol: ale cienia z niej raczej niewiele. Żona poszła poszukać jakiejś kwatery bo na takowe się nastawialiśmy. Rjeka, środek sezonu :shock: hahaha wiadomo albo nie ma albo warunki - klitka, albo cena :shock: lepiej nie wspominać. Jedziemy dalej w poszukiwaniu campu. Dobrze że "w razie co" mamy ze sobą namiot.

Zostajemy pod namiotem w Novi Vinodolski. Camping duży. Trafiliśmy na Czechów, którzy się zwijali ze wspaniałego miejsca. Bez zastanowienia bierzemy :D 94 kuny za wszystko. Mamy miejsce z tarasem z widokiem na Adriatyk i wyspę Krk. 10 m.n.p.m. i 10 m od brzegu.

Obrazek

Obrazek

cdn... :lol:
Ostatnio edytowano 24.05.2007 13:01 przez Leszek Skupin, łącznie edytowano 1 raz
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.02.2007 11:23

Ledwo dojechaliśmy i rozbiliśmy namiot, a wieczorem rozpętała się burza. Popołudniu zaczęło już mocno wiać. Zauważyliśmy, że inni "campingowcy" zaczęli znosić kamienie do obłożenia namiotów :shock:.

Czyżby miało być aż tak groźnie :?: Z przerażeniem patrzyłem na zapadający zmierzch. Było z dołu słychać już solidnie wzburzony Adriatyk, który falami grzmocił o skały. Wszystko co popołudniu wrzuciliśmy z samochodu do namiotu spowrotem powędrowało do samochodu na wypadek naglej ewakuacji. Byliśmy w Chorwacji pierwszy raz i była to nasza pierwsza noc pod namiotem. Nie wiedzieliśmy co może nas czekać...

Pierwszy raz tej nocy widziałem jak morze świeci od spodu :shock: kiedy pioruny w nie biły, a może poprostu woda odbijała blask błyskawic przecinających niebo co kilkanaście ... kilkadziesiąt sekund. Tej nocy nie spadła ani kropla deszczu natomiast wiatr straszliwie szarpał namiotem i gromy huczały jak artyleria przeciwlotnicza broniąca zaciekle kawałka lądu przed atakami wroga. Poprzedniej nocy jechałem więc byłem strasznie nie wyspany, tej nocy był kolejny dobry powód żeby oka nie zmrużyć. Burza odeszła gdzieś koło 5 nad ranem i dopiero wtedy udało nam się zasnąć. A już o ok godziny 8 rano obudził nas nasz synuś, wówczas 2,5 roczny brzdąc i przez swoje postanowienie zmusił nas na wycieczkę na plażę :D.

Nie pamietam jak ten dzień przeżyliśmy :lol:. Pozostałe dni na tym campie wyglądały bardzo podobnie, to znaczy pobudka ok 8 rano i wypad na plażę po kamiennych schodach w dół.

W Novi Vinodolski tylko kilka razy poszliśmy na spacerek, bo później upały dawały się okrutnie we znaki. Nie pamiętam już również ile czasu spedziliśmy na tym campingu.

Pewnego dnia stwierdziliśmy jednak, że jedziemy dalej na południe :D. Pierwszy raz mieliśmy zobaczyć Dalmację :D

cdn...
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.02.2007 11:23

Spakowani... czas w drogę... Dalmacja czeka :D
Jechaliśmy Jadranką, bez specjalnego pośpiechu, chłonęłiśmy widoki, które się przed nami roztaczały.
Pamiętałem, żeby nie przekraczać 80 km/h poza terenem zabudowanym i 50 km/h w terenie zabudowanym. No i opłaciło się :D Kilka razy minęliśmy białe Volkswageny Golfy z niebieskimi pasami na bokach, których użytkownicy trzymali w rękach osławione "suszarki". No i światła, koniecznie zapalone światła, mimo, że słońce było oślepiające. Taki mają obowiązek. Wolałem nie zapłacić ;). Po drodze zatrzymaliśmy się przy jakiejś knajpce nie wiem nawet co to za miejscowość była, spotkaliśmy Polaków, którzy jak się okazało jechali od dłuższego czasu za nami. Też pierwszy raz. Nie wiedzą gdzie jadą - tak jak my :lol: :D. Jedziemy dopuki nam się coś nie spodoba ekstra. w końcu przychodzi czas, żeby czegoś zacząć szukać na poważnie. Do tej pory jechaliśmy na południe. Minęliśmy Zadar, Sukosan, Pakostano - wreszcie Dalmacja :D. Po lewej stronie mijamy ogromne jezioro :shock: Nie wiemy co to jest :?: ani gdzie nas dalej droga zaprowadzi. W pewnym momencie na poboczu dostrzegamy tablicę kierującą na jakiś Autocamp "Romatica". Ok skręcamy w szutrową drogę. Dojeżdżamy do ślicznej zatoczki w której są aż trzy :shock: campingi. Do wyboru do koloru.

