 |
|
|
Relacja z podróży do Południowej Dalmacji oraz Czarnogóry
|
Następnego dnia zgodnie z planem nadchodzi czas na próbę przekroczenia granicy z Czarnogórą. Mamy tam
tylko ok. 40 km. Na przejściu w Debeli Brijeg wszystko przebiega bez problemów i granicę przekraczamy bez
kłopotu. Granica ta wyróżnia się z pozostałych jedynie dość skrupulatną kontrolą dokumentów. Poza
paszportami i "zieloną kartą" okazać musieliśmy też dowód rejestracyjny samochodu (proszono o niego
za każdym z czterech razy). Ze względu na to, że jest to tylko rekonesans postanawiamy zatrzymać się
w najbliższym miasteczku a jest nim Herceg Novi. Już od granicy widać, że nie jesteśmy Chorwacji.
Mówiąc delikatnie Chorwaci mają większe zamiłowanie do porządku i ładu przestrzennego. Tu jest pod
tym względem nieco inaczej. W mieście widać też znacznie więcej socjalistycznych blokowisk niż w
nadmorskich miejscowościach Chorwacji. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Herceg Novi jest przykładem
na znacznie większą różnorodność roślinności niż zwykliśmy to widzieć u sąsiadów. Chodząc po mieście
czujemy się jak w palmiarni. Co krok zachwycają nowe nieznane nam rośliny. Utrwalamy kamerą te wspaniałe
widoki. Spacerując nadmorskim deptakiem dostrzegamy, że przygotowania do sezonu turystycznego jeszcze
się nie zakończyły. W wielu miejscach prace jeszcze trwają.
Po spacerze po mieście, wizycie w kilku sklepach decydujemy się na przyjazd do Czarnogóry na cały
następny tydzień. Na razie jednak wracamy do Chorwacji cieszyć się tamtejszymi atrakcjami. Przecież
musimy wrócić jutro do Dubrownika!
Dubrownik to miejsce naprawdę godne zobaczenia. Spacer murami obronnymi, mimo że męczący obfituje w
niezliczoną ilość wspaniałych widoków na miasto i okolicę. W panującym upale poruszamy się powoli,
ale jest za to czas na upajanie się atmosferą miasta. W najwyżej chyba położonej baszcie na murach
obronnych zamawiamy sobie pocztówkę z naszym zdjęciem wkomponowanym w tło, jakie stanowi widok na
starówkę. Sprzedający te pocztówki młody człowiek najpierw robi nam zdjęcie aparatem cyfrowym,
dokonuje obróbki w komputerze i za kilka chwil mamy już trzy niepowtarzalne pocztówki, będące
wspaniałą pamiątką i miłą niespodzianką dla rodzinki pozostałej w Polsce. Dubrownik opuszczamy
późnym wieczorem, zatrzymując się na chwilę przed wjazdem na magistralę adriatycką w miejscu,
z którego teraz właśnie roztacza się wspaniały widok na oświetlone i tętniące życiem najintensywniej
o tej porze miasto.
W następnych dniach głównie korzystamy z uroków plażowania, ale także jeździmy po najbliższej okolicy
odwiedzając dwukrotnie urokliwe miasteczko Cavtat. Jesteśmy tam od późnego popołudnia aż do zmroku.
Kosztujemy miejscowej kuchni w dwóch restauracyjkach. W obu przypadkach nasza ocena jest pozytywna.
Inne zdanie ma na ten temat nasz syn Michał, który wymógł na nas zamówienie lasagne z owocami morza.
Po spróbowaniu jednego kęsa odstawia, co było do przewidzenia, talerz z nieukrywanym obrzydzeniem.
No, cóż dla nas przynajmniej, "owoce morza" lepiej brzmią niż smakują. Michał, jak każdy w jego wieku
(7), musiał przekonać się o tym osobiście. Prawdą jest, zatem stwierdzenie, że "podróże kształcą".
W pamięci pozostała nam wieczorna przechadzka promenadą wokół małego półwyspu zakończona kolacją
na tarasie małej knajpki, z widokiem na morze i światła Dubrownika w oddali. Pamiętać będziemy też
długo niepowtarzalną atmosferę tam panującą.
