CHORWACJA ONLINE

forum

 
Wasza Chorwacja Relacja 9
reklama


Relacja z podróży do Południowej Dalmacji oraz Czarnogóry


Wjeżdżamy do Budvy. I tu pierwsze zaskoczenie. Dwukierunkowa, trójpasmowa, główna ulica miasta została od jakiegoś czasu zamieniona w jednokierunkową. Jedzie się nią z północy na południe. W kierunku odwrotnym miasto objeżdża się dookoła wyznaczoną obwodnicą z peryferyjnych ulic. Twórcy tego rozwiązania zakończyli wcielać w życie swój pomysł na oznakowaniu pionowym. Znaki poziome na jezdni, pozostały natomiast bez zmian. I tak, jadąc skrajnym lewym pasem, obserwując strzałki na jezdni, ma się wrażenie jazdy pod prąd. W miejscu, gdzie kończy się centrum miasta, aby skręcić w lewo trzeba przejechać przez pas podwójny ciągły i wymalowaną na jezdni wysepkę. W mieście nie ma radarów, więc wszyscy jadą szybciej niż jest to przewidziane. Przejścia dla pieszych przez główna ulicę miasta są miejscem permanentnych zawodów o to, komu (pieszemu, czy kierowcy) uda się szybciej je pokonać. O ile ktoś liczyłby na zatrzymanie się przed przejściem dla pieszych samochodów na wszystkich trzech pasach w celu umożliwienia przedostania się pieszym na drugą stronę jezdni, może doczekać tam późnej starości.

Objeżdżamy miasto dookoła raz, po czym wracamy na główną ulicę, gdzie usiłujemy znaleźć jakiś apartament. Niestety bezskutecznie. Robiąc drugą rundę zauważamy na obwodnicy gościa wymachującego kartonem z napisem "apartaments". Zatrzymujemy się, gość prosi abyśmy wjechali na chodnik, bo policja łapie. Po krótkiej rozmowie jedziemy za nim. Po chwili stajemy. Chłopak pokazuje nam kwaterę. Jest to fragment mieszkania w domu jednorodzinnym. Dość ciasno, niezbyt czysto. Wydaje się nam, że w stosunku do ceny warunki są po prostu kiepskie. Rezygnujemy. Nasz przewodnik (okazuje się, że jest to jego mieszkanie i w drugiej jego części już mieszkają jacyś Niemcy) nie daje za wygraną i chce pokazać nam inną kwaterę za tą samą cenę w sąsiednim domu. Jest nieco lepiej. Do dyspozycji mielibyśmy dwie sypialnie, łazienkę, aneks kuchenny (w szafie na korytarzu) i bardzo duży taras. Apartament jest na piętrze, na parterze mieszka właścicielka. Sąsiedni pokój z łazienką na piętrze jest już zajęty. Po lustracji decydujemy się zostać. Cena 44,- € za dobę tj. podobnie jak w Chorwacji po pierwszym lipca, warunki jednak nieco gorsze. Sypialnie mniejsze niż w Chorwacji, kuchnia w wersji "kompakt" (tj. szafa, w której zabudowano zlewozmywak, kuchenkę elektryczną - dwupalnikową oraz małą lodówkę), zamiast pralki jest TV SAT. Do plaży mamy jakieś 10 minut drogi (kwaterunkowy naganiacz mówił, że 3 minuty - mógłby to być wynik Korzeniowskiego) przez nowo powstałe osiedle mieszkaniowe i ośrodek wypoczynkowy Slovenska Plaža na 2500 miejsc. No, cóż jesteśmy Budvie, centrum czarnogórskiego wybrzeża zarówno pod względem płożenia i cen. Popołudniu idziemy zbadać, gdzie właściwie trafiliśmy, zobaczyć plażę itp. I tu szok. W Plat mieszkaliśmy na odludziu i mieliśmy do dyspozycji kameralną plażę, a tu... Tu mieszkamy w centrum rozrywki. Wzdłuż plaży przez kilka kilometrów ciągnie się deptak, spełniający podobne funkcje jak Krupówki w Zakopanem. Jest tu wszystko; restauracje, (z których każda ma wejście zarówno od strony deptaku jak i plaży), restauracja Mc'Donald's na podwoziu naczepy TIR-a, sklepy, wesołe miasteczko, salony gier, stragany, punkty usługowe itp., Przy czym wszystko, co tylko się da, odbywa się na wolnym powietrzu. Największy ruch jest tu wieczorem i w nocy, panuje tu wtedy niesamowity tłok. Deptak prowadzi aż na Budvańską starówkę na wysuniętym w morze półwyspie. Starówka podobna jest do tego typu miejsc w Chorwacji. Wąskie uliczki, pomiędzy domkami z jasnego kamienia, knajpki z ogródkami na każdym kroku, pośrodku jeden z pięciu kościołów, kościół św. Jana (z VII w.). Plaża, na którą chodziliśmy w Budvie należała do ośrodka Slovenska Plaža i jest to plaża piaszczysta a w zasadzie drobno żwirowa. Są tam ustawione w rzędach plastikowe leżaki bez lub z parasolami i małymi stoliczkami lub bez nich. Im bliżej wody, tym pełniejszy zestaw. Opalanie się na plaży na karimacie lub kocu nie należy do dobrego tonu i większość powierzchni jest zajęta przez leżaki, więc nie bardzo jest miejsce na rozłożenie się z karimatą. Z tego typu wyposażeniem można się rozkładać na trawnikach poza plażą na słońcu lub pod drzewami, jak kto woli. Leżaki kosztują ok. 1,50 - 2,00 € za dzień opalania. Po plaży nieprzerwanie kursują sprzedawcy ciastek, gotowanej kukurydzy, olejków do opalania (chyba własnego wyrobu) głośno zachwalając swój towar. Przy plaży są kawiarnie serwujące np. zamówione drinki z lodem i doniesieniem przez niebrzydkie kelnereczki do miejsca zalegania plażowicza. Można wypożyczyć rower wodny, skuter lub skuter wodny. Poza dość drogimi restauracjami w sąsiedztwie plaży namierzyliśmy dość przyzwoity bar samoobsługowy na świeżym powietrzu, gdzie zarówno oferowane dania jak i ich ceny były do przyjęcia.