Zatrzymujemy się jednak na campie "Romantica" jest najładniejszy i najbliżej wody :D. Nie pamiętam ale płaciliśmy na nim powyżej 100 kun za namiot, samochód i naszą dwójkę - dzieciaka nie policzył. Jednakże gospodarz jest niespecjalnie miły. Można u niego kupić rakiję więc kupijemy, żeby spróbować. Namawia nas na jeszcze. Ma kilka rodzajów. OK bierzemy. Zostajemy u niego tylko dwie doby. Na sam koniec gdy wyprowadzaliśmy się od niego zdarł ze mnie :evil: 2 euro za kruch. Zapłaciliśmy mu :evil: i przenieśliśmy się na camping obok - "Paradiso" do Maria.

Młody uczynny Chorwat. Dał nam w "gratisie" OGROMNY parasol z baldachimem ze słomy, żeby zasłonić namiot przed palącym słońcem. Zapewne z uwagi na małe dziecko.

Obrazek

A wieczorem miła niespodzianka. Przyszedł do nas z rakiją :D i tak oto rozpoczęły się "nocne polsko chorwackie rozmowy". Trochę mu nasłodziłem, że wiele zrobili od czasów wojny domowej, że są twardym narodem jak to słowianie ;), a on podkreślał, że zawsze dobrze mu się z Polakami pije bo nie rozcieńczamy jego wyrobów :lol:, że Niemcy piją rakiję pół na pół z wodą :shock: :lol:.

Poznaliśmy też 3 Polki z dziećmi. Ależ były imprezy :shock: :lol:. Mario woził je do Pakostano swoim samochodem całkiem za darmo :shock: , a my jeździliśmy swoim. W podzięce za to wożenie wzięły chłopaka na dyskotekę i obtańcowały wszystkie :lol:. Dzieci miały już podrośnięte więc mogły je zostawić same ;). Muszę tu powiedzieć, że Niemcy musieli u Maria płacić za rakiję :lol: ;). Tak oto błogo płynął nam czas u Maria na campingu "Paradiso". To był prawdziwy raj. Za jego uczynność Belgowie zamontowali mu na dachu łazienki baterie słoneczne, żeby wieczorem było światło i wszyscy byli zadowoleni ;). Nasz syn bawił się z Francuzem w swoim wieku Paul'em. Dogadywali się tak, że sami byliśmy w szoku :shock:. Wymieniali się samochodami, jedli razem śniadania u nas. Będąc na campie u Maria raz tylko wybraliśmy się na wycieczkę z tymi Polkami i ich dziećmi do Sibenika.

cdn...
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.02.2007 11:24

Sibenik... piękne, dumne miasto a zarazem zniszczone przez wojnę :(. Wjechaliśmy w miasto i zaparkowaliśmy przy jakimś targu. Ależ tam było różności :shock: Dosłownie prawie wszystko można było kupić. Nie zastanawiając się długo rzuciliśmy się do straganów wynosząc zdobycz w postaci dmuchanej rybki dla syna :D. Gdy wycieczka zebrała się już koło samochodu (takie założenie było przed rozpierzchnięciem się po straganach) ruszyliśmy na zwiedzanie :D. Jako pierwszy zapuściłem się (w poszukiwaniu publicznego WC) w uliczki Sibenika. Znalazłem :shock: dom towarowy, zdewastowany, spalony, z dyktą w oknach :( niemiły był to widok. Stwierdziłem, że będę wracał bo mi jakoś tak dziwnie ciarki po skórze przeszły. W drodze powrotnej trafiłem na knajpę typu "mordownia". Stwierdziłem, że muszę zaryzykować i udało się :D. Wreszcie dotarłem do reszty wycieczki i mogliśmy już ruszyć na stare miasto.

