CHORWACJA ONLINE

forum

 
Wasza Chorwacja Relacja 9
reklama


Relacja z podróży do Południowej Dalmacji oraz Czarnogóry


Niedzielny poranek zapowiadał chwilowe ochłodzenie a może nawet pogorszenie pogody, co postanowiliśmy wykorzystać na odwiedzenie Parku Narodowego Lovcen. Droga wiodła przez Cetinje, którego centrum ostatnio zostawiliśmy z boku, jadąc do Ostroga. Teraz przejechaliśmy przez miasto i nawet nieco w nim pobłądziliśmy. Znowu uratował nas patrol policyjny, stojący w miejscu gdzie powinien być drogowskaz do PN Lovcen lub do mauzoleum Petra II Petrovica Njegosa. Cetinje jest dość zaniedbane, co nie zmienia faktu, że na pewno watro się tu zatrzymać, choć na chwilę i zobaczyć parę rzeczy. My jednak nie mamy czasu na postój i wyjeżdżamy z miasta drogą prowadzącą w góry. Droga jest stosunkowo niedawno asfaltowana, co powoduje, że jazda, mimo niezliczonej liczby zakrętów, jest dość przyjemna. W pewnej chwili zauważamy na jednym ze szczytów obiekt, który może być tym, do którego zdążamy. Jednak jego położenie nie daje nam wierzyć w możliwość wjazdu na samą górę. Droga, a w zasadzie wąska asfaltowa ścieżka, wiedzie obok samotnych zabudowań i przez niewielki ośrodek turystyczny, wyposażony m. in. w boiska sportowe i kort tenisowy. Ruch jest niewielki a za ośrodkiem ustaje zupełnie. W pewnym miejscu na dość ostrym zakręcie asfalt przysypany jest drobnymi kamieniami. W nocy, w świetle reflektorów mogłoby to wyglądać na zmianę nawierzchni i na to, że droga prowadzi dalej prosto. A tam tylko... przepaść. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów, w tym ostatniego odcinka na jedynce (bardzo stromo, a zakręty o 180° nie pozwoliły się rozpędzić) docieramy w końcu na mały okrągły placyk, obok restauracji pod szczytem Jezerski vrh (1.657 m n. p. m.) skąd już tylko 461 schodów w tunelu wydrążonym w zboczu i szczyt z mauzoleum, do którego wstępu strzegą dwie monumentalne, kamienne, kobiece postacie. W środku znajduje się posąg przedstawiający siedzącego w zadumie Petra II Petrovica Njegosa największego władcę Czarnogóry (1830 - 1851) i najznamienitszego jej poetę. Uwagę zwraca łukowate złocone sklepienie. Za posągiem jest zejście do oświetlonej krypty, gdzie znajduje się niewielki kamienny sarkofag z napisem: NJEGOS 1813-1851. Za mauzoleum chodnik prowadzi kilkadziesiąt metrów dalej do otoczonego niskim murkiem małego placyku, skąd można podziwiać panoramę, a na jej pierwszym planie najwyższy szczyt parku Štirovnik (1.749 m n. p. m.). Podobno w szczególnie pogodne dni widać stąd całą Czarnogórę a nawet włoskie wybrzeże. Po nasyceniu oczu wspaniałymi widokami schodzimy na dół do samochodu. Jeszcze zakup paru pamiątkowych drobiazgów (m. in. folderu o Czarnogórze wydanego jeszcze za Federacyjnej Ludowej Republiki Jugosławii) i wracamy do Budvy. Po drodze zwolna zapada zmrok a my zatrzymujemy się w przydrożnej niewielkiej knajpce na odludziu, na kolację. Przypomina się nam artykuł z Rzeczpospolitej, w którym wspominano o "kanapkach ze świeżym powietrzem". Po początkowych kłopotach językowych, udaje się nam je zamówić. Pomiędzy dwoma grubo krojonymi kawałkami chleba domowego wypieku jest warstwa sera własnej roboty oraz plastry pršutu, czyli specjalnie przygotowanej mocno wędzonej, podeschniętej i bardzo słonej szynki. Do tego zamawiamy herbatę (caj) owocową. Herbata z liści herbaty w zasadzie nie tu występuje. Ani w lokalach, ani też w handlu nie widać jej. Kolacja jest bardzo smaczna. Przy płaceniu okazuje się, że także dość luksusowa. Za pięć sandwiczy i cztery "herbaty" zapłaciliśmy nieco ponad sześćdziesiąt złotych. W lokalach tego typu często brak jest menu. Stąd klient dowiaduje się ile ma zapłacić dopiero, gdy kelner poda rachunek. W innej restauracji spotkaliśmy się też z menu, w którym było wszystko z wyjątkiem cen.

Ostatni dzień pobytu w Budvie przeznaczyliśmy w całości na plażowanie i wieczorny spacer promenadą wśród knajpek, salonów gier, straganów i sklepików wydając ostatnie przeznaczone na ten cel pieniądze. Na plaży, na dwie godziny wynajęliśmy rower wodny i popłynęliśmy nim na pobliską wyspę Sv. Nikola, na której znajduje się głównie plaża z niewielkim ośrodkiem oraz maleńka kapliczka. Plaża jest kamienista a brzeg bardzo stromy w związku, z czym mieliśmy kłopoty z przybiciem do niego. Po 2 - 3 krokach woda sięga tu do szyi. Osoby słabo pływające nie mają tu, czego szukać. Rower dał się "zaparkować" tylko na kilka chwil, po czym fale zaczęły go zmywać z miejsca, do którego dobiliśmy w związku, z czym po krótkiej kąpieli popłynęliśmy z powrotem.