Odnieśliśmy też wrażenie, że turystyka w Czarnogórze, w przeciwieństwie do Chorwacji jest delikatnie przesiąknięta seksem. We wszystkich miejscach gdzie można kupić widokówki jest ich duży wybór a spora ich część jest dość frywolna. Podobnie jest z erotycznymi czasopismami. Są wszędzie na wierzchu, rzucając się w oczy. Wieczorem na deptaku i w dzień na plaży można spotkać niewyobrażalną liczbę ładnych dziewcząt, często opalonych na brąz. Część z nich sprawia wrażenie, że nie przyjechała tu tylko wypoczywać. Jednak podkreślam: "sprawia wrażenie". Nie ma tu żadnej nachalności, jedynie wyczuwa się klimat. Coś wisi w powietrzu.

Nazajutrz po uciechach plażowo-kąpielowch wybraliśmy się do oddalonej o ok. 7 km miejscowości Sveti Stefan, gdzie na wysepce połączonej z brzegiem wąskim przesmykiem z naniesionego przez fale morskie piasku i żwiru, wzmocnionym kamiennym podmurowaniem znajduje się chyba najdroższy hotel czanogórskiego wybrzeża wraz z kasynem. Jadąc tu mijaliśmy inny równie ekskluzywny hotel "Miločer" w miejscowości o tej samej nazwie. Wszystkie budynki na wyspie należą obecnie do hotelu. W najwyższej części wyspy położona jest mała cerkiew z XV w., p.w. sv. Stefana. Całość otoczona jest murami obronnymi z XV-XVI w., których zadaniem była ochrona rybackich domostw przed atakami piratów. Ze względu na płatny wstęp na wyspę w celu jej zwiedzenia, poprzestajemy na spacerze groblą i podziwianiu jej z zewnątrz. Otoczenie wyspy - hotelu jest bardzo zadbane, szczególne wrażenie robią tereny zieleni wraz z egzotycznymi dla nas nasadzeniami. Nam najbardziej podobał się wspaniale kwitnący biało - różowymi kwiatami egzemplarz "perskiej akacji" z rodzaju Albizzia, pod którym zrobiliśmy sobie zdjęcie.