Obrazek

Chłonęliśmy widoki, jakże tam było pięknie. Promenada z palmami, jachty pełnomorskie przybijające do brzegu na silnikach, no i uliczki... wąziutkie dające cień i ochłodę. Pierwsze co nam się rzuciło w oczy to piękna katedra. A z jej placu rozpościerał się wspaniały widok na port i promenadę :D. Byliśmy w raju :D. W Sibeniku spędziliśmy może z 5 godzin w sumie :) aż żal było opuszczać to piękne miasto :(, ale niestety zbliżała się już pora kolacji i spania naszego 2,5 rocznego wtedy młodziana. Pogoniliśmy go wtedy konkretnie. Całą wycieczkę zaliczył na wlasnych nogach :D i powoli zaczynał się stawać marudny. Wróciliśmy więc na camping do Maria gdzie czekała na nas kolejna impreza z polsko - chorwackimi nocnymi rozmowami :D.

Następnego dnia po plażowaniu już pod wieczór ruszyliśmy do Pakostano, tym razem już na trzy samochody: nasz, Maria i Maria znajomego, który dzień wcześniej znami imprezował ;) Wszyscy na luzie się zmieściliśmy. Pierwszy raz wtedy miałem okazję widzieć jak kłócą się Chorwaci :shock: - jak prawdziwi południowcy :lol: dobrze, że nie rozumiałem bo odchodziło trąbienie klaksonami i najparwdopodobniej leciało w powietrze mięso a kłócili się tak, że było ich słychać na całej ulicy :lol:. Nie wiem może to była pokazówka specjalnie dla nas takie mini przedstawienie, bo potem widziałem jak normalnie ze sobą rozmawiali . A udział w tym "przedstawieniu" brał m.in. właśnie Mario :lol:. Potem ruszyliśmy już na zwiedzanie Pakostano. Kurde, pamiętam stamtąd tylko tyle, że musiałem zdrowo pilnować syna, bo jak petarda leciał wszędzie gdzie coś się działo :lol: Chodziliśmy starymi wąziutkimi uliczkami, w których mieścił się tylko jeden samochód, i non stop odchodziło trąbienie :lol: Dziewczyny łaziły za jakimiś pamiątkami, a to apaszka, a to pasek z muszelek, a to skarbonka z masy perłowej, taaakie tam, jak to kobiety ;). Pamiętam też zachodzące słońce z promenady w Pakostano. Piękny widok. Zdjęć niestety przywiozłem wtedy baardzo niewiele, bo miałem ze sobą tylko 3 filmy i w pełni manualny aparat Practicę PLC2 :(. Więc pozostało mi tylko pamiętać te widoki, których nie uwieczniłem na kliszy :(. Na koniec w sklepie samoobsługowym kupiliśmy chleb a dziewczyny ZIMNE piwo Ożujsko bodajże, ale nie marka była najważniejsza tylko to, że było zimne :D. Jedna z nich w pewnym momencie pocałowała z radości (że zimne) butelkę, na co usłyszała brawa od Chorwatów i trąbienie samochodów. Musieliśmy zwracać na siebie nieźle uwagę :lol:

Wieczorem kolejna impreza z Mariem i jego znajomym a w zasadzie z tego co się dowiedzieliśmy to był jego przyjaciel, z którym studiował.

Zaiste błogo nam czas płynął u Maria :D

cdn...
Ostatnio edytowano 27.02.2007 11:27 przez Leszek Skupin, łącznie edytowano 1 raz
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.02.2007 11:24

Wszystko pięknie, ale wszystko co piękne kiedyś się kończy. Przyszedł czas na powrót. Zapowiedziałem sobie jednak, że kiedyś tu wrócę. Nie wiedziałem kiedy, wiedziałem, że na 100%.
Pakowanie, pożegnania, z Polkami, z Mariem i w drogę.
Wyjazd ok godziny 16, już po największym upale. W Karlobagu na stacji benzynowej zbiornik do pełna. Jeszcze na koniec koleś mnie chciał orżnąć :evil: . Patrzyłem na wartość tankowanej benzyny i na koniec dałem mu o kilka kun więcej - nie miałem drobnych - tylko banknoty. On do mnie, że za mało mu dałem :shock:. Ja mu, żeby mi resztę wydał. Myślał, że zrezygnuję. Pewno dałbym mu te kilka kun na sam koniec ale przegiął jak się upomniał o więcej :evil:. Dochodziłem się z nim kilka minut. W końcu on zrezygnował :twisted:. Poszedł po resztę do budynku i jak mi ją wydawał to walnął nią o samochód kładąc na dachu (miał szczęście, że mi dachu nie porysował bilonem :evil:). Ruszyłem w jego kierunku. Myślę sobie - będzie zadyma, bo mnie już koleś nie na żarty wkurzył :evil:. Cofnął się, zrobił w tył zwrot i odszedł. Odpuściłem mu. Nie chciałem na koniec robić "bydła". A to różnie mogłoby się skończyć. Mieliśmy długą drogę przed sobą. Wyjazd. Karlobag dzięki temu bardzo niemiło wspominam :(.
Wspinamy się na przełęcz, do tej pory nie wiem co to za przełęcz była, ale widoki wspaniałe. 890 m.n.p.m. - 1000 m od morza. I serpentyny, serpentyny, serpentyny....