Nieuchronnie zbliżał się półmetek naszego pobytu nad Adriatykiem. Ostatni dzień w Plat przeznaczyliśmy,
na plażowanie i pakowanie się. Następnego dnia rano ruszamy w kierunku znanego nam już przejścia
granicznego Debeli Brijeg. Po drodze jeszcze w Chorwacji tankujemy na przedostatniej stacji benzynowej
do pełna, bowiem jest to ostatnia możliwość zapłacenia kartą kredytową za paliwo w ten sposób. Z tego,
co zdołaliśmy się zorientować, w Czarnogórze funkcjonuje tylko jeden punkt, gdzie można podjąć gotówkę
z karty VISA (Podgoricka Banka, pl. Ivana Milutinovica, Podgorica) i... na tym w zasadzie koniec.
Jedynie karty Dinners Club bywają akceptowane.
Kilka większych hoteli akceptuje karty, ale podobno
naklejki na szybach mogą mylące - nie zawsze dana karta jest akceptowana. Podobnie jak poprzednio,
tak i teraz nie mamy problemów przekroczeniem granicy. Mijamy znany nam już Herceg Novi, jadąc wzdłuż
brzegu Zatoki Kotorskiej.
W Kamenari chwila nieuwagi i przegapiliśmy wjazd na prom na drugą stronę
zatoki. Nie bardzo jest gdzie zawrócić, decydujemy się, zatem na dalszą jazdę wzdłuż brzegu. Mijamy
miedzy innymi niewielką miejscowość Perast widząc z drogi kilka z wież 18 tamtejszych świątyń.
Niektóre z nich są dość mocno zniszczone. Początkowo myślimy, że są to zniszczenia wojenne, okazuje
się, że to pozostałości po trzęsieniach ziemi, które nawiedzają niekiedy ten rejon.
Będąc w ubiegłym
tygodniu w Herceg Novi, nie zauważyliśmy dwóch rzeczy, które teraz rzuciły nam się w oczy. Większość
znaków drogowych jest pozaklejana małymi kartkami z jakimiś hasłami, wypisanymi cyrylicą. Jest to
zrobione w ten sposób, że można zorientować się, jaki znak jest pod spodem, ale w przypadku np.
ograniczeń prędkości trudno jest natomiast już odgadnąć, czy górna granica szybkości na tym odcinku
drogi to: 30, 60 czy może 80 km/h. Druga rzecz to wszechobecne patrole policyjne z radarami.
Odnieśliśmy wrażenie, że były one rozmieszczone nie rzadziej, niż co 10 km. Jadąc, szczególnie
w terenie górzystym, poza obszarem zabudowanym, widząc znak z ograniczeniem szybkości oczyszczony z naklejek, miało się stuprocentową pewność, że za zakrętem,
za załomem skalnym stoją policjanci z radarem. Kto odpowiednio szybko nie połapał się w zasadach tej
gry, ten przegrywał płacąc haracz.
W roli przegrywających występowali głównie kierowcy z obcymi rejestracjami. Jeszcze nigdy ani w Polsce, ani w innym kraju nie widziałem naraz tylu patroli na drodze.
Jadąc tak dookoła zatoki zatrzymaliśmy się na obiad w miejscowości Dobrota w knajpce typu fast
food, nad samą wodą. Tu miłe zdziwienie - za 10 euro jesteśmy najedzeni do syta.
Pizza była nawet niezła.
Ruszamy w dalszą drogę, mijając Kotor wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, na chwilę o
ddalamy się od morza, kierujemy się drogą przez tunel w stronę Budvy, gdzie postanawiamy szukać
kwatery na drugi tydzień wakacji. Droga na tym odcinku nie jest już tak malownicza jak dotąd,
choć góry w drugim planie mają też swój urok. Na pierwszym planie jednak jest droga i to dość
dziurawa, sukcesywnie, co kawałek remontowana, co powoduje ciągłe ograniczenia prędkości. Po drodze
widzimy też przebudowywany tunel, który teraz będzie dłuższy, aby ochronić pojazdy przed spadającymi
odłamkami skalnymi. W czasie remontu ruch w okolicach tunelu można określić tylko jednym słowem -
chaos. Słowo to pasuje też do określenia w ogóle ruchu drogowego w Czarnogórze.
strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej >>
[Wasza Chorwacja - strona główna]
|