Cel kolejnej naszej wycieczki to Monastyr Ostrog położony na południowy wschód od miejscowości Nikšić. Dojechaliśmy tam przez Cetinje (dawną stolicę Czarnogóry), Podgoricę (obecną stolicę, do niedawna noszącą nazwę Titograd) i Danilovgrad. Na skraju miejscowości Stubica ok. 8 km przed Nikšić jest źle widoczny drogowskaz w prawo na Ostrog. Poza drogowskazem, przy skrzyżowaniu stał policjant. Gdy wracaliśmy już go nie było. Odnieśliśmy jednak wrażenie (nie po raz pierwszy i nie ostatni), że poza patrolami policyjnymi wyposażonymi w radar, rola policji jest tu jeszcze inna. Otóż policjantów można spotkać na skrzyżowaniach uczęszczanych dróg, gdzie oznakowanie (drogowskazy) może sprawiać wątpliwości, lub występuje jakieś zagrożenie np. jest zła widoczność przy wyjeździe z drogi podporządkowanej czy ruch pojazdów koliduje z intensywnym ruchem pieszych. W tych przypadkach znajdujący się tam stróże prawa chętnie służą pomocą. Od momentu zjazdu z drogi głównej zaczynamy się wspinać po wąskiej asfaltowej, co prawda, ale o bardzo zmiennej nawierzchni drodze w stronę Ostroga. Droga miejscami jest bardzo wąska i wymaga ustępowania pierwszeństwa pojazdom jadącym z przeciwka. Wiedzie przez krótki tunel a w zasadzie należałoby powiedzieć bramę wykutą w skale nie obudowaną od wewnątrz. Im bliżej celu, tym droga staje się węższa a nawierzchnia bardziej nierówna. Dojechać samochodem można w zasadzie do małego parkingu przy klasztornej bramie, choć jazda wyżej nie jest zabroniona - nie ma znaków zakazu. Jednak droga wiodąca dalej może sprawiać pewne trudności, a szczególnie przy złych warunkach pogodowych, powodować duże ryzyko, conajmniej uszkodzenia samochodu. Wierni Cerkwi Prawosławnej odbywający pielgrzymkę do tego miejsca idą dalej pieszo, co wiąże się z pewnym wysiłkiem i czasem. Widzieliśmy kobiety, które szły w panującym upale w długich sukniach, boso z głowami osłoniętymi chustkami. Taka wędrówka po kamienistej górskiej ścieżce nie jest na pewno lekkim spacerkiem. Dostępne przewodniki zalecają jako najwłaściwszy właśnie taki sposób dostania się do sanktuarium. My skorzystaliśmy z możliwości wjazdu taksówką, co jednak przez gorliwych pielgrzymów może być poczytane za świętokradztwo. Za wjazd trzeba zapłacić 4 €. Zjazd kosztuje tyle samo. Po drodze okazuje się, że są to pieniądze, które warto wydać, aby nie narażać własnego samochodu.

strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej >>

Wszystkich chętnych zapraszamy do nadsyłania relacji.


[Wasza Chorwacja - strona główna]



[Strona główna] [Reklama] [Kontakt] na górę strony

Rozmiar: 107 bajtów


apartamenty w cro




Rozmiar: 107 bajtów

Rozmiar: 107 bajtów

(c) 1999-2009 Chorwacja Online - Cro.pl