Obrazek

W środku nocy dojechaliśmy dopiero do Plitvickich Jezer. Droga pusta, niebo czyste, tylko "łysy" świecił, akurat był w pełni :D. Rano byliśmy już na granicy Chorwacko - Węgierskiej.

Blisko południa dotarliśmy do Kesztely nad Balatonem. Stwierdziliśmy, że zostaniemy tu troszkę. Szukając campingu trafiliśmy na Polaków, którzy również szukali campu w drodze powrotnej z Chorwacji. Znaleźliśmy camping Castrum ***
Obrazek
ze wszystkimi wygodami z basenem, polem do minigolfa, kortami tenisowymi, barem, TV SAT i opiekunkami do dzieci (język angielski i niemiecki - płynnie :shock:).
Namiary jak do niego trafić ;)
Obrazek
Płaciliśmy za ten camping jak za camping u Maria za kawałek kamieni :lol:, ale nie mieliśmy takiego klimatu jak w Cro.
Brakowało nam rakiji i możliwości wystawienia grilla przed namiotem (były wydzielone do tego celu miejsca na campie). No i woda :!: co za koszmar :( brunatno - biała. Byliśmy na tym campingu dwa dni, zwiedziliśmy Kesztely, zjedliśmy węgierską pizzę, popijając Stellą za jakieś koszmarne pieniądze. Udało nam się również zobaczyć z zewnątrz (musieliśmy już się skrobać z kasą) zespół dworsko - pałacowy w stylu austro-węgierskim.

Obrazek

I to było na tyle co zobaczyliśmy na Węgrzech.

cdn...
Ostatnio edytowano 14.05.2007 14:20 przez Leszek Skupin, łącznie edytowano 3 razy
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.02.2007 11:25

Został już tylko powrót przez Słwację, a w niej Liptowsky Mikulasz i do Polski przez Zakopane.
W Liptowskim zatrzymaliśmy się na noc ok 2 w nocy docierając do Hotelu na przeciwko jakiejś stacji benzynowej gdzie również dojechaliśmy z przygodami. Jechaliśmy trochę w ciemno - to znaczy bez drogowskazów - tylko na czuja bo oznaczenia dróg w Słowacji to koszmar. Żeby dojechać do Liptowskiego jechaliśmy przez jakąś przełęcz, której nazwy nie poznałem ale wspinaliśmy się dość wysoko w góry, żeby następnie zjechać sporymi serpentynami w dół. Straszny kamień z serca mi spadł jak się rozlokowaliśmy w tym hotelu. Następnego dnia pojechaliśmy na zwiedzanie okolicy :lol:.
Taaaaki powrót mieliśmy :lol:, a po południu w drogę. Do Zakopanego, gdzie zatrzymaliśmy się na dwie noce. Rano, następnego dnia po przyjeździe pojechaliśmy na zwiedzanie. Byliśmy na Krupówkach, wtargaliśmy się na Gubałówkę, a potem pojechaliśmy do Doliny Chochołowskiej na kwaśnicę. Tak sie strułem, że myślałem, że zejdę z tego świata :(. Góralka, u której mieszlakiśmy, mnie wyleczyła. Dała do wypicia nalewkę z jakiegoś korzenia. Czegoś tak gorzkiego w życiu nie piłem :shock: ale postawiło mnie to na nogi w ciągu dwóch godzin. Dostaliśmy ten korzeń od niej na pożegnanie :D i mamy go do dziś i cały czas nam pomaga przy grypach jelitowych, zatruciach i wogóle przy problemach z układem pokarmowym :D. Jest niesamowity :D. Niestety już powoli traci swoje zdolności lecznicze :(, bo zalewany był kilka razy więc trzeba się będzie do tej góralki przejechać jeszcze raz :D. Dwie godziny potem jak wsiedliśmy do samochodu wyjeżdżając od niej zatrzymałem się na kiełbasę z grilla. Żona tak się na mnie patrzyła ----> :shock: :shock: :shock:. Ale nic mi nie było :lol:, a zgłodniałem straszliwie. Wrzuciłem w siebie tę kiełbaskę i pojechaliśmy dalej. Tak oto dotarliśmy do domciu.