We wtorek rano przed śniadaniem ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. Nieco inaczej niż w stronę do Budvy - jedziemy przez Tivat. Tym razem zatokę Kotorską przepłynęliśmy małym promem, kursującym w najwęższym jej miejscu to jest miedzy Lepetani a Kamenari. Czas oczekiwania na prom wykorzystują miejscowi mali "przedsiębiorcy". Jedni na żebranie inni na usługowe mycie szyb w samochodach. Jestem gotów nawet zapłacić byle chłopak, który do nas podszedł nie dotykał swoją gąbką (a w zasadzie tym, co z niej zostało) szyby w naszym samochodzie. Niestety mimo naszych protestów szybę mamy... zamazaną. Za taką "usługę" płacimy, wytrwale czekającemu chłopakowi aż... 1 ¢. Odchodzi jak niepyszny. Żebrząca dziewczynka dostaje od nas nektarynę. Reakcja podobna. Nadpływa prom. Samochody wjeżdżają chaotycznie. Zaczynamy toczyć się w kierunku promu... i w tym momencie orientujemy się, że musimy wykupić bilet w kiosku - kasie - informacji. Błyskawiczna akcja mojej żony i oboje znajdujemy się na promie. Ja wjeżdżam a ona wbiega z biletami w ręce. Po kilkunastu minutach jesteśmy już na drugim brzegu.

Pogoda dzisiaj sprzyja dalekiej podróży, temperatura w sam raz słońce nieco z chmurami. Przez chwilę, gdy jedliśmy śniadanie, nawet padał deszcz i to dość intensywnie. Gdy skończyliśmy, on też skończył. Do Chorwacji wjeżdżamy jak zwykle bez problemów. Szkoda, że wtedy nie wiedziałem, że kontenery pomiędzy posterunkami Chorwatów i Czarnogórców to po prostu najtańszy sklep wolnocłowy, jaki kiedykolwiek widziano. Asortyment to podobno w całości alkohol. Jedziemy dobrze już nam znaną drogą. Mijając Plat wypatrujemy miejsca gdzie spędziliśmy poprzedni tydzień. Nie licząc krótkich postojów podyktowanych koniecznością, na dłużej zatrzymujemy się dopiero przed Splitem w miejscowości Dugi Rat. W Splicie mamy pożegnać się już z Adriatykiem, skręcając w głąb lądu. Na razie jednak planujemy ostatnią krótką kąpiel w Adriatyku, dla odświeżenia się, bowiem temperatura w międzyczasie podniosła się a słońce zaczęło grzać niemiłosiernie. Wjechaliśmy na parking przy plaży. Teraz tylko żuraw do bagażnika po kąpielówki i... Bagażnik się zaciął. Nie można otworzyć go ani z kabiny, ani kluczykiem z zewnątrz. Nie pozostaje nic innego jak tylko przewrócić tylne siedzenia wybebeszyć całą jego zawartość, aby dostać się do zamka i zobaczyć, co się stało. Po dłuższej chwili wszystkie pakunki lądują obok samochodu a ja, uzbrojony w śrubokręt, w bagażniku. Po chwili okazuje się, że do wnętrza zamka dostał się suwak zamka błyskawicznego kurtki. Kurtkę wyciągnąłem na siłę - suwak został. Jeszcze chwila i jest, wyszedł. Bagażnik otwarty - można powrotem go zapakować, no i oczywiście odszukać kąpielówki. Cała ta operacja kosztowała nas trochę czasu i nerwów. Nagrodą była jednak ta ostatnia kąpiel. Plaża i dno w tej miejscowości są piaszczyste. Piasek bardzo przyjemny, prawie taki jak nad Bałtykiem. Na plaży rośnie trochę niskich drzewek tak, że nie ma potrzeby smażenia się w pełnym słońcu. Mimo, że przy drodze, ale miejsce jest dość kameralne. Jest knajpka - bufet, przebieralnia i prysznice - gratis, a co najważniejsze układ dna podobny jest do tego, jaki znamy z Ulcinija w Czarnogórze, bardzo daleko jest jeszcze płytko. Po kąpieli jedziemy dalej. W Splicie skręcamy w prawo, z zamiarem dojechania do Parku Narodowego Plitvičkia Jezera na nocleg. Ta filozofia zawsze się sprawdzała: noclegu szukać tam gdzie są atrakcje turystyczne. Dlaczego, więc teraz miałoby być inaczej?

Na obiad stajemy w królewskim mieście Knin. Ten odcinek drogi pamiętam dobrze z ubiegłego roku. Trochę z pamięci trochę na wyczucie staję na małym parkingu obok dwóch restauracji. Ze względu na to, że dzieciom nie chce się jeść zamawiamy tylko dwie porcje mieszanego mięsa z grilla, frytki, sałatkę z pomidorów. Okazuje się, że tymi dwiema porcjami swobodnie najedzą się nawet cztery osoby. Jedna osoba nie jest w stanie zjeść jednej porcji - półmisek różnego rodzaju mięsa z grilla, do wyboru do koloru. Całość oczywiście z pszennym chlebem. Posileni, ruszamy dalej.

strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej >>

Wszystkich chętnych zapraszamy do nadsyłania relacji.


[Wasza Chorwacja - strona główna]



[Strona główna] [Reklama] [Kontakt] na górę strony

Rozmiar: 107 bajtów


apartamenty w cro




Rozmiar: 107 bajtów

Rozmiar: 107 bajtów

(c) 1999-2009 Chorwacja Online - Cro.pl