THE END :D

Pozdrav :papa:
Łukasz.D
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 300
Dołączył(a): 30.08.2005
:)

Nieprzeczytany postnapisał(a) Łukasz.D » 27.02.2007 11:39

I kolejna relacja którą przeczytałem z wieeeelką przyjemnością.
Leszek -niezła objazdówka do tego z 2,5 letnim dzieckiem.Podbudowałeś mnie,bo u mnie szykuje się czas pieluch i myślałem że na dobre kilka lat mogę zapomnieć o dalszych podróżach.Na szczęście Cromaniacy raz po raz udowadniają że nie ma żeczy niemożłiwych i że nie straszne im nawet największe przeszkody :)
arekwroc
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 715
Dołączył(a): 19.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) arekwroc » 27.02.2007 11:44

Leszek fajny pomysł, czyta się z duża przyjemnością.......
Tekla
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 448
Dołączył(a): 30.10.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Tekla » 27.02.2007 14:22

Leszku: dziekuję, wróciły mi wspomnienia z 2002 roku. Podobne wakacje, podobne rejony. SUPEL! :lol:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 27.02.2007 15:29

Cieszę się, że się podoba :D i pomysł i opis. Czekam na innych ;) też na pewno macie wspomnienia, których nie opisaliście, bo albo nie było jeszcze forum, albo dotarliście do niego później. Czekam na Was w tym właśnie wątku. Wspomnienia są dla wszystkich :D. Czytając wspomnienia nie spisane wcześniej, szybciej czas zleci do wakacji w Chorwacji :D.

Pozdrav :papa:
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 84127
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 27.02.2007 19:53

Odszukałem w archiwum moje wspomnienia z pobytów w Cro, więc je tu wrzucam, niestety bez zdjęć
***************************************************************
Też udało mi się odzyskać przez "google" moje wrażenia z Chorwacji.
Były w temacie"Chorwacja 1997-2004" i był to mój pierwszy założony temat i uaktywnienie sie na forum.
Opisy były w kilku kolejnych postach, które zebrałem tu w jedną całość
i jeśli kogoś to zainteresuje historia, to proszę czytać.:

11-09-2004 18:12 Temat postu: Chorwacja 1997-2004 serdecznie witam po raz pierwszy na forum,chętnie podzielę się wrażeniami z pobytów w Chorwacji w latach 1997 -2004 (bez 1999)

Pierwszy wyjazd do Chorwacji nastąpił w 1997r. po wcześniejszych 7 latach spędzonych wakacyjnie na Węgrzech. Nadmieniam, że zawsze jak dotychczas pod namiot. Wyjazd w 1997r. był w trzy samochody-nowa felcia, nowe uno, nowy ford eskord z namiarem na Vsar (Istria), ale ostatecznie pobyt był na kempingu Valkenella - trasę z Nowego Sącza(wyjazd 4 rano) przez Słowację(Poprad-Zilina-Bratysława)Austrię (Wieden-Graz-Klagenfurt)Słowenię(Ljubej-Naklo-Ljubjana-Postojna-Koper) a dalej Chorwacja przez Porec - pokonaliśmy bez przygód i na kempingu Valkenella byliśmy ok.21
Na pewno pierwsze wrażenia zostają w pamięci, a moje były jak najlepsze i pozostały do dzisiaj jak najlepsze z każdego pobytu w pięknej Chorwacji. W 1997 r. walutą wymienną były wtedy jeszcze marki i dolary. Jeśli chodzi o ceny z tamtego okresu to może nie są one już tak dziś istotne, ale śledząc "posty" z innych tematów, gdzie ludzie piszą,że w Chorwacji podrożało, to już wtedy było drogo bo przeglądając wysłane pocztówki do kraju pisałem, m.in. że "słońce gorące, woda ciepła, ceny wysokie ale pieniędzy wystarczy" .Zresztą pojęcie "drogo" jest względne, bo dla osoby posiadającej więcej gotówki przeznaczonej na wakacje i "do wydania" w całości (bez późniejszego żałowania,że było drogo) jest inne niż dla osoby o mniejszej gotówce, oszczędzającej aby wystarczyło na na dłuższy pobyt ale bez szaleństwa wydawania"

cd.1998r.
A zaskoczenie polegało przede wszystkim na tym, że w stosunku do zeszłego roku poczyniono gruntowną renowację obiektów sanitarno -gospodarczych -wszędzie nowe kafelki,nowa armatura(w prysznicach czasowe wyłączanie wody jako oszczędność jej zużycia)wszędzie jak
zwykle ciepła woda non-stop,w toaletach papier też non stop, personel sprzątający widoczny i pracujący praktycznie całą dobę.Reszta bez zmian. Polaków w tym czasie było mało w stosunku do innych nacji, (jeśli teraz jest w Chorwacji jest ich więcej to chyba lepiej, bo znaczy to, że wprawdzie bardzo powoli ale doganiamy Starą Europę).
Dlatego nie podzielam zdania z któregoś postu, że jak było mniej Polaków w Chorwacji, to było lepiej. A dlaczego tam nie mamy być?. Jeśli chodzi o wodę w morzu , to synowie zauważyli nurkując w 1997 i w 1998 , że na pewno była czyściejsza ta z 1997r.
Ceny artykułów w stosunku 1997 do 1998 podskoczyły ok.10-15% (niektóre np. ceny owoców pozostały bez zmian) natomiast kurs marki wzrósł nieznacznie.
W sumie kolejny wyjazd i pobyt w tym samym miejscu znowu wypadł korzystnie i ugruntował dobre wrażenia o Chorwacji. Nie wspominałem o powrocie z 1997 , więc dopisuję, że w 1997 i 1998 powrót odbywał się przez Węgry, z pobytem 2-3 dniowym w Mezokovezd (k.Egeru), jest tam duże kąpielisko z basenami znane mi z poprzednich
lat, gdzie spędzałem wakacje (tylko 280 km do Nowego Sącza a więc "rzut beretką" w stosunku odległości do Chorwacji.
Na tym kończę wspominanie lat 1997-1998, jeśli jest ktoś zainteresowany
latami następnymi, proszę "dać cynk" - co pamiętam opiszę.
Jeśli kogoś zawiodłem wcześniejszymi opisami, to przepraszam-tyle pamiętam na gorąco w trakcie pisania.

Witam ponownie.
Ponieważ tematem postu była "Chorwacja 1997-2004" zdecydowałem się kontynuować dalej opowieść o mojej przygodzie z Chorwacją.
A więc w 1999 r. zamiast w Chorwacji, wakacje spędziłem na Węgrzech (jako tańsze-bo był mały dołek finansowy i na Cro zabrakło)
W 2000 r. nastąpił powrót do Chorwacji, tym razem po 2 latach na zachodnim wybrzeżu Istrii, wybór po przeglądnięciu przewodników padł na wschodnie wybrzeże, konkretnie RABAC i camp Oliva,Wyjazd nastąpił w II połowie lipca, skład samochodowy i osobowy jak w 1997 i 1998r. Trasa: Słowacja(Mniszek n/Popradem-Zilina-Bratysława) Austria (Kittse-Parndorf -Graz (za Grazem spanie na autostradowym parkingu)Słowenia (Maribor-Ljubjana-Postojna-i stąd do Chorwacji na Rijekę i dalej Rabac. Po przyjeździe na miejsce został "zlustrowany" camp Oliva, i nastąpił przejazd na camp Valkanella(zachodnia Istria-k/Vrsaru).
Powodów było kilka, a to: bardzo mała plaża na kempingu, toalety i zmywalnie "nieciekawe" (w porównaniu do Valkanelli znanej a lat poprzednich), z rozmów przeprowadzonych z rodakami przebywającymi wynikało, że są problemy z ciepłą wodą i czystością w toaletach.
Ponieważ w trzech samochodach było 10 osób, zostało przeprowadzone głosowanie-kto zostaje w RABACU , a kto "wraca" na VALKANELLĘ- jednogłośnie wygrała Valkanella .. i tak po raz trzeci się tam znalazłem.
O kempingu Valkanella można powiedzieć , że jest to małe miasteczko turystyczne-ładnie położony rozległy, wszystko na miejscu-sklepy,plaża, boiska do gier i bardzo dobre warunki pobytowe-dużo węzłów sanitarnych z ciepłą woda od rana do wieczora.
Jestem osobą już nie młodą , dla mnie i moich przyjaciół 2 tygodniowy pobyt na kempingu jako minimum wygody, jest jeden podstawowy warunek-to właśnie ciepła woda do mycia osobistego i "garów" po obiadach, natomiast dla synów (w 1997r. to były jeszcze "dzieci" w 2000r. już "dorosła" młodzież) liczą się też rozrywki sportowo-dyskotekowe, a to jest możliwe tylko na dużych kempingach (jest .. i nic nie kosztuję). Dlatego kolejny pobyt na tym samym kempingu uważam za udany. Jednym ze spostrzeżeń odnośnie kempingu Valkanella , porównując stan z poprzednich lat było to, że bardzo dużo parcel (miejsc kempingowych)
było na stałe wykupione i ulokowane są na nich namioty i przyczepy Włochów, Słowenców, Niemców,Austriaków. Powrót z Chorwacji trasą Rijeka-Karlowac-Zagrzeb-Gorican-Węgry(2 dni Bukfurdo-kąpielisko termalne zachodnie Węgry) i dalej przez Słowację do Nowego Sącza , jak przy wyjeździe.

cd.Chorwacja 1997-2004.
W 2001 r. po trzech latach pobytu na Istrii zapadła decyzja o wyjeździe na południe Chorwacji-wybrany został kemping Zaton k/Zadaru i tam też na przełomie lipca i sierpnia nastąpił wyjazd. Tym razem w podróży uczestniczyły już tylko 2 samochody(felcia-uno)
trasa:N.Sacz-Słowacja(Poprad-Bańska Bystrzyca-Komarno)Węgry(Papa-
Heviz(nocleg)-Nagykanizsa-Chorwacja(Gorican-Varażdin-Zagreb- Karlovac-Plitvickie Jezera-Zadar-camp ZATON. Kemping spełnił nasze oczekiwania, gdyż był porównywalny z wyposażeniem jak camp Valkanella na Istrii. Tu też po raz pierwszy w Chorwacji "zagrały" nam cykady. Pobyt na kempingu trwał 15 nocy, pogoda była wspaniała, ani jednego dnia deszczu, woda w morzu ciepła, wspaniałe widoki z morza na biały masyw gór Velebit. Brakowało tylko bryzy morskiej,a ta zawsze była na Istrii.W trakcie pobytu zwiedzony został Zadar oraz wąwóz PAKLENICA w górach Velebit.
Zadar i okolice jako przedsionek Dalmacji zrodził plany, aby stopniowo w następnych wyjazdach do Chorwacji jechać dalej na południe. Wyjazd z kampingu po południu trasą przez Chorwację jak przy wjeździe,dalej przez Węgry wzdłuż Balatonu, Budapest i postój 3 dni na basenach termalnych w Mezokovezd.

c.d.-2002(Primosten)
Jestem ponownie w temacie po dwóch tygodniach przerwy i postaram sie dokończyć temat Chorwacja 1997-2004.
Skończyłem na 2001 roku opisując pobyt w okolicach Zadaru. W 2002 r. wyjazd nastąpił do miejscowości Primosten, a wybór tej miejscowości powstał na podstawie mapy z której wynikało,że leży ona nad otwartym morzem, gdyż jedynym mankamentem pobytu w 2001 r. a Zatonie (nad zatoką) był brak orzeźwiającego wiaterku. Wybór Primostenu okazał się trafny pod tym względem , gdyż wiatr na plaży był, i tu po raz pierwszy w Chorwacji zobaczyłem "fale na 1 m" Przejazd z Nowego Sącza do Primostenu trwał dwa dni , wyjazd o 6 rano
przez Słowację(Komarno)Węgry(Gorican)nocleg w Varażdinskich Teplicach na kwaterze prywatnej i dalej przez Chorwację (Zagreb,KarlovacPlitvickie Jezera,Knin,Drnis.Sibenik)
Nie było jeszcze autostrady Karlovac-Zadar. Pobyt na kempingu Adriatyk 13 nocy,w dwa samochody i osoby jak w poprzednich latach, camping położony pod drzewami, dobrze urządzony w obiekty sanitarne i stosunkowo nie drogi.
W trakcie pobytu zwiedzanie miast Primosten, Trogir, Split i Sibenik. Każde piękne w swoim rodzaju, historii i położeniu. Każde warte zobaczenia i ..... powrotu do nich.
W sumie nowe miejsce pobytu w Chorwacji utwierdziło mnie (i znajomych) że Chorwacja jest dla nas wymarzonym miejscem spędzania wakacji. Zarówno dorośli jak i dzieci (też już dorosłe - dorastali w kolejnych wyjazdach) wracają z tych wakacji zadowoleni i wypoczęci. Zapewne część "cromaniaków" dziwi się jak można spędzać dwa tygodnie w jednym miejscu i tu muszę wyjaśnić,że z dwóch powodów.
Pierwszy powód, to duży namiot, którego rozbicie i prawidłowe zainstalowanie trwa ok. 2 godzin (znalezienie odpowiedniego miejsca na campingu dla dwóch rodzin, wbijanie śledzi-chyba każdy, kto był na campie w Chorwacji to "ćwiczył", itp). Drugi powód, to "harcerska lodówka" na konserwy i "domowe obiady" Lodówka taka, to dziura wykopana w ziemi, do której wkłada się to co wyżej , i rano wyjmuje się konserwy "z galaretką". Kiedy się taką dziurę wykopie w chorwackiej ziemii, nie szybko ma się ochotę kopać nową w innym miejscu, a muszę nieskromnie dodać,że nie było campingu przez te wszystkie lata, na którym dziura nie byłaby wykopana. (kopana była też m.in. z powodów oszczędnościowych na finansach, oraz z racji braku lub bardzo małych boksów lodówkowych na campingach,w 2002 r. boksy w Primostenie w czasie mojego pobytu były zepsute) Powrót z Primostenu do Nowego Sącza był znowu przez Węgry, z pobytem 1 dniowym pobytem w DOMBOVAR (poniżej Balatonu-jak prawie każde miasto na Węgrzech z basenami termalnymi), plany były na pobyt 3 dni ale wygoniła nas deszczowa pogoda.

c.d.2003 r. (Zivogosce-Dubrownik-ponownie Primosten)

Tyle udało mi sie odnaleźć, brak opisu pobytu w 2003 r. w Zivogosce
ale pamiętam, że było tam w okresie mojego pobytu na przełomie lipca i sierpnia strasznie gorąco, duszno i wietrznie .. tak, że uciekałem do Primostenu nad "otwarte morze".

Natomiast w 2004 r. skusiłem się początkiem lipca na pobyt wreszcie na jednej z wysp i wybrałem Krk, z której po 5 zimnych dniach (12 stopni w nocy pod namiotem) udałem się do cieplejszej części Cro, tj. ponownie do Zatonu k.Zadaru. (i tam właśnie złapałem belonę )
Pozdrawiam

**************************************************************
Tak pokrótce wyglądał mój staż w Chorwacji :wink: :lol:
:hut: :papa:
woka
Cromaniak
Posty: 5412
Dołączył(a): 20.07.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) woka » 27.02.2007 23:09

Faktycznie, czytając wspomnienia wracają i własne. Temat bardzo dobry.

Do Leszka ( lub innych dobrych ludzi) :D ..... na trzecim zdjęciu "zamazałeś" nr rej. samochodu. Jak to się robi, ja próbuję ale nie potrafię. Używam do przegladania zdjęć programu ACDSee. Myśle, że ma taka opcję ..... musi przecież mieć.
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 28.02.2007 10:53

woka napisał(a):....Do Leszka ( lub innych dobrych ludzi) :D ..... na trzecim zdjęciu "zamazałeś" nr rej. samochodu. Jak to się robi, ja próbuję ale nie potrafię. Używam do przegladania zdjęć programu ACDSee. Myśle, że ma taka opcję ..... musi przecież mieć.

Użyłem do tego celu najzwyklejszego w świecie Painta :oops: :lol:, a jest tam opcja wstaw prostokąt w przyborach do malowania.

Pozdrav :papa:

P.S. Cieszę się, że Janusz pociągnął temat dalej. :D Cieszę się, że temat przypada do gustu :D

P.S. 2 Januszku ... jak Cię proszę opisz szerzej ten patent z "lodówką harcerską" w "Patentach...". Super sprawa :D. Zawsze drałowaliśmy do "recepcji" campingu, przy której są zamrażarki, wymieniać wkłady do lodówki, a to i tak zawsze niewiele dawało jak w dzień lodówka stała w namiocie. 6 godzin i od nowa trza wymieniać a poprzednie wkłady nie zawsze zdążyły się zamrozić :(.
hrehor
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 792
Dołączył(a): 14.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) hrehor » 28.02.2007 12:15

wspaniały temat i jeszcze wspanialsze wspomnienia , super , ja jakoś nie mogę się zmusić do napisania naszej przygody w drodze do CRO .Nie mieliśmy takiej jak Leszek bo jechaliśmy ze znajomymi, a ani bardzo dobrze znali trasę do CRO , ale wspomnien co nie miara można by napisać pamiętnik. 8) 8) :lol: :lol: :lol:
Leszek Skupin
Cromaniak
Posty: 14014
Dołączył(a): 23.09.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Leszek Skupin » 28.02.2007 12:21

hrehor napisał(a):...ale wspomnien co nie miara można by napisać pamiętnik. 8) 8) :lol: :lol: :lol:

To bierz się do roboty i najdalej za dwa dni będą wspomnienia "ocalić od zapomnienia" gotowe 8) 8) 8)
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



Wspomnienia - temat dla wszystkich